Czy chęć przypudrowania tej złej, okrutnej codzienności? Odczuwacie moralnego kaca, czy wręcz przeciwnie: apetyt rośnie w miarę jedzenia?
Zdecydowana większość przypadków jakie znam jest bardzo podatna. Próbując jednej używki z automatu są ciekawi kolejnej.
Widzę to też sama po sobie: zaczęłam od benzodiazepin nie będąc jeszcze pełnoletnią, jak też świadomą co miksy które uskuteczniałam bez wcześniejszego doedukowania zrobią mi z głową w tak młodym wieku.
Podobał mi się bardzo ten benzo-wyjebanizmnawszystko do tego stopnia, że jak nagle źródełko wyschło, to przeżyłam chyba największy, odstawienny horror.
Terapia wyszła na plus, psychiatra, ssri, powrót do normalności, pierwsza praca, znowu odstawienie i aż po dziś dzień spokój.
ALE
Ni chuja to pierwsze złe doświadczenie nie powstrzymało mnie przed kolejnymi podejściami, wachlarz był naprawdę szeroki.
Od kinder-ćpuńskiej apteki, przez stymulanty (tu chyba najgorzej), późniejsze wieloletnie opiowractwo, psychodeliki, i całą gamę bliżej niezidentyfikowanych substancji po drodze. Generalnie pierwsza piącha do testów. Bilans dni trzeźwych na tle tych pod wpływem (czegokolwiek) wypada żałośnie. Obecnie jestem na etapie, w którym nie mogę usiedzieć na dupie.
Kończąc jedno, wpadam w drugie, koło się zamyka.
Dlaczego? Nie mam pojęcia, ani kszty racjonalnego wyjaśnienia. Przecież nie chcę.
To jakby część konkretnej persony, nie chcę używać słowa lifestyle, choć niestety pomimo spełnianych obowiązków, czy to w domu czy to pracy tak niestety to się maluje.
Nie da się od tego uciec, ani nijak załagodzić. Nie chodzi o zwykłe uzależnienie, choć takich niestety nie brakowało, a o samą politoksymanię i nieustanny głód bycia nietrzeźwym. Nawet jeśli wiele substancji umożliwia normalną pracę, jak i funkcjonowanie.
Nie wydaje mi się, aby chora fascynacja narkotykami miała podłoże genetyczne, w końcu każdy swój rozum ma, decyzję podejmujemy sami, nikt inny.
Wpływ internetu? Forum? Filmów, książek?
Zagłębiając się w temacie, czytając niesamowite opisy ludzi... Nie wciąga Was w ciemną bramę przy ul. SPRÓBUJWIĘCEJ?
Tyle odmiennych stanów, kreaowanych przez różne substancje, których są tysiące i się czają z tyłu głowy.
Dlaczego jesteśmy tacy słabi? Tak ciekawi, pomimo zła jakie się z tym z automatu wiąże? Człowiek raz naznaczony, zostanie takim do końca, oszukując samego siebie że tak nie jest?
Kady jest inny i ma swoją historie, jednak co łączy uzależnionych? Że chcieli spróbować. Zauważ, że są osoby które nigdy nie chcą dotknąć substancji psychoaktywnych lub nawet papierosów. Dlatego kwestia uzależnienia jest potwornie złożona i skomplikowana tak jak i ludzka psychika.
No więc zacząłem od psychodelików i magicznego ogrodu, długo nie wchodząc do alchemii umysłu.
Tam w końcu uwarzyłem swój pierwszy Felix Felicis i niestety okazało się, że narkotyki (ogólnie, takze leki, no wiecie) nie są złe, tylko zajebiste. I to jest w nich zgubne.
Długo fazując na DXM przerobiłem wszystkie warianty jego uzywania- microd., ciągi, dawki 2g w dobę, sigmy, mixy... Myślałem pewnego trzeźwego tripu po 0,9, ze bóg mnie pobłogosławił, że wszystko bedzie dobrze itd. Oczywiscie bywałem odklejony, ja sobie zdawałem sprawę po 2 dniach, ze wcale nie ma wojny światów, że niestety energetyczne istoty z kosmosu mnie do siebie nie zabiorą (a już sie prawie żegnałem z rodziną) hehe. NO ale wiem, że nei byl to inny wymiar, manifestacja wyzszych istot itp.
Wakacje z fentanylem pomijam, bo gdyby nie zawineli vendora to bym chyba sam umarł :/
Fala dopków przyniosłą homety, acodmt, tez spoko.
Chcialbym zwrocic uwage na ciekawa pozycje dyso w tym wszystkim- dokladnie MXE. To było fajne i fascynujące. Gdybym mogl wybierać, którego bana wskrzesić i wsadzić do aptek na OTC, to bez namysłu idzie MXE.
Nie probowalem jeszcze wszystkiego, ale z doświadczenia tyle.
Chciałbym jeszcze mieć okazję kiedyś spróbować szałwii i DMT. Oj tak.
Wobec powyższych iluzji zacząłem orać dopaminę i niestety, wpadłem w bk (czyli bagno ketonowe).
Morał: wiedzą można sobie zaszkodzić i nie czytajcie fantasy tylko sf :P
"Rutyna to rzecz zgubna "
Może to być cecha człowieka inteligentnego, szukającego wielu perspektyw. W moim przypadku tripy dawały nowy punkt widzenia, przynajmniej tak było kiedyś. Nie wiem czy nie zostało samo przyzwyczajenie i nadzieja że nadal tak będzie.
