Dział poświęcony wpływowi substancji psychoaktywnych na działalność człowieka.
ODPOWIEDZ
Posty: 3616 • Strona 152 z 362
  • 125 / 11 / 0
Sytuacja sprzed 1,5 tygodnia kiedy pilnowałam 2 znajomych (Nazwę ich tutaj G i B) testujących nową maczanę;

Po buchu musiałam zarówno G jak i B wyciągnąć lufkę z dłoni oraz zapalniczkę, bo zostali w bezruchu.
Najbardziej radował mnie widok G w takim stanie, bo przez ostatnie 2 lata nigdy nie zdarzyło się, by stracił przytomność i kontakt z otoczeniem.
B po pierwszym dojściu do siebie po około godzinie leżenia trupem na polance rozwalił mnie tekstem "Masz coś innego, bo mi po tym nic nie było"... Poprawka, Ty po prostu nawet nic nie pamiętałeś xD
Po kolejnych lufkach w ciągu tamtego dnia B;
-zatrzymywał samochody na środku drogi udając policjanta, nie chciał zejść mimo szarpiących go ludzi... Uciekł gdy się opamiętał, ba wystrzelił jak strzała,
-Zarzygał sobie klatkę schodową, na oczach sąsiadów,
-Wysypał mi 3g worek mdmb pinaci,
-Wpadł do rowu z błotem gdzie przespał około godziny,
-Wybrał się na 40 minutowy spacer po polach idąc jak Zombie, nie kontaktując idąc przed siebie, wnioskować mogę nawet, że gdyby doszedł do jakiejś skarpy byłby już trupem.

Za to G;
-Walił konia w biały dzień stojąc obok B na swojej klatce schodowej,
-Zgubił nam się na 2h po czym zadzwonił jakby nigdy nic gdzie jesteśmy zdziwiony.
-Próbował pocałować B mówiąc do niego jakimś damskim imieniem...
-Pobił się z B który pierwszy zapali kolejną lufkę.

Reszty rzeczy dla ich dobra nie wspominam, bo czytają Hajpa, nie będę psuć chłopakom bardziej psychiki.

PS. G sprawdź sobie filmiki w telefonie - jesteś w nich w roli głównej, polecam używać jakiejś blokady ekranu.

