Pierwszy raz z benzydaminą

Deliriant. Nazwy generyczne: Tantum Rosa, Tantum Verde, Difflam
Więcej informacji: Benzydamina w Narkopedii [H]yperreala

Moderator: Dysocjanty

Posty: 298 Strona 30 z 30
Rejestracja: 2015
  • 114 / 14 / 0


Dobra, miałem swego pierwszego tripa tutaj opisać, ale jestem nafurany jak stodoła i nie wiem czy wytzyrzymam przy klawiaturze.

W każdym bez badź razie zapierdoliłem ekstrakcję z pięciu paczek piździska i to co się stało, a warto dodać że zapierdoliłem będąc na zjedzie przeokrutnym z mety celowo zreszto to było ucielesnienie wszystkich moich pijebanych hgorrorowych marzeń, no może nie wszstkich, ale spora część sie ziściła, zryło beret porządnie, lepiej niż najlepsze paranoje po meth, i like, ale na razie czuje ze trzeba odpoczac bo co s mnie nery bolą, ale do rzecy:

tak jak mowie zajebalem 5 saaszet z ekstrakcją, wiadomo o co chodzi, polozenie oczywiscie jakas zapadła dziura szczecińska, pozdro berry :d, nie dawałem znać, ale wiesz jak jest :P, typu rozpierdalajace sie sztachety domki i tak dalej, ja jakaś stara kurwa plus dwóch typeczków co walili meth z pajpy, potem doszly jakieś panny, chyba ze 2 ale nie jestem pewien. w każdym razie smak kurwa przeokrutny, poza tym halucynacje wzrokowo sluchowe od zjazdu z mety,

A chuj, nie chce mi sie pisać, zedytuje potem, w skróciue, pierdoliłem laske mientkim chujem i co dziwne nawet mi sie udalo dojść :D, zabilem jelenia autem i to akurate nie byla haluna, zaatakowali mnie rosyjscy kibole, co sie okazaloi halunem ale żebra bolały jak prawdziwie rozjebane, ta stara kurwa sie potem zamienila w czarownice i mnie dręczyła i to ją tym mientkim chujem wyruchałek :D parę akcji mniej albo bardziej strasznych, no, wypadek samochodowy z jeleniem, potem ostra sraka i zatrucie bo zjadłem kawałek udka tylnego na surowo ze włosami, auta do kasacji, złamana kość udowa (zapierdalalem z nią chyba z 2 dni a potem dopiero lekarz, oczywiscie zaprawka z hery bo bym nie strzymał tego,) i co tam jeszcze :D, dopalałem meth, ps. nie radzę tego robić bo faza skręca w mocne dziwaczne odchyły typu o kurwa zostałem opętany przez dawno zmarłą matkę która mnie napasuje mówiąc, że miałem zostać księdzem i tak dalej i czemu ja tego jksiędza co mnie chciał wyruchać okaleczyłem, czyt, odgryzłem kutasa własną mordą i tak dalej, no po prostu ostra jazda, szkoda fury trochę, bo zacna to była furka, ale sie skonczyla i po calej akcji nkiedy nie wiedzialem czy jestem juz trzeźwy czy to dalej jakiś jebany psychiatryk, boudziłem sie w pasach na wytrzexiwalce na której podobno bylem dwa dni przypiety cały czas.

Skrócie: richanie starej kurwy mientkim chujem - prawda, rozjebane auto, potrącony jeleń i kawałek zeżartego miecha na surowo prawda, noha boli do dzisiaj, reszta to juz sam nie wiem, wyrzeźywałka też prawda, z tym że potem chyba mnie przewieźli do szpitala, ale jeleń na bank prawda, plus jakaś sprawa podobno ma się wobec mnie toczyć co do tego autka, ale chuj, wygram, pozdro szejset :D
Rejestracja: 2016
  • 57 / 4 / 0


Mój pierwszy raz z benzydaminą był jakieś... Dziesięć lat temu? Coś w ten deseń. Nie pamiętam, ile łykałam w bombce; były to bodajże 2 g. Wcześniej oczywiście przeprowadzono ekstrakcję. Nie było to doświadczenie, które odbyłam w samotności - było nas dwoje.

