Dział poświęcony wpływowi substancji psychoaktywnych na działalność człowieka.
ODPOWIEDZ
Posty: 3619 • Strona 357 z 362
  • 3225 / 911 / 5
Ponad dekadę temu w świat psychodelików wprowadzili mnie Frodo oraz Gollum. Akurat wyprowadziłem się z domu rodzinnego, jakaś praca w wakacje to była.
Bardzo szybko znalazłem się u nich w domu, porobiony pigułami, palący jointy, oglądający filmy. On jest starszy chyba piętnaście lat ode mnie, ona jeszcze dziesięć więcej.
I fajne to było takie. Miałem przyjaciół, którzy mimo różnicy wieku byli bardzo w porządku. Frodo niegłupi i zabawny, wprowadził mnie też trochę w świat kinematografii.
No i zaczęliśmy żreć psychodeliki. I teraz widzę to wyraźnie, że Frodo mimo dobrej gadki i podrzucania mi linków do McKenny czy Wattsa chuja się znał i nie wiedział co robi wprowadzając mnie w sajko.
Sporo oglądaliśmy filmików z żółtymi napisami. Sporo czytaliśmy materiałów na foliarskich stronach. Sporo łykałem bzdetów o magii, czakrach, systemie karmicznym itp. itd.
New Age hippie bullshit podsycone sporą dawką paranoi i rozdętych ego.
Wjebaliśmy się w teorie spiskowe jak kodeinista w majkę.
Mi zaczęło w końcu coś świtać, że chyba kurwa nie mamy racji. Nie odkrywamy prawd ukrytych, nie obnażamy kłamstw systemu, nie zaglądamy za kotarę przyziemności.
Po prostu nas popierdoliło.
https://neurogroove.info/trip/w-studni-szale-stwa
Tutaj raport część tego zjawiska opisana.
No więc kiedy zdałem sobie już sprawę ze stopnia pokurwienia, próbowałem duetowi pierścienia to jakoś podać, przekazać. Dosłownie mnie wyśmiewali albo z pobłażaniem tłumaczyli dlaczego nie mam racji. Potrafili co poniedziałek przynosić nową teorię spiskową do pracy, całkowicie w nią wierząc i nie zastanawiając się nawet nad tym czy to prawda.
Podam przykład:
W pierwszy poniedziałek mówią, że szczepionki na aids wysyłane do Afryki zainfekowane są wirusem HIV żeby pogorszyć sprawę.
%-D
W drugi poniedziałek już wiedzą, że wirus HIV nie istnieje.
%-D
W pewnym momencie pojawił się pomysł wyjebania dzidy do Polski żeby sprzedać jakieś mieszkania, które mieli i zbudować bunkier na Islandii. Bo trzecia wojna światowa i trzeba się zabezpieczyć. W Fallouta chyba dużo grane wtedy było.
Ja stwierdziłem, że to jest zbyt popierdolone. Bo co innego w weekend założyć czapeczkę z folii i przy jaraniu srogiego bulbasaura sobie powkręcać Annunaki i strukturyzację wody. A co innego odpierdalać takie gówno.
To im powiedziałem, że ja zostaję w Holandii bronić rodziny przed najeźdźcami %-D
Jak pojechali to z przyjaźni (ja to jako przyjaźń widziałem chyba tylko) nie zostało nic. Chyba dwa razy się do mnie odezwali, dostałem zły numer telefonu i kontakt się urwał całkowicie.

Po kilku latach odezwała się Gollum. Że Froda popierdoliło doszczętnie. Że siedzi przed kompem i drze mordę w eter, że ich wszystkich pozabija - może grał w Fallouta online, nie wiem. Że się chyba rozchodzą. Że tak w ogóle to tęskni za mną, za wspólnymi imprezami itp.
I znowu kontakt się urwał.

Odezwała się znowu rok temu. Znalazła mnie na FB. Całkowite wyparcie tego jak wyglądała sytuacja. Obwinia mnie i jego o popierdolenie. Że nas się słuchać nie dało. Że ona to nigdy w to nie wierzyła, że ona to Froda zabrała z Holandii bo było tylko coraz gorzej.
Ale jaki bunkier? Ona? Nigdy w życiu!