Trzeźwość czasem może być o wiele zabawniejsza od palenia, kiedy masz takich testerów %-D
Nie ważne jak mocno uderzasz,
liczy się jak wiele jesteś w stanie przyjąć.
  • 483 / 69 / 0
Vol. 2
Zrobiłem sobie Świętej Maczany. Maczana była zbyt słaba na palenie z lufki, proceder pochłaniał zbyt dużo czasu, nie chciałem ryzykować jarania na balkonie. Poszedłem do piwnicy, tam było wiadro <3
Zamykam cichutko wszystkie drzwi, rozkładam się na podłodze, po turecku, uchylam okienko, partyzantka. Przewidziałem to posiedzenie na jakieś 8 wiader, należało je przyjąć migusiem, żeby choć z 10minut kapy uzyskać.
W połowie jarungu, przypomniało mi się, że z emocji nie zdążyłem się wysrać. Maczana była na wykończeniu, nie było na więcej wiader, a gdybym poszedł się wypróżnić, to cała kapa zdążyłaby zejść, zapanowałby smutek. Poza tym – ukrywałem się przed matką, no nie wyjdę, bo mnie opierdoli, odnajdzie wiaderko, a po co się denerwować?
Rozejrzałem się, orientacyjnie, gdzie mógłbym się zesrać. Do dziury w podłodze – takiej studzienki, woda tam była – nie. Tak robili krzyżacy i umarli. Do starej szmaty? No też nie, obetrze nią dupę.
Po kolejnym wiadrze doznałem oświecenia. Przecież jestem w pokoju z konfiturami! TAK! DAWAĆ SŁOIK!
Jego pojemność wynosiła 600ml. Zapełniłem go w połowie. Tak powstał mój pierwszy Jenkem. Zjarałem się do reszty, i jak to po am2201, włączyła się lekka paranoja. Co, jeśli mnie nakryje matka? Czy coś mi zrobi? Czy słyszała o tajemnicy Jenkema, czy uzna mnie za narkomana?
Zacząłem się bać. Schowałem słoik w rupiecie, za maślakami.
Zapomniałem o tym gównie na prawie rok. Wiem, że go miałem. Solidny, sfermentowany, mocny Jenkem. Wiedziałem, że posiadam coś wyjątkowego, toteż zostawiłem go na dalsze miesiące, dla eksperymentu.
Ale Jenkema już nie ma. Ktoś go wziął. Chyba babka. Czasem sobie wyobrażam, że tak stary Jenkem mógł ją zabić. Chyba miała założone okulary, wiedziała, że to nie są grzyby w occie i nie przyniosła tego na obiad.
Dlatego żyje, staruszka.
możecie mnie z(a)b(i)ć
Przez przypadki?
Szpondzicie?
Szpońcicie
Szpondździcie
Szpondzijcię
szeszele
Szpoń ć i dziel(l) :heart:
demiurgia
posuń się Iwan
J/O(n)?
MiCHoł
m.i.on
energia, praca, materia, czas
tylko dobre rzeczy, misia, Odyseuszu, o mi?
  • 1794 / 124 / 0
Haha, ciekawi mnie, gdzie ty jeszcze srałeś, Korsarz %-D.
Któż nam powróci te lata stracone
bez wiosennego w wiośnie życia nieba?...
Wołają na nas, że w złą idziem stronę,
precz o świat troskę rzucając powinną,
a czy pytają się nas, co nam trzeba
i czyśmy mogli obrać drogę inną?
  • 5839 / 1209 / 43
Wraz z użytkownikiem @Zgienty, trochę balowaliśmy. (Pozdrawiam).
Ćpanie, chlanie, rutyna. Zbliżała się zimna, lutowa noc.
W głowie myśl - gdzie się przespać. Na hotel szkoda kasy. Wpadłem na pomysł noclegu w starym pustostanie, na uboczu miasta. Raz ćpałem tam alfę, straszne miejsce. Rozpierdol totalny: rozjebane meble, materace, pełno butelek, leków, strzykawek, petów. Dowody na obecność różnego elementu.
Siedzimy i pijemy browary. Noc stawała się coraz mroczniejsza. Nikłe światło księżyca wpadało przez rozbite okna. Siedzę na materacu. Nagle poczułem ból w prawym pośladku. Auć. Mówię co jest kurwa ? Wstaje. Szok. Wyciągam z tyłka starą pompkę. Igła aż się wygięła pod ciężarem dupska.
edit
Nie pamiętam, może i tak. Szczepionka przeciw wściekliźnie.
Pierdolone hipisy.
Ja się dziwie, że jakiś "Jason" nas tam nie zaciukał. Zresztą kto by się odważył tam iść. Tylko ćpun/ menel - co za różnica.
@JanBreivik2 - napisane jak po alfie.
Ostatnio zmieniony 13 kwietnia 2016 przez london5, łącznie zmieniany 4 razy.
>A komendant po tym gównie ląduje na Kolskiej.
  • 3470 / 736 / 9
Hehe a to nie było tak że Ty całą noc przespałeś z tą igłą i dopiero rano się zczaiłeś? Pamiętam mój komentarz: "Hehe, nadziałeś się." Fajnie tam było, ja sobie nawet płaszczyk z szafy wyciągnąłem i zrobiłem sobie z niego kołderkę.
Nawet Obi-Wan Kenobi był kiedyś helupiarzem.
  • 954 / 52 / 0
