Życzę Ci jak najlepiej.
Pomyśl o kombinacji takiej jak ja lub innej. Leczenie psychiatryczne + leczenie odwykowe + mityngi NA.
Co prawda upadam i to stosunkowo często, ale wierze że w końcu uda mi się powstać silnym i pokonać ten wredny nałóg. Zdezerterować z wojny if you know what i mean
29 listopada 2018Hanna Natalia pisze: Szukam w trójmieście grupy NA, trochę mnie odstręcza fakt, że są tylko w salkach przy kościołach.
Polecam zarówno to centrum w Gdyni jak i grupę NA, chodziłem tam kiedyś z pół roku i tylko dzięki mitingom i terapii zachowałem przez te pół roku abstynencję. Nie wiem jak teraz wygląda ta grupa, ale za "moich czasów" od razu się w niej odnalazłem i było zupełnie inaczej niż to opisujesz. Chodziłem też na spotkania w sali przykościelnej, na początku mi to przeszkadzało, ale szybko zrozumiałem, że oni tylko wynajmują tę salkę, bo po prostu jest tanio (wspólnota NA nie dysponuje zbyt wysokim budżetem, więc muszą kombinować) i nikt tam nikogo nie zmusza do jakiejkolwiek wiary i nie atakuje z krzyżykiem w ręku %-D Ja nawet nie pisałem 12 kroków, po prostu przychodziłem na mitingi. No ale to Twoja decyzja, jeżeli masz się do tego zmuszać to rzeczywiście bez sensu. W każdym razie jakbyś potrzebowała wsparcia to pisz PW.
edit:
Jeżeli chodzi o ciśnienia, mi tam sport nie bardzo pomaga, bo nigdy go nie lubiłem, za to pomaga mi jakieś wyczerpujące zajęcie w domu typu wysprzątanie całego mieszkania, wymycie łazienki, itd. Z reguły w ciągu na opio chata zarasta brudem, bo ma się na to wyjebane, ale jak się jest trzeźwym to dostrzega się takie szczegóły, które się zaniedbywało, więc warto się za to zabrać zamiast gnić w łóżku czy siedzieć przy kompie bezczynnie. A jeżeli jest czysto to można zrobić sobie listę rzeczy, które się od dawna przekładało na później i po prostu po kolei je realizować. Tylko nie wszystko na raz, ale np. jedną rzecz dziennie (w miarę możliwości).
DZIĘKUJĘ serdecznie za informację o grupach NA- są mi bardzo potrzebne spotkania z osobami o podobnym problemie, namiastkę tego dostaję tutaj.
Scalono.Lobo87
Trochę mnie martwi cisza w tym wątku, ale domyślam się, że istnieje możliwość, iż zwyczajnie jestem największą jęczydupą na forum i robię wokół swojego detoksu nieproporcjonalnie dużo szumu. Trudno,może ktoś chociaż czasem śledzi ten temat i jeśli męczy się jak ja to wie, że nie jest sam. 2 tygodnie, detoks od wszystkiego- trawy,dexa, pseudoefedryny, benzodiazepin (klonazepam -10 lat, ok 4mg dziennie, alpra, rolki,lorazepam), również pitego sporadycznie alkoholu.Nie zmniejszałam dawek, cold turkey- choć nie wiem czy to adekwatna nazwa w przypadku takich substancji. Wcześniej dopalacze (później wycofano moich faworytów z grupy beta ketonów- żeby byla jasność), wiele lat temu amfa i koks (jako nastolatka-potem 8 lat przerwy). Histeryczka i maruda z natury, prawdopodobnie dlatego dokucza mi dupościsk, i tak, żalę się, bo mi to trochę pomaga. Nie mam na razie siły na sport, wspieram się wegańską czekoladą i książkami, które są jedyną nieuzależniającą (tzn- niedestrukcyjnie) przyjemnością i pasją jaka mi w życiu pozostała. Normalnie trochę bym się wstydziła ( jako nieśmiałek i introwertyk) walić 10 postów pod rząd jak desperatka, ale staram się myśleć, że nie ma to znaczenia jeśli pozwala przeżyć kolejny dzień w quasi trzezwości ( bo do trzezwości to pewnie musi minąć z pół roku- zanim się mój mielony w czaszce odparuje %-D ). Dopóki cierpię, będę tu zrzędzić- nawet sama, ale nie jestem mendą- jak przestanę cierpieć to też napiszę ku pokrzepieniu serc, że taki moment w końcu nadchodzi. :-D
-----------------------------
Kolejny dzień w trzeźwości, kolejny dzień w depresji. Staram się być dzielna. Z naltexu korzystam tylko gdy wybieram się na terapię, bo używki i zjazdy ułatwiały mi otwieranie się i blokowały wstyd- dlatego wolę dmuchać na zimne. Trochę przerażają problemy, których narobiłam sobie na trzeźwo i oczywiście potworek uzależnienia uparcie powtarza, że na trzeźwo nie dam rady ich rozwiązać. Boję się, że nie dam rady, używkami załatwiałam wszystkie problemy wynikające z dysfunkcji mojej osobowości. Lęk społeczny, lęk przed oceną, dramatycznie niskie poczucie własnej wartości, trudności w odraczaniu gratyfikacji, prokrastynację. Gdybym miała napisać swoją biografię zatytuowałabym ją "Najgorszy człowiek świata" %-D . Czy bywa łatwiej?
Scalono. taurinnn
Ja wiem, że to takie truizmy i ogólniki, ale co innego poradzić? Byłaś na mitingu NA? Spróbuj od tego zacząć, w końcu z tego co pisałaś byłaś zainteresowana taką formą pomocy. Ja sam kiedyś miałem bardzo duże opory i do pójścia na pierwszy miting zbierałem się z miesiąc, więc doskonale rozumiem jak trudno się ruszyć z domu, bo psychika podpowiada same wymówki, żeby tam nie iść.
Fuzja - 909
Swoją drogą Eth0 (proszę uprzejmie o scalenie z poprzedni postem) jesteś teraz czysty, w procesie dążenia do czystości, w nawrocie, w ciągu (terminologia naprawdę nieistotna) ? Napisz proszę :)
03 grudnia 2018Hanna Natalia pisze: Słuchaj, szukałam tych grup NA, ale na oficjalnej stronie w wyszukiwarce wyskakują mi jakieś brednie, tak jakby za każdym razem grupa była w innym miejscu. Mówiłeś o Gdyni, bodajże Chrzanowskiego- czy tam są regularne spotkania? Będę wdzięczna za pomoc, jestem głąbem komputerowo-internetowym, nie dla mnie takie wynalazki jak smartfony itp :-D . Taki typ romantyczno-wiktoriański.
(screen tabelka)
[ external image ]
----
Jeżeli o mnie chodzi to jestem czysty od opio, ale wspomagam się pregabaliną i antydepresantami, więc tak nie do końca czysty, ale jednak nie chodzę ućpany cały czas jak przez ostatnie kilka miesięcy, więc to jakiś plus.
opisano odnośnik / 909
29 listopada 2018Hanna Natalia pisze: Czy bywa łatwiej?
Powiadacie, że dobra sprawa uświęca nawet hejting?? A ja Wam mówię: dobry hejting uświęca każdą sprawę.
Dziś 16 albo 17 dzień abstynecji, straciłam rachubę, ale może to dobry znak, bo świadczy o mniejszym dupościsku, kontroli i przymusie "wytrzymywania". Jest źle, bo próbuję aktywnie uczestniczyć w życiu ( oczywiście jak na swoje możliwości), biorę się za rozwiązywanie wiecznie spychanych na "później " problemów i naprawianie uczynionych zniszczeń. Jak już wcześniej pisalam- chyba rzadko sięgałam po używki żeby mieć odlot, fazę, jakiś szczególny haj. Raczej używałam substancji do samoleczenia i podejmowania nieudolnych prób normalnego funkcjonowania . Moje umiejętności społeczne i zyciowe są niezwykle małe, ćpanie zatrzymało wszelki rozwój ( i tak z natury powolny) i niespiesznie uczę się akceptować ponury fakt, że zaczynam od zera albo nawet od minus dziesięciu. Nie chcę już się potykać, moja Mama jest alkoholiczką i ojciec zawsze powtarzał, że będę jak ona bezbronnym pasożytem. Nietrudno zatem domyślić się, że każda wpadka sprowadza mnie do okrutnego wniosku, że życie na dnie jest nieuniknione, że ciązy nade mną fatum, na które nie mam wpływu, a wiem, iż mechanizm samospełniającej się proroczni jest potężny. Ja po prostu muszę wygrywać, muszę konsekwentnie i w bólach iść do przodu. Liczę się z tym, że mając takie deficyty jakie mam i będąc tak słabą i podatną na zranienia raczej nie grozi mi zostanie człowiekiem sukcesu :-D . Ale to byłoby moje życie i ja, to na co mnie stać, ale moje. Coś tam, po swojemu bym jednak wygrała. Fakt, że noga mi się jeszcze powinie staram się wliczać w koszta własne, choć nie ukrywam, że porażki wbrew powszechnym przekonaniom bardzo osłabiają. Naprawdę nie chcę już narkotyków w swoim życiu i z doświadczenia wiem, że umiałam być bez nich szczęśliwa,a nawet nie myśleć o nich i nie szukać ich w najdramatyczniejszych momentach życia, mimo że wcześniej poznałam je dobrze. Jednakże teraz...perspektywa zadowolenia z życia jest odległa. Codziennie coś załatwiam- walcząc ze strachem, poczuciem winy, zespołem amotywacyjnym, czarnowidztwem i defetyzmem ,myśląc jednocześnie jak prosto byłoby ogarnąć wszystko pod wpływem. Liczę na stopniowy proces desensytyzacji, jeśli będę się wystawiać na działanie bodźców, które sprawiają mi ból i dyskomfort nadwrażliwość w końcu powinna się zmniejszyć. Na razie jest jak jest. Trochę chujowo. Może bardzo. Miewam dobre momenty, czasem coś mnie cieszy, ale przeważnie jestem chmurna, ponura i przede wszystkim- spanikowana. kodeina jak dla mnie dupy nie urywała i rzadko po nią sięgałam, ale jutro rozmowa w sprawie pracy i tak sobie przypominam, że chyba dodawała mi pewności siebie. Jak kurwa wszystko co odurza %-D .
Polska 2026 wygląda jak Stany Zjednoczone w 1996
O polskim systemie leczenia uzależnień opioidowych - z perspektywy pacjenta po dziewięciu ośrodkach.
Od daru bogów do codziennej ucieczki. Co antropologia mówi o naszym związku z alkoholem
Naukowcy ostrzegają: „pożycza energię” kosztem nocnej regeneracji i napędza błędne koło
Kofeina wpływa na jakość nocnego wypoczynku i może skracać sen lub utrudniać zasypianie - wynika z badań. Jednak nawet przy pozornie prawidłowej długości snu może zmniejszać aktywność wolnofalową i przesuwać obraz EEG w stronę bardziej czuwającego mózgu – oceniła ekspert prof. Donata Kurpas.
Po zjedzeniu tego grzyba zaczniesz widzieć „malutkich ludzi”. A nawet nie zawiera psychodelików
Wyobraź sobie, że po zjedzeniu dziko rosnącego grzyba nagle zaczynasz dostrzegać wokół siebie… miniaturowe postaci. To jednak nie wina znanych substancji psychodelicznych – przypadek Lanmaoa asiatica całkowicie przeczy chemicznej logice.
Czysta fikcja. Dlaczego MSWiA udaje, że nie ma rąk ubrudzonych wojną z narkotykami?
Klasyczny urzędniczy unik w Polsce opanowano do perfekcji. Gdy obywatele pytają o absurdalne koszty i społeczne dramaty wynikające z obecnej polityki narkotykowej, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji (MSWiA) zasłania się procedurami: „Idźcie do Ministerstwa Zdrowia”. Problem w tym, że w rzeczywistości nie lekarze w kitlach, ale policjanci w mundurach zamykają rocznie tysiące ludzi za przysłowiowego grama. Czas wreszcie zacząć o tym rozmawiać.