Chuj że ja pamiętam wszystko. Chuj że mamy wspólnych znajomych z tamtego okresu. Chuj że Gollum dzwoniła do jednej znajomej w środku nocy, zapłakana, że trzecia wojna światowa i co ona ma zrobić %-D
No i próbowała mi wkręcić, że jest niewinna, że ja jebnięty, że wszyscy wokół źli.
Przestałem się do niej odzywać i całkowicie o pasożycie zapomniałem ale jeden z userów przejawiający podobne zachowanie mi o nich przypomniał.


Morał? Na czapkę podwójna warstwa folii amelinowej, bo 5g przez jedną się przebije. A na odwapnienie szyszynki oraz ustabilizowanie czakry korony serca - shpongle w 432hz, naładowany ametyst i picie wody pełnej intencji.
https://hyperreal.info/talk/viewtopic.php?t=69736&hilit=Chef&start=170
Podziel się posiłkiem
  • 1440 / 374 / 13
To ja opowiem krótką historię z rynsztoka jak pazerność zmiotła ciapatego.

Kolejny zwykły szary dzień politoksykomańskiego cugu. Leżę zajebany na łóżku, dookoła bajzel a na stole talerz z rozsypaną ketaminą. W pewnym momencie do mojej nory wkroczył ciapaty. Przywitał się i od razu jak dostrzegł proch to się spytał czy może się poczęstować. Ja ledwo przytomny odparłem, że to nie jest koks ani feta i może lepiej żeby uważał (zwłaszcza, że typ na stałe przyjmuje neuroleptyki i wpierdala zaporowe ilości pregaby) no ale powiedział, że nic mu nie będzie więc chujtam... nie będę przecież kolegom dragów żydził. Za bardzo nie zwróciłem uwagi ile przyjebał ale przypuszczam, że niemało bo po kilku minutach coś zaczął bełkotać, że ma the best of the construction. Cokolwiek by to znaczyło byłem wypluty z życia i miałem ździebko wyjebane więc poszedłem se dalej w kimono a egzotyczny kolega zszedł na dół do ekipy. W dość krótkim odstępie czasu przyszedł do mnie jeszcze ze 2 razy po dokładkę.

Minęło może nwm z półtorej godziny a ja słyszę na dole jakieś głośne śmiechy. Zaciekawiony zszedłem zobaczyć co się odpierdala a tam ciapaty stoi wyjebany na środku z resorakiem w ręku i drze jape -Patrzcie mam lamborgini!!! (jeśli ktoś nie czai albo nigdy nie brał dyso to tłumaczę; on na prawdę myślał, że ma prawdziwe lambo) no to mu mówię żeby dał się karnąć a on jeszcze bardziej sie drze -NIEEE! TO MOJE LAMBORGINI! WRESZCIE MAM LAMBORGINI! No pazerny w chuj %-D

Załączyła sie głupawka ale żeby bardziej wczuć się w otoczenie postanowiłem trochę doprawić się ketą - jak można się domyślić ciapatemu wciąż było mało. Tłumaczyłem mu żeby lepiej sobie odpuścił przynajmniej na chwile bo jak wpadnie w dziure i mu odjebie to będzie przejebane. -Nieee jest ok ja to lubie. Pierdolnąłem zdrową dawkę no i już wiedziałem, że będzie buba jak zorientowałem się ile przyjebał po mnie...

Czas zagłady; zegar atomowy pokazuje sekundy. Zapytałem się tylko czy jest awright? Nie zrozumiałem nic poza tym, że Allah jest robotem i stworzył AI. Ewidentnie wpadł w dziure ale po grymasie twarzy nie uważam żeby mu to przypadło do gustu. -AWWW SHIEEET WTF?! Gość próbuje wstać z fotela ale jednak grawitacja wygrywa. No nic... wzywam posiłki do misji ratunkowej, próbujemy zapanować nad islamskim terminatorem żeby nie wyrżnął gleby ale idzie topornie bo ciężki niczym bania. Nie dość, że miota nim jak szatan to jeszcze bełkocze, że roboty przejęły mu umysł. No nie ma mocnych - trzeba go eskortować do domu zanim mu jeszcze bardziej odjebie i rozpierdoli chate.

