Dział poświęcony wpływowi substancji psychoaktywnych na działalność człowieka.
ODPOWIEDZ
Posty: 30 • Strona 2 z 3
  • 189 / 9 / 0
Okazjonalnie działały w ten sposób, ale nie widzę tu żadnego potencjału terapeutycznego. Rozwój świadomości to proces zawierania, a nie wykluczania. Dysocjacja od czegokolwiek jest skutkiem braku chęci dopuszczenia, zaakceptowania jakiejś treści do jaźni - nazywa się to wyparciami i to one są źródłem ludzkiego nieszczęścia. Jest to odwrotność skutecznej terapii - zagłębiasz się w myślenie i masz psychiczne poczucie komfortu lub nawet iluzję przerabiania pewnych treści, ale tak naprawdę jest to tworzenie kolejnych struktur ułatwiających ucieczkę od niewygody, która z czasem prowadzi do pogłębienia problemów.
  • 1444 / 76 / 0
Bombaj pisze:
nazywa się to wyparciami i to one są źródłem ludzkiego nieszczęścia. Jest to odwrotność skutecznej terapii
Wybacz droga Bombajko, ale pod tym kątem powinnaś się nieco dokształcić*. Wyparcie** to właśnie cudowny lek na wszelkie złe wspomnienia i traumy, a każdy człowiek ma ich przecież tysiące (co najmniej). Ten mechanizm jest potrzebny do tego stopnia, że brak możliwości zapominania jest brzemiennym w skutki zaburzeniem psychicznym. Polecam poczytać o przypadku Salomona Szereszewskiego, rosyjskiego dziennikarza i mnemonisty***, który miał z tego tytułu wiele nieprzyjemności, a zmarł w szpitalu psychiatrycznym.

Nie bierz tego zbytnio do siebie :). Jeżeli interesujesz się psychologią, napisz do mnie maila (ikonka jest pod avatarem), chętnie porozmawiam.

*jeżeli chcesz, żeby Twoje wypowiedzi były rzetelne merytorycznie i opiniotwórcze
**mechanizm obronny umysłu, polegający na zepchnięciu w podświadomość niewygodnych wspomnień, myśli a czasem nawet niezaspokojonych pragnień
***osoba o fenomenalnej pamięci
  • 189 / 9 / 0
Zapominanie a wypieranie to kompletnie dwie różne rzeczy - w drugim przypadku nie dochodzi do zapomnienia, tylko racjonalizacji niewygodnej emocjonalnie treści. Wyparta w ten sposób energia(realna treść) wciąż funkconuje, ale w energetycznej "klatce"(która jest, do pewnego momentu w rozwoju świadomości, kompletnie nieświadoma), co prowadzi do jej eskalacji i, w skrócie, gnicia, przekładając się na problemy na każdej płaszczyźnie funkcjonowania.

Nie podchodzę do tego na zasadzie "ktoś mi tak powiedział, więc powtarzam", a przedstawiam wyniki empirycznych badań prowadzonych w sposób holistyczny - nie kręci mnie, jak to wielu robi, cięcie martwej żaby na kawałki w beznadziejnej próbie zrozumienia żywego organizmu. Nie wiem, czy wiesz, ale umysł potrafi stworzyć nieskończoną ilość historii na temat tego samego zjawiska, o ile świadomość dojrzała do zakwestionowania pierwszej. Powód jest prosty - myśl o problemie powstała tylko i wyłącznie ze względu na brak możliwości poradzenia sobie z nim, a historia ma na celu wywołanie stanu pt. "aha, już wiem, przerobiłem to, więc nie ma sensu się w to zagłębiać". Problem pozostaje, ale myśli na jakiś czas są bardziej pogodne. A to, że za chwilę coś zaczyna się jebać "bez powodu" jest tylko zbiegiem okoliczności... co, nie?
  • 4807 / 270 / 0
Bombaj ma rację..