Zainspirowany owianym złą sławą słowem "alfa" w poście użytkownika london5, dwa posty wyżej przypomnial mi się mój pierwszy i ostatni raz na tej substancji. Nie wiedziałem co to jest, poza tym ze, jest najtańszym ścierwem na osiedlu. Impreza na czymś całkiem innym zaplanowana już dużo wcześnej okazała się być niemożliwą dla jednej osoby... mnie. Okazało się, że na mieście zabrakło piguł na ogar (a przynajmniej wsród naszych dojść). Dodam, że cała "impreza" miała składać z 2 uczestników - mnie i ziomka, i wspólnego spigulenia w środku nocy chodząc po mieście i rozmawiając o życiu (#nohomo). Tak więc kiedy wyszło, że jest tylko 1 piguła (rzecz jasna dla niego, w końcu on ogarniał, przecież nie wyrwałbym mu jej z ręki..., a przynajmniej wtedy na to nie wpadłem) postanowiłem zasięgnąć najbardziej oczywistego rozwiązania. Skoczyłem po 0.7 wódki (gdyż tylko ona była dostępna, a normalnie nie przechodzi mi przez gardło i piję tylko ciemne alko) do najbliższego sklepu. Po wypiciu 1 kieliszka stwierdziłem, że nie ma nic bardziej obrzydliwego i kolejny raz żałowałem podjętej decyzji w sprawie picia wódki. No dobra, to jakie są inne opcje? Telefony, listy do Watykanu - jest tylko alfa... No dobra, przecież nie może być to AŻ TAK ZŁE. Faktycznie, podczas latania naspeedowanym i rozgadanym nie było aż tak źle, może poza spinaniem dupy, czy nadleżdżająca taksówka to radiowóz. Wszystkie pomysły wydawały mi się genialne. Jak na przykład nielatanie z "przypałem" przy sobie, mimo, że był to w tamtych czasach legal i schowanie go, szczelnie zamkniętego w dilerce i jeszcze w husteczkach do UWAGA UWAGA mydelniczki z dozownikiem. Tak, w sam środek mydła, przecież tam nikt nie będzie tego szukał. Przy okazji wizyty tam zabrałem też obiecaną koledze żarówkę spod klosza, do wiadomego celu. Gdyby cała sytuacja sama w sobie nie była tak ultra absurdalna, to żeby nie było mnie słychać, co tam robię w tym kiblu tak długo sam - postanowiłem puścić muzykę z telefonu na full, tak, dzięki temu mnie nie usłyszą XD. No i tak co jakieś pół godziny wracałem tam w celu poprawienia fazy, aż w końcu zostałem przez właściciela baru uznany za stałego klienta na tyle, że miałem wypierdalać i tak też zrobiłem, bo co innego mogłem zrobić? Od tamtej pory toaleta w barze jest na kluczyk przyznawany przez tego samego gościa. Wypędziliśmy jakiegoś posłańca po klucz, ale tylko po klucz, bo moją wyrzuconą za szmaty z tego kibla godność i oczywiście towar musiałem odzyskać sam., jak facet. Więc udałem się tam po nią i po raz kolejny zostałem wyjebany. Tym razem jednak mi to już nie przeszkadzało, bo zdążyłem zabrać co moje. Kolejnym dorzutkom nie było końca, strasznie ciągnie ta suka alfa, żeby poprawiać non stop i tak już kosmiczne wyjebanie z butów. Przez cały okres imprezy (między 20 a 4 w nocy) mówiłem przez cały czas właściwie tylko ja, pysk się po tym nie zamyka. Zmęczony kolega po wielogodzinnej wędrówce i słabiej stymulującej substancji niż moja uznał, że to jego kres i musieliśmy się pożegnać. Ja za to energii miałem w sobie jeszcze na tyle dużo, żeby wpaść na kolejny genialny pomysł - porozmawiam z kumplem z podstawówki, który mieszka blok przede mną ale już teraz jesteśmy tylko na siema. Znałem tylko imię, nazwisko i klatkę. Jako osoba nieugięta, a przynajmniej po szczurach, po braku jego nazwiska na liście domofonów dostałem się do klatki na swój sposób i postanowiłem kontynuować poszukiwania na własną rękę. Zapukałem do każdego możliwego mieszkania za zapytaniem czy jest może Michał - o 4 w nocy, totalnie wystrzelony. W końcu, po tym jak okazało się, że nie ma w tym bloku ani jednego Michała, a raczej po tym jak zostałem chamsko przez kogoś oszukany.... postanowiłem wrócić do domu. Napierdalałem na fejsie z 15 osobami naraz, których nawet wtedy nie było na fejsie, rano mieli po kilka minut scrollowania czatu w górę, a przez kolejne 48h nie mogłem zmrużyć oka (nie znałem wtedy jeszcze pojęcia benzo), mając przy tym na maxa dziwne paranoje o których to już się nie ma co specjalnie rozgadywać bo są już klasykami na tym forum. Nigdy więcej tego jebanego gówna, resztka która została w samarce poleciała do kibla i od tamtej pory brzydzę się czymkolwiek co ma w nazwie alfa. Ot, taka anegdotka.
  • 672 / 127 / 0
Miejsce: las.
Pies: gigant.
Noc.
Liscie leżą naokolo.

