Reszta zależy od tej osoby.
Okej, here we go.
Dziś piąty dzień bez morfiny ani żadnego z typowych agonistów opio/mi... Schodziłam z dawek 600-800/d morfiny w podzielonych, ale pod koniec żeby odczuć cokolwiek przy wjeździe poza lekką histaminą, nie wystarczał materiał z jednego MST200, czyli ~300+... A i tak po godzinie, dwóch, miało się wrażenie, że nic nie działa - nawet w tle.
Dawno już wyszłam z domu, w drugi dzień skręta zaliczałam egzamin na uczelni (katastrofa, ale zdolności umysłowe pozostały niezmącone i jest 4,5), natomiast wtedy zalewałam się potem przy najlżejszym wysiłku (typu kilka schodków do dziekanatu), obecne były znane chyba wszystkim próbującym się detoksować od opio dolegliwości, czyli wiertła udarowe w nogach i plecach, rozciąganie kończyn niczym rozrywanie końmi na placu, pełzanie czegoś pod skórą, gorączkowe malaria-like sny, o ile snami nazwiemy takie trwanie w zawieszeniu w okolicach godzin czwarta, piąta. Po wstaniu i podczas nocy - wielokrotne zmiany ubrania. Zaczęło robić się zdecydowanie lepiej w okolicach czwartego dnia.
Dziś wybrałam się nawet na basen, popływać z półtorej godziny na olimpijczyku, a nie opierdalać się w jacuzzi. Choć to ostatnie - zwłaszcza modele z hydromasażem pleców - BARDZO, bardzo pomogło po wyjściu z basenu, gdy po przepłynięciu w różnym tempie (raz rekreacyjne, raz sprawdzając jak szybko jestem teraz w stanie pokonać 25, a potem 50m z 2.5m dna) nogi się pode mną uginały i pojawiły się silne skurcze, pewnie też przez różnice temperatur - woda w olimpijskim jest zdecydowanie chłodniejsza na tamtej pływalni. Tak poza tym, to świetny obiekt, wszystkim polecam ten politechniczny nowowybudowany pomarańczowy kloc przy kampusie PŁ.
Wracając do chemii, to schodziłam na buprenorfinie. Zastanawiałam się nad testowaniem tzw. "metody berneńskiej" (duckduckgo tego nie indeksuje, ale "Bernese method" już tak) polegającej na rozpoczęciu brania progowych dawek buprenorfiny jeszcze będąc w ciągu i stopniowym zwiększaniu jej dawki aż do rozpoczęcia procesu wypierania z receptorów czystych agonistów. Zdecydowałam się na klasykę, czyli poczekać do zgięcia rozpoczynającego się delikatnymi symptomami typu kapanie z nosa, kichanie, łzawienie - wtedy akurat musiałam wyjść, też na egzamin swoją drogą w tym pierwszym dniu - i wychodząc wzięłam ok. 10mg kawałek Transteca pod język, żując umiejętnie i mając ponad godzinę, półtorej dojazdu aż będę musiała się odzywać, przełykać ślinę częściej itepe. Gdyby nie to, że MUSIAŁAM wyjść z domu bladym świtem, gdy czułam jeszcze w tle działanie wysokich dawek morfiny z poprzedniego dnia, to poczekałabym zapewne na konkretniejsze zgięcie i zapodała buprenorfinę i.v. All or nothing, no nie? ;-)
Na początku miałam wrażenie, że buprenorfina redukuje mi dolegliwości skrętowe o jakieś... 25%? Zawsze coś. Ale nie wiem, jak było bez niej. I tak było okropnie, więc chyba nawet nie chcę wiedzieć. Nastawienie psychiczne do wychodzenia mam, IMHO, odpowiednie, mimo mało sprzyjających okoliczności rodzinnych (chyba mało osób na hajpie ma taką sytuację...), ale jako że prowadzę już mniej-więcej oddzielone od niej życie, to nie wpłynęło to bardzo negatywnie na cały ten proces... Poza, oczywiście, uporczywymi myślami powracającymi w nieodpowiednich momentach.
W kolejnych dniach buprenorfinę administrowałam zarówno podpoliczkowo, nadziąsłowo, podjęzykowo, jak i dożylnie. Zawsze łączyłam ze sobą te sposoby podania, tzn. na początku część plastra do ust, część do przerobienia. Potem po prostu brałam do ust pozostałe po przerobieniu matryce, wiedząc, że żadna domowa metoda ekstrakcji nie jest skuteczna przecież w stu procentach...