Nie ma jednak racji jeśli chodzi o brak potencjału terapeutycznego dysocjantów. Nie myl zaburzeń dysocjacyjnych z działaniem dysocjantów. To nie to samo kolego.
Ja otchłań tęcz, a płakałbym nad sobą
jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach
jam błysk wulkanów, a w błotnych nizinach
idę jak pogrzeb z nudą i żałobą.
Na harfach morze gra, kłębi się rajów pożoga
i słońce, mój wróg słońce! wschodzi wielbiąc Boga.
  • 1444 / 76 / 0
Chwilowo nie mam czasu na dochodzenie swojej racji z Bombajem, bo wiem, że na mojej odpowiedzi się nie skończy. Jak wrócę z Jebna, to się ustosunkuję do tego. Zrobię też nowy wątek, bo ten zaśmiecamy.
  • 189 / 9 / 0
The Light pisze:
Nie ma jednak racji jeśli chodzi o brak potencjału terapeutycznego dysocjantów. Nie myl zaburzeń dysocjacyjnych z działaniem dysocjantów. To nie to samo kolego.
Nigdzie nie napisałem, że to samo, ale ogólny mechanizm działania dysocjacji - jako odcięcia od części bodżców - jest ten sam. Pisałem o tym w kontekście integracji treści w opozycji do tego, co niektórzy sugerują - izolacji i przepracowywania problemu w zamknięciu, co zwyczajnie samo z siebie nie działa - tak samo, jak SSRI nigdy nikogo nie wyleczyły a co najwyżej stłumiły jego afekt, tym samym odkładając problem na później. Przy dysocjacji jesteś znieczulony tak fizycznie, jak i emocjonalnie i możesz dojść do wniosku "o! to faktycznie nie był problem!", jednak nie zdając sobie sprawy z pełni obrazu, zwyczajnie grasz w totka. Najwięcej, ile IMO mogą dać, to pewien potencjał zaprogramowania psychiki i uzyskania obrazu nt. problemu(są łatwiejsze i bezpieczniejsze metody), ale wciąż nie masz bladego pojęcia, jaką energią jest dyktowana dana decyzja i być może na trzeźwo nie byłbyś w stanie jej podjąć. Opór nie istnieje bez powodu.
  • 14 / / 0
Dzięki DXM i MXE przypomniałem sobie bardzo dużo rzeczy z młodości. Szkoda tylko że są to raczej sytuacje bez znaczenia, nawet nie nasycone większymi emocjami, tylko jakieś randomowe scenki z dzieciństwa - jak się huśtam, robienie szałasu z kumplem itp. Ale koniec końców bardzo przyjemnie było sobie powspominać.
https://www.facebook.com/theeyesofawanderer
https://soundcloud.com/diatribebonafide
  • 23 / / 0
@Bombaj Chyba nie do końca się zgadzam, i nie jestem pewien, czy dobrze Cię pojmuję.
Nie wiem, czy wiesz, ale umysł potrafi stworzyć nieskończoną ilość historii na temat tego samego zjawiska, o ile świadomość dojrzała do zakwestionowania pierwszej.
Kwestionowanie swych wcześniejszych teorii/opinii na temat zdarzeń/zjawisk etc. i ich weryfikacja wydaje się być w porządku... czy może nie to miałeś na myśli?
Powód jest prosty - myśl o problemie powstała tylko i wyłącznie ze względu na brak możliwości poradzenia sobie z nim,
Jak wyżej, nie do końca rozumiem. Co jest złego w myśleniu o problemach? Czy radzenie sobie z problemem nie obejmuje myślenia o nim?


W moich doświadczeniach z nerwicą natręctw (zaburzenia obsesyjno-kompulsywne) często musiałem mierzyć się z przykrymi myślami - o których wiedziałem, że nie były prawdziwe i nie miały realnych podstaw.
Dla wygody i ułatwienia sobie funkcjonowania szybko tworzyłem "antymyśli", wyjaśniające pokrótce, czemu dana myśl obsesyjna jest fałszywa. Tak jak mówiłem, obsesje nie miały podstaw w rzeczywistości i nie wskazywały na realny problem - uważam więc, że metoda takiej polemiki jest dobra. Oczywiście zaburzenia nerwicowe same nie biorą się znikąd, często wyrastają z niepokoju wywołanego zdarzeniami czy wspomnieniami, i mogą być sygnałem, że to owe dawne wspomnienia/emocje z kolei nie zostały w prawidłowy sposób "przerobione", a właśnie "wyparte".
Mam też pytanie: w jaki sposób ustalić granicę między myślą sygnalizującą prawdziwy problem, zepchnięcie czy zbagatelizowanie której oznaczałoby patologiczne wyparcie, a myślą irracjonalną a nękającą, której absolutnie nie powinniśmy wierzyć?
Jeżeli możesz, podaj proszę linki do tekstów/teorii, na których się opierasz. ;-)
  • 425 / 3 / 0
Mi po DXM (jakieś ~6 tripów dotychczas) nic zbytnio się nie przypominało z dalszej przeszłości, ale też nie próbowałem sobie nic przypominać. Następnym razem postaram się pomyśleć o jakimś wydarzeniu z dzieciństwa :-D
"Sprawdź czy to 3meopcp, o ile potrafisz zrobic to inaczej niż poprzez walnięcie iv"
  • 189 / 9 / 0
Kwestionowanie swych wcześniejszych teorii/opinii na temat zdarzeń/zjawisk etc. i ich weryfikacja wydaje się być w porządku... czy może nie to miałeś na myśli?
Rzecz w tym, że nie znalazłem ani jednej opinii, która wytrzymałaby próbę czasu. Chodzi mi też o nieco inne ujęcie; w porządku czy nie w porządku - nie interesuje mnie wartościowanie w ten sposób. Jestem zainteresowany chyba tylko jednym pytaniem: dlaczego w ogóle potrzebuję opinii na temat jakiegoś "problemu"?
Powód jest prosty - myśl o problemie powstała tylko i wyłącznie ze względu na brak możliwości poradzenia sobie z nim,
Jak wyżej, nie do końca rozumiem. Co jest złego w myśleniu o problemach? Czy radzenie sobie z problemem nie obejmuje myślenia o nim?
Złego - nic. Ad. drugiego pytania: do pewnego momentu. Ostatecznie "problem" jest tylko koncepcją, dopóki nie stworzysz historii na jakiś temat, to choćbyś musiał wysikać kamienie nerkowe, nie powstanie z tego problem. Jest ból, jest gorąco, prawdopodobnie frustracja i irytacja, ale dopóki nie uaktywnisz umysłu tam, gdzie nie jego miejsce - to tyle.

