Są książki o narkotykach. Są książki o miłości. Są też książki o upadku.
„Cztery Pory Roku” jest czymś więcej – to opowieść o człowieku, który przez większość życia prowadzi wojnę z samym sobą.
Z jednej strony jest Marcin – wrażliwy, inteligentny, spragniony bliskości i normalnego życia. Z drugiej jest Dres – alter ego stworzone przez lata uzależnienia, gniewu i samotności. Dres nie chce być szczęśliwy. Chce przetrwać. Chce zagłuszyć ból. Chce jeszcze jednego dnia ucieczki.
Między nimi rozciąga się dwadzieścia lat życia.
Na tej drodze pojawiają się narkotyki, śmierć, toksyczne relacje, absurdalne i zabawne sytuacje oraz ludzie równie pogubieni jak główny bohater. Najważniejsza z nich jest Ratnehap – kobieta, która staje się jednocześnie jego największą miłością i lustrem, w którym po raz pierwszy widzi własny upadek.
To nie jest historia o ćpaniu.
To historia o tym, jak człowiek potrafi przez lata niszczyć samego siebie, a mimo to nie przestaje marzyć, że jeszcze kiedyś wróci do tego, kim był.
Brutalna. Wulgarna. Momentami bardzo śmieszna, a chwilę później rozdzierająco smutna.
„Cztery Pory Roku” to tragikomedia o utraconej tożsamości i desperackiej próbie odnalezienia w sobie człowieka, którego wydawało się, że już dawno nie ma.
Bo największym uzależnieniem Dresa nie są narkotyki. Jest nim ucieczka od samego siebie.
Link do wattpad: https://www.wattpad.com/story/409150147 ... s98HD3Q3lQ
grafiki koncepcyjne:
[ external image ] [ external image ] [ external image ] [ external image ] [ external image ] [ external image ]
Jednocześnie proszę o usunięcie poprzedniego tematu "Cztery Pory Roku" gdyż wrzuciłem tam jakiś czas temu zaledwie sam pierwszy rozdział - do tego niekompletny.
usunięto temat na twoją prośbę
Serek
15 czerwca 2026london5 pisze: Słaby kontekst. Ten temat jest oklepany od lat. Np. "Pamiętnik narkomanki". Itd.
Z fartem.
Okładka trzeciej części [ external image ]
Przylep 2010 Wrzesień Psychoza
Pewnego razu po 3 dyniowym ciągu na jakimś gównie ze Smart-Shopu nie mógł zasnąć pił więc browary jeden za drugim żeby się znokautować ale substancja płynąca w jego żyłach była na tyle silna że alkohol z nią przegrywał. W skutek czego z powodu braku snu wyjebał mu się dość specyficzny film.
Przeglądając Wikipedię natrafił na jakieś materiały o bakteriach i ich specyficznym mikroświecie.
“Kurde skoro my obserwujemy te stworzenia pod mikroskopem bez możliwości ingerencji w ich świat to skąd w sumie wiemy że i my- ludzie nie jesteśmy obserwowani przez jakieś wyższe byty z kosmosu lecz nie zdajemy sobie z tego sprawy?” Pomyślał Dres….
“O kurwa! Chyba rozgryzłem zagadkę wszechświata! “ Powiedział na głos do siebie. A fakt jaki wydedukował nagle stał się dla niego prawda objawioną… jednak jego tok myślowy skierował się od razu w niebezpiecznym kierunku.
“ No ale moment… skoro ja to wiem to “Oni” jako zajebiste ultra byty które są ponad nami już też wiedzą że ja to wiem. Więc na pewno wysłali już za mną swoich agentów żeby wyeliminowali mnie jako anomalie i wyjątek od reguły który wydedukował ich istnienie”- proste , pomyślał Dres.
