Dział poświęcony wpływowi substancji psychoaktywnych na działalność człowieka.
ODPOWIEDZ
Posty: 3616 • Strona 148 z 362
  • 98 / 48 / 0
Mieszkał na osiedlu młodzieniec.Niczym specjalnie się nie wyróżniał poza tym,że w szkole jechał na pałach i trójach,ale za to z chemii miał czwórki i piątki;taki samorodny talent od molekuł i wzorów sumarycznych.Jedyny powód dumy dla swych rodzicieli,bo poza tym....ech...
Posiadał on w swoim pokoiku zestaw młodego chemika:pipety,menzurki,zlewki,probówki,palniki etc. i całą szafę odczynników za posiadanie których , dziasiaj dostaje się zarzut terroryzmu.
Oprócz chemii,miał ów młodzian jeszcze jednego życiowego konika-ćpanie.
Pewnego dnia, podrzucili mu koledzy jakieś stare waty,aby chemik swoją wypróbowana i niezawodną metodą zrobił z nich tzw."odzysk".
Owa "legendarna" metoda polegała na zastosowaniu eteru, do którego żaden normalny ćpun(zakładając,ze ćpuny są normalne) nie miał śmiałości nawet podchodzić ,a co dopiero mówić o jego stosowaniu. Nasz dzielny osiedlowy bohater, bez zbędnego pierdzielenia się, wrzucił waty do kolby,zalał mieszankę eterem,zamącił,zamieszał pobęłtał , podgrzał.Po chwili.... jak nie pierdolnie!Błysk,huk,rumor...wyjebało szyby w oknach ,dzieci w piaskownicy zaczęły płakać,dorośli zamarli w oczekiwaniu wycia syren na potwierdzenie swych najgorszych przeczuć, iż na ich oczach i na ich osiedlu, zmasowanym ostrzałem, rozpoczęła się trzecia wojna światowa .
Przez następny miesiąc chemik zamiast mówić, krzyczał,bo mu bębenki w uszach uszkodziło i wrzeszcząc kolegom do uszu tłumaczył ,że on by to zrobił,ale nie widzieć czemu-tu robił duuuuże zdziwione oczy- "wzięło i jebło".
Uwaga! Użytkownik fado nie jest już aktywny na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
  • 1077 / 125 / 3
Powiedzcie mi jedną rzecz bo mnie gryzie.

Miałem taka akcję jadę na mota- dzwonie do dwóch kolegów czy też chcą. Chcą. Kupuję zakładam sianko. Wracam w kierunku centrum. Jeden numer wylaczyl. Chuj dzwonie do drugiego a ten do mnie wpadnij do mnie z tym mj ja na to: "Moze fifke do tego korwa chcesz?". Nie zczail ironii powiedzial ze jak moge to tak %-D . No ale nie nie ma bata.

Łaskawie mi typ podjechal blizej centrum (nie do mnie na chate) po drodze. Chuj dalem mu temat (dostalem 3 kule w aluminium z ktorej jednej odbilem nabicie na testa i 3 nabicia które dałem po drodze gościowi co zawsze jak mógł ratował mnie z ćpaniem.
Podałem mu 2 kule. Okazało się że chce jedną za tego drugiego nie wezmie i nie odda mu bo za niego nie ma zalozyc. No to chuj oddal mi jedna kule.
Dalej jade ("Więc dalej jadę, chwytam słów szpadę. Nacisk kładę, by dawać radę, nie popaść w przesadę" Walle:P) po jakies 30 minut telefon od tego co sie stawil ze jestem chujem smieciem i pizda i w ogole (glosy caly czas scisnieniowany widac zjazd z snifa jakiegos gowna ulicznego i cisnienia z braku mj) i darcie mordy. Nie odpowiedziawszy jeszcze na przywitanie zajrzałem do kieszeni i faktoza dałem kolesiowi cała kulę i tą trochę uszczuploną a on mi oddał tą cała i zostawił sobie uszczuploną (na nieswiadomce raczej) to mu tak powiedzialem i ze za 15 minut 300 metrow od niego mu dam cale.
To mi powiedzial ze nie bo nie może. Poza tym odezwał się do niego ten co wystawił że też chcesz to on do mnie wpadnie i mam mu dac polowke i bedziemy kwita bo sie podzialkuja.