Wyprowadzilem psa. Bydle duze i sie troche rwie i jedynie jak przystane to moge operowac telefonem.

Przystanalem. Pies chodzi sobie naokolo, na dlugosc smyczy, szura w lisciach, cos tam wącha. Piszę smsa, i "kątem ucha" slysze ze cos w trawie szelesci. To nie byly psie lapy, cos innego, mniejszego... niewazne, sms byl wtedy wazny. Napisalem. Dumny z siebie chcialem zobaczyc co tam popełzło sobie. i wtem widzę - jeż! Rwe psią smycz, krzyczę: "kurdebele, psie, zostaw jeża - kolce, zgon i zniszczenie!" ale jednak jest nie tak. Jeż cos sie nie rusza. Mysle sobie - najgorzej, jez nie zyje, koniec, jestem zlym czlowiekiem, nie dopilnowalem, bede gnil w piekle obok hitlera.

Podchodze by dokonac pochowku godnego dla poczciwej zwierzyny... schlam sie by go chwycic, a tu mym oczom ukazuje się wielkie gowno. Świeże. Kurwa. Prosto z psiej dupy.

Dzwiek spadajacego balasa, byl mym wyimaginowanym stworzeniem. Po tym zdarzeniu stwierdzilem, iż koniec z empatią na jakiś czas, marihuanen przekleta, osmieszylem sie przed swoim psem.
Uwaga! Użytkownik Nozer jest zbanowany na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
  • 3959 / 149 / 0
wystarczylo powbijac w nie patyki. ;-)
niedojebanie genetyczne
  • 98 / 48 / 0
Zrobiło się cieplutko,więc coś o ogrodach działkowych z czasów ubiegłego stulecia

Ogrody działkowe dla miejskiej części społeczeństwa były miejscem relaksu i synonimem aktywnego odpoczynku. Po tygodniu wytężonej pracy w budowaniu socjalistycznego dobrobytu, rodzinki pakowały się do „maluchów”,”syrenek” czy „trabantów” i wyjeżdżały wesołymi gromadkami na łono natury,aby cieszyć się dobrodziejstwem świeżego powietrza i delektować się pięknem natury.
To tyle jeżeli chodzi o sielankową część wstępu. Teraz garść realizmu:Banda rozwrzeszczanych mieszczuchów,niczym rozszalała horda Hunów,wpadała na teren ogródków działkowych , zostawiając za bramą elementarne zasady życia społecznego, o kulturze osobistej nie wspominając. Bachory darły ryja jakby je kto ze skóry obdzierał,tatuś nastawiał radio na cały regulator popisując się nowym modelem tranzystorka Unitry, a mamusia przekrzykując pozostałych ,ciągle o coś pytała. Np:”wyłączyłeś żelazko?Zapakowałeś termos?Włożyłeś kanapki do torby?” itp. Oczywiście okazywało się,że mężuś o czymś zapomniał i zaczynała się awantura na całego i darcie gęby bez końca.