-”Ale te kurwy żywcem mnie nie wezmą… Czekajcie wy chuje z kosmosu. Zachciało wam się “Big Brother’a? To ja Marcin Szponer Polska odjebie wam teraz taki odcinek specjalny że się posracie” - powiedział w eter Narkoman
Chwycił za nóż i chciał wybiec z domu ale przypomniał sobie o swojej Mamie. “Boże przecież ja też zlikwidują jako najbliższą mi osobe” pomyślał. Obudził więc ja i swoją przyrodnią siostrę Basię . Wtedy zaczął wykrzykiwać że zło nadchodzi a on musi je uratować.
Nie muszę chyba dodawać że Mama nie chciała pójść z Dresem po dobroci. Miała przecież przed oczami naćpanego psychola z nożem w ręku który wrzeszczał coś o bytach z kosmosu. Zamknęła przed nim szklane drzwi. Matka z siostrą trzymały drzwi od wewnątrz i piszczały przerażone.
“Boże one mnie nie zrozumieją “- pomyślał Dres
“ Dla ich dobra muszę rozjebać to szkło i wziąć je siła dla ich własnego dobra.”.
Gołą pięścią rozpierdolił szybę a jej odłamki poleciały na mamę. Przez chwilę wydawało mu się że ma de javu… tak samo jak kiedyś jego ojciec rzucił krzesłem w szybę a matka zasłoniła go własnym ciałem… teraz on był na jego miejscu… lecz nie rozmyślał nad tym. Trzeba było działać! Wtedy Mama chyba połapała się że w tym jego szaleństwie są jakieś strzępki logiki i krzyknęła do niego:
-”Marcin! Dla nas już jest za późno! Od początku chodziło tylko o Ciebie! Tylko Ty możesz jeszcze przeżyć ! Ratuj się dziecko! “
Zadziałało. Dres podłapał chaczyk. Wybiegł z zakrwawioną ręką i nożem w drugiej na ulicę w swojej wiosce. I zaczął stopowac rozpędzone samochody. Wiedział że musi działać szybko za dużo czasu stracił w domu próbując “uratować” Mamę. Agenci mogli tu być w każdej chwili.
Wpierdolil się jakiemuś kolesiowi do auta zagroził nożem i kazał jechać. Na szczęście gościu miał na tyle ikry w sobie że wytrącił ćpunowi nóż z ręki i kazał mu wypierdalać z samochodu.
W końcu nadjechała kabaryna. Dwóch rosłych byków rzuciło psychola na ziemię. Nadjechała też karetka i niesforny Dresik dostał to na co zasługiwał czyli potężna szprycę w dupę z ogromną dawka klonazepamu.
Wtedy oprzytomniałem na chwilę ja.
“Boże co się właśnie wydarzyło?!” Jakieś poczucie z tyłu głowy prawdopodobnie zdrowy rozsądek który wrócił wraz z krążącymi w żyłach benzodiazepinami kazał mi kłamać funkcjonariuszom policji dlaczego zrobiłem to co zrobiłem. Przecież gdybym opisał im mój tok myśleniowy resztę życia spędził bym w zakładzie psychiatrycznym. Dlatego powiedziałem że po prostu piłem w ciągu alkohol 3 dni, nie spałem i nie wiem co się właśnie wydarzyło. Spytałem ich co mi podali że wróciłem na ziemię i że się uspokoiłem. Zrozumiałem że normalne myślenie wróciło mi dzięki Benzo a to wszystko co się właśnie odjebało to musiała być słynna psychoza która dopalacze wywoływały dosyć często u ludzi którzy nie umieli się z nimi obchodzić. Dzięki temu że nakłamałem znowu trafiłem na detoks alkoholowy.
I znowu schemat się powtórzył. Dresu został naładowany kroplówkami ponownie zwalił wszystko co się wydarzyło na dopalacze i stwierdził że czas na kolejne podejście do studiów.
Po akcji jaka odjebal nie miał tymczasowo powrotu do domu ale to było nieistotne bo przecież jakiś czas temu nagrał już że jedzie studiować do Poznania. Do Ciborza przyjechał po niego Tata i zabrał go stamtąd prosto do Poznania.