Tejze nocy jak nieczesto bylem wybitnie zajety to tez nie pasowalo mi ale ok. Nie przyjechał typ. Następnego dnia w robocie telefony kiedy bedzie 0,5 g albo 25 zl. Jutro bo wolne. Kiedy mialem wolne zero kontaktu (ja nie dzwonilem bo to ja mam interes?).
Nastepnego dnia znowu kontakt kiedy bedziesz mial to nasze ZLODZIEJU. Mowie ze w kazdej chwili zrobie przelew na 25 zl zielska nie mam bo spalilem. Zwyzywal mnie ja go tez i na koniec tekst WSADZ SE W DUPE TE 25 ZL I TAK CI 50 zl LEZALEM.

No kurwa mac od kilku dni chodze wkurwiony (przypominam sobie nie wiem czemu to co jakis czas codziennie)+ inne wkurwienia jest średnio.

Sory za slowotok ale walilem hex, sory za pieprzenie ale musialem to gdzies przekazac a nie mialem jak.

Tylko powiedzcie moge miec jakiekolwiek wyrzuty sumienia ze cos odjebalem krzywo? A kolesia znam 5 lat mlodszy niz ja lebek troche ale go lubie bo go znam z czasow gdy nie bawilismy sie nawet w mj tylko w inne rzeczy (i kurwa bez pedalskich skojarzeń bo każdy wie żem hetero).

Pzdr.
  • 152 / 8 / 0
After po przepięknym festiwalu, kilka nieprzespanych nocy dużo emki, futra i alkoholu. Jeden ziomek nie ogarniał już za bardzo i nagle patrzymy a on wysypuje worek futra na stół i zwija banknot. Inny kumple się oburzył i powiedział:
- Stary nie wciągaj już tych kresek, daj sobie spokój
Na co ten zwinął banknot wciągnął całą zawartość i powiedział:
- To nie była kreska, to była kropka
  • 879 / 191 / 5
Apteka w jednym z największych centrów handlowych w Poznaniu. Natchniona jakimś filmem, postanowiłam zamiast zwykłych strzykawek użyć insulinówek (swoją drogą nie polecam)

(j)-ja
(tf)-technik farmacji

j-- Dzień dobry ^_^
tf- Dzień dobry :-|
j-- Poproszę dziesięć insulinówek ^_^
tf- :huh: Do glukometru?
j-- tak.
tf- Słucham?
j--tak
tf- takiego czy takiego?
j-- takiego. Mogłabym je zobaczyć?
tf- z takiej firmy czy takiej firmy?
j--z takiej. Mogłaby mi je Pani pokazać?
tf-z taką końcówką, czy taką?
j--z taką. Może po prostu by je Pani przyniosła?
tf-a jaki wskaźnik czegoś tam?
j--a jakie są?
tf-to pani (celowo z małej) nie wie?? :nuts: Jak to?
j--Nie pamiętam, przepraszam. Niech Pani je przyniesie to powiem, czy będą pasować.
tf- "kolejne absurdalne pytanie" (już nawet nie słuchałam)
j-- No dobrze, nie do glukometru.
tf- NO WŁAŚNIE
tf- TUP TUP TUP TRZESK TRZASK TRZASK (otwierała szafki), TUP TUP TUP, <rzuciła mi zakupy na blat jak psu>
tf- I TAK MAMY TYLKO TAKIE :#:
j-- W porządku. Do widzenia.
tf- <cisza>

I teraz uwaga. Poszłam tam drugi raz, bo akurat była niedziela, większość aptek zamknięta, a tę miałam po drodze. Było to kilka dni później, ponieważ insulinówki niestety nie sprawdziły się u mnie absolutnie. No bo przecież niemożliwe, żebym znowu na nią trafiła?

Podchodzę do blatu, nikogo nie ma. Z tyłu chodzą dwie farmaceutki, techniczka układa pudełka. Zauważa mnie Pani Magister, uśmiecham się do Niej, Ona odpowiada, myślę sobie, że jest dobrze i zaraz podejdzie. Niestety w tym samym momencie zauważyła mnie moja "ulubiona" sprzedawczyni i w ciągu kilku sekund już stała przede mną.

j-- Dzień Dobry
tf- SŁUCHAM
j-- Poproszę 20 strzykawek piątek
tf- No widzę, że szybko poszło... :#: TUP TUP TUP TRZASK TRZASK TRZASK < rzut strzykawkami na blat>

