Więcej informacji: Benzodiazepiny w Narkopedii [H]yperreala
Długo zastanawiałem się, czy w ogóle napisać ten temat.
Jestem psychologiem i terapeutą uzależnień
Zawodowo zajmuję się człowiekiem, jego psychiką, mechanizmami uzależnienia i pomocą osobom, które próbują odzyskać kontrolę nad swoim życiem.
Znam teorię.
Znam mechanizmy uzależnienia.
Wiem, czym jest tolerancja, zależność, głód psychiczny, kompulsywne używanie, zaprzeczanie i utrata kontroli.
A mimo całej tej wiedzy przez około 10 lat byłem uzależniony od klonazepamu oraz innych benzo
I właśnie od tego chciałbym zacząć.
Wiedza mnie nie uratowała.
To zdanie długo było dla mnie trudne do zaakceptowania.
Bo kiedy człowiek jest psychologiem i terapeutą uzależnień, może łatwo uwierzyć, że skoro rozumie mechanizmy uzależnienia, to sam będzie przed nimi bezpieczny.
Że będzie wiedział, gdzie jest granica.
Że zauważy moment, w którym trzeba się zatrzymać.
Że jego wiedza będzie czymś w rodzaju tarczy.
U mnie tak nie było.
Można bardzo dobrze rozumieć mechanizmy uzależnienia i jednocześnie samemu w nich tkwić.
Można wiedzieć, że substancja powoduje zależność, a mimo wszystko po nią sięgać.
Można wiedzieć, że coś zaczyna przejmować kontrolę nad naszym życiem i jednocześnie przez długi czas przekonywać samego siebie, że jeszcze wszystko kontrolujemy.
Bo uzależnienie nie przychodzi do człowieka z napisem:
„Od dzisiaj będziesz uzależniony”.
Często zaczyna się znacznie bardziej niewinnie.
Od potrzeby uspokojenia.
Od lęku.
Od bezsenności.
Od cierpienia.
Od chęci wyłączenia myśli.
Od potrzeby odpoczynku od własnej głowy.
Od jednego sposobu radzenia sobie, który z czasem zaczyna stawać się jedynym sposobem.
I nagle człowiek orientuje się, że nie bierze już tylko po to, żeby poczuć się lepiej.
Bierze, żeby nie poczuć się źle.
To ogromna różnica.
Dzisiaj, kiedy pracuję jako psycholog i terapeuta uzależnień, patrzę na osoby zmagające się z uzależnieniem zupełnie inaczej niż patrzyłbym na nie, gdybym znał ten problem wyłącznie z książek.
Bo ja wiem, jak wygląda uzależnienie od środka.
Wiem, jak działa racjonalizacja.
Wiem, jak łatwo człowiek potrafi znaleźć argument, który pozwala mu zrobić coś jeszcze raz.
Wiem, jak działa myśl:
„Przecież mogę przestać, kiedy będę chciał”.
Wiem, jak trudno przyznać:
„Chyba straciłem kontrolę”.
I wiem, jak trudno poprosić o pomoc.
Dlatego dzisiaj, kiedy spotykam osoby, które zmagają się z uzależnieniem, nie widzę przede wszystkim „narkomana”.
Widzę człowieka.
Człowieka, który często przez długi czas próbował sobie z czymś poradzić.
Z lękiem.
Z samotnością.
Z bólem.
Z traumą.
Z bezsennością.
Z pustką.
Z własnymi emocjami.
Czasami z życiem, które po prostu stało się zbyt ciężkie.
I nie piszę tego po to, żeby kogokolwiek wybielać.
Uzależnienie potrafi niszczyć życie.
Potrafi niszczyć relacje.
Potrafi zabierać zdrowie, pieniądze, pracę, zaufanie i poczucie własnej wartości.
Ale człowiek uzależniony nadal pozostaje człowiekiem.
I właśnie dlatego chciałbym tutaj porozmawiać o benzodiazepinach, opioidach i uzależnieniach **bez moralizowania i bez udawania, że problem jest prosty**.
Nie chcę tworzyć poradnika „jak brać”.
Nie chcę nikogo zachęcać do eksperymentowania.
Nie chcę też nikogo straszyć.
Chcę rozmawiać o tym, co dzieje się z człowiekiem, kiedy substancja zaczyna przejmować coraz większą część jego życia.
O tym, jak rozpoznać sygnały ostrzegawcze.
O tolerancji.
O zależności.
O głodzie.
O psychologii uzależnienia.
O nawrotach.
O tym, dlaczego sama silna wola często nie wystarcza.
O tym, dlaczego człowiek może wiedzieć, że coś mu szkodzi, a mimo wszystko nie potrafić przestać.
I przede wszystkim o tym, jak wygląda droga z powrotem
Bo ja dzisiaj jestem po drugiej stronie.
Żyję bez tego nałogu.
Nie twierdzę, że moja droga była łatwa.
Nie twierdzę, że moje doświadczenia są uniwersalne.
Ale wiem, że można wyjść z miejsca, w którym przez lata człowiek nie widzi dla siebie innej przyszłości.
I właśnie własne doświadczenie sprawiło, że jako psycholog i terapeuta uzależnień potrafię dzisiaj lepiej rozumieć ludzi, z którymi pracuję.
Nie tylko ich diagnozę.
Nie tylko mechanizm.
Nie tylko teorię.
Ich człowieczeństwo.
Bo czasami człowiek potrzebuje nie kolejnego wykładu o tym, że robi źle.
Czasami najpierw potrzebuje kogoś, kto potrafi powiedzieć:
„Rozumiem, że jest Ci ciężko. Porozmawiajmy o tym bez oceniania”.
Dlatego chciałbym, żeby ten temat nie był tylko moją historią.
Jeżeli macie własne doświadczenia z benzodiazepinami, opioidami albo uzależnieniem — podzielcie się nimi.
Nie musicie pisać szczegółów, których nie chcecie ujawniać.
Nie musicie się tłumaczyć.
Nie musicie nikomu niczego udowadniać.
Możecie napisać o tym, jak się zaczęło.
O tym, kiedy zauważyliście, że coś się zmieniło.
O tym, czego najbardziej baliście się podczas uzależnienia.
O tym, co pomogło.
O tym, co nie pomogło.
O tym, jak wyglądało życie po odstawieniu.
Albo po prostu napisać:
„Też przez to przechodzę”.
Być może ktoś przeczyta Waszą historię i po raz pierwszy pomyśli:
„Nie jestem z tym sam”.
I być może właśnie to będzie najważniejszą rzeczą, jaką możemy tutaj wspólnie zrobić.
Nie udawać, że uzależnienie nie istnieje.
Nie romantyzować go.
Nie potępiać ludzi, którzy się z nim zmagają.
Tylko rozmawiać.
Szczerze.
Bez wstydu.
Bez pozy.
Bez udawania, że wszystko zawsze mieliśmy pod kontrolą.
Bo ja wiem już jedno.
Sam fakt, że jestem psychologiem i terapeutą uzależnień, nie uchronił mnie przed uzależnieniem.
Ale doświadczenie tego uzależnienia sprawiło, że dzisiaj potrafię znacznie lepiej zrozumieć człowieka, który siedzi naprzeciwko mnie i mówi:
„Nie wiem, jak z tego wyjść”.
I może właśnie dlatego warto o tym mówić.
Bo uzależnienie nie musi być końcem historii.
Czasami jest najciemniejszym jej rozdziałem.
Ale nie musi być ostatnim.
WAZNe
A jeśli masz własną historię, **zostaw ją tutaj**.
Nieważne, czy jesteś dopiero na początku tej drogi, czy jesteś już wiele lat po uzależnieniu.
Nieważne, czy udało Ci się wyjść z niego samemu, czy potrzebowałeś pomocy innych.
Nieważne, czy Twoja historia jest długa, czy sprowadza się tylko do kilku zdań.
Możesz ją napisać.
Być może ktoś przeczyta ją później, kiedy będzie siedział samotnie w nocy i zastanawiał się, czy jeszcze można z tego wyjść.
Być może zobaczy wtedy, że ktoś inny przeżył coś podobnego.
Że ktoś również się bał.
Że ktoś również zaprzeczał.
Że ktoś również stracił kontrolę.
Ale przede wszystkim — że ktoś z tego wyszedł
Dlatego nie wstydź się swojej historii.
Nie musisz być dzisiaj człowiekiem, którym byłeś w najgorszym okresie swojego życia.
Napisz ją. Może właśnie Twoja historia stanie się dla kogoś pierwszym powodem, żeby uwierzyć, że jego historia też może mieć inne zakończenie.
The methapor of Life
ledzeppelin2@safe-mail.net
Dlaczego legalizacja marihuany jest lepsza od depenalizacji czy dekryminalizacji?
Mundur nie izoluje od rzeczywistości. O hipokryzji, która pęka na komisariatach
Marihuana we Francji — mandat 200 euro, program medyczny i wojna o CBD
Francja ma jedno z surowszych praw narkotykowych w Europie Zachodniej i jednocześnie jeden z największych odsetków użytkowników. Od 2020 roku działa tam mandat 200 euro — który wcale nie oznacza dekryminalizacji.
Ekspert: Środki psychoaktywne zwiększają ryzyko schizofrenii
Specjaliści zauważają radykalny przyrost liczby pacjentów ze schizofrenią i innymi zaburzeniami psychotycznymi, wśród osób, które wcześniej przyjmowały środki psychoaktywne. Z dr hab. n. med. Pawłem Krukowem rozmawia Lilianna Kaczmarczyk.
Marihuana w Norwegii — odrzucona reforma i to, co zrobiły sądy
Norwegia odrzuciła dekryminalizację w parlamencie, a rok później jej Sąd Najwyższy w praktyce złagodził karanie za posiadanie na własny użytek. To rzadki przypadek, w którym sądy poszły dalej niż ustawodawca.
