Jak dla mnie to kapryśna może być żona. Ale koda (morfina) w większej czy mniejszej dawce zawsze działa na te same receptory. Więc uważam że problem kapryśności leży tylko i wyłącznie w psychice (w płytkiej bądź głębokiej podświadomości(w zależności od problemów na głowie w dany dzień)) i nastawieniu do tematu w DANYM DNIU.
Jak zacząłem brać kodę zawsze było zajebiście, aż do momentu gdy znalazłem na forum to że koda może być kapryśna, wtedy coś się we mnie zmieniło i od tego czasu raz było zajebiście, a raz chujowo.
Pewnego dnia byłem w bardzo niezazajebistej sytuacji życiowej, wszystko mi się w jeden dzień posypało. Miałem dosyć świata od rana wiedziałem że wieczorkiem się zkodzę (bo tak lubię najbardziej). Cały dzień prosiłem tylko o to żeby dzisiaj koda wyjebała mnie z butów bo muszę zapomnieć.
Wieczorem biorąc tablety (niestety jestem thiocodinoludem :() mówiłem do siebie "no to kodziu dzisiaj pokażesz mi na co Cię stać", "jesteś najlepszym dragiem jakiego poznałem", "wiem że uzależniasz ale tylko ty potrafisz zrobić tak że człowiek zapomina", "kocham cię, pokaż co potrafisz". Uosobiłem kodeinę, mówiłem do niej jaka jest wspaniała tylko po to żeby wkręcić sobie że faza będzie zajebista. I rzeczywiście tego razu byłem w niebie. Po locie podziękowałem za faze "łał kodo jesteś zajebista, dziękuje za wychillowanie".
Pomyślicie, że durny sposób, bo jak można gadać do leku, przecież to początki schizofrenii. Ale jakim innym sposobem przekonać psychikę że faza ma być zajebista? Trzeba w 100% uwierzyć w to, że będzie fajnie, że tym razem klepnie mocno. Porozmawiajcie z koda (ze swoją podświadomością), a pokaże wam że może być zajebista za każdym razem, a problem nie leży w niej tylko w was i waszym podejściu.
Podobną technikę stosuje się jak ktoś chce się np. odstresować. Mówi się do siebie "jak doliczę do dziesięciu to się w pełni uspokoję, a z każdym kolejnym numerem począwszy od jeden mój stres będzie spadać" i liczymy "jeden: jestem spokojny, dwa: jestem spokojny..." itd. lub np. jak chce się poprawić humor czyta się żarty.
Ostatnio przetestowałem to w inny sposób wziąłem dawkę 150 mg mniejszą niż zwykle czyli 450 mg. Cały czas od momentu wzięcia czytałem o tym jak to na ludzi czasami dawka mniejsza działa mocniej niż większa. I mówiłem do kody że skoro tak potrafisz zadziałać to mi to pokaż. No i eksperyment się powiódł, faza była zajebiście mocna.
koda jest kapryśna ale to, czy w danym dniu klepnie według mnie zależy od nas.
Polecam spróbować i się podzielić efektami :)
Natomiast wiele razy działała nieadekwatnie do dawki i często było to wtedy, gdy myślałam, że nie poklepie. Jednak bywało i tak, że kupowałam za ostatnie pieniądze 150mg, bez żadnej nadziei, że poczuje choćby lekką sedacje i było lepiej niż niejeden raz na dawkach 2x czy 3x większych.
Myślę, że nie tylko nasze nastawienie ma wpływ i nie zawsze to, że pomyślimy jak to świetnie będzie wpłynie na to, że faktycznie nas wyjebie z butów. Bardziej jestem za to, że wpływ mają sprawy czysto fizjologiczne. Tamtego dnia, gdy łykałam te nieszczęsne 150mg zupełnie bez przekonania nie jadłam nic od doby, a tabletek (również jestem bardziej thiocodinożercą) niczym nie popiłam. Myślę, że ten fakt miał bardziej wpływ na to, jak koda zadziałała aniżeli to, co wtedy o tym myślałam.
Co nie mienia faktu, że sporu być nastawionym pozytywnie albo wcale o tym nie myśleć.
Od pół roku pijam PST w częstotliwości co 3-5 dni, ostatnie dwa miesiące co 2-3 dni, czyli jestem w ciągu. Ilości co prawda nie duże, nie zwiększam dawek, 1kg kresto 50v191 mnie satysfakcjonuje. Przez te ostatnie pół roku kodeinę jadłem może 3-4 razy w ilościach 300mg-600mg. Dzisiaj rano byłem w 4-tym dniu bez PST, skręt mnie chwycił wyjątkowo solidny. Z rana pojechałem po mak, a jako, że się skończył w pobliskim carrefourze, musiałem jechać do dalszego, łącznie 1,5h drogi z przesiadką. Więc uznałem, iż przed pojazdem zjem od razu 450mg kody, coby zaleczyć niemiłosiernego skręta, ale także z ciekawości, jak koda podziała po takim długim okresie nie brania jej (ostatni raz kodeinę miałem w żołądku 3 miechy temu). Zjadłem więc 3 paczki thiocodinu, dodając uprzednio 5 tabletek Acodinu. Zarzucając na czczo (jedynie gorąca herbata z rana), po pół godziny poczułem bardzo przyjemne wejście, nie było to jakoś super mocno, ale jednak euforycznie, jak na moją tolerkę. Po godzinie, euforia zanikła, a pojawiła się MASAKRYCZNA reakcja histaminowa, której się nie spodziewałem (bo nie miewam), więc nie wziąłem ze sobą Zyrtecu. Najpierw zaczęło się wyjątkowo uciążliwe i nieprzyjemne swędzenie (kiedyś te swędzenie bywało nawet nienajgorsze, tym razem było nie do zniesienia). Czerwony na ryju i swędzący płukałem 1kg maku, tym razem kresto ale 47v191 czyli jakieś 70% mocy 50v191. Zacząłem pić przepłuczkę, to było jakieś dwie godziny od zażycia kody, czyli już zero euforii w zamian za ogromny wyrzut histaminy. I co się stało - wypiłem 1/4 przepłuczki (wyszedł trochę ponad 1 litr), po kilku minutach zrobiło mi się wyjątkowo słabo, CIEMNO PRZED OCZAMI, mimo, że siedziałem, czułem, że zaraz zemdleję. Zrobiło mi się ciemno przed oczami nie na chwilę, nie na moment, ponad MINUTĘ NIC NIE WIDZIAŁEM NA OCZY, głucho w uszach, siedziałem na przystanku oparty i myślałem, że zaraz spłynę. Po dwóch minutach zaczął mi powoli wracać wzrok - dosłownie 5 minut musiałem czekać, aby z powrotem normalnie widzieć na oczy. Nigdy w życiu po niczym i w żadnej sytuacji takiego czegoś nie doświadczyłem, byłem totalnie NIEWIDOMY, nie widziałem nic, na prawdę. Jak już odzyskałem wzrok, poszedłem na ławeczkę trochę dalej, aby dojść do siebie w miejscu, gdzie nikt mnie nie widzi. Nagle BEŁT - nie kontrolowany, bez ostrzeżenia, ciśnienie jak z węża strażackiego, przed siebie. Dzięki Bogu, że tam poszedłem a nie stało się to na przystanku (który był i tak na odludziu, ale jednak ktoś zapewne by widział). Wyrzygałem wszystko, co wypiłem, w butelce zostało ponad połowa przepłuczki. Piłem te pół litra powoli, jakąś godzinę, siedząc przed wypiciem tej reszty dobre pół godziny na tej ławce, aby nie wyrzygać znowu.
W tym roku ani razu nie rzygałem, po niczym, ani po alko, ani po PST, ani po kodeinie wzmacnianej czymś. Te rzyganie to jeszcze jestem w stanie zrozumieć, pusty żołądek, te 5 tabletek Acodinu też mogło wpłynąć, później przepłuczka, okej, zdarza się. Ale żeby kurwa STRACIĆ WZROK na kilka minut? Miał ktoś kiedyś tak?
Nigdy w życiu nie tknę kodeiny więcej, nie dość, że na mnie praktycznie w ogóle już nie działa (kilka minut przyjemnego 'wejścia', później zero działania, wręcz wkurwienie). Na dniach zaopatruję się w jakieś benzo i kilka innych podstawowych medykamentów, co by dało radę zejść z tego pierdolonego ciągu. Pojutrze wypiję 0,5kg kresto, za 4 dni 0,25 kg, za 6 dni pozostałe 0,25kg, a następnie robię przymusowy detoks (nie dość, iż mam już tego dosyć, to mój organizm po prostu nie daje już rady).
Piszę to w dziale kodeina a nie mak, gdyż kodeina jest odpowiedzialna za to, czego dzisiaj doświadczyłem, jestem tego pewien. Zresztą ostatnio gdzieś ktoś tu pisał, iż też jest w ciągu PST i też zarzucił kodę doznając ogromnej reakcji histaminowej. Ale to co mi się dzisiaj stało, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Kilka minut ŚLEPOTY. Nikomu tego nie życzę.