Australia Luty 2009
Chwilę przed maturami chcąc pokazać mi piękno świata, zabrał mnie do Australii, do naszej rodziny.
Z naszą podróżą do Australii wiąże się pewna Anegdota. Pojechaliśmy z tatą do Berlina na lotnisko Tegel. Lot miał trwać ok 23 godzin. Najpierw kurs do Londynu na Heathrow tam przerwa ok 2 godzin następnie kurs do Singapuru gdzie miała być przerwa ok 7 godzin a później już tylko Australia. Wymyśliłem sobie że koniecznie muszę zjeść wiaderko z mj przed lotem i polatać sobie na znaku samolotem. Podświadomie czułem że to będzie coś zajebistego. Nie udało mi się w Berlinie. Więc musiałem zrobić to w Londynie na Heathrow. Zabranie narkotyku do Singapuru nie wchodziło w grę gdyż tam za każdą nawet najmniejsza ilość była od razu kara śmierci albo więzienia. W czasie lotu z Berlina do Londynu ojciec tak się nawalił że zostawił paszporty w samolocie. Na Heathrow mówi do mnie:
-”Marcin, kurwa nie mam paszportów! Prawdopodobnie zostały w samolocie. Kurwa musisz ratować sytuację! Znasz Angielski! Idź zagadaj z obsługą! Jak te paszporty się nie znajdą całą misternie planowana przez całe moje życie wycieczka pójdzie w pizdu! I nigdzie nie polecimy!” - powiedział do mnie pijany i zdesperowany ojciec.
Zagadałem z obsługą i przedstawiłem im sytuację. Powiedzieli że zobaczą w tym samolocie co nim lecieliśmy o ile jeszcze nie odleciał z powrotem. Powiedzieli ogólnie że nic nie obiecują ale zrobią co w ich mocy. Ojciec z tego wszystkiego najebał się jeszcze bardziej bo cóż innego mu pozostało? Ja zaś miałem swoją misję. Musiałem zorganizować sobie wiadro żeby zajarać tej gandzi przed lotem. Żeby zapalić z “Wiadra” potrzebne są dwie butelki mniejsza i większą. Od tej większej odcina się górę i robi o a za tytułowe wiaderko zaś ta mniejsza służy za tłok , odcina się od niej dół w korek wkłada się fifkę z materiałem . Następnie do wiaderka nalewa się wody i wsadza się w tą wodę mniejsza butelkę. Etapem końcowym jest podpalanie materiału w fifce przy równoczesnym podnoszeniu tej butelki umieszczonej w wodzie. Wtedy grawitacja robi robotę i cały dym z tej fifki idzie do butelki której zawartość wdycha się potem na raz. marihuana zapalona w takiej formie daje potężnego kopa i natychmiastowa euforię. No ale do rzeczy.
Nie miałem butelek więc zakupiłem jakieś picie w sklepach na lotnisku. Poszedłem do kibla i się pokapowałem że nie mam jak ciąć tych butelek. Zacząłem więc ciąć je kluczem i gryźć zębami. Udało mi się zrobić wiadro. Ale kiedy naciągnąłem już tłok i pełno było w nim dymu spostrzegłem że nade mną jest alarm przeciwpożarowy. “ o chuj! Jak to się włączy to ewakuują przeze mnie całe lotnisko, a dym już jest w tłoku! Nie ma odwrotu. Co teraz? “- pomyślałem gorączkowo. Instynktownie zajebałem bucha i trzymałem go jak najdłużej w płucach. Trwało to z 40 sekund. Następnie resztki dymu wydmuchałem w bluzę. Udało się. Alarm się nie włączył. Wyszedłem z kibla. Okazało się że paszporty się znalazły! Mogliśmy lecieć dalej. Kiedy przyszedłem na odprawę do Ojca ten powiedział do mnie
-”Marcin! Gdzieś Ty był?! Czy ty kurwa jebiesz gandzia?! Coś Ty sobie myślał czy Ciebie pojebało do reszty!?”