Największa przeszkoda: schody. Jak tylko spojrzał w dół to mu się nogi zgięły (trochę jak Jasiowi Fasoli w odcinku z basenem) bo jak stwierdził są nieskończone i prowadzą w otchłań. Sprawę komplikował fakt, że pare dni wcześniej "niechcący" wyrwałem poręcz mając podobny problem. Jakoś się udało ale jeszcze czekała nas wyprawa do jego lokum. Pół biedy, że mieszkał w miarę blisko ale i tak po drodze było grubo. Przez chwilę pomyślałem, że jesteśmy w symulacji bo porośnięte trawką pagórki które mijaliśmy wyglądały identiko jak te z tapety Windows XP. Niepotrzebnie mu o tym później wspomniałem, bo jak mu się też wjebała symulacja to zaczął się drzeć na ulicy ALLAHU AKBAR przez co ściągał na nas wzrok większości przechodniów.

Eskorta prawie się udała - w połowie drogi go zostawiliśmy bo jednak przypał a konfrontacja z arabami będąc naćpanym to ostatnia rzecz o której marzyłem. No ale poza tym, że dzwonił po rodzinie pierdoląc głupoty i ktośtam mu zadzwonił po karetkę to jednak wszystko pięknie się skończyło.
16 października 2023Stteetart pisze:
"mam wyjebane na wszystkich i pierdole też Famasa".
  • 1 / 2 / 0
W moim przypadku jedna z sytuacji była ta gdy jeszcze byłem młody i nie miałem doświadczenia z takimi rzeczami skorzystałem z sytuacji że mam wolną chatę więc wraz z ziomkami każdy wypił po piwie a puzneij na chacie pomyślałem żeby zajarać sobie wiadro a moja tolerancja była bardzo bardzo niska i gdy jakoś pół godziny po tym czułem się w porządku ale poszliśmy do biedronki, wszystko w porzo ale gdy byłem przy kasie zaczelem się bujać na boki i w trakcie kasowania moich rzeczy poprostu mnie zgasiło jakieś 15 sekund spędziłem leżąc na kasie obok, gdy się ocknelem wszyscy ludzie w kolejce za mną patrzeli na mnie jak na chuj wie co tak samo kasjerka a ja nie wiedziałem co mam zrobić czy wyjść czy jak ale finalnie powiedziałem że bardzo przepraszam i że źle się poczulem z powodu mojej choroby normalnie zapłaciłem i wyszedłem stamtąd jak najszybciej i obyło się bez lipy ale przez jakiś miesiąc omijałem te biedronkę szerokim łukiem bo często tam bywałem nie tylko sam ale często też robiłem tam większe zakupy takie do domu więc często byłem tam z mamą i pracownicy mogli mnie przez to puzniej skojarzyć ale minęło od tej akcji w chuj czasu i nie ma żadnego problemu
  • 1014 / 87 / 0
Sucharowo to zabrzmiało.
Ja miałem taką sytuację na 2C-E. Weszliśmy do sklepu pewnie po bro we 3ech, z czego ja i ktoś drugi po fene. Ja w kolejce stoję, czekam, zerkam na pozostałych. Nie wytrzymali ciśnienia, opuścili sklep:( Musiałem sam dokonać zakupu i wyjść, po czym spotkaliśmy się na zewnątrz.
  • 1761 / 590 / 0
Swego czasu na bezdomce podpierdalałem żarcie i alko ze sklepów, nie ma się czym chwalić. Miałem jednak jakieś takie zasady, że brałem najtańsze piwerka z tych mocnych i latałem głównie po marketach, bo w żabkach pierdolnięci franczyzobiorcy nierzadko potrącają z pensji za braki swoim pracownikom. Jakoś to tak szło, oprócz piwerek to się jumało konserwy wieprzowe bo małe toto i pożywne, a czasami solone orzeszki 500g najtańsze. Jak była zima to było łatwo, gruba kurtka, duży plecak, to się w jakimś martwym punkcie kamer wciskało "zakupy" między kurtkę a plecak, którego ciężar to dociskał do pleców i dobrze ukrywał. Kieszenie to zazwyczaj słaby pomysł, chyba, że się ma ciężką grubą kurtkę.