Dla tych, którzy siedzą w kodeinie, zwiększają dawki i czują, że coraz słabiej na nich to działa - nigdy, przenigdy nie przekraczajcie granicy, jaką w opioidach jest zażywanie kodeiny. PST jest o mocny poziom wyżej, pod względem profilu działania oraz UZALEŻNIENIA FIZYCZNEGO. Ze zrobieniem przerwy od kody ćpając ją w ciągu pół rocznym po 1g dziennie/co dwa dni nie miałem większych problemów, żeby przeboleć te 3-4 dni z cieknącą dupą, amotywacją i jakimiś tam bólami, ale to, czego doświadczycie po ciągu na PST, nawet, gdy nie jest to super długi z mega dawkami (1kg kresto to nie jest wcale mocno dla kogoś z tolerką, ludzie tu ćpali po 2kg emixa w ciągach codziennych heh), to jest po prostu HORROR. kodeina nie tyle co straci swój urok całkowicie, co jest w stanie wywołać bardzo dziwne i tragiczne w skutkach stany.
Oczywiście każdy przechodzi skręta inaczej, objawy psychiczne mogą być równie silne przy obu substancjach, ale fizyczna strona zagadnienia może być pewnym zaskoczeniem przy PST.
To nie było takie chwilowe zaćmienie jak czasem się zdarza każdemu, tylko parmamentna utrata wzroku na dosłownie 4-5 minut. Później powoli zaczął wracać, po 10 minutach widziałem już normalnie, poszedłem trochę dalej i zapawiowałem jak po weselu.
Ale tej utraty wzroku nie zapomnę do końca życia
Reasumując tą osobliwą akcję, jestem pewien, że była spowodowana zażyciem kodeiny na czczo nie mając z nią styczności od długiego czasu (za to będąc w ciągu PST), co spowodowało WYBUCH histaminy. Najpierw zaczęły mnie swędzieć nogi, później dłonie lekko opuchły, stały się czerwone i zaczęły niemiłosiernie swędzieć. Następnie przeszło na plecy, później na brzuch a na końcu musiało siąść na oczy, jednak po tym jak zaczęły one swędzieć, musiał dostać kopa system dostarczania obrazu z oka do mózgu. Bardzo osobliwa reakcja histaminowa heh.. jestem pewien, że jakbym wziął z domu ten zyrtec czy jakąkolwiek inną antyhistaminę, byłoby okej
tomaszu99 pisze: Ale tej utraty wzroku nie zapomnę do końca życia
![[img]](https://hyperreal.info/sites/hyperreal.info/files/grafika_artykul_skrot/a12a216cf97460608e37260bc2663020f9aa0a82.jpg)
Dlaczego Portugalia może być europejską stolicą medycznej marihuany?
![[img]](https://hyperreal.info/sites/hyperreal.info/files/mjleaves.jpg)
Polska zmaga się z "treatment gap". Psycholog: etykieta ćpuna blokuje dostęp do pomocy
![[img]](https://hyperreal.info/sites/hyperreal.info/files/mozg-jointy-1000.png)
„Tysiąc jointów później” – co naprawdę dzieje się z mózgiem stałego palacza marihuany?
![[img]](https://hyperreal.info/sites/hyperreal.info/files/grafika_news_skrot/cocainemountain.jpg)
Belgia: Rozbito gang przemytników kokainy
Policja rozbiła dużą grupę kokainową działającą w Belgii. Przemytnicy przywozili narkotyki z Ghany i Dominikany przez lotnisko w Brukseli. Następnie, przez port w Antwerpii, narkotyki były wysyłane za granicę. Niektórzy podejrzani spotykali się regularnie w barze shisha w Vilvoorde (Brabancja Flamandzka), aby omawiać swoje interesy.
![[img]](https://hyperreal.info/sites/hyperreal.info/files/grafika_news_skrot/177-284139.jpg)
W miesiąc zarabiają milion złotych. Gangi porzucają narkotyki dla papierosów
Gangi znowu wchodzą w papierosy, znowu jest to żyła złota, a ryzyko dużo mniejsze niż przy handlu narkotykami - donosi we wtorek "Gazeta Wyborcza". W miesiąc bez żadnego problemu zarabiają milion złotych.
![[img]](https://hyperreal.info/sites/hyperreal.info/files/grafika_news_skrot/mjheart2.jpg)
Używanie marihuany znacznie zwiększa ryzyko śmierci. „Byli młodzi i nie mieli wcześniejszych chorób
Regularne używanie marihuany może niemal podwoić ryzyko śmierci z powodu chorób sercowo-naczyniowych – wynika z najnowszej metaanalizy danych medycznych obejmujących blisko 200 milionów osób w wieku od 19 do 59 lat. Niepokoi fakt, że dotyczy ono również młodych osób, które do tej pory uważano za mniej narażone na takie zagrożenia.