Nie doświadczyłam żadnych lęków, było naprawdę pozytywnie. Może to dlatego, że była wiosna, a my byliśmy na zewnątrz: świat budził się do życia, pogoda dopisywała, wszystko wokół było piękne. Dreptaliśmy po polach, miniaturowym lasku i wokół niewielkiego jeziora - spędziliśmy w ten sposób niemal cały dzień.

Niestety, z uwagi na to, ile od tego doświadczenia minęło czasu, wiele rzeczy już dawno zapomniałam. Rzucę kilkoma frazami, które szczególnie utkwiły mi w pamięci: krystaliczne jezioro, geometryczny wymiar, bogato zdobiony klasztor, żebrzący artysta, niedźwiedzie karty do gry, wilcze leże, miniaturowy żeglarz.

Pamiętam, że pomyliłam drzwi i mało brakowało, a weszłabym do nieswojego domu. No jakoś tak wydawało mi się, że to już tutaj :blush:

Lewico, dlaczego się boisz marihuany?

Jaś Kapela przypomina Lewicy o polityce narkotykowej, bo chyba zapomniała.

Broszura: “Uwagi o dawkowaniu medycznej marihuany”

Bogdan Jot metodycznie tłumaczy co i jak :)
Rejestracja: 2016
  • 2 / / 0


Mój pierwszy raz na benzo miał miejsce stosunkowo niedawno bo około miesiąc temu.
Na początku klasyczny scenariusz, apteka, ekstrakcja (tutaj prawie zjebałam bo jedną z trzech saszetek rozpuściłam w zbyt duzej ilości wody, na szczęście w porę się na tym złapałam), następnie łyknęłam co miałam i wróciłam do swoich spraw oczekując na fazę stulecia. Weszło dosyć prędko, zaczęło się od niezdarnych ruchów i ogólnego skołowania. Po tym jak zrobiłam sobie kanapki, co przy wchodzącym cipaczu było sporym wyzwaniem, włączyłam sobie jakieś darcie ryja i starałam się zrelaksować.
Wtem moją uwagę przykuł kosmaty pająk nieśmiało wędrujący na podłodze. Chwyciłam pewnie za butelkę oshee, w które się przedtem zaopatrzyłam i zaczęło się polowanie, ku mojemu zdziwieniu pająk, który teoretycznie powinien zostać zgnieciony rozmnozyl się cudownym sposobem na 3 mniejsze pajuny. Dopiero skumałam, że to halucynacje kiedy próbowałam wziąć je do ręki, przypominało to coś w rodzaju hologramu.
Po tym zajściu postanowiłam sobie, że nie będę sobie zaprzątać głowy robaczkami i położyłam się, wzięłam telefon do ręki i nagle skoczył na mnie taki kurewsko wielki biały pająk-skurwiel, który okazał się później powidokiem spowodowanym przez wyświetlacz telefonu. xD
Niedługo po tym kiedy obraz zaczął mi falować i śnieżyć stwierdziłam, że ja jednak nie chcę i schowałam się pod kołdrę, chyba ze strachu, nie wiem. Dźwięki telewizora które mnie dobiegały miały ten słynny metaliczny pogłos, tak jakby transformer coś mówił, miałam też wrażenie, że wyłącza się i włącza.
Zmuszona wyjść za potrzebą niezdarnie wygramoliłam się z wyrka i na sztywnych nogach pognałam do łazienki gdzie czekało mnie widowisko świetlne jak na koncertach jean-michel-jarre'a.
Zalatwiwszy się postanowiłam sobie zapalić szluga szlugixa szlugusia, jednak nie przyniósł mi on oczekiwanej chwili przerwy ponieważ nie czułam w ogóle jego smaku ani właściwości.
Później leżałam w tym łóżku atakowana przez rzeszę pająków i pomyślałam, że posłucham sobie muzyki. Z melomana w jednej chwili stałam się zaklinaczem węży próbującym poskromić swoje słuchawki a także kabel od ładowarki. Finalnie udało mi się jakoś posłuchać tej muzyki, reszta fazy przebiegala dość monotonnie pomijając drgawki, dementory, które latały nad moim łóżkiem, parkinsona, jakieś zombie które za wszelką cenę próbowało się do mnie dostać (co ciekawe odstraszal je wystawiony środkowy palec) i ten okropny, straszliwy, paskudny zjazd kiedy brzuch napierdalał mnie tak, że to jest głowa mała (głowa też bolała). Ogólnie to nie polecam, chyba że ktoś sobie wszama dexy na złagodzenie zjazdu. Te słynne utrzymujące się kilka miesięcy powidoki mnie nie dreczą na szczęście. Daje mocne 2/10.