No i miałem w mieście Netto, gdzie na "ochronie" był taki gruby, pocieszny, może lekko upośledzony pan. Ale bardzo miły i fajny. Szkoda tylko, że chuja ogarniał. Ja raz zawinalem tam piwko, a potem już więcej tego nie robiłem, bo poznałem trochę resztę bezdomnych z noclegowni i widziałem jak tam studnie bez dna sobie zrobili. Pewnego dnia kupuje piwko wiadomo przed 14 żeby na noclegowni przy wejściu nie wydmuchać promili. No i stoją w kolejce do kasy takie chłopy po 50-70 lat, widać, że bezdomni i żule, niektórzy niemyci kilka dni, bo codziennie na bombie a po pijaku nie ma wstępu na noclegownie. No i mają w łapie butelki wódki największe jakie się dało bez zabezpieczeń i tak stoją w kasie nie wiem może 2-3min, każdy po jakimś czasie myk do kieszeni i wychodzi. Każdy głupi by się skapnął, że jak taki chłop bierze butelkę z półki to na pewno nie po to, żeby za nią zapłacić. Niestety pocieszny papuśny wesolutki grubasek z ochrony nie zaczaił. Oni w godzinach szczytu jak były tłumy potrafili kilka litrów dziennie z tego netto wynieść i nie wiem ile to trwało zanim był przypał, ale na pewno z dwa tygodnie. Potem wyjechałem do Warszawy na gapę żeby tam bezdomić, bo tam ponoć łatwo o schronisko dla bezdomnych i pracę na początek żeby się odkuć nawet jak nie ma się ostatniego zakwaterowania w Warszawie. Ale to już historia na inną okazję
  • 85 / 15 / 0
@TymekDymek dawaj kolejną serię historii,
tak jak z Holandii. Może tym raziem Poland edition? :D
  • 667 / 127 / 0
Też czekam. Niesamowicie ciekawe oraz wciągające @TymekDymek
:tabletki:
  • 1712 / 272 / 0
Kiedy leciałem na ketonach i akurat czekałem na przesyłkę większą, a kasy miałem tyle co na zapałki i chciałem mieć alkohol na podkład to parę razy wyniosłem z biedry. Moja metoda wyglądała tak że czesałem się, zakładałem czyste spodnie, jakiś sweterek i marynarkę zamszową, a w ręku obowiązkowo torba na laptopa (w środku jakieś śmieci). Wchodziłem na sklep z koszyczkiem i normalnie "robiłem zakupy", nieśpiesznie kręciłem się po alejkach i pakowałem do koszyka zwyczajne rzeczy które kupował bym mając pieniądze. Potem dział alko, tam jako koneser przeglądałem asortyment, czytałem etykiety i odstawiałem na półkę. Wiadomo, kulturalny człowiek byle czego nie wypije. W końcu pod swetrem i za paskiem lądował czarny Johnnie Walker, jeszcze wracam po jakąś wędlinę lepszą i do kasy. Tam spokojnie stoję w kolejce i bawię się zepsutym smartfonem z czarnym ekranem, czytam maile z pracy. W końcu witam się z panią, cały uśmiechnięty i sympatyczny, pakuję "zakupy" do siaty. Kiedy przychodzi do płacenia wyciągam dawno zablokowaną kartę i wklepuję pin. Jest zły. Ojej, jak to możliwe, przepraszam bardzo panią, spróbuję jeszcze raz. Ponownie zły. Bardzo zaskoczony i zażenowany jeszcze raz przepraszam kasjerkę, mówię że jak znowu się pomylę to mi kartę zablokują, rozumie pani. No nic, strasznie mi głupio, muszę zostawić zakupy. Pani rozumie, pociesza że to się zdarza i żebym się nie przejmował. Oferuję że odniosę towar ale nie, wszystko w porządku nie trzeba. Z ciężkim sercem odchodzę od kasy i opuszczam sklep, oddałam się kawałek po czym degustuję Janka za jakąś budą. Teraz tylko czekać aż zrzut wyląduje w placówce, telefonu działającego niestety nadal nie mam i trzeba będzie chodzić co godzinę i pytać czy już coś przyszło.
  • 1635 / 414 / 2
taka malutka prośba, proszę nie robić z wątku HOW TO PODPIE*DOLIĆ COŚ Z MARKETU, ok? dzięki. :)
Wspomóż edycję narkopedii - https://narkopedia.org/
"Narkotyki to syf i mega biznes czaisz? ktoś żyje z Ciebie i Twoich ziomali"
  • 837 / 476 / 0
Haha. Temat jumy alkoholu to moja specjalność. Czytając posty poniżej widzę że każdy tutaj ma swoje unikalne metody.
Ja swojego czasu też praktykowałem ten proceder. Tylko że byłem wjebany w benzo a wtedy wiecie że włącza się tryb niewidzialnego. Ja wchodziłem do biedry i od razu bez pierdolenia na alkohole, zawsze jumałem tylko jeden trunek a mianowicie jagermeister 0.7ml. Brałem flaszki w ręce nawet ich nie chowając i wychodziłem na kozaka tą alejką przez kasy samoobsługowe. Oczywiście zawsze w 5 biedronkach na mojej dzielnicy miałem obczajone momenty kiedy nie ma na sklepie ochroniarzy przy pulpicie. Raz wbijam i przy alkoholach paleta, a tam karton 20 flaszek Jagera. Normalnie go chwyciłem w łapy i na kozaku wyszedłem tak ze sklepu xd
Panie Boże jeśli teraz nie umre nigdy nie przypierdole krechy.
ODPOWIEDZ
Posty: 3619 • Strona 357 z 362
Newsy
[img]
92% czy 1,9%? Jak nagłówki zmieniają odbiór badań o marihuanie