Działkowicze to najgorszy z możliwych dopustów bożych dla postronnych!Najlepiej omijać to plemię i ich niedzielne włości szerokim łukiem…chyba,że jest się ćpunem. Tu sytuacja i nastawienie do amatorów nawozów naturalnych w postaci gówna i rycia pazurami w ziemi, zmienia się diametralnie, szczególnie,że działki w sezonie, zawsze plasowały się na jednym z czołowych miejsc turystycznego szlaku,które każdy szanujący się ćpun odwiedzić był powinien.(Chociażby ze względu na walor dydaktyczno-poznawczy)
Bardziej prozaicznym powodem korzystania z działkowego „last minute” było ćpunowskie lenistwo. Zamiast iść w zagony,rozleniwione towarzystwo wolało przejść się spacerkiem na podmiejskie działki,nazbierać mleczka na kilka strzałów,aby za dwa dni jęczeć,że dopadł ich deficyt towaru.
Takie właśnie towarzystwo leni patentowanych,poszło wieczorem na ogródki,na uprzednio upatrzone miejsce,gdzie działkowicz nasiał w chuj i jeszcze ciut maku . Poszedł z nimi niejaki”Zyga”,tak dla towarzystwa,bo mu się nudziło. Z „Zygi” był chłop na schwał,dwa metry wzrostu i ponad sto kilo żywej wagi,a sipę miał taką,że łopaty nie trzeba.
Towarzystwo wpakowało się przez płot na wspomniany areał i pochylone w krzakach ,zbierało to,czym natura ich uraczyła . Tak ich ta praca zaabsorbowała,że nie zauważyli,iż drzwi od altany uchyliły się i jakiś złowieszczy cień chyłkiem przemknął w ich stronę. Ów fantom,okazał się być działkowcem,który postanowił zanocować w altanie,a że usłyszał hałas i odgłosy deptanych grządek,wziął solidną pałę ,podszedł cichutko do pierwszego z brzegu ruszającego się krzaka ,wziął solidny zamach i jak nie zdzieli go z całej siły …tylko zadudniło i trzasnęło,bo pała się złamała. Okazało się,że „to" co wzięło na siebie cały impet furii działkowca,to były plecy „Zygi”.Biedak tylko jęknął i głębokim basem wyartykułował coś w rodzaju:”Łooło kuaarrłłła gooouu maćśścćśś..!”Gdy „Zyga” jęcząc i przeciągając się, powoli przyjmował pozycję pionową ,działkowicz stawał się coraz mniejszy i mniejszy i mniejszy ,aż w końcu, w porównaniu z ogromną postacią swej ofiary, zrobił się zupełnie malutki. Tyci,tyci.
Ciemny,ogromny kształt ,całkowicie przesłoniwszy tarcze księżyca , rzucił cień na pół działki i na nieszczęsnego działkowca ,w kierunku którego wyciągał swe ogromne łapska. Chłopina z resztkami pały w drżącej dłoni,z zadartą do góry głową i opadniętą szczęką , sparaliżowany strachem, bezwolnie przyglądał się nieuchronnie nadciągającej nemezis. Nagle, jakby kto działkowca odetkał!Wrzasnął falsetem:”O Jezusie!!!” i dał takiego drapaka,że w zawodach na setkę przez płotki, mógłby pobić rekord Polski seniorów. Przerażony i gnany strachem, przesadzał kolejno ogrodzenia napotkanych działek,a robiąc to techniką dowolną, tratował wszystko co napotkał po drodze.”Zyga”przez dwa tygodnie robił zimne okłady na obolałe plecy,natomiast działkowicz ,zapewne dziękował opatrzności,iż pozwoliła mu ujść z życiem ze spotkania z „ czymś”czego prawdopodobnie nie potrafił nikomu opisać. Wszak strach ma wielkie oczy,a „Zyga”to istny potwór- szczególnie na działkach,nocą,gdzie wszystko mogło się zdarzyć;A zdarzyło się niejedno….