Weźmy bardzo konkretny przykład: boli mnie ręka. Czy jestem w stanie namierzyć przyczynę? Jeśli tak, to przyczynę likwiduję, np. przestaję uderzać młotkiem. Jeśli nie, to mam zasadniczo dwie opcje: myśleć, lub zamiast myślenia - czuć. Jeśli natomiast przyczyny nie widać, a postanawiam znaleźć ją na siłę i generalnie nie prowadzi to szybko do znaczących efektów, to znak, że nie tędy droga. Kwestia wyczucia. Myślenie ma swoje miejsce; jeśli, na przykład, podczas doświadczania czegoś problematycznego przypomnisz sobie o osobie, która wspominała Ci o świetnej metodzie jego rozwiązania - warto spróbować. Jeśli jednak uparcie katujesz się myśleniem na dany temat tylko dlatego, że nie akceptujesz swojego obecnego położenia... to tam zostaniesz. W takiej, lub innej formie, bo zawsze można przykleić plasterek na rozdartą tętnicę i udawać, że jest spox. Do czasu działa i to też jest potrzebne, bo pewnych rzeczy nie jesteśmy w stanie przerobić do pewnego etapu choćby nie wiem co.

W moich doświadczeniach z nerwicą natręctw (zaburzenia obsesyjno-kompulsywne) często musiałem mierzyć się z przykrymi myślami - o których wiedziałem, że nie były prawdziwe i nie miały realnych podstaw.
Dla wygody i ułatwienia sobie funkcjonowania szybko tworzyłem "antymyśli", wyjaśniające pokrótce, czemu dana myśl obsesyjna jest fałszywa. Tak jak mówiłem, obsesje nie miały podstaw w rzeczywistości i nie wskazywały na realny problem - uważam więc, że metoda takiej polemiki jest dobra. Oczywiście zaburzenia nerwicowe same nie biorą się znikąd, często wyrastają z niepokoju wywołanego zdarzeniami czy wspomnieniami, i mogą być sygnałem, że to owe dawne wspomnienia/emocje z kolei nie zostały w prawidłowy sposób "przerobione", a właśnie "wyparte".

Mam też pytanie: w jaki sposób ustalić granicę między myślą sygnalizującą prawdziwy problem, zepchnięcie czy zbagatelizowanie której oznaczałoby patologiczne wyparcie, a myślą irracjonalną a nękającą, której absolutnie nie powinniśmy wierzyć?
Czemu chcesz tworzyć granice? Myśl to myśl - żadna nie jest racjonalna. W co wierzysz, to jest dla Ciebie realne, więc tutaj masz odpowiedź. Jednak gdybyś faktycznie nie wierzył, nie potrzebowałbyś racjonalizacji. Część Ciebie wierzy i sygnalizuje Ci to lękiem, ale boisz się spojrzeć z perspektywy tego lęku, bo wierzysz, że jeśli to zrobisz, to już tak zostanie. Więc zamiast przyjrzeć się uczuciu, wchodzisz w polemikę z przekonaniem, którego nie możesz pokonać, bo dlaczego chciałbyś kogoś przekonać, jeśli jego słowa nie miałyby dla Ciebie żadnej mocy? To tylko słowo, jak "dwadzieścia lat temu byłeś pwoajhobnozt" - dyskutuj z tym, bo nie jest racjonalne ;-)
Jeżeli możesz, podaj proszę linki do tekstów/teorii, na których się opierasz. ;-)
Nie mogę. Opieram się na doświadczeniu.
ODPOWIEDZ
Posty: 30 • Strona 2 z 3
Artykuły
Newsy
[img]
Prawie 60% rynku e-papierosów w Polsce to szara strefa

Prawie 60 proc. polskiego rynku e-papierosów funkcjonuje poza jakąkolwiek kontrolą państwa. Nowy raport Fraunhofer IIS pokazuje, że Polska jest jednym z europejskich liderów nielegalnego obrotu produktami do waporyzacji, a skala problemu może rosnąć jeszcze szybciej niż dotychczas.

[img]
Marihuana zaburza pamięć na różne sposoby

Palenie marihuany nie tylko pogarsza pamięć. Aktywny składnik konopi ją reorganizuje – odkryli badacze z Washington State University (USA).

[img]
Przebrały drona za ptaka, by przemycać narkotyki do więzienia

Policja aresztowała dwie kobiety, po tym, jak użyły drona przebranego za plastikową wronę do przemytu narkotyków, tytoniu i telefonów komórkowych. Kobiety w ten sposób próbowały szmuglować przez mury więzienia w Luizjanie.