Tym razem nie było już do widzenia :rolleyes:
Masz problem z wypadaniem z żyły? Spróbuj podczas iniekcji patrzeć na igłę, nie na tłoczek.
Jeżeli czytając moje posty uznałeś opiody za fajne, przepraszam. Byłam strasznie nieodpowiedzialna w czasie swojej aktywności tutaj.
Trzymajcie się ciepło.
  • 839 / 69 / 0
Opisywałam już tę sytuacje w innym wątku, ale wiem że pominęłam tam kilka ciekawych szczegółów.
Dotarła do nas (tj do mnie i do scata) paczka z benzo - po 50mg etizolamu i klonazolamu w prochu. Niestety pakiety były niepodpisane.. Rozpuściliśmy obie substancje w spirycie i spróbowaliśmy jednego z nich, mając cichą nadzieję, że trafimy na eti. Pech chciał, że wylosowaliśmy klonazolam.. Po dwóch dniach zastaliśmy puste buteleczki po zarówno klona jak i eti. Ostatnie co pamiętam, to druga dolewka klonazolamu. :nuts:

Pomimo tego, że minęły dwa dni, ja wciąż byłam zrobiona w cztery dupy. Postanowiłam sobie zarzucić na to wszystko srogą dawkę tramadou i chyba DHC-ków. Nagle przypomniało mi się że mam wizytę u psychiatry i mój benzo-mózg stwierdził, że nie mogę tego odpuścić - a nuż dostane jeszcze więcej benzo! Ubrałam się więc, umalowałam ładnie i wpakowałam do reklamówki wszystkie puste paczki po klonach, rolkach, oxazepamie, sedamie, chyba nawet tramal tam spakowała i efferalgan z kodeiną.

Weszłam do poradni. Recepcjonistka kazała mi czekać. Trudno było nie zauważyć, że coś ze mną nie tak. Przysypiałam sobie na tym krzesełku poczekalniowym.
W końcu Przyszła moja doktor, rozmowy nie pamiętam. Pamiętam Tylko tyle, że wysypałam całą zawartość wspomnianej wcześniej reklamówki na jej biurko i powiedziałam, że tym się aktualnie leczę %-D Niestety zamiast recepty dostałam coś innego.. ale o tym zaraz

W pewnym momencie pani doktor stwierdziła, że przyniesie mi trochę wody. Już myślałam, że to taki miły gest z jej strony.. Nie miałam pojęcia o tym, że w tym czasie w którym rzekomo była po wodę zmówiła się z recepcjonistką i wezwały karetkę.
Byłam w szoku i to potrójnym - raz, że karetka do szpital, dwa - na toksykologii powiedzieli mi, że zgłoszono podejrzenie przedawkowania heroiny :nuts: a trzy to to, że ponoć zachowywałam się agresywnie wobec lekarki. 8-(

Na toksykologii byłam może z 10 minut - doktor zapytał ratowników jak osoba która coś przedawkowała jest w stanie normalnie stać. Parafrazując
Biała taksóweczka podwiozła mnie do psychitryka. Kiedy zobaczyłam ten obskurwiały budynek zachciało mi 1się płakać. Jednakże już na samym oddziale postanowiłam nie trzymać emocji w sobie, Warto było pozwolić sobie na histerię, bo z byłe gówna tego typu dostawałam lorafen. Jako ciekawostkę dodam, że jeszcze tego samego dnia, kiedy trzymał mnie klonazolam dostałam 2x lorazepam :cheesy:
Po wstępnym wywiadzie z lekarzem wywęszono u mnie schizofrenię.To oczywiście nieprawda, choć kto wie- ciężko badać kogoś kto zjadł kilo tramali.
I tak, owszem.. żarłam tramal na oddziale. I DHC. I alprę.
Wszystko byłoby dobrze gdyby nie zrobiła jednej durnej rzeczy. Wzięłam lorfen poprzedniej nocy z nadzieją, że jeszcze będzie działał kolejnego dnia, kiedy to wrzuciłam sobie tramal. Niestety jak widać nadzieja matką głupich - przepizgało mi mózg prądem. Padaka na oddziale. Ponoć wszyscy przerażeni. Dostałam profilaktycznie srogi zastrzyk z diazepamem. Te rolki to był gwóźdź do trumny zaczęłam kontktować dopiero kolejnego dnia.

Dodam jeszcze, że kiedy się obudziłam, okazało się, ze lewa ręka zwisa mi z łóżka. Musieli mnie chujowo położyć po tym ataku, a ja tak jak mnie położona tak spałam bez ruchu i musiałam coś zacisnąć. Z miesiąc, jak nie dłużej wracało mi czucie - miałam zdrętwiały dekolt, całą rękę, palce.

