Odtruwanie się od opiatów

...czyli jak podejść do odstawienia i możliwie zminimalizować jego konsekwencje

Moderator: Wszyscy moderatorzy

Posty: 1644 Strona 155 z 165
Rejestracja: 2017
  • 1886 / 299 / 2


Tak samo miałem, wpieprzając się w kodeinę. Efekt przeciwlękowy ruszył mnie do przodu mocno w życiu, było to zupełnie przypadkowe gdy wpadłem w ciąg, a tym samym "odkryłem" jak pięknie się funkcjonuje na niewielkich dawkach kodeiny na codzień. Zero lęku, wszystko się ogarnia, pewność siebie na plus, nie przejmowanie się bzdurami. Zastanawiam sie, jakby to było odstawić opio na pół roku, czy nadal będzie się odczuwać te irracjonalne lęki co x lat temu przed ciągiem? Najgorzej z wyjściem z nałogu opiatowego mają Ci, którzy nie brali tylko "dla dobrego upierdolenia się", ale z też innych pobudek, wykorzystując plusy które dają opioidy.

Myślałem, że nie ma dużo takich osób, a większość nerwicowców jednak wpieprza się w benzo, ale hajp uświadomił mnie, że takich jak ja jest sporo. Uzależnionych nie tylko dlatego, by szukać fazy. Nie tylko dlatego, by w pewnym momencie nie mieć skręta. Ale też dlatego, by "wyciszyc" to, co było nie tak w głowie jeszcze przed poznaniem mocy opiatów.

Empiryczne doświadczenia z przeszłości, które przypominały niepowodzenia w kwestii walki z nerwicą + opinie ludzi w internecie, że te wszystkie terapie, wychodzenie na siłę ze strefy komfortu gówno daje, również nie sprzyjają.

A jak dojdą do tego zmiany w mózgu, spowodowane użytkowaniem opio, rozwinięty nałóg, czy też krótkotrwałe kwestie fizycznego gila po odstawieniu, ciężko się zdecydować na odstawkę. Niektórym opioidy więcej dały, niż zabrały i tu jest całe sedno problemu odstawki u takowych.

Szkoda, że kodeina jest kapryśna, droga, ma dodatki, trzeba się nabiegać po aptekach, bo najmilej wspominam lata własnie na niej. Im mocniejsze opio, tym skala minusów brania się powiększa.
Rejestracja: 2016
  • 298 / 32 / 0


02 grudnia 2018Jamedris pisze:
Mnie przeraża ta pierdolona pustka.

Jak to ujął W. Burroughs - "Codziennie trochę śmierci. To zajmuje czas." I można tu dyskutować, czy jest to wina przeoranych szlaków dopaminergicznych, czy może typowo psychiki i przyzwyczajeń, czy może "złagodzonego" kontaktu ze światem, a potem zdjęciu pluszowych okularów po kilku latach i doznania szoku (jak na tym memie: "spójrz, jaki piękny jest świat bez narkotyków"), tylko... Tylko, że ja już nie mam pewności, czy normalni ludzie nie czują się tak, jak ja w pewnym momencie na opio+benzo.

Z bojącej się odezwać, szarej myszki, zmieniałam się o 180 stopni, bo czułam się komfortowo z własną psychiką i ciałem. A teraz mamy to wszystko utracić na rzecz wątpliwej przyjemności ~tygodnia wypełnionego poceniem się, sraniem pod siebie, bólami, syfem, wrażeniem brudu i lepkości wszystkiego, jadłowstrętem, wodowstrętem, życiowstrętem. I ciągłym ssaniem, i ciągłymi rozkminami; bo na początku odtruwana można sobie jedynie teoretyzować, jak wielka będzie pustka doznana po kompletnym odstawieniu opio z życia delikwenta.

Pamiętam, że miałam taki okres całkiem długiej trzeźwości, w którym każdy nowy dzień przynosił mi niemiłą niespodziankę w postaci uświadamiania mi, do czego nie jestem zdolna. I to nie "na razie", nie "do czasu", tylko raczej już definitywne.

Kiedyś byłam wściekła niemalże na ludzi, których bezboleśnie odtruto na koszt państwa (bo zdarzają się i takie przypadki), a oni po ~20 latach wrócili do grzania.
Ale teraz rozumiem. I składam pokłony za te ~20 lat.