-”Dobra.. Dobra… Ty się najebałes i zgubiłeś paszporty a ja się zjaralem. Dla każdego coś miłego.” - odpowiedziałem na pewniaka Tacie.
Wsiedliśmy do samolotu. Było warto. Naprawdę było warto się zjarać przed lotem. Kiedy samolot wzbijał się w powietrze ja się czułem jakbym właśnie był na pokładzie rakiety która wzbija się w kosmos zaś w całym swoim ciele czułem ciarki podniecenia.
W samolocie cały czas donosili nam wino. Lot z Londynu do Singapuru trwał około 10 godzin więc nie pozostało nam nic innego jak najebać się do zgona…
W Singapurze uderzyło mnie to ciężkie ciepłe, wilgotne tropikalne powietrze , pierwszy raz doświadczyłem czegoś takiego w swoim życiu. Lotnisko to było przeogromne rozciągało się na dziesiątki kilometrów wzdłuż i wszerz. Pamiętam długie, niekończące się korytarze przez które jechało się na ruchomej taśmie. Następnie wsiedliśmy do samolotu który zmierzał już typowo do Australii. Podczas tego odcinka podziwiałem wspaniałe widoki. Ocean usiany dziesiątkami tropikalnych wysp. To było coś wspaniałego.
Podczas lotu wyczail nas jeden ze Stewardów, że jesteśmy Polakami i przypucował się nam że też ma rodzinę w Polsce. Ojciec nie mógł przepuścić takiej okazji i mówi do mnie:
-”To mówisz że to jest nasz rodak? Weź go Marcin tam urob odpowiednio żeby nam jak najwięcej tych małych win darmowych przyniósł” -
Nie śmiałem odmówić Ojcu poprosiłem więc tego stewarda o wina a ten bez problemowo przynosił kolejne flaszki które ojciec wypijał. Najebał się konkretnie a zaraz mieliśmy ładować w Australii i spotkać się z rodziną z którą nie widział się od Wielu lat! “Ale będzie siara “ pomyślałem. Jednak kiedy wylądowaliśmy na Australijskiej ziemi stało się coś nieoczekiwanego. Ojciec tak się wzruszył i podniecił tym że w końcu dotarł do Australii i której marzył całe życie że wytrzeźwiał w ciągu paru chwil!!! Niesamowite!! Z lotniska odebrała nas rodzina i Grande Trip mógł się rozpocząć!
Byliśmy w Perth po zachodniej stronie Australii. Wujek Andrzej króry nas ugościł wraz ze swoją żoną Benią w czasie komuny uciekli z Polski do Australii i założyli tutaj rodzinę. Mieli dwójkę dzieci Agnieszkę i Maćka. Zaś Agnieszka miała swoje dzieci a moich kuzynów którzy byli w moim wieku. Socjalizowalismy się z rodziną w Perth lecz po tygodniu stary wypożyczył samochód i wraz z Maćkiem pojechaliśmy zwiedzać Australię.
Cała Australia to pustynię. Wielkie miasta są tylko na obrzeżach kontynentu nad oceanem. Te wielkie miasta połączone są autostradami które ciągną się setki kilometrów przez pustynię.
Kwestia Kangurów. Jest ich tam w chuj. Coś jak u nas sarny. Żyją dziko w lasach i na pustyniach ale są też oswojone Kangury w parkach. Te osobniki żyją w prawdziwym raju na ziemi. Leżą rozjebane na trawniku a okoliczni mieszkańcy oraz turyści kupują dla nich specjalne przekąski i dokarmiaja je. Te nawet nie wstają tylko czekają aż podejdzie się do nich z jedzeniem pod ryj , żrą i srają pod siebie. Czasami tylko wstają żeby poruchać. Co do dzikich kangurów.W ciągu dnia na pustyni jest gorąco jak w piekle zaś w ciągu dnia temperatura spada w okolice 0 stopni C. Tak też te autostrady się nagrzewają i stanowią jedyne źródło ciepła na tych pustyniach. W nocy kangury rozkładają się na tych autostradach żeby im ciepło w dupę bylo. Po autostradach zapierdalają tiry. Które rozjeżdżają te mniej rozgarnięte osobniki które nie mają w sobie na tyle ikry żeby spierdolic przed kołami takiego tira. Takze te autostrady przypominają jakieś kurwa pobojowisko. Wszędzie leżą przegniłe ciała i członki kangurów które smażą się na słońcu. Właśnie pierwszy Kangur z jakim se zrobiłem zdjęcie objawił mi się pod postacią rozjechanych zwłok ale nie zraziło mnie to i fotę wykonałem.