Uwaga! Użytkownik fado nie jest już aktywny na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
  • 108 / 6 / 0
Historia z życia zapożyczona. Znajomek opowiadał o nie lada zabawnej, oraz niecodziennej sytuacji.
Była letnia wieczorna pora, środek wakacji, niektórzy więc przerwa w nauce, niektórzy po pracy. Spotkali się w dosyć osobliwym miejscu na pewnym wzgórzu, gdzie można było podziwiać bardzo osobliwy zachód słońca. Nie było to nikłe spotkanie. Przybyło wiele osobistości, ćpuńskonarkomańskich postaci. Rozkręciło się na dobre. Zaszło słońce za horyzont, a wraz z nim rozpalały się kolejne blanty alkohol również nieskromnie się polewał w gardziele towarzyszy. Były dziewki, które chętnie jak i w nosa kryształ przysypywały. Właściwie po pewnym czasie zrobiła się wielka impreza ketonowa gdzie nie było osoby porobionej. Po kilku godzinach poprawiania swoich przegród nosowych, euforyczno-empatyczna zabawa zaczęła się wykruszać. Wtem właśnie doszło do jak to kolega z uśmiechem na twarzy opowiedział zabawnych sytuacji. Jeden z kompanów, jak stwierdził, zesrał się w majty. Był tym strasznie zaniepokojony, przestraszony. Oczywiście koledzy nie pozostawili go samotnie w tejże sytuacji. Przyjęli ogromną skruchę oraz dodawali mu otuchy. Obsraniec chciał się upewnić, więc zapytał czy serio się usrał i czy się przyjrzą. Oczywiście bez żadnych obiekcji postanowili mu pomóc.
Wyciągneli telefony, włączyli latarki przypatrują się i nic nie dostrzegają. zaglądają "głębiej" jeden z nich rozchylając mu pośladki, rzekł do drugiego: ,,Widzisz tam coś?" Na co najbardziej narażony na porażenie wzrokowe rzekł ,,Nie, jest czyściutko". Wszyscy z uśmiechem na twarzy ponownie wrócili do ketonowej zbawy. Już nie-usraniec, był szczęśliwy jak rybka w stawie...
Uwaga! Użytkownik Nupidron nie jest już aktywny na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
ODPOWIEDZ
Posty: 3616 • Strona 152 z 362
Newsy
[img]
Koniec hurraoptymizmu? Brakuje dowodów na skuteczność medycznej marihuany przy większości schorzeń

Złe wieści dla osób, które widzą w medycznej marihuanie remedium na całe zło świata – nawet na nowotwory. Analiza 2500 badań wykazała, że jej skuteczność można potwierdzić zaledwie w ułamku schorzeń, na które jest stosowana. Czy kannabinoidy czeka podobna przyszłość co opioidy?

[img]
Czescy lekarze będą mogli przepisywać pacjentom grzyby halucynogenne

Mieszkańcy Czech cierpiący na depresję i inne choroby, na które nie pomagają tradycyjne metody leczenia, będą mogli korzystać z leczniczych grzybów halucynogennych już od przyszłego roku, informuje polski portal informacyjny TVP World.

[img]
Jak wygląda Luksemburg 2 lata po dekryminalizacji marihuany? Bilans zysków i strat

Kiedy myślimy o luźnym podejściu do marihuany w Europie, przed oczami stają nam holenderskie Coffee Shopy lub portugalska dekryminalizacja. Jednak to Malta i Luksemburg dokonały prawdziwego przełomu legislacyjnego. Latem 2023 roku Luksemburg stał się drugim krajem UE, który oficjalnie wpisał prawo do uprawy konopi w ustawy.