Jeszcze przed ćpaniem nie rozumiałem tego zdania "spójrz jakie życie jest piękne", "spójrz jak słońce pięknie świeci", "spójrz jak pięknie jest za oknem, wyjdź, przewietrz się" dla mnie te zdania były totalnie absurdalne. Patrzyłem i tak jakbym był ślepy. Nie widziałem nic. Ot, drzewa, trawa, liście, o co im chodzi? Natura jak natura. Jakie oni piękno w tym widzą? Tak samo ludzie i widok ich szczęścia, czerpania radości z pierdół, ich poczucia normalności takiej zupełnie na trzeźwo przyprawiał mnie o niezłe rozkminy. Jak? Co oni mają czego ja nie mam że oni mogą czuć sie normalnie a ja czuję się jakby czegoś mi brakowało. Pamiętam że odpowiedź dostałem w momencie przyjęcia pierwszej dawki kodeiny. Z życiowej szarej, nieszczęśliwej ofiary doznałem buddyjskiego oświecenia, nagle wszystko dookoła nabrało kolorów, nagle przestałem się bać wyjść i odzywać się do obcych mi ludzi, nagle poczułem tą... normalność z własnym duchem i ciałem. Coś kurewsko abstrakcyjnego. Dziesięć tabletek a dały mi to, co zwykli szarzy ludzie mają na co dzień. Trafiłem na detoks, pod koniec drugiego tygodnia kiedy kilka dni wcześniej metadon został odcięty zacząłem właśnie mieć takie rozkminy o jakich piszesz. "Będę trzeźwy, zacznę jeść antydepa, NA RAZIE nie jestem zdolny do niczego, ALE TO MINIE, W KOŃCU STANĘ NA NOGI" - A taki chuj. Po detoksie każdy kolejny dzień dojebywał mi tak fatalnym samopoczuciem, że momentami nie wiedziałem czy to rzeczywistość, czy mam już jakieś fatamorgana przez brak snu. Jak przed ćpaniem wszystko było w odcieniach wyblakłych, tak dwa miesiące temu po wyjściu z detoksu wszystko zrobiło się totalnie szare. Nie było cienia nadziei na jakiekolwiek kolory jak jeszcze przed ćpaniem. No i oczywiście nie wytrzymawszy, po półtorej tygodnia od wyjścia wróciłem do grzania. Na nowo wszystko stało się normalne wraz z samopoczuciem, snem i światem. Kilkanaście dni temu zdałem sobie sprawę z tego, że moja niemożność do podjęcia jakiegokolwiek zajęcia nie jest tymczasowa, jest już raczej definitywna jak to ujęłaś.
Postanowiłem się odnieść bo nawet nie zdajesz sobie sprawy w jak zajebiste sedno trafiłaś tym postem. Może jak ktoś będzie to czytał to uświadomi sobie że to jest naprawdę bilet w jedną stronę i mówi to zaledwie dwuletni narkoopiatowiec. Pakt, kurwa cyrograf. Albo będzie miał to w dupsku jaak niedoszłe samarki o które pytał czy może przemycić na lotnisku a i tak przyjebie. Współczuję tylko tym, którzy przed ćpaniem są szczęśliwi, mają pracę, pieniądze, względnie jakieś oszczędności, rodzinę, przyjaciół, generalnie czują się dobrze z samym sobą. Stracicie to, prędzej czy później. Ja akurat tego nie straciłem bo jak już wspomniałem, przed ćpaniem wcale nie byłem taki szczęśliwy a już na pewno nie czułem normalności i radości. Ćpanie mi pokazało że mogę się tak czuć tylko jakim kosztem? Do wymieniania tych rzeczy przez Jamedris dodałbym jeszcze poryte bebechy, pokłute kable, ścieżki z blizn po wkłuciach że wstyd łapę na pobranie krwi wyciągnąć a czeka mnie to we wtorek... Bezsenność gdzie po dwóch tygodniach nie spania załączają Ci się dzikie psychozy i w sumie jakby się tak zastanowić to jeszcze kilka innych stanów by sie znalazło.
Aktualnie po nowym roku planuję wypieprzyć do ośrodka chociaż jestem takiej myśli że albo wyjebią mnie dyscyplinarnie albo sam się wypiszę na żądanie, bo jak na detoksie poznałem naprawdę spoko osoby, z czego jedna chwyciła mnie za rękę kiedy już niemal wyciągałem torbę pakując swoje rzeczy gotów do przedwczesnego wypierdolenia... tak w ośrodku jest czas na skupienie się nad samym sobą, w samotności i na organizowanych tam terapiach. A ja im częściej myślę o sobie i swojej marnej przyszłości to nic tylko strzelić samobója. %-D I to nie tak że się użalam, w piździe to mam, raczej przywykłem że ćpuństwo było mi pisane, by sprawiło żebym czuł się normalnie. ;-)
20 lat czystki... Dla mnie abstrakcją jest już miesiąc.

Redukcja szkód? Po twoim trupie

Dopalacze zostały w Polsce zrównane z narkotykami. Skutek? Co dwa dni ktoś umiera w związku z użyciem nowych substancji psychoaktywnych.

Konopie rytualnie zbierane pod Wrocławiem. "To nie narkotyk, tylko lecznicze zioło"

Konopie w Polsce ciągle bardziej kojarzą się z kroniką policyjną niż ze zdrowiem. Powoli jednak to się zmienia, a plantatorzy biorą się za ich uprawianie. Mimo kontrowersji, albo dzięki nim, można na nich dobrze zarobić, a jak ma się szczęście, to również zmienić życie.
Rejestracja: 2018
  • 237 / 31 / 0


Może to trochę smutne ale mi heroina prawdopodobnie uratowała życie.
Zanim zaczęłam ćpać opio " leczyłam" depresję i uczucie pustki fetą i to też było jakieś wyjście- jedyne dostępne mi w danym czasie bo na trzeźwo nawet wstać z łóżka nie mogłam.
Rodzina widziała w jakim jestem stanie- prosiłam o pomoc -ważyłam 40 kg., a i tak było to zamiatanw pod dywan.
10 lat wytrzymałam na trzeźwo a wjebałam się w kodę.
Może to śmieszne. Ale żyję- a dopuki żyję mam szansę naprawić teraźniejszość.
I być może opio spłycają afekt ale ja czuję ból maltretowanych i głodnych dzieci, żałuję każdego kopni€tego pieska czy kotka a trudno jest funkcjonować z takim bagażem
Rejestracja: 2010
  • 2370 / 373 / 0


@up i widocznie takie osoby jak ty powinni leczyć z depresji opioidami! Skoro nic innego Ci nie pomagało (rozumiem, że brałaś wcześniej inne leki) a opio Ci pomogło to kurwa nie rozumiem czemu nie można by takiej osobie, na którą już naprawdę nic innego nie działa, przepisać jakiś opio... Argument że jednak opio są groźniejsze od takich SSRI bo można je przedawkować do mnie akurat trafia i to jest fakt ale jeśli ktoś ma być warzywem któremu już w żaden sposób nie da się pomóc oprócz opio to czemu nie zaryzykować, zacząć terapię mając świadomość zagorzeń.... Ale nie - będą faszerować takiego pacjenta czym tylko się da ale nie opio...
Rejestracja: 2018
Użytkownik nieaktywny
  • 1010 / 195 / 2


Bo żaden lekarz nie weźmie odpowiedzialności za ćpuna, któremu włączyło się myślenie tunelowe i zafiksował się, że poza opio świata nie widzi. Poza tym, to się gryzie z ideą "uzależnienie jako zaburzenie psychiczne". Albo leczymy ćpunów, albo karmimy ich uzależnienie, nie da się uskuteczniać obu działań. A przynajmniej nie w tym kraju. Jeździe do Szwajcarii, tam jest lepiej w tym przypadku.

Jeżeli o mnie chodzi to kiedyś miałem podobnie jak Wy, opiaty były lekarstwem na depresje, nerwicę, fobię społeczną i motywowało mnie do życia, do pracy i do zawierania nowych znajomości (koniecznych dla życia w społeczeństwie, bo z tym zawsze miałem problem). Niestety chyba już wyczerpałem wszystkie zalety, a ostatni ciąg to była właściwie katorga poprzedzona jedynie paroma dniami przyjemności, chociaż z drugiej strony kolejny raz uratowało mnie to przed samobójstwem. Ale teraz, po odstawieniu, się cieszę, że wyszedłem z tego jebanego ciągu i czuję się dużo lepiej na trzeźwo niż przed tym wszystkim. Może po prostu potrzebowałem przekroczyć kolejną barierę (iv), żeby przekonać się, że to jednak nie jest takie dobre jak się wydaje na początku. Albo po prostu mój organizm przestaje tolerować opio.
Chociaż z drugiej strony nie łudzę się, że to definitywny koniec, już nawet planowałem, że na święta się porządnie zgrzeje. U mnie chyba właśnie lepiej sprawdza się tryb ćpania na sportowo, lub krótki ciąg, przerwa - ciąg, dłuższa przerwa, itd. Niektórzy z kolei nie potrafią się zatrzymać, rozumiem ich chociaż dla mnie to jest po prostu zbyt duże obciążenie. Może faktycznie w tej Szwajcarii czy innym kraju mielibyśmy łatwiej.
Rejestracja: 2010
  • 2370 / 373 / 0


tylko to nie jest jakieś tam moje ćpuńskie widzimisię czy tam ćpuńskie marzenia ale już od jakiegoś czasu słyszałem i czytałem o badaniach o wpływie opio na zaburzenia depresyjne i ogóle leczenie depresji
https://www.nytimes.com/2016/06/05/opin ... ssant.html
Nie muszą od razu przepisywać po 200mg diacetylomorfiny iv ale jakieś inne opiaty... Choćby opium - są leki na bazie opium itp. No nie wiem - jakbym był lekarzem i miałbym pacjenta-warzywo i na którym od 10 lat są testowane najróżniejsze kombinacje leków antydepresyjnych i pewnie bezno i nic nie daje a pomogła by taka łyżeczka opium 2 czy 3 razy dziennie to dlaczego nie ?? Rozumiem też, że lekarze którzy leczą depresję wychodzą z założenia, że leki to tylko pewien etap,który razem z terapią po jakimś czasie ma się zakończyć i pacjent ma stanąć na nogi, stać na nich i żyć zupełnie na sucho. Ale są przypadki którym pomóc się w taki sposób nie da.
Rejestracja: 2018
Użytkownik nieaktywny
  • 1010 / 195 / 2


Oczywiście masz rację, są badania i jest w tym potencjał. Podobnie jest np z LSD, psylocybiną i MDMA. Tylko, że ja to wszystko przerabiałem na własną rękę i trochę zepsułem sobie tym głowę.
Patrząc wstecz to opium jest znane od wieków i morfinizm zawsze stanowił naprawdę duży problem na całym świecie. I to nie jest żadna nowość, że opiaty na chwilę potrafią wyciągnąć człowieka z depresji, gdyby tak nie było to raczej nikt by się od nich nie uzależniał. Ale właśnie za jaką cenę? Rozumiem Twój punkt widzenia i częściowo tak samo myślę, ale chyba jeszcze sam się nie zdecydowałem na to co mi pomaga. No i znam stanowisko służby zdrowia i nie łudzę się, że u nas nagle nastąpi jakaś rewolucja w tej kwestii, więc po prostu jeszcze długo będziemy musieli się z tym męczyć samemu.
Dzięki za link, przeczytam sobie te badania. Wcześniej już słyszałem o prototypach przeciwdepresyjnych leków z buprenorfiną, chyba w knajpie makowej była o tym dyskusja, także na pewno jest to warte uwagi.
Rejestracja: 2018
  • 237 / 31 / 0


Dyskusja czysto akademicka - niestety takiego modelu leczenia depresji raczej nie doczekamy.
A teraz wyobraź sobie że już w czasach szkolnych nauczyciele zwalniają Cię z czytania np." medalionów" czy "quo vadis" ponieważ nie tylko Cię mdli ale również czujesz ból postaci.
Wyrzucasz sobie że byłeś niemiły dla humorzastej kasjerki bo przecież może mieć zły nastrój ze wzgl.na kłopoty osobiste lub zdrowotne a jedząc obiad myślisz o głodujących dzieciach.
Fatalnie się składa że trafił mi się chory poziom empatii .Dorzuć do tego rls od zawsze i rozjebane stawy.
A opio pozwala jakoś z tym żyć dopóki nie rozwalisz sobie finansów i w długi nie wpadniesz i dopóki nikt z bliskich czy współpracownik nie ogarnie że ćpasz.
Szukam ciągle alternatywy dla opio - niestety wypróbowane antydepy albo nie działają alno dają masakryczne objawy niepożądane
Rejestracja: 2018
Użytkownik nieaktywny
  • 1010 / 195 / 2


Dla mnie zawsze benzo było alternatywą, szczególnie alprazolam, ale także on po jakimś czasie traci swoje właściwości antylękowe i prospołeczne. Teraz stosuję pregabalinę doraźnie i jest ok, ale przy niej ten efekt jest jeszcze krótszy. Jeżeli chodzi o antydepresanty to też wypróbowałem większość tych najpopularniejszych i jest totalna lipa. Ostatnio dostałem klomipraminę (głównie na OCD), jeszcze nie zacząłem jej brać, a już czuję te skutki uboczne, o których się naczytałem %-D

Z reguły osoby wrażliwe są bardziej narażone na wszelki ból istnienia i co za tym idzie - uzależnienia. Bo uzależnienie (jakiekolwiek) daje poczucie kontroli, przynajmniej na początku, pozwala oddzielić nasze uczucia od pozostałych osób. Jest taką odskocznią. Ja zawsze byłem podatny na wszelkie uzależnienia behawioralne. No i od dziecka miałem silną nerwicę natręctw i zauważyłem taką zasadę, że natręctwa to pewnego rodzaju uzależnienie i nasila się wtedy gdy nie ćpam... dlatego ćpałem na umór, żeby złagodzić swoją nerwicę i móc jakoś funkcjonować. Ogólnie wiele osób z OCD szybko się uzależnia od depresantów, a od stymulantów trzymają się z daleka, bo one jeszcze bardziej podbijają natręctwa i obsesje.

Kiedyś też byłem nadmiernie empatyczny, a po wielu latach opio mnie z tego wyleczyło. Nie wiem czy to dobrze, bo ucierpiały na tym moje relacje społeczne, a niestety samotność bardzo sprzyja uzależnieniom i koło się zamyka. Najlepszą kochanką stała się kodeina, potem morfina. Ale biologii się nie oszuka żadnymi substancjami. W sumie to opiaty mocno mieszają w hormonach, szczególnie u mężczyzn jest to widoczne, jak spada testosteron to w ogóle jest przejebane z punktu widzenia społecznego. I to wszystko powoduje, że jednak te opiaty na dłuższą metę nie są takie dobre.
Rejestracja: 2018
  • 237 / 31 / 0


Duży problem stanowią stereotypy.
Tęsknię za szczerością ,w moim otoczeniu nikt nie wie że ćpam i niestety takie ukrywanie się powoduje u mnie dyskomfort psychiczny.
W kwestii hormonów - jak dla mnie jest to duży plus że opio zmniejszają potrzeby i nawet nie myślę o żadnych romantycznych sytuacjach.( tak dostałam po dupie że chyba do końca życia podziękuję)
Inną sprawą jest ból stawów a te 32 tabl. thio na raz są skuteczniejsze od wszyskich nlpz razem wziętych.
Obecnie rozważam wizytę w poradni leczenia uzależnień ale u mnie głównym powodem dla którego chcę się z tego wygrzebać jest kasa i wstyd.
Naprawdę strasznie się wstydzę że jestem taka słaba że znowu się wjebałam.
Tylko nie wiem co dalej - detox robię sobie prawie co miesiąc , niestety po odtruciu się wytrzymuję ledwo parę dni ponieważ nie potrafię funkcjonować na trzeźwo- rzeczywistość mnie przytłacza.Zdarza się też że bez uchwytnego powodu dopada mnie np.na środku ulicy lęk- potrzeba śmierci ( po prostu czuję że chcę umrzeć i dalej nie fam rady)
Aktualnie zamówiłam sobie zapas benzo( mam nadzieję że dojdzie) i spróbuję ze dwa tygodnie to przetrzymać- może będzie odrobinę łatwiej.
Pregabaliny próbowałam i szczerze nie wiem skąd te zachwyty bo na mnie prawie wogóle nie działa nawet w końskich dawkach.
Ostatnio przeszłam na 10 dni na buprę i było ok. ale boję się uzależnienia fizycznego od niej bo w tym przypadku tydzień na detox nie wystarczy
Posty: 1644 Strona 155 z 165
Wróć do „Detox”
Na czacie siedzi 56 uczestników Wejdź na czata

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość