Plusy są takie, że trawka odblokowała mnie i nauczyłem się więcej czuć i przetwarzać emocje. Ale nie stało się to samo - jarałem i oglądałem filmy i seriale z konkretnym nastawieniem obserwacji dotyczących emocji i umiejętności interpersonalnych. Miałem bardzo silną intencję zbadania siebie oraz nauczenia się tego wszystkiego, więc nie każdy tych plusów doświadczy.
Minusy
1. Paliłem z wapka, ale stan zapalny w płucach i tak się pojawił
2. Depresja i stany lękowe. Niestety wskazują na to badania i sam tego doświadczyłem. Było ciężko.
3. Ta depresja i lęki bierze się z tego co wielu tutaj sygnalizuje, czyli to, że po mj pojawia się masę myśli na różne tematy i to negatywnych. Mają tak osoby o wyższym poziomie neurotyczności i dla takich osób mj jest szczególnie niebezpieczna.
4. Energia. A raczej jej brak. Zespół amotywacyjny to nie bajka dla niegrzecznych dzieci. Po pierwsze - trawka zabiera ci energię, szczególnie jeśli masz tak jak w punkcie 3. A jak nie, to i tak ci zabiera. Do tego wytwarza pewien dystans do życia, nazwijmy to "wyjebongo". Z tym po prostu niewiele w życiu osiągniesz, raczej będziesz wegetował. Bardzo ciężko z tego wyjść - podobno trudniej niż z samego uzależnienia.
5. Zdrowie. Długotrwałe palenie odbija się wyraźnie na stanie skóry, widać do wyraźnie na twarzy.
6. Uzależnienie. Chyba nikt nie lubi być niewolnikiem czegokolwiek...
Jak z tego wyjść? Dobre efekty daje psychoterapia połączona z hipnoterapią (w nurcie OMNI). Albo nawet sama hipnoterapia.
Byłem tak samo trzeźwy jak przed jaraniem.
Wkurwiające jak huj.
Średnio 3 (x ~0.12-0.15 g=max. 0.45 g chyba że np 4x doba)
Wyzwaniem, które planuje niebawem wprowadzić dla ograniczenia zużycia materiału.
0.11-0.15 g/doba to moja dawka docelowa (czyli raz na noc)
one by one we will take you
Miałem już różne przerwy, miałem różne okresy intensywnego jarania, ale to ostatnie.. masakra. Bardzo mocno schudłem - gdyż rozwaliłem sobie kompletnie metabolizm, apetyt mialem tylko raz dziennie, w nocy, na gastro. Śniadań prawie nie jadłem, w ogóle przez dzień zero apetytu, a gdy czułem głod - dwa trzy kęsy i dość.
To właśnie utrata wagi mnie przeraziła. Co to, to nie… wyjaralem wor do końca, wróciłem na siłkę (zaprzestałem ćwiczeń z lenistwa), przetyrałem się porządnie i nagle apetyt wrócił. Nie jaram hmm trzeci? Czwarty tydzień, tyram na siłce i w ciągu dnia pochłaniam ogromne ilości kcal. Waga powoli wraca, samopoczucie? Już następnego dnia po pierwszym treningu zmiana o 180st, a z każdym dniem coraz lepiej. Wróciła motywacja do innych rzeczy, wróciły sny. Wyrwałem się z letargu przyjebania - tylko tym razem ten letarg był najgorszy ever, bo uderzył bezpośrednio w moje ciało, a na to pozwolić sobie nie mogę.
Odziwo, tylko pierwszej nocy kiepsko spałem. A że czuje same pozytywy, w ogóle mnie nie ciągnie do zioła. Doceniłem trzeźwość umysłu. Dodatkowo pojawiła sie miłość w życiu - a bylem przekonany, ze nikt kijem nie tknie potheada.
Powrót do normalności po intensywnym jaraniu jeszcze nigdy nie był tak bezproblemowy, jak teraz.
- chodzisz do pracy,
- ogarniasz życie,
- nie leżysz pod mostem,
- palisz tylko wieczorem.
I człowiekowi się wydaje, że wszystko jest okej. Dopiero po czasie zauważasz, że:
- nic cię już specjalnie nie cieszy na trzeźwo,
- każdy wieczór automatycznie kończy się paleniem,
- motywacja jest jakaś „przygaszona”,
- a dni zaczynają się zlewać w jedną całość.
U mnie największym sygnałem alarmowym było to, że bez jarania zwykły wieczór wydawał się pusty i nudny. Film nudny, muzyka nudna, gry nudne, nawet rozmowy z ludźmi mniej interesujące. Jakby mózg przestał umieć generować przyjemność bez THC.
No i ten efekt „wyjebongo” jest bardzo zdradliwy. Z jednej strony człowiek mniej się stresuje, ale z drugiej zaczyna mieć wyjebane też na rzeczy, na których kiedyś mu zależało. Ambicje, relacje, rozwój — wszystko staje się „eee jutro”.
Nie demonizuję zioła, bo znam ludzi, którzy palą okazjonalnie latami i funkcjonują super. Ale codzienność robi ogromną różnicę. Szczególnie jak ktoś pali bardziej po to, żeby uciec od napięcia albo pustki niż dla samej przyjemności.
Psychodeliki w szczepionkach i piwie. Ujawniono tajne dokumenty CIA
Ciemna strona zieleni: Wszystko, co musisz wiedzieć o negatywnych skutkach nadużywania konopi
Alarm w całej Polsce! To miał być mak do ciasta ;)
Główny Inspektorat Sanitarny wydał ostrzeżenie publiczne dotyczące partii maku niebieskiego, w której wykryto przekroczenie dopuszczalnego poziomu alkaloidów opium. Jak podkreślono, spożycie produktu może stanowić zagrożenie dla zdrowia konsumentów. To nie są „zwykłe nasiona” – skażony mak może działać na organizm jak opioidy, wywołując objawy podobne do zatrucia narkotykami.
Operacja „Kryształ”
Czyli „ogólnopolskie uderzenie w przestępczość narkotykową wykorzystującą przesyłki kurierskie i pocztowe”.
83-latce z alzheimerem podano psychodelik. Niezwykła reakcja organizmu
Po jednorazowym podaniu wysokiej dawki psylocybiny 83-letnia pacjentka z ciężką chorobą Alzheimera, mówiąca dotąd głównie monosylabami, zaczęła inicjować rozmowę. Lekarze zauważyli też inne oznaki poprawy, a przypadek opisano w „Frontiers in Neuroscience” - uznanym, interdyscyplinarnym czasopiśmie naukowych poświęconym neurobiologii.