Ze szpitala wyszłam na własną odpowiedzialność. Jedyne co dostałam na drogę, to tegretol (karbamazepina) - paczkę i zapas recept na 3 miesiące. Bo lekarze nie mogli zrozumieć, że od wysokich dawek tramca można dostać drgawek, więc uznali że chorujęna padaczkę..

A wszystkie moje psychozy zwalili uwaga - na marihuanę, bo wyszła mną testach, tzn ktoś chujowo odczytał testy, bo ja wtedy wzięłam jednorazowo ze 3 buszki, pół roku wcześniej na urodzinach koleżanki.
Mam pod oczami cienie życia
I wargi mi spierzchły od suszy
w duszy.

47828580/missiv@protonmail.com - napisz mi coś miłego
  • 5839 / 1210 / 43
Z cyklu: moje pierwsze iv.
Tego dnia byłem u psychiatry. Pierwszy i ostatni raz. Kolejna próba wyłudzenia benzo, poniekąd będąc na ciągu z nich, nie udała się. Głowa nabita bezsensownym, lekarskim bełkotem, odwiodła mnie od dalszego leczenia. Tylko się wkurwiłem, i zmarnowałem sto złotych. Dobra, chuj z tym - myślę. Łyknąłem kilka tabletek popitych piwem. Teraz idę do rodzinnego. Ta sama gadka. Jest pan uzależniony od wszystkiego ! - Ja nic nie przepiszę. Na odwyk ! Miałem mieć jeszcze robione badanie (usg?), więc leżałem w zabiegowym. Po skończonym zabiegu, pielęgniarka wyszła na chwilę. Wstałem i atak na szafkę z lekami. Nuda, gówno, gówno, o to może być. W moich niecnych dłoniach, obracałem już paczkę Tramalu w ampułkach. Zadowolony jak dziecko, opuściłem jak najszybciej ośrodek zdrowia. Po drodze apteka. Igły, pompki - dziękówa.
W domu odkryłem, że mam "talent" do wstrzykiwania sobie wszelkich dragów. Poszło od razu iv, i od razu im. Rozdziewiczyłem się na dwa sposoby. Szkoda, że tego trampka trochę mało było.
>A komendant po tym gównie ląduje na Kolskiej.
  • 839 / 69 / 0
No więc znowu ja wkroczę ze swoją benzo-historyjką.
W domu rodzinnym, wszyscy na miejscu - mama, tata, siostra. Już na wstępie matka dopierdalała się do mnie, że "mam za duże źrenice jakby" - no pewnie, że tak, kurwa. W końcu nie brałam dzisiaj opio. Ogółem matka miała wyjątkowo kija w dupie więc wpadłam na genialny pomysł, żeby ją rozluźnić. Pół bromka (Bromazepam 6mg) sproszkowane do herbatki. Ojciec dostał gratis, bo jakoś tak druga połówka została. Oczywiście sprawdzam regularnie domową apteczkę i kontroluję stan zdrowia moich rodziców, więc wiedziałam, że benzosik im nie zaszkodzi.
Rodzice dostali głupawki. Nie było mnie tam, ale chichrali się tak, że na piętrze było słychać. Potem wzięło ich gasterko, a na koniec poszli spać jak kluseczki.
A ja mogłam spokojnie sobie zażyć co tam chciałam. Win-win.
Mam pod oczami cienie życia
I wargi mi spierzchły od suszy
w duszy.

47828580/missiv@protonmail.com - napisz mi coś miłego
  • 381 / 11 / 0
london5 pisze:
Z cyklu: moje pierwsze iv.
Tego dnia byłem u psychiatry. Pierwszy i ostatni raz. Kolejna próba wyłudzenia benzo, poniekąd będąc na ciągu z nich, nie udała się. Głowa nabita bezsensownym, lekarskim bełkotem, odwiodła mnie od dalszego leczenia. Tylko się wkurwiłem, i zmarnowałem sto złotych. Dobra, chuj z tym - myślę. Łyknąłem kilka tabletek popitych piwem. Teraz idę do rodzinnego. Ta sama gadka. Jest pan uzależniony od wszystkiego ! - Ja nic nie przepiszę. Na odwyk ! Miałem mieć jeszcze robione badanie (usg?), więc leżałem w zabiegowym. Po skończonym zabiegu, pielęgniarka wyszła na chwilę. Wstałem i atak na szafkę z lekami. Nuda, gówno, gówno, o to może być. W moich niecnych dłoniach, obracałem już paczkę tramalu w ampułkach. Zadowolony jak dziecko, opuściłem jak najszybciej ośrodek zdrowia. Po drodze apteka. Igły, pompki - dziękówa.
W domu odkryłem, że mam "talent" do wstrzykiwania sobie wszelkich dragów. Poszło od razu iv, i od razu im. Rozdziewiczyłem się na dwa sposoby. Szkoda, że tego trampka trochę mało było.
Końcówka najlepsza :D u mnie to samo, iv przyszło samoczynnie, naćpany i napierdolony postanowiłem sobie zrobić coś iv, było to oczywiście kombo iv+im, rano jak zobaczyłem ręce to bałem się ich, dalej tak mam, jak ktoś mi coś puknie to chuj tam, ale jak sam sobie coś robie to jest kurwa UFC z dzidą :D ogólnie amator jestem iv, ale spodobała mi się ta opcją ze względu na ten spokój, pach i jest, ale ogólnie nie mam żadnego wjazdu ani nic takiego, więc jebie mnie droga podania, jedno uzależnienie mniej. ;-)
Anaboliczny dżentelmen.
  • 3476 / 737 / 9
Miałem swego czasu pewnego ziomka. Lubiał wypić, zajarać. Był to bardzo pocieszny człowiek. Miał w sobie coś takiego, że jak się na niego patrzyło to człowiekowi się raźniej robiło. Śmiesznie wyglądał, śmiesznie gadał. Ubierał się w te same ciuchy od gimnazjum. Fajnie się z nim piło i ćpało. Był po prostu bardzo "medialny". %-D Załawił sobie płatne praktyki zawodowe w SmartSzopie (tak tym od shivy i koko). To były czasy! Przychodziłem tam do niego tuż po 10 i normalnie siadałem sobie jak w lokalu. Piweczko gdzieś z boku, żeby nie było. A on tylko obsługiwał klientów: "Ćwiartka shivy, ćwiartka shivy, ćwiartka shivy, koko." Co jakiś czas wychodziliśmy sobie sami zgrzać jakiegoś kora. Na poczatku nie jedliśmy koko. Dopiero później stolik zaczął być używany zgodnie z jego przeznaczeniem wraz z kartą i zwijką. Ziomek na początku nie chciał jeść koko ale go namówiłem. Nie bywałem tam codziennie, on tak. Doszło do tego do czego musiało dość - szwedzki stół. Ziomuś sobie ćpał to w "pracy" a na wynos brał jeszcze ze 2-3 fioleczki. Nie raz płacił koko za sztuke palenia. Albo przynosił jakąś maczanę w prezencie. Wszystko ładnie pięknie! Tam do smartszopu przychodziła taka laska, coś koło 30-stki. Jadła kreske koko po czym przewijała dziecko na tym stoliku. Ona siedziała tam sobie z tym dzieckiem i czekała na typów który mogliby ją pierdolnąć w zamian za datki na koko. Raz opowiadał że robiła mu loda za ćwiartke i że bierze bo buzi i coś się zmarszczyła. On pyta: "Co? Niedobry?" -"Nie, spływa miałam" %-D No taka sytuacja. Później ziomek zaczął się ryć. Nie dość że defraudował ogromne ilości towaru to jeszcze zaczął podbierać z kasy hajs. Szef tego "nie zauważał". Przy takim dziennym obrocie było to wliczone w koszta. Nie pamiętam już jakie to były sumy ale napewno dzienny obrót smartszopu to było więcej niż miesięczna płaca prezydenta. Ziom nie dokończył tego stażu skończyło się tak, że na ciągu mefedronowym wrzucił jakiś produkt z grzybami (nie Fungeez), doznał olśnienia ojebał szefa (btw. szefem smartszopu był w moim mieście były policjant :cheesy: ) na wuchte koko, maczany i chyba 500 zł z kasy. Opowiadał, że skończył w zaroślach oglądając mówiące do niego ludzkie twarze. Po tym wydarzeniu słuch o nim na jakiś czas zaginął. Jednak odnalazł się po dwóch tygodniach. Powiedział, że był na odwyku. Jednak nie był to detoks tylko ośrodek, wytrzymał 10 dni. No i jakoś chwile potem nie ćpał faktycznie, ale jakoś tak sie zbiegło, że znaleźliśmy się u mnie w piwnicy, ja miałem bufedron no i chuj zjadł szczura i zaczął opowiadać właśnie tą historię ostatnich dni jego pracy w smartszopie. W pewnym momencie zatrzymał się: "O limit sie skończył, trzeba dojeść żeby historia mogła iść dalej." %-D No i tak. Później jakoś zamknęli te smarty i chwila była ciszy w temacie. Do głosu zaczęły dochodzić RC. Zamawiałem bufa, NEBa, 3,4-dmmc itp. Ziomeczek o którym cały czas mówimy zaczął u mnie spędzać dużo czasu. Ogólnie koleś był tak nieogarnięty ze starymi, że przychodził z rana jak jego stara była w robocie i musiał spierdalać tak żeby być przed jej przyjściem. No dalej ćpało się ketony, tylko teraz w domowym zaciszu. Raz miałem sampla jakiejś tam piperazyny chujowej. Miała taki cytrynowy posmak. No i raz nie było nic i ziomek pyta: "A jest jeszcze ten cytrynówek? Żeby tylko coś porobiło". No to chuj dałem mu to całe, on to wjebał prawie wszystko. Zaraz chodzi po pokoju, macha rękami i mówi: "dziwnie mam, dziwnie mam." %-D Albo akcja, że typ mi sprzątał DOM w zamian za posypanie. No ale te czasy też minęły. Nie zamawiałem już później ketonów bo to było za duże wyzwanie. Więcej chlaliśmy, jaraliśmy, zjadłem go MXE nawet pare razy, ogólnie typ bał się psychodelików, raz dałem mu szkło z 4-AcO-DMT to mówił, że później myślał o szklankach bez dna i że mu się nie podobało. No, z nim były fajne melanże. Nastał czas: "cząstki boga". Nie minęło długo a on zaczął to wpierdalać reguralnie. To było już ketonowe gówno w wersji max. Gdzieś przed wypłatą go widziałem. Ogarnął się, chodził do roboty. Spotkałem go w sklepie, normalnie gadaliśmy, wszystko spox. A tu pewnego dnia dostałem telefon, że nie żyje. Skoczył z szóstego piętra. Podobno przed śmiercią opierdalał ziomków z portfeli. Taki epizod z cyklu pokolenie mefedronu.
Nawet Obi-Wan Kenobi był kiedyś helupiarzem.
  • 1444 / 76 / 0
Przez jakiś czas stosowałem meksę "w tle", jako umilacz dnia.
Ponieważ byłem w miejscu bardzo publicznym, zamiast sniffa wziąłem ją na łyżeczkę i wsypałem pod język. Kto stosował ją w ten sposób, wie, że jest nieznośnie gorzka. Żeby aż tak bardzo tego nie czuć, nie połykałem śliny i zebrało jej się w ustach dużo. Beztrosko szedłem sobie ulicą, kiedy podeszła do mnie ładna dziewczyna i spytała o drogę.
Musiałem na raz połknąć ten strasznie gorzki roztwór, więc wykrzywiłem japę w okrutnie powyginanym grymasie :D. Do tej pory ciekaw jestem co sobie pomyślała...
LSD - Piękna i Bestia
ODPOWIEDZ
Posty: 3616 • Strona 148 z 362
Artykuły
Newsy
[img]
Jak wygląda Luksemburg 2 lata po dekryminalizacji marihuany? Bilans zysków i strat

Kiedy myślimy o luźnym podejściu do marihuany w Europie, przed oczami stają nam holenderskie Coffee Shopy lub portugalska dekryminalizacja. Jednak to Malta i Luksemburg dokonały prawdziwego przełomu legislacyjnego. Latem 2023 roku Luksemburg stał się drugim krajem UE, który oficjalnie wpisał prawo do uprawy konopi w ustawy.

[img]
Palenie z trzeciej ręki staje się z czasem coraz bardziej szkodliwe

Bierne palenie – narażanie osoby postronnej na oddziaływanie dymu tytoniowego – jest dobrze rozpoznanym zagrożeniem dla naszego zdrowia. Znacznie mniej wiadomo natomiast o „paleniu z trzeciej ręki”, czyli o sytuacji gdy dym z palonego papierosa już wywietrzał, a my wdychamy związki chemiczne, które po paleniu papierosów osiadły na ścianach, dywanach, meblach, firankach czy ubraniach.

[img]
Intensywne używanie marihuany wzmacnia związki kobiet, ale osłabia relacje mężczyzn

Nowe badanie wyjaśnia, dlaczego.