Poza tym były jeszcze misie Koala i pająki wielkości dłoni w ogrodzie wuja. Nawet gwiazdozbiory na niebie były inne, w końcu znajdowałem się z drugiej strony kuli ziemskiej. Mimo tych cudów moja choroba alkoholowa nie odpuszczała. Popijałem przy każdej okazji, a gdy okazji brakowało, a w kieszeni miałem dolary sam sobie te okazje stwarzałem. Tata traktował mnie wtedy jak pełnoletniego i dawał mi wolną rękę w kwestii picia.Rodzina, zachwycona moją osobą, namawiała mnie, bym został i rozpoczął z nimi nowe życie w Australii. Byłem jednak głupi. Koniec końców wolałem wrócić do Zielonej Góry, pod BWA, by dalej gnić w tym narkotycznym bagnie.
Nie będę opisywał mojej wycieczki po Australii gdyż nie o tym traktuje ta cpuńska epopeja.
Zielona Góra Listopad 2022 Starcie z Tombakiem
Dres, Ratnehap i Tombak ćpali we trójkę amfetaminę przez 3 doby, nie muszę chyba dodawać że były to doby bezsenne.
Kiedy nastał czwarty dzień. Tombak dał Dresowi swój towar i polecił mu żeby posypał 3 kreski. Nasz Narkoman już miał taki kisiel w głowie od niespania że wysypał prawie cały jego towar i zrobił trzy “Ultra Pasy”. Tombak się wkurwił. Chłopaki się pokłócili i nie doszli do porozumienia. W efekcie Tombak chciał zabrać Dresowi i Ratne ostatnią paczkę Xanaxu jaką mieli oni zakitrane na zwała na czarną godzinę jako rekompensatę. Tombak podszedł do szafki wyjął lek i próbował opuścić Melinkę.
-”Oddawaj mi ten Xanax śmieciu. Zaraz zarówno ja jak i Ania będziemy mieli turbo - zwała. Potrzebujemy tego leku jak powietrza.” - powiedział wkurwiony Dres.
-” Jak tak tego potrzebujesz to mi to zabierz Ćpunie” - powiedział Tombak do Dresa a na jego twarzy malował się obleśny uśmiech.
W tym momencie Dresu rzucił się na kolegę z pięściami i zaczął go napierdalac. Po chwili dolaczyła do niego Ania która w ułamku sekundy zrozumiała powagę sytuacji. Rzucili się na niego jak tytani w obronie tych psychotropów. Nagle Dresu został sprowadzony do parteru. I Tombak zaczął go okładać pięściami z całej siły po pysku. Poczułem ból ale był on tłumiony przez amfetaminę. Dres nie mógł się ruszyć bo Tombak siedział na nim i go tłukł po twarzy która zalała się krwią. Tombak przestał na chwilę i dysząc dziko spojrzał się Dresowi w oczy.
Dresu nie mógł się ruszyć zaczął się więc szaleńczo smiać. Śmiał się najgłośniej jak mógł do momentu kiedy zaczął dławić się krwią. Ania widząc to zemdlała na chwilę
Ale po 30 sekundach wstała wzięła jakąś deskę i z całej siły przyjebala ją Tombakowi w tył głowy. Napastnik wtedy zeskoczył z Dresami zaczął uciekać na klatkę z naszym Xanaxem.
