Chciałbym pokrótce omówić moją sytuację. Zdecydowałem się pójść do psychiatry. Powinienem zrobić to 5 lat temu, kiedy to zacząłem dostrzegać objawy zachwiania homeostazy w moim głupim łbie. Patrząc na ten wczesny okres z perspektywy dnia dzisiejszego widzę, że głupstwem było oszukiwanie siebie, że wszystko jest w porządku.
Chory najczęściej nie widzi problemu, jednak 2 lata życia w ciasnej kawalerce z kobietą mego serca rzuciły nieco światła...
Czuję, że nie zawsze jestem sobą, że moje funkcjonowanie i zachowanie uzależnione jest od pewnych okresów, nie zdeterminowanych całkowicie czynnikami zewnętrznymi. W ciągu 5 lat przebyłem parę poważnych epizodów depresji, przeplatanych okresami względej normalności oraz okresami zwiększonej energii i podwyższonego nastroju. Bywało, że przez kilka tygodni (najdłuższy okres, jaki sobie przypominam, wynosił około 3 miesięcy) nie odczuwałem żadnego "pociągu" do życia, istna anhedonia, nic nie sprawiało mi radości, większość czasu spałem wymuszonym, ale ciągłym snem. Sen-praca-sen,sen-studia-sen, nothin' more. Narastała we mnie wrogość do ludzi i do świata, odkryłem wtedy u siebie wiele cech, które wywoływały u mnie obrzydzenie - natręctwa, podejrzliwość, cynizm, niezdolność do koncentracji, powolność, gonitwa czasami naprawdę paskudnych myśli. Nie mogłem wytrzymywać towarzystwa innych ludzi, gdzie kiedyś byłem dosyć towarzyskim, choć nieśmiałym człowiekiem. Sukcesywnie urywałem wszystkie kontakty z przyjaciółmi, potem ze znajomymi, a na końcu zacząłem unikać ludzi którzy mogą mnie kojarzyć "z kiedyś". Było to możliwe, gdyż zacząłem studia i przeprowadziłem się do innego miasta. Nie mniej, wracając do miasta rodzinnego włączał mi się "ninja mode", unikałem wszystkich którzy mogą mnie kojarzyć i chcieć ze mną rozmawiać. Najbardziej na świecie balem się pytania "co u ciebie". Nie miałem na to odpowiedzi ponad wzruszenie ramionami. Dało to początek fobii społecznej o wymiarze gigantycznym. Nie jeżdże transportem publicznym ani windami, nie umiem small talk czasami nawet z dziewczyną,telefon mam tylko służbowy z 10 numerami, i wiele innych takich.. sami wiecie...
Zdarzało się kilku(nasto?)krotnie, że z tego niemal agonalnego stanu zawieszenia w smętnych rozmyślaniach i chronicznego braku energii wyrywała mnie jakaś nieokreślona siła. Wnet pojawiał się optymizm (przesadny, skrajnie nierealistyczny ogląd), masa energii, chęć przebywania z ludźmi. W takich okresach popełniałem największe błędy - zerwałem z dobrą kobietą uważając, że na mnie nie zasluguje - gdzie wcześniej uważałem zupełnie odwrotnie; wydawałem wszystkie pieniądze kilka dni po wypłacie, idąc na pierwszy lepszy koncert czy imprezę z kieszeniami pełnymi trawy i kasy i szukając wrażeń, emocji, kontaktu. Później takie stany bywały tylko gorsze - potrafiłem wziąć 1000 zł pożyczki, bo miałem taki kaprys, jednocześnie wpadając na jakieś żałosne pomysły, jak to spłacić. Wtedy te pomysły wydawały się genialne. Były na maxa chujowe, popadałem w konflikty z prawem. Czy nie jest żałosne wydawanie ogromnych pieniedzy (nie swoich w dodatku), zakładając, że potem przejdę na freeganizm albo zrobię deal życia? Serio, to wydawało się takie proste, czytałem książki o freeganizmie i w ogóle wielka podjara... a nigdy nie otrworzyłem kosza za sklepem. Kompetna irracjonalność czynów.
Obecnie od jakiegoś pół roku czuje, że jestem w dołku, mam wyrzuty do siebie, sądzę, że nienawidzę świata i często nie mogę się pozbyć myśli natrędnych, takich jak te, że ginę w wypadku i przynajmniej mój motyw jest zatuszowany.... nie popełnił samobójstwa, zginął w wypadku, ot przypadek. Ciągnie mnie do mrocznych konceptów, dystopii, czytam Ciorana, Sartre'a, ale nie potrafie czytać nic innego. Całą beletrystykę uważam za chłam, jeśli nie ma w niej smutnych aforyzmów i śmierci. Nie zawsze tak miałem...
______________
WIĘC TERAZ TAK, skoro juz przedstawiłem swój przypadek.
Za dwa dni idę pierwszy raz do psychiatry. Jako, że mam obsesje na punkcie wiedzy, przeczytałem dwa polskie podręczniki psychiatrii oraz wypełniłem i przeanalizowałem test MMPI-2, czego interpretacja zabrała mi kolejne dwa dni życia. Lubię znać sztuczki i wczuwać się w sposób myślenia rozmówcy, czyli tej biednej Pani psycholog, która będzie się ze mną użerać.
Wyszło mi, że jestem cynikiem (abstrahując, wyszła też depresja jawna, osobowość schizotypowa i aspołeczna). I faktycznie, boje się że wizyta będzie efektem chłodnej kalkulacji, że Pani doktor protekcjonalnie przepisze mi najsłabsze SSRI i ze strachu przed utratą pracy będzie bardzo ostrożna w diagnozach.. wtedy ja będę ostrożny w szczerości, wyczuwając takie podejście u lekarza.
:arrow: Od 10 lat mam zdiagnozowane HCV. Czy mówić o tym Pani doktor? Nie chcę, żeby z ostrożności przepisała mi coś, co nie zrobi roboty. Nie stać mnie będzie prędko na kolejną wizytę, i kolejną receptę. 15k samo się nie spłaci.. (btw, wyczytałem ze HCV to jeden z czynników ryzyka w zaburzeniach bipolarnych.. gdyby dodać do tego, że mój dziadek 2 lata temu zmarł na Alzheimera, a brat mojej matki ma ChaD typu I.. może jednak warto to powiedzieć)
:arrow: Jakiś rok temu wpadłem w posiadanie 10 tabletek metylofenidatu, 7,5 czy 10mg/tabs, nie pamiętam. Będąc pod jego subtelnym wpływem lęk przed ludźmi znikał, powracała energia, mam pracę chodzoną i pierwszy raz wtedy zrobiłem ustawową przerwę, a nie 3-godzinną. Po prostu miałem energię i chęć do działania. Czułem się normalnie, jak za czasów technikum.
:arrow: Raz na psylocybinie i parokrotnie po LSD miałem terapeutyczne tripy, gdzie z łzami w oczach byłem zalewany obrazami osób, od których się odwróciłem. Przeżywałem te złe chwile życia, miałem je przed oczami. Uświadomiłem sobie wiele. W ogóle wielu rzeczy jestem świadom.. i po prawdzie boje się, że pani psychiatra jednak bedzie próbowała mnie przekonać do swoich terapii.. czy wtedy powiedzieć jej o tych osobistych bad tripach?
WIem, że piszę chaotycznie, więc podsumuję: czy być szczerym z psychiatrą, czy przyjmować sugerowane leczenie czy może najpierw wytłumaczyć swoje subiektywne odczucia i samemu zaproponować "pani doktor, wydaje mi się, że mam niedobór dopaminy..."?
pozdrawiam i dzięki za wsparcie
Legalizacja marihuany w Polsce: 15 g suszu i jedna roślina. Sejm zdecyduje
Marihuana to gorsze wyniki w nauce i stres emocjonalny
Ciemna strona zieleni: Wszystko, co musisz wiedzieć o negatywnych skutkach nadużywania konopi
Picie we wczesnej dorosłości powiązane z problemami poznawczymi w średnim wieku
Stres i alkohol idą w parze. Alkohol może pomagać w radzeniu sobie ze stresem, ale jednocześnie zmniejsza zdolność mózgu do samodzielnego rozwiązywania problemów. To może prowadzić do częstszego sięgania po kieliszek, by poradzić sobie z kolejnym stresem. Z drugiej strony pijąc więcej narażamy się na większy stres z powodu złych decyzji podejmowanych pod wpływem alkoholu. Pojawia się samonapędzający się mechanizm, z którego trudno się wyrwać z powodu zmian w mózgu. Naukowcy z University of Massachusetts Amherst donoszą, że picie alkoholu w celu radzenia sobie ze stresem we wczesnej dorosłości ma negatywny wpływ w wieku średnim, nawet jeśli przez kilka dekad nie piliśmy.
Kofeina naprawia zaburzenia w pracy mózgu wywołane brakiem snu
Gdy po nieprzespanej nocy nie radzimy sobie z zadaniami wymagającymi myślenia, składamy to na karb zmęczenia. Jednak, jak dowiadujemy się z badań przeprowadzonych na Narodowym Uniwersytecie Singapuru, problemem nie jest zmęczenie, a fakt, że brak snu zaburza funkcjonowanie konkretnych obszarów mózgu odpowiedzialnych za kawę. Naukowcy nie zostawili nas jednak samych sobie z tą wiedzą. Stwierdzili bowiem, że kofeina może przywracać prawidłową pracę neuronów.
Norwegia wśród liderów Europy. Wszystko wyjawiły... dane z kanalizy
Norwegia pozostaje w europejskiej czołówce pod względem używania narkotyków. Najnowsze analizy ścieków pokazują jednocześnie spadek używania konopii w Oslo. Dane wskazują też na rosnące znaczenie innych substancji.