Dyskusja na temat grzybów halucynogennych, m.in. łysiczki lancetowatej i muchomora czerwonego.
Więcej informacji: Grzyby w Narkopedii [H]yperreala
ODPOWIEDZ
Posty: 12 • Strona 2 z 2
  • 125 / 22 / 0
Moim zdaniem grzyby bywają bardzo trudne do okiełznania. Miałem taką przygodę, że zjadłem ~5 g. GT. To nie były normalne owocniki, dostałem samarę wypełnioną malutkimi pinami, było ich około 40. Moje wcześniejsze doświadczenia z Psylocybami to wywar z 2.5 g. Azteków, który trwał może 20 minut, mimo że był nawet intensywny, nie wywarł na mnie jakiegoś większego wrażenia.

Po 30 minutach od konsumpcji zjadłem butle mj, zacząłem zauważać, że widzę kontury mandali rysujące się moim oczom, miała jaskrawo czerwoną barwę i była ledwo widoczna, obejmowała wszystko, co widziałem i przesuwała się razem z moim wzrokiem. Byłem bardzo ospały i ociężały. Poszedłem pod prysznic i wtedy coś się zadziało.
Gargantuiczna dawka euforii i szczęścia przeszywały mnie na wskroś i wydobywały ze mnie śmiech na wszystkie strony świata.
NIGDY nie czułem takiego szczęścia, żaden narkotyk nie dał mi takiej dawki euforii. Nie mogłem opanować śmiechu, zachodził proces kiśnięcia i nie mogłem tego powstrzymać. Kiedy wróciłem uhahany z łazienki do pokoju włączyłem muzykę i zacząłem tańczyć.
Ten taniec to był najbardziej zmyślny, przemyślany układ choreograficzny, jaki wykonałem kiedykolwiek, byłem w szoku, że umiem tak tańczyć, czułem się jak gwiazda.
Tutaj, żeby wam uzmysłowić, o jaki poziom tańca chodzi B) : Ten taniec to manifestacja tego, że byłem podłączony do źródełka, nielokalnego pola, czerpałem z niego wszystkie istniejące skillsy.

Opanowałem się trochę i usiadłem do oglądania całej krainy grzybów, wyciągnąłem z niej bardzo ciekawe wnioski.
Podejrzewałem, że Wiktor Stribog potrafi kreować obrazy, książki, twórczość, w snach. On sam nawet o tym wspomina, jak usłyszałem potwierdzenie swojej tezy, oniemiałem. Miałem dużo innych ciekawych przemyśleń na temat KG, ale trip był rok temu, nie pamiętam.

Kiedy obejrzałem całą Krainę, wszystkie odcinki trwają około godziny, przeżyłem już wszystkie peak'i, tak były chyba trzy albo cztery i każdemu towarzyszył wybuch śmiechu i euforia nie do opanowania. Dokładnie czułem jak zbliża sie uderzenie, one były jak fale, pierwsze dwie przepotężne i dwie kolejne też mocne. Kiedy ten napad przychodził, włączałem muzykę, która mi siadała i działy się niesamowite rzeczy. Kiedy wypadał refren robiłem coś w stylu skupienia energi ? Czułem jak rośnie mi ciśnienie i euforia razem, miałem zaciśnięte pięści i czułem się jakbym wykonywał jakieś potężne KAME HAME HA, zbierałem te energie w sobie i wypuszczałem na refrenie.

Jednak teraz wisienka na torcie, do której, zmierzam, ponownie zacząłem czuć ociężałość i senność. Położyłem się na łóżku i zacząłem powtarzać na głos, wtf, WTF, what the fuck, WHAT THE FUCK, co jest kurwa, co się dzieje, o co chodzi. Zacząłem tracić wzrok, wszystko było tak rozmazane, że nie byłem w stanie odczytać tekstu z telefonu. Poczułem, że jestem jakoś wysoko, patrzyłem tylko w sufit i praktycznie znajdowałem się tuż pod nim. Nie byłem człowiekiem leżącym na łóżku, byłem ogromnym snopem żółto białego światła. Widziałem mój pokój z różnych perspektyw, raz widziałem to co jest przedemna i za mną jednocześnie.

I zaczęło się szaleństwo. W jednej sekundzie zrozumiałem wszystkich samobójców i wariatów. Myślałem o Magiku. Tak bardzo go rozumiałem.
Widziałem tekstury matrixa, dwie zestawione ze sobą powierzchnie a pomiędzy nimi pusta przestrzeń. Gdybym miał to do czegoś porównać to do jakiejś retro neonowej gry. Okropnie zacząłem się bać, mówiłem sobie, że oszalałem, że mi tak już zostanie.
Wtedy podniosłem się z łóżka i spanikowany usiadłem do komputera. Wywnioskowałem z patrzenia się w ekran, że jestem w śpiączce i muszę się wybudzić z tego jebanego snu. Całe otoczenie zdawało się przekazywać mi informację o tym, że rodzice na mnie czekają, siedzą gdzieś w jakimś szpitalu obok mojego łóżka, w którym leżę, jak warzywo a oni cierpią. Koniec tripu zwieńczony był olśnieniem tak potężnym, że chciałem książkę pisać. Kiedy chciałem te olśnienie przekazać koledze po całym zdarzeniu, moje tłumaczenia polegały na : NO BO WIESZ, NO BO, TAKIE COS, I TAKIE ŚWIATŁO, I BYŁO FAJNIE, ALE TROCHE SIE BAŁEM, NO I YYYMMM NOOOO YMMMM.
Po tej akcji przestałem palić papierosy na 6 miesięcy, z dnia na dzień.

Innym razem przy piątce mexicanów, nie było tak mocno jak poprzednio. Złapałem się na myśli, że po tripie chciałbym się doprawić jakimś ścierwem typ ser grecki. :zombie:
I ta myśl przejęła kontrolę nade mną, krążyła mi po głowie, nie mogłem się jej pozbyć. Zaczęła ewoluować, nie wiem, czy to były moje myśli. Myślałem: nic już w życiu nie będzie mi dane poczuć, nie poczujesz smutku ani szczęścia już nigdy więcej.
Myśl przybrała formę pożądania zapodania w kabel i gotowości do zrobienia tego.
( nigdy nie walnąłem w kabel i brzydzę się tego) Myśli stawały się coraz gorsze. Myślałem o kaleczeniu się szkłem i wyobrażałem to sobie, oraz, że skoczę przez okno zaraz. Do tego doszedł kryzys wiary. Powiedziałem drżącym głosem do siebie...
Boga nie ma...
I to już było za wiele, musiałem iść pobiegać, żeby nie myśleć o tym.

Grzyby to dzikusy nieokiełznane. Nagrywają szepty, puszczają je od tyłu i wysyłają prosto w mój radioodbiornik.
what are we to do with an elf ?
  • 14 / / 0
U mnie to wygąda tak, że jeśli pojawia się cokolwiek przypominającego badtripa to albo na samym początku - głównie przemyślenia o życiu i o sobie sprowadzające się do poczucia kompletnej beznadziei, albo na końcu i tu wydaje mi się, że to po prostu ze zmęczenia (jak to się mówi: nadmiar rozkoszy staje się torturą). Na szczęście jakoś tak mam we łbie poukładane że przebłyski świadomości mówią mi że to tylko schizy, że nic mi nie grozi i wszystko będzie dobrze. No i było, bo uczucia, które pewnego razu mnie ogarnęło, nie da się opisać. Powiedzieć, że to euforia, to jak nic nie powiedzieć. W pewnym momencie zaczęłam nawet płakać ze szczęścia, o czym zorientowałam się dużo później.
Za to po wszystkim nie miałam żadnego zjazdu, niczego takiego, wręcz przeciwnie - czułam się spokojniejsza i bardziej zmotywowana do działania, mniej przejmowałam się problemami czy innymi ludźmi, ogólnie szczęśliwsza i dość długo mi się ten efekt utrzymuje (można powiedzieć, oczywiście w dużym uproszczeniu, że taki trip terapeutycznie na mnie działa)
Uwaga! Użytkownik Yoriko nie jest już aktywny na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
ODPOWIEDZ
Posty: 12 • Strona 2 z 2
Newsy
[img]
Zaburzenia odżywiania: marihuana i psychodeliki pomagają skuteczniej niż konwencjonalne leki

Pionierskie badanie osób żyjących z zaburzeniami odżywiania wykazało, że marihuana i substancje psychodeliczne, takie jak grzyby czy LSD, najlepiej łagodzą objawy u respondentów, którzy leczyli się za pomocą leków bez recepty.

[img]
CBŚP rozbiło kilka grup przestępczych zajmujących się transgranicznym obrotem narkotykami

Policjanci CBŚP pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Gliwicach rozpracowali kilka powiązanych ze sobą i ściśle współpracujących zorganizowanych grup przestępczych zajmujących się transgranicznym obrotem znacznymi ilościami środków odurzających. Część zatrzymanych wywodzi się ze środowiska pseudokibiców śląskich klubów piłkarskich. Zabezpieczono ponad 800 kg narkotyków.

[img]
Drożdże piwowarskie reagują na odpowiednie dźwięki i zwiększają produkcję

Wiadomo że rośliny i zwierzęta wydają dźwięki, reagują na nie i za ich pomocą się komunikują. Komunikacja taka zachodzi też pomiędzy zwierzętami a roślinami i odwrotnie. Czy jednak organizmy należące do innych królestw domeny eukariontów w jakiś sposób reagują na dźwięki? Okazuje się, że tak. Reakcję taką zauważono u drożdży piwowarskich. Co więcej można to wykorzystać w produkcji złocistego napoju.