- " Ania jak nie polecimy za chujem będziemy przeżywać kurewskiego zwała po 3 dobach!!! Za nim!” - krzyknął Dres z podłogi do swojej dziewczyny. Spojrzał na nią. W ich oczach pojawiła się nic porozumienia i bez słowa ruszyli za szkodnikiem na klatkę gdzie lali się dalej.
Z mieszkań zaczęli wychodzić sąsiedzi i widząc co się dzieje zaczęli natychmiast dzwonić na policję.
Kiedy Dresu zobaczył że Tombak bije jego dziewczynę cofnął się szybko na Melinkę po deskę podszedł do Tombaka od tyłu i przyjebał mu nią w potylicę z całej siły tak jak wcześniej zrobiła to Ania. W tym momencie Ratnehap wjechała w Tombaka z kopa z całą mocą . Ten był oszołomiony zatoczył i wtedy Dres dostrzegl ten jedyny moment kiedy napastnik słaniał się na nogach. Rzucił się mu do kieszeni i wyciągnąl z niej pudełeczko Xanaxu.
-”Ania!.Mam! Spierdalamy! “ Krzyknął do dziewczyny. Wbiegli spowrotem na melinkę i zaryglowali drzwi.
Zamknęli się wraz z Anką na melince wraz ze świętym grallem który został odebrany poćpanemu napastnikowi. Dres miał cały ryj we krwi i zorientował się że brakuje mu jednego zęba a konkretniej lewego kła. Tombak siedział dalej na klatce. Chyba został za mocno znokałtowany i uroiło mu się w tym jego naćpanym łbie że poczeka na policję i z jej pomocą dojedzie Dresa i Ratne. W między czasie przybyła do niego ta jego Agatka która była w ciąży. W końcu mundurowi przyjechali.... okazało się że kaliber burdy był mocarny i zamiast psiarskich odwiedzili naszych narkomanów kryminalni.
Dresu otworzył drzwi. U progu stało trzech rosłych dzików którzy zaczęli robić za rozjemców pomiędzy Dresem i Ratne którzy byli w mieszkaniu a Tombakiem oraz jego lubą którzy byli na klatce.
Dres i Ania szli z tłumaczeniem w stronę tego że osobnik ten był u nich na chacie - odjebało mu i zaczął robić burdę. Zaś Tombak nadawał z klatki że oni to narkomani, lekomani i go okradli..
Na chacie zostały rzeczy niesfornego Tombaka -portfel , kurtka i takie pierdoły. Więc na jego prośbę przekazali oni mu te itemy przez kryminalnych pośredników. Tombak w momencie kiedy dostał portfel wyciągnął z niego jak gdyby nigdy nic kolejnego wora z jakaś resztką spida przy Dzikach i rzucił to Dresowi pod nogi który stał blisko drzwi z textem
-" Dresu , trzymaj To Twoje !!!"
Zszokowany Dres natychmiast odskoczył od tego jak poparzony mówiąc kryminalnym że nie wie o co mu chodzi ani co to jest....
Tombak właśnie wbił se pod żebra pierwszą kosę wyrzucając swój temat przed buty krymoli.. zonk.... niedowierzanie..Oni to podnieśli..... Popatrzyli na niego jak na pojeba. Tombak zaczął nacierać dalej, nie odpuszczał. Teraz zaczął gadač typom że ten oto tu Dres wraz je swoją dziewczyną go pobili i zabrali mu jego psychotropy.... Wtedy Ratne bez słowa wyciągnęła komórkę i pokazała panom stróżom swoje recepty na Xamax. Następnie skontrowali oni zarzuty ćpunana mówiąc że on rzuca tymi lekami -sprzedaje je… co przecież było prawdą.
Także Tombak swoimi zarzutami wbił sobie drugą kosę pod żebro. Ale on dalej nie odpuszczał nie wyszło mu z workiem amfetaminy nie wyszło mu z wrobieniem nas w kradzież Xanaxu. Zdesperowany powiedział więc podniesionym głosem
-”Oddajcie mi moją kanapę!!!”