k3o

Rejestracja: 2015
  • 187 / 3 / 0


To i ja postanowiłem spróbować. Dosyć wcześnie, bo już o 16:00 gdy robiło się ciemno zjadłem bombkę z 3 saszet. W trakcie loadingu ładowałem jeszcze deksa, w sumie jakieś 700mg. Mniej więcej koło drugiej dorzutki deksa zaczęły się pierwsze efekty. Kątem oka widziałem falujące ściany, było jeszcze spoko:) od tego momentu ładowało się jeszcze dosyć długo. Głównie oevy polegały na tym, że kątem oka widziałem coś, co przypominało kogoś (osobę?) a gdy na to popatrzyłem, znikało. Paląc na balkonie, skąd mam widok na bloki co chwilę widziałem jak w którymś oknie ktoś stoi. Nie było to straszne, nawet jakby ktoś miał tam stać i się na mnie gapić to by mnie średnio widział:) siedząc na kiblu oczywiście pod prysznicem mnóstwo robactwa, ale w nocy zawsze coś tam łazi nawet jak jestem czysty. W pewnym momencie się rozkręciło, leżałem już z muzyką w pokoju i trochę spanikowałem, postanowiłem, że po co mam się bać, że coś zobaczę, więc zamknąłem oczy i oglądałem sobie cevy. Były to głównie wizje polegające na twarzach różnych ludzi zmieniające kształty np. często wylewały się im oczy itp. Nie było to nic strasznego, dopóki miałem jako taką kontrolę nad tym. W pewnym momencie, jako że dorzuciłem deksa, zaczynało mi się otwierać 3 oko (jak zwał tak zwał, zawsze na tak mam na deksie i wiem, że obraz zza zamkniętych oczu jest tylko zapamiętany przez mózg). W każdym razie, powoli otwierałem to oko i zaczynałem widzieć swój pokój... ale to już zdecydowanie nie był mój pokój:) nie miałem odwagi go obejrzeć zza zamkniętych oczu. Tak jak cały trip nie był mi szczególnie straszny, to tamta wizja pokoju mnie do dziś lekko przeraża:) wyobraźcie sobie, świat w pełni wykreowany przez benzę na podstawie zapamiętanego obrazu przez mózg. Później już było tylko lepiej, chwila bolesnego zjazdu ale później ładne przejście w zjazd deksowy no i niestety bezsenność. Powidoków brak w sumie w trakcie całej fazy no i po.
Jakoś pod koniec tripa miałem niezłą wkrętę. Jako że mieszkam aktualnie z siostrą, wolałem jej nie spotkać. Wiedziałem mniej więcej kiedy przyjdzie i od pewnego momentu czekałem na nią. Nie ukrywam, że pewnie jakby się domyśliła to byłby lekki przypał, telefon do rodziców itp. W każdym razie, w pewnym momencie byłem raczej pewny, że przyszła. Poszedłem do łazienki, po drodze przywitałem się z nią, nie odpowiedziała, ale światło w pokoju się świeciło, więc raczej to nie była wkręta. Wróciłem do pokoju, słyszałem, że gada przez telefon. I tu do mnie dotarło, że już jest przypał. Słyszałem coś w stylu "ale on wyglądał, na pewno coś brał" itp. Jako że ma pokój obok to stałem jak debil ze szklanką przy ścianie i słuchałem. Położyłem się z myślą, że rano będzie ze mną gadać. Wydawało mi się nawet, że weszła na chwilę do mnie, aby sprawdzić co u mnie, ale to raczej była wkręta. Potem tak leżałem, ale wiedziałem, że jakby faktycznie się domyśliła, to by przecież wpadła do mnie chociażby aby sprawdzić, czy żyje, albo spytać co brałem itp. No i nie przyszła:)
Generalnie polecam, jest mocno wizyjnie, ale trzeba być przygotowanym na różne dziwne obrazki. Same oevy mi nie były straszne, czasem wręcz denerwujące. Mój największy lęk to lęk przed baniem się. Po co więc brać benzę skoro jest obawa, że zobaczę coś naprawdę strasznego? Pewnie więcej nie spróbuję, chyba że w towarzystwie.
Rejestracja: 2018
  • 63 / 2 / 0


Na pierwszy raz zjadlem pol grama i po kilku godzinach zjaralem dwa blanty. Ogolnie bylo pozytywnie jak na faze po tym gownie. Halucynacje sluchowe wystapily, pamietam jak dzis. Ide z dwoma ziomkami a z daleka idzie jakas grupka dresow i tam sobie dra ryja. Mi sie poszylo ze sie spinaja do nas i slyszalem jak krzyczeli w moja strone "armani chuj ci na imie" hahahah mialem wtedy na sobie kurtke z armaniego, pozniej zapytalem ziomkow czy takie zdarzenie rzeczywiscie mialo miejsce lecz okazalo sie ze byl to wytwor zbenzydaminowanego mozgu :scared:
Rejestracja: 2018
  • 258 / 23 / 0


mój pierwsz raz z benzą - bombka z 4 szaszetek, weszło po godzinie, robaki na ścianach..., mrówki w szklance wody---taki klimat raczeju"standardowy" jeśli chodzi o benze, wrażenie, że okno nie doknięte trzaska, jakieś kroki na strychu...10-12 godzin ciekawa bania, potem ta fatalna bezsenność, nie pomogło nawet 5 piwek które miałem, a strach nie pozwalał mi na wyjście miedzy ludzi, gdzieś po 24 faza złagodniała, ale efekt działania benzy utrzymywał sie jeszcze parę godzin
Rejestracja: 2018
  • 1 / / 0


W środę wzięłam po raz pierwszy benze wyekstrahowaną z 2 saszetek. Wczoraj (czwartek) wieczorem pojawił sie stan podgorączkowy i trzyma do dzisiaj. Czy to może być jeszcze skutek benzy czy po prostu łapie mnie grypa?
Dodam że chyba to było dla mnie za mało, bo nic poza lekkimi powidokami nie zauważyłam

Parę dni temu zabrałam sie za benze. Ekstrakcja, suszenie i przesypanie proszku do pustych kapsułek. Na początek dałam 2 saszetki tantum rosa. Poza lekkimi powidokami i nogami jak z waty nic więcej się nie wydarzyło. Zawiodłam sie trochę dzisiaj przygotowałam sobie miksturkę z 3 saszetek, tak samo upchnelam w kapsułki, było to ok. 4h temu. Jest nieco lepiej, ale mam nadzieję że jeszcze to sie rozwinie
Rejestracja: 2019
  • 1 / / 0