W ostatnich tygodniach w medium Medonet pojawił się alarmujący nagłówek mówiący o „92% wyższym ryzyku poważnych zaburzeń psychicznych u młodych osób używających marihuany”. Taka liczba silnie działa na wyobraźnię i niemal automatycznie wywołuje emocjonalną reakcję czytelnika. Zanim jednak potraktujemy ją jako dowód nadciągającej katastrofy zdrowotnej, warto przyjrzeć się samemu badaniu, jego metodologii oraz temu, co w języku statystyki ta liczba faktycznie oznacza.

[img]
Liczba recept na medyczną marihuanę znów rośnie. Rzecznik Praw Pacjenta reaguje

Ponownie wzrosła liczba recept wystawianych na opioidy i marihuanę medyczną. Wcześniejszy spadek był efektem zmiany prawa mającego uniemożliwić wystawianie recept na wspomniane substancje w drodze teleporady. O sprawie pisze Rynek Zdrowia.

[img]
Badanie naukowe, które porządkuje temat kiełkowania konopi

Wolne Konopie: "Od lat powtarzamy jedno, że wiedza jest lepsza niż strach, a odpowiedzialność lepsza niż czarny rynek. Nasze hasła „Zmień dilera na farmera” i „Nie kupuj jej, tylko siej” nigdy nie były zwykłą prowokacją. Chodziło nam o zmianę myślenia i w wielu przypadkach ta zmiana naprawdę się dokonała. Uważamy, że jeśli ktoś interesuje się konopiami, powinien robić to świadomie, rozumiejąc podstawową biologię rośliny, procesy jej wzrostu i mechanizmy funkcjonowania, zamiast opierać się na mitach czy czarnorynkowych schematach."