Parę dni wcześniej podczas narkotycznego cugu Tombak kiedy wracał z piwami ze sklepu dostrzegł wystawiona przy śmietniku starą kanapę. Kanapa ta i tak była jakościowo lepsza od kanapy Dresa dlatego Tombak poinformował o niej Anię i Dresa a następnie ćpuny przytargały ja na Melinkę jednocześnie pozbywając się starej.
Także Tombak nie mając już punktu zaczepienia zaczął cisnąč się że mają mu jego kanapę oddać i tym samym wbił sobie 3cią i ostatnią kosę - tym razem to już chyba w serce. W tym momencie Dziki nie wytrzymały. Tombak został skuty na oczach dziewczyny i zabrany w pizdu do kabarny.
Naszym bohaterem udało się to to tak rozegrać że wyszli na ofiary napadu pojebanego poćpanego kolesia.
I tak po wszystkim Panowie z wydziału kryminalnego przestrzegli ich przed zadawaniem się z "takimi osobnikami" oraz spożywaniem narkotyków. Miło pożegnali Anię i Dresa następnie poszli se w pizdu zabierając jako trofeum głównego aktora tej "tragicznej sztuki".
Po wszystkim, poczekali aż ścierwo zdeczka zejdzie i zjedli se po 3mg Xanaxu. Dało im to upragniony błogostan o który stoczyli tą wojnę totalna..Rozjebali się się na nowej kanapie jak dziadowskie bicze i w poczuciu wygranej walki odpłynęli - kończąc ten Czterodniowy maraton.
Między Dresem Tombakiem już od dłuższego czasu wisiało coś w powietrzu. Najpierw Dresu go wyjebał. Potem Tombak zrobił mu psikusa z kreska soli poza tym pozwalał sobie na raz więcej w stosunku do Dresa. Ta walka o psychotropy przekreśliła ich przyjaźń. Dresu zyskał na ten moment nowego wroga
Jedna dawka "molekuły duszy" może pokonać depresję na pół roku
Psychoaktywny kameleon. Dlaczego marihuana to nie psychodelik?
Powiedziała policji, że ktoś ją śledzi. Została zatrzymana za... posiadanie narkotyków
Zaalarmowała policję, że ktoś ją śledzi – usłyszała zarzuty za posiadanie narkotyków. 31-latka z Dobroszyc poprosiła funkcjonariuszy o pilną pomoc. Jak się okazało, jej zachowanie mogło mieć związek z działaniem substancji psychoaktywnych. Oleśniccy policjanci zostali postawieni na nogi przez 31-letnią kobietę z Dobroszyc. Spanikowana zgłaszająca poinformowała funkcjonariuszy, że śledzą ją podejrzani mężczyźni. Na dodatek grożą jej i wyzywają. Kobieta wyraźnie obawiała się o swoje bezpieczeństwo i prosiła o natychmiastową pomoc.
Już 1 drink dziennie zwiększa ryzyko zgonu. Alkohol nie przynosi żadnych korzyści
W Journal of Studies on Alcohol and Drugs ukazało się jedno z najbardziej kompleksowych badań dotyczących wpływu alkoholu na zdrowie populacji amerykańskiej. Zostało przeprowadzone przez ponad trzydziestu badaczy z wiodących instytucji naukowych, w tym z Columbia University, University of California, Mayo Clinic, University College London czy Harvard Medical School. Dostarcza ono precyzyjnych szacunków ryzyka zgonu powodowanego przez spożycie alkoholu z uwzględnieniem płci, wieku i poziomu konsumpcji.
KAS: Przemyt ketaminy w świecach zapachowych
Podczas kontroli w jednej z firm kurierskich, funkcjonariusze Służby Celno-Skarbowej (SCS) z Mazowieckiego Urzędu Celno-Skarbowego (MUCS) w Warszawie zwrócili uwagę na przesyłkę zaadresowaną do odbiorcy w Filadelfii (USA). Zgodnie z deklaracją nadawcy, miały się w niej znajdować świece zapachowe o wartości ok. 111 euro.