Policjant z ambony ostrzegał wiernych z Polanowa o tym, że narkomania może dotknąć każdą rodzinę
Wiernych z polanowskiej parafii uświadamiał z ambony koszaliński policjant, aspirant sztabowy Marek Płaza.
Mówił: - Nie ma bezpiecznych narkotyków. Nie ma narkotyków, z których da się wyjść. Zróbmy wszystko, aby dzieci miały do nich ograniczony dostęp.
Pogadanka w kościele była częścią wspólnej akcji "Narkotykom - stop" Polskiego Towarzystwa Zapobiegania Narkomanii, Urzędu Miasta i Gminy Polanów oraz tamtejszego Centrum Pomocy Rodzinie.
Krótką informację na temat przyczyn i skutków zażywania narkotyków przedstawił w świątyni specjalista ds. nieletnich z Miejskiej Komendy Policji w Koszalinie asp. szt. Marek Płaza. Ubrany w wyjściowy mundur trzy razy przemawiał z ambony kościoła w Polanowie i raz w pobliskiej Rzeczycy Wielkiej. - Musiałem na blachę wykuć policyjny ceremoniał zachowania się w kościele - opisał swoje przygotowania do prelekcji.
Funkcjonariusz za każdym razem apelował do rodziców: - Policja nie jest od ścigania narkomanów, tylko dilerów. Nie może jednak działać sama. Potrzebuje wsparcia. Istnieje policyjny telefon zaufania, pod którym nie pytamy, kto dzwoni. Jeśli w okolicach szkoły pojawia się dziwny samochód, do którego w czasie przerwy podbiegają dzieci i coś biorą od siedzących w nim ludzi, trzeba dać sygnał. Dilerzy muszą wiedzieć, że jeśli się gdzieś pojawią, zaraz przybędzie tam policja.
Parafianie wysoko ocenili jego niedzielną pracę. - To dobry pomysł, żeby uświadomić rodzicom, że ich dziecko też może zetknąć się z narkotykami - mówili, wychodząc z kościoła. - Można nawet pójść o krok dalej i podrzucać do domów specjalne ulotki opisujące problem narkomanii.
Zadowolony był także proboszcz polanowskiej parafii. - Trzeba wykorzystać każdą okazję do walki ze złem, jakim są narkotyki - powiedział ks. Wojciech Gappa. - Najważniejsze jest to, że wierni usłyszeli od specjalisty, że narkotyki nie dzielą się na mniej lub bardziej groźne. Wszystkie są niebezpieczne. Podział narkotyków na tzw. miękkie i twarde zawsze mnie wkurzał.
Marek Płaza przyznał, że treść każdego wykładu była nieco inna: - Dopasowywałem główne wątki do wieku słuchaczy - powiedział "Gazecie." - Dorosłym mówiłem więcej o tym, jak działają dilerzy i jak rozpoznać, że ich dziecko zażywało narkotyki. Na mszy dla młodzieży więcej było mowy o skutkach zażywania substancji odurzających.
Zdaniem Marka Płazy pogadanka w kościele spełniła swoją rolę pod względem informacyjnym. - Największym atutem biorących dzieci jest niewiedza rodziców - przyznał policjant. - Rodzicom narkoman wciąż kojarzy się z zabiedzonym człowiekiem z pokłutymi żyłami. Dlatego dzieci potrafią im łatwo wytłumaczyć swoje dziwne zachowania. Wmówić, że znalezione w ich torbie pastylki to zwykle witaminy. Wcześniej z 300 rodziców zaproszonych do szkoły w Polanowie na wykład o narkomanii przyszło zaledwie dziewięć osób.
Komentarze