Mój pierwszy i ostatni raz. Bad trip. Nadchodzi piątek, pracę i stres zostawiłem za sobą, ciepły letni wieczór. W szufladzie z lekami już jakiś czas temu zauważyłem zauważyłem kilka saszetek Tantum Rosa (pewnie mama kupiła) . Przygotowywałem się do tego wieczoru czytałem fora, liczyłem , ze zaliczę coś fajnego , halunów nie miałem jeszcze nigdy w życiu. Godz. 21:00 Ponieważ miałem czysty spirytus wybrałem ekstrakcję alkoholową , w 50 ml rozpuściłem dwie saszetki. Czemu tak? Bo sól bardzo słabo rozpuszcza się w alkoholu, a benyzdamina w 100 %. Następnie przefiltrowałem przez serwetkę, praktycznie cała sól została na serwetce. Wypijam 2 kieliszki po 25 ml. mocno zapijając colą. Da się przeżyć choć smak okropny i pojawia się odruch wymiotny który jednak opanowałem. Położyłem się na hamaku , zgasiłem światło na ogrodzie, byłem tylko ja i gwiazdy ( i komary ) . Po pół godzinie czuję otępienie w głowie. Nie żaden przypływ eforii ale takie tępe otępienie. Na żołądku ciężko, czuję smak tantum rosa, muszę opanowywać odruch wymiotny. Po ok. godzinie widzę na niebie deszcz czerwonych kółek padający z dołu do góry... Wokół mnie latają muchy, a pająk na drzewie spogląda na mnie, a ja na niego. Pod krzakiem mysz zjada okruszki z chleba. Ponieważ wiedziałem , że to halucynacje, byłem tego świadomy, obserwowałem ale nie sprawiało mi to jakieś frajdy. Postanowiłem wstać z hamaka iść się odlać. I tu zonk, wstaję, a nogi się pode mną uginają, ląduję na ziemi. Wstaje łapię równowagę, ale zataczam się jakbym był upojony alkoholem. Pierwsze pytanie, jak dotrę na piętro do domu. Pojawia się mnóstwo błyskawic. Później zastanowiłem się nad przyczyną. Po prostu mózg reagował z opóźnieniem. Patrzyłem na jasną rzecz np. latarnię, a gdy odwracałem głowę ku ciemności pojawiały się błyskawice i powidoki. Cały czas otępienie i smak tantum na żołądku. Ok. 24 postanowiłem iść się położyć. Iść to za dużo powiedziane, bo szedłem jak upojony alkoholem. Wdrapuję się na schody, rodzice nawet się nie obudzili , jest dobrze. Kładę się do łóżka, ale czuję, że będę rzygać. Dochodzę do łazienki i daje ładny koncert odgłosów na cały DOM. Rodzice się budzą, na szczęście nawet nie musiałem się tłumaczyć bo z obozu piłkarskiego wrócił brat z grypą żołądkową. Mama przykłada mi rękę do czoła i mówi, że widocznie mnie też zaraził. Kładę się do łóżka, próbuje zasnąć.Zataczanie nie jest dla rodziców podejrzane uważają, że to gorączka. Ale to tylko próby, na spanie nie ma szans, próbuję czytać, znów próba zaśnięcia. Przewija się mnóstwo obrazów, zupełnie jakby mózg zmienił się w superkomputer który wyświetla co 1 sekundę 1 zdarzenie, wszytko migało . Tylko , ze komputer nie jest w stanie wymyśleć tylu klatek, komputer może wyświetlać. Mój mózg jednak tworzy cały czas nowe zdarzenia, obrazy historię. I tak widzę np. kanapę w stylu starych mebli unoszącą się w powietrzu. Myślę jaki fajny projekt, chętnie bym ją narysował, w jednej chwili kolejna historia, uprawiam seks z Azjatką, znów zmiana widzę siebie z boku, a ja krążę wokół swojego ciała i obserwuję. I tak przez całą noc, jakbym oglądał film gdzie co kilka sekund zaczyna się nowa historia. To wcale nie jest przyjemne doświadczenie. Ktoś ze słabszą psychiką mógłby nie wytrzymać. Byłem przekonany, że nie spałem całą noc jednak gdy patrzyłem na zegarek to ubywało ok. 30 minut , łapałem widocznie drzemki na jawie. Cały czas czułem nieprzyjemne otępienie i mulenie w żołądku. Rano ok. 7 było już trochę lepiej , łapię 2 godziną drzemkę. Później przeleżałem do ok. 13:00 w łóżku,w końcu byłem chory na grypę więc nikogo to nie dziwiło. Z każdą godziną było coraz lepiej, a już zupełnie dobrze poczułem się ok. 16 . Teraz jest po północy jak to piszę. Pozostały małe plamki i czasami zataczanie się po szybkim wstaniu. Piszę to aby ostrzec innych , nie bierzcie tego gówna . Praktycznie 24 godziny wyjęte z życiorysu, dla kilku halucynacji, żeby zobaczyć muchę czy pająka nie warto !
Posty: 298 Strona 30 z 30
Wróć do „Benzydamina”
Na czacie siedzi 56 uczestników Wejdź na czata

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości