W zasadzie nie wiem czego oczekuję po tym poście, może podświadomie chcę pocieszenia, że ktoś też tak ma i to jeszcze nie jest nawrót depresji. Zacząłbym od początku, genezy, ale to będzie za długie. Do meritum - czuję, że utknąłem w życiu, jestem sam i tylko leki brane rekreacyjnie przynoszą mi przyjemność.
Studiuję wymagający kierunek, a raczej obijam się i zdaję fartem i na bazie wiedzy z wcześniejszych etapów edukacji. Chcę w tym roku być regularny, mam postanowienie. Oczywiście dostałem się tylko do pipidówy, jestem więc uwięziony na jeszcze kilka lat w miejscu, gdzie nie ma nawet dobrego kebaba. Ktoś zaraz powie, że jestem uprzedzony i małomiasteczkowy klimat ma swoje uroki. Owszem, może i tak, ale brakuje tu eventów, nie ma nawet jakiegokolwiek konwentu fantastyki (jestem trochę nerdem). Brakuje rzeczy tak głupich jak parki i tereny zielone, bo wszędzie betonoza. Plus na roku mam mało osób, grupa wcześniejszych znajomych zrobiła sobie grupkę beze mnie jednocześnie rozpowiadając jaki to jestem niedobry. Fakt, nie jestem idealny, ale po prostu nie dogaduję się z dużym odsetkiem reszty studentów. Jak mogę czuć nić porozumienia z ludźmi, którzy wszystko dostali na tacy i nie mają do takich jak ja empatii? Nie będę rozwijał wątku związku, bo byłem w nim tylko dlatego żeby nie czuć samotności.
Może to po prostu kwestia autyzmu. Nie wychodzi mi "zagadywanie" do innych, na pierwszym roku zainicjowałem kontakt, i wcześniej w szkołach tak samo, ale wtedy rozmowa wychodzi sama z siebie i jest organiczna. Jestem bardzo do tyłu społecznie, nawet w porównaniu do współstudentów. Nie mam doświadczeń takich jak nastoletnie pierwsze miłości, imprezy, nawet przyjaźnie.
Czy mam hobby? Same bierne rzeczy pokroju czytania książek czy innych gier i seriali. Jak w czymś nie jestem dobry, to mam ochotę rzucić po paru dniach.
Wobec tego, kiedy nie ma zajęć i przychodzi weekend, czuję potrzebę rozkręcenia się. Czuję sporą zazdrość, gdy moja jedyna znajoma zdaje relacje z podróży, jakichś wypadów i ogólnie życia studenckiego, którego ja nie mam. Jestem też głupio psychicznie uwiązany do miejsca zamieszkania, jestem w połowie studiów, a nadal nie mogę poczuć się w mieszkaniu jak na swoim miejscu. Nie czuję chyba nawet potrzeby usamodzielniania się, żyłem jako NEET przez rok i to najlepsze co tylko jest. Leki mam na receptę, ale biorę ich więcej niż potrzebuję i nie w celach leczniczych. zolpidem, benzo, czasem tramal. Przymus brania nie jest duży, ale bez tego tak mi jakoś pusto i nie mogę sobie znaleźć miejsca.
Leczę się psychiatrycznie od 14 r.ż, z przerwami. Nie mam do kogo się odezwać, każdy mnie skreślił. Powiedzcie mi, że nie tylko ja tak gniję.
A ta pipidowa zdecydowanie nie pomaga.
Postaram się napisać coś więcej wieczorem.
Próbowałeś psychoterapii, czy tylko same leki?
Nic oryginalnego od siebie nie wymyśliłeś tylko to co każdy powtarza i by dopiec nic wsparcia tak każdy potrafi.
Co do psychoterapii, miałem parę sesji na początku pierwszego epizodu, ale źle trafiłem - nurt psychodynamiczny się nie sprawdził i tak jakoś się zraziłem. Aktualnie nie biorę żadnych SSRI, iMAO, TLPD, bo wcześniej wszedłem w remisję. Z moim grafikiem dziennym musiałbym szukać jakiegoś terapeuty online, a nie wiem czy 1-2 sesje w miesiącu to nie za mało.
Tzn ok, człowiek to zwierzę społeczne, ale większość znajomosci jest powierzchowna i chuja warta tak naprawdę. Gadki o dupie maryni, pomusz/pożycz/postaw/dej-dej-dej. A w ogóle to polej Wiesiek, bo na trzeźwo wasze towarzystwo jest nie do przyjęcia.
I to jest ok.
Pytanie czy faktycznie czujesz się z tym źle, czy tylko na skutek obserwacji masz przeświadczenie że "trzeba" mieć grono znajomych.
Gorzej że to pipidowa, choc chyba nie aż taka jeśli jakaś uczelnia wyższa tam jest. Niemniej rozumiem ze szczytem wydarzeń kulturalnych są Dni Zadupia?
Z tym hobby ciężki temat, nam to samo zresztą, jak w czymś nie widzę opcji że będę świetny to mnie przeważnie z miejsca temat przestaje interesować. Mimo warto próbować nowych rzeczy tzn zupełnie nowych, a nie pokrewnych, dobrze to wpływa na neuroplastycznosc.
@whatoverafterthought
06 października 2026whatoverafterthought pisze: Teraz nauczyłem się nieco stawiania granic, ale efekt jest taki, że po prostu każdy się odsuwa z jakiegoś powodu.
06 października 2026whatoverafterthought pisze: Z moim grafikiem dziennym musiałbym szukać jakiegoś terapeuty online, a nie wiem czy 1-2 sesje w miesiącu to nie za mało.
A jak nie jest to znaczy że coś jest nie tak i trzeba leczyć aktualnie modnymi łakociami wydawanymi z przepisu lekarza.
IMO już klasyczne narkotyki są mniej ryzykowne, ale zdaje sobie sprawę że to raczej niepopularna opinia i nie o tym jest ten post.
.
Generalnie można by sprowadzić problem do "w dupach się poprzewracalo od tego dobrobytu"
Z tym że powyższego proponowalbym nie traktować jako lekceważenia, (bo w najmniejszym stopniu nie neguje że czujesz się wyobcowany i znudzony), tylko spokojnie rozebrać ten slogan na czynniki pierwsze. Choćby i po tramadolu, żeby to faktycznie było z dystansu i na spokojnie. Być może zobaczysz wtedy nie tylko to czego ci brakuje, ale jak wiele masz.
Swoją drogą pracowałem kiedyś z gosciem, który miał taki problem ze im bardziej próbował się socjalizować, tym sztuczniej to wyglądało. Co oczywiście dawało efekt odwrotny do zamierzonego. Trochę to wyglądało jak gdyby zachowania i reakcje były wyuczone i przez to nawet nie tyle charakter tychze, co ich nasilenie było nieadekwatne w stosunku do okoliczności. Ale to tak na marginesie.
A jednak narkoman czy tam alkoholik, dla mnie jeden chuj - zawsze będzie postrzegać trzeźwe życie jako to nudniejsze, pozbawione kolorów lub wręcz przeciwnie - prrebodźcowujące, zbyt nachalne.
03 października 2026whatoverafterthought pisze: Nie mam do kogo się odezwać, każdy mnie skreślił
Dwa - nie patrz na innych patrz na siebie. Każdy rok, miesiąc to kolejny cel i przesuwanie się dalej. Nigdy nie wiesz co się dzieje u drugiej osoby. Też mam kolegę który imprezuje, pije, ma milion znajomych a w realnym związku nie był od lat. A jak trzeba było pomóc mu przy domu to zadzwonił do mnie
Trzy :
06 października 2026whatoverafterthought pisze: Co do psychoterapii, miałem parę sesji na początku pierwszego epizodu, ale źle trafiłem - nurt psychodynamiczny się nie sprawdził i tak jakoś się zraziłem.
Realnie już masz doświadczenie i wiedze co masz ominąć.
06 października 2026whatoverafterthought pisze: Z moim grafikiem dziennym musiałbym szukać jakiegoś terapeuty online, a nie wiem czy 1-2 sesje w miesiącu to nie za mało.
Jak będzie u Ciebie ? To bez wizyty się nie dowiesz.
https://hyperreal.info/talk/viewtopic.php?t=77897&start=700
Mile widziane krótkie uzasadnienie.
Raport: w Europie pojawiają się nowe narkotyki o większej sile działania
Psylocybina w praktyce klinicznej, nie w badaniu. Dane z Zurychu
Lek na bazie LSD firmy Definium zmniejszył objawy lęku. Trzeci pozytywny wynik fazy III
Definium Therapeutics poinformowało o pozytywnych wynikach badania fazy III Panorama, w którym oceniano DT120 ODT – farmaceutyczną formulację lizergidu (LSD) – u dorosłych z uogólnionym zaburzeniem lękowym (GAD). Pojedyncza dawka 100 µg istotnie zmniejszała nasilenie objawów w porównaniu z placebo, a efekt utrzymywał się przez 12 tygodni. To trzecie pozytywne badanie fazy III programu DT120 ODT, po wcześniejszych wynikach w GAD i dużej depresji.
Marihuana w Szwecji — jedno z najostrzejszych praw w Europie
Szwecja karze nie tylko posiadanie marihuany, ale samo bycie pod jej wpływem — to rzadkość na tle reszty Europy. Od ponad trzydziestu lat policja może zlecić test na miejscu przy samym podejrzeniu, a dostęp do konopi medycznych pozostaje w praktyce symboliczny.
Gwałtowny wzrost w trzech województwach. Rozkręca się nowa epidemia
W trzech województwach zanotowano gwałtowny wzrost zatruć. Dane Głównego Inspektora Sanitarnego są zatrważające. Eksperci mówią już o groźnej epidemii.