Kolejna sprawa to dążenie do tego żeby ciągle coś się działo, zajmowało uwagę, najlepiej żeby życie wyglądało jak emocjonujący film. Jeśli przyzwyczai się mózg że przynajmniej zbliżenie się do tego jest możliwe to będzie ciągle próbował. Może mieć to jakiś związek z zaburzeniami osobowości.
Dla mnie widok z wysoka prezentuje się tak: trafiasz na planetę opanowaną przez zaawansowane technologicznie małpy, zostajesz wsadzona w mięsnego golema i każą ci zapierdalać. I tak jest już dziwnie, więc próbujesz mieć tyle zabawy z zaistniałej sytuacji ile się da, nagiąć możliwości do samego końca, a narkotyki mogą w tym pomóc.
Wiąże się to z tym, że tak stawiając sprawę, nie myślę o tym, kiedy albo ile dni byłem pod wpływem czegoś innego, niż trzeźwość, bo wszystkie stany są sobie równe. Używki wyprowadzające ze stanu trzeźwości traktuję jako wzmacniacze chwili bieżącej. Prościej mówiąc, jeśli wiem, że wychodzę na melanż na miasto, to nie zakurwie helu IV, tylko raczej stimy i alkohol. Jeśli chcę sobie zrobić dzień czilałtu w domu, albo trzy, nic nie robiąc, to mogę polecieć w opio, benzo, alkohol, trawę, ale raczej nie w fetę, meth, czy koks. Nie liczy się substancja, tylko okoliczności. Nie ma się czym chwalić, bo to w sumie ryzykowne zabawy, ale testowałem już chyba wszystko, łącznie z tym, że jak nauczyłem się z ciekawości strzelać IV, to ponownie przerobiłem pulę stestowanych dragów tą drogą. Dzięki tej ciekawości i testowaniu, mam pogląd, co będzie pasowało do jakich okoliczności, a czego unikać w niektórych sytuacjach. Nie ma tu miejsca na rozważania nt genetyki, albo naleciałości kulturowych. Czysta logika, zgodnie z zasadą, że wszystko jest dla ludzi, ale z głową. Nie wyobrażam sobie przypierdolenia amfetaminy, mając wolny wieczór, nic do roboty i będąc zmęczonym, tak dla przykładu.
Jak na moje, to ten 'narkotykowy lajfstajl' wynika właśnie z ciekawości świata, inteligencji i skłonności do 'przekonywania się na własnej skórze' o wielu rzeczach. Nie oglądasz TV, masz w dupie propagandę antynarkotykową, masz własne zdanie na większość kwestii, więc dragi są przejawem wolności. Oczywiście mówię teraz o takich przypadkach jak Ty, ja, ale też pewnie wielu innych, którzy nie walą bezmyślnie dla zasady jednej/kilku konkretnych substancji.
Inna sprawa na ile jesteśmy zdyscyplinowani sami w sobie, bo jak komuś się nie chce z rana wstać i nie ma na tyle woli, żeby wyskoczyć z wyra, przyjebać sobie plaskacza i wsadzić łeb pod zimną wodę i zacząć nowy dzień, to wiadomo, że wpierdoli się w coś w końcu.
Ale to są już skutki, a jeśli chodzi o motywy, to jak na moje, ta kasta 'narkotykowych lajfstajlowiczów', co czytają po nocach jak co działa, albo na jakie receptory wpływa i traktuje to poniekąd jako pasję, to po prostu efekt nonkonformizmu, nieufności, dekadentyzmu, ciekawości, oraz po pierwszych 'testach' zrozumienie, że słowo 'narkotyki' nie ma sensu, bo każdy działa inaczej, więc sposobów na manipulowanie świadomością mnóstwo.
Gdyby nie ta ważna część mojego życia i należenie do tej społeczności 'psychonautów' z krwi i kości, to byłbym kimś absolutnie innym, a lubię siebie i swoje życie, różne substancje to dodatki, pozwalające wyciągać więcej z rzeczywistości.
Śmierć na zamówienie. Z dostawą na oddział psychiatryczny
7 petycji przeciw reklamom i promocjom alkoholu, które mogą zmienić polskie prawo
Efekty terapii wspomaganej psychodelikami są zachwycające
Marihuana zaburza pamięć na różne sposoby
Palenie marihuany nie tylko pogarsza pamięć. Aktywny składnik konopi ją reorganizuje – odkryli badacze z Washington State University (USA).
Badanie naukowe, które porządkuje temat kiełkowania konopi
Wolne Konopie: "Od lat powtarzamy jedno, że wiedza jest lepsza niż strach, a odpowiedzialność lepsza niż czarny rynek. Nasze hasła „Zmień dilera na farmera” i „Nie kupuj jej, tylko siej” nigdy nie były zwykłą prowokacją. Chodziło nam o zmianę myślenia i w wielu przypadkach ta zmiana naprawdę się dokonała. Uważamy, że jeśli ktoś interesuje się konopiami, powinien robić to świadomie, rozumiejąc podstawową biologię rośliny, procesy jej wzrostu i mechanizmy funkcjonowania, zamiast opierać się na mitach czy czarnorynkowych schematach."
92% czy 1,9%? Jak nagłówki zmieniają odbiór badań o marihuanie
W ostatnich tygodniach w medium Medonet pojawił się alarmujący nagłówek mówiący o „92% wyższym ryzyku poważnych zaburzeń psychicznych u młodych osób używających marihuany”. Taka liczba silnie działa na wyobraźnię i niemal automatycznie wywołuje emocjonalną reakcję czytelnika. Zanim jednak potraktujemy ją jako dowód nadciągającej katastrofy zdrowotnej, warto przyjrzeć się samemu badaniu, jego metodologii oraz temu, co w języku statystyki ta liczba faktycznie oznacza.