Zrobiłam jeden plaster, ten największy (40mg) i dalej już bez. Gdy byłam na buprze, przyjmowałam ją 2-3x dziennie dożylnie, najczęściej rano, południe i wieczór, robiąc z plastrami pozostałymi po tym wspomnianą wyżej rzecz. Myślę, że niepełny tydzień (pięć dni) bycia na buprenorfinie jest optymalny w moim przypadku, bo i wczoraj, i dziś, zaczęłam czuć zdecydowanie bardziej opio-like (choć nie grzanie, na mnie tak buprenorfina nie działa w tym momencie, po prostu zaczęła w ogóle obkurczać nieco źrenice i ogólnie oko akomoduje się sprawniej, nie ma już spodków - ale ciężko powiedzieć ile w tym chemii, a ile po prostu czasu od ostatniej dawki morfiny) wrażenia podczas podawania jej dożylnie; zawsze wchodzi mi na oddech, a minutę, dwie po podaniu zaczynam mieć coś w rodzaju "hot flashes", ale nie w taki nieprzyjemny, skrętowy sposób. Z reguły wtedy też zbieram dupę i biorę się za jakieś zadanie, które odkładałam. Ale pierwsze trzy dni to musiałam funkcjonować na robo-mode, nie myśląc o tym że wchodzę pod prysznic (gęsia skórka i dreszcze na samą myśl), myję włosy, ubieram się (dotyk tkaniny - boli, do tego dziwne zapachy zewsząd, nadwrażliwość sensoryczna aż ciężka do opisania), wychodzę z domu (bardzo nasilone lęki) i, w końcu, przebywam wśród ludzi i z nimi rozmawiam itepe.
No nic. Trzymam za siebie zaciśnięte mocno kciuki i skrzyżowane palce u nóg, bo wiem, że nie mogę sobie ufać nawet mimo podjęcia aktywności fizycznej i generalnie pozytywnych symptomów. Chociaż, oczywiście, nie zachowuję się jak zwierzę i mając na wyciągnięcie ręki DHC, nie podjebałam - pomijam kurewskie aspekty moralne takiego zachowania, jednak w pewnym momencie głodu aspekty moralne w ogóle nie istnieją - i uważam to nie tyle za sukces, co za normalny stan rzeczy.
Następny przystanek - ponowne zerowanie klonazepamu. I bez znaczenia, czy i ile razy trzasnę o podłogę, muszę to zrobić. Wiem, że na pewno redukcja dawek o 25% (aka cięcie po liniach jednej tabletki) to zbyt gwałtownie.
wierzyli do końca i poszli na dno
teraz jeszcze przechylają moją łódź niepewną
odtrącam te sztywne dłonie okrutnie żywa
odtrącam rok za rokiem.
Z tym 25% dokładnie, w szczególności przy uzależnieniu od większych ilości tej długodziałającej benzodiazepiny.
Moja serdeczna rada: zejdź z tego pod czujnym okiem lekarza (szpital), nie na własną rękę.
Szkoda, żeby (odpukać) fatalny w skutkach grand ma tylko pogorszył Twoją sytuację.
Gratuluję postępów odnośnie opiatów, zastrzegając tym samym, że z benzo może być trudniej, stąd konieczna kontrola specjalistów.
Korzystaj póki jesteś młoda, masz silny organizm, który na pewno- przy dużej motywacji- sobie poradzi.
Trzymam kciuki
U mnie silna decyzja odrzucenia pojawiła się raz. Ale nawroty na sportowo chyba były do przewidzenia.
Nie babraj się w takie gówno jak chcesz rzucać to działaj raz, a konkretnie bez zbędnego pieprzenia i dokumentowania dokonań,zapominając o temacie inaczej to i tak wróci, prędzej czy później. Po za tym mocne opiaty to chyba niezłe gówno żeby sobie pozwalać na tą toksyczną przyjaźń :cheesy:
Wszystkiego dobrego życzę.
"Mówiłem nigdy więcej, a czas mi przyniósł plaster
Zagoiło się nieźle skoro goiło z otwartej
Zasypiam w pół do pierwszej, zasypiam w pół do czwartej
Albo znów kurwa nie śpię przez co jeszcze nim zasnę..."
Co do klonazepamu, to jest to najbardziej kurewska benzodiazepina do zejścia. Gdy zejdę do 0.5 mg lub okolic, dokupię diazepam piątki i będę liczyć na jego długi T1/2 i komponent przeciwdrgawkowy. Grand MAL niestety już mam - nie epilepsja z drganiem, pianą z pyska, upadkiem, tylko upadek, utrata przytomności, WYPRĘŻENIE całego ciała i zatrzymanie pracy większości mięśni/napięcie wielu z nich, stałe (nie oddycham, nie ma ze mną kontaktu, serce prawie się wypłaszcza), przez brak oddechu momentalnie sinieją mi usta, do tej pory dwa razy miałam takie poważne epizody, gdzie udzielono mi na ulicy pierwszej pomocy, a w karetce postawiono bardziej na nogi. Kiedyś na forum opisywałam to i jebnęłam się z dawkami klona; przepraszam, byłam wtedy w ostrym majko-klono ciągu. Ratownicy dają w mięsień pośladkowy 1mg, pytając wcześniej, czy chcę. Ale to już po wywiadzie... Pamiętam, że przy ostatnim grand MAL już stosunkowo szybko doszłam do siebie, bo w karetce kontaktowość oceniono na 4/5, wahano się czy nie 3/5, ale zebrałam siły i poprowadziłam rozmowę w stylu "imię, gdzie jestem, dlaczego tu jestem, co się stało, z kim jestem" - taki test świadomości pacjenta. I reakcja oczu nie była już tak przerażająca, jak za pierwszym grand malem; wtedy miałam źrenice jak 5zł pod opuszczonymi powiekami, kompletnie niereaktywne, a po zebraniu mnie z podłogi sklepu RTV Euro AGD (...) dłuuuuuugo minęło, aż wiedziałam, który jest dzień i kim jestem.
Szpital/detoks zamknięty niestety nie wchodzi w grę. Mam duże doświadczenie w schodzeniu i cięciu dawek benzo, w końcu zeszłam do 2mg/dziennie z dwucyfrowych w ciągach i skutecznie na niej jestem, ale mam świadomość, że dalej jestem na haczyku. I bardzo boję się benzoskręta... Jest okropny. Wolałabym kilka nałożonych heroinowych, niż jeden benzodiazepinowy. Dość osób go opisywało; jak ktoś jest zainteresowany, to niech poszuka.
Będę cięła po prostu dawki klonazepamu rozsądnie, trzymając się reguły "nie za szybko", bo uderzę przysłowiową głową w mur, a realnie w podłogę. Dyskomfort na pewno będzie odczuwalny, ale jeśli pojawią się mimowolne drgania mięśni na większą skalę, to zatrzymuję schodzenie z dawek. I tu nakładam na siebie ważną zasadę - zatrzymanie na dawce x, byle nie dłużej niż to konieczne, ale w ŻADNYM wypadku NIE powrót do wyższej dawki! Myślę, by na jednym szczebelku - dawce- być tydzień, dwa... Raczej tydzień. Spróbuję załatwić to w miarę sprawnie. Jeśli dojdzie do tego, o czym pisałam parę zdań wcześniej, to daję ciału czas do zaadaptowania się do nowego stanu i przymusu regulacji progu drgawkowego. Będę dawała znać jak mi idzie, jeśli uznam, że wywiera to korzystny wpływ na przebieg tego procesu; ale myślę, że będę, bo znam już benzodiazepinowe schodzenie (a będę to robić, mając jeszcze w świadomości zamglony obraz opioschodzenia) i opis dziejącego się koszmaru na jawie, ciągniącego się tak z miesiąc, wrażenia zawężenia własnych możliwości intelektualnych i horyzontów staje się nieco lżejszy, jeśli z kimś się nim podzielę.
Heh, to ja naprawiam w pewnym sensie forum, a teraz ono ma pełnić funkcję terapeutyczną. Dokumentując to, mam też nadzieję, że pomoże mi to... Czasem czytam swoje posty. I nie tylko mi, ale też osobom chcącym rozpocząć taki proces, ale niewiedzącym jak i popełniającym np. błąd nagłego odstawienia benzo czy zbyt szybkiego wejścia na buprę z agonisty (to tak indywidualna sprawa...); co do tych postów, to chyba częściej, niż powinnam; zwłaszcza z początków, aka miłe złego początki, bo zaczęłam z grubej rury (H i durogesici, z benzo - od razu klonazepam, zabiłabym gołymi rękami tego konowała który mi go przepisywał jak cukierki, nie miałam wtedy wiedzy o mechanizmach działania i uzależnienia tego leku, właśnie, "LEKU", ten gnój już nie żyje; autentycznie czuję się wpierdolona przez lekarza nfzowskiego, oczywiście wpierdoliłam się też sama, ale jego zachowanie kłóciło się z Hipokratesem; żadnego "primum non nocere" tam nie było... Ale to był już wtedy starszy człowiek, teraz nie żyje.), to forum to książka mojego życia i teraz chcę pisać zgrabny epilog, nie epitafium na nagrobku... I myślę, że dział detoksowy jest okej. Działy "tematyczne" mnie nie triggerują, o tyle szczęście... Na tyle nie triggerują, na ile zdaję sobie z tego sprawę. Utrzymam to w ryzach, docelowo przecież to ja mam naprawiać ludzi i może kilka osób z tego forum trafi do mnie w przyszłości jako pacjenci... ;-)
wierzyli do końca i poszli na dno
teraz jeszcze przechylają moją łódź niepewną
odtrącam te sztywne dłonie okrutnie żywa
odtrącam rok za rokiem.
Powiadacie, że dobra sprawa uświęca nawet hejting?? A ja Wam mówię: dobry hejting uświęca każdą sprawę.
Przeniosłem do właściwego tematu. DexPL
25 czerwca 2018Jamedris pisze: Szpital/detoks zamknięty niestety nie wchodzi w grę. Mam duże doświadczenie w schodzeniu i cięciu dawek benzo, w końcu zeszłam do 2mg/dziennie z dwucyfrowych w ciągach i skutecznie na niej jestem, ale mam świadomość, że dalej jestem na haczyku.
Nie wiem skąd to wynika, ale tak jest, kolega na detoxie od klonów wspominał, na forum też pisali (nie pamiętam kto, stąd linka nie znajdę, ale być może Jezus Chytrus), stąd hospitalizacja wydaje się być mocno konieczna.
Bez szpitala jesteś w dupie, za bardzo szarżowałaś i jestem prawie pewien, że sobie nie poradzisz.
Także szpital, dziewczyno, bo w końcu będzie za późno.
Nie pozwól mechanizmowi iluzji sobie wmówić, że nie masz opcji na szpital, bo to jedyna szansa.
W przeciwnym razie wrócisz szybciutko do punktu wyjścia, bądź też ozdobisz swoją postacią wątek: zgony.
[mention]Jamedris[/mention]ka ja wierzę że wyjdziesz z benzo CAŁKOWICIE i na zawsze, opio pomińmy, ale za odstawienie krzyżyków trzymam kciuki. I mogłabyś odpisać na pw ;-)
[mention]haze_warrior[/mention], Jamedris to nie jest gówniara która nie wie co z czym się je, ona wie że to śliski grunt i na pewno ma dobrą obstawę lekową. To jest self made woman, rozumiem to więc jak napisała że nie idzie do szpitala to po ch.. drążyć temat i pisać jej, że to jedyne wyjście. Ale schodzić pod okiem magika to nie głupia opcja. DOBREGO magika.
[mention]Negatywnewibracje[/mention], ja mam taką teorię (potwierdzoną empirycznie) że klorazepat jako anksjolityk lepiej się nada do odstawy np. alpry, do klonów raczej właśnie rolki. Pregabalina obowiązkowo, a resztę mieszanki to nasza J. już wie jak dobrać ;-)
Od daru bogów do codziennej ucieczki. Co antropologia mówi o naszym związku z alkoholem
Marihuana w psychiatrii. Dlaczego „nie leczy” nie oznacza „nie działa”?
Czysta fikcja. Dlaczego MSWiA udaje, że nie ma rąk ubrudzonych wojną z narkotykami?
Klasyczny urzędniczy unik w Polsce opanowano do perfekcji. Gdy obywatele pytają o absurdalne koszty i społeczne dramaty wynikające z obecnej polityki narkotykowej, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji (MSWiA) zasłania się procedurami: „Idźcie do Ministerstwa Zdrowia”. Problem w tym, że w rzeczywistości nie lekarze w kitlach, ale policjanci w mundurach zamykają rocznie tysiące ludzi za przysłowiowego grama. Czas wreszcie zacząć o tym rozmawiać.
DMT, meskalina i psylocybina mogły wyewoluować jako narzędzia ekologiczne
Chińscy naukowcy uważają, że naturalne substancje halucynogenne mogły ewoluować przede wszystkim jako narzędzia ekologiczne, pomagające organizmom przetrwać, bronić się i wchodzić w interakcje z innymi gatunkami.
Po zjedzeniu tego grzyba zaczniesz widzieć „malutkich ludzi”. A nawet nie zawiera psychodelików
Wyobraź sobie, że po zjedzeniu dziko rosnącego grzyba nagle zaczynasz dostrzegać wokół siebie… miniaturowe postaci. To jednak nie wina znanych substancji psychodelicznych – przypadek Lanmaoa asiatica całkowicie przeczy chemicznej logice.
