Amfetamina w szkole

Dwie szesnastolatki przyłapane na braniu narkotyków w dalszym ciągu uczęszczają do szkoły z której je wyrzucono!

Anonim

Kategorie

Źródło

Tydzień Ziemi Śremskiej
Andrzej Sztyler

Odsłony

7428

Feralnego dnia, w ostatni piątek listopada, nic nie wskazywało, żeby w śremskim Zespole Szkół Rolniczych miało dojść do czegoś wyjątkowego. Dzień jak dzień. Lekcje, przerwy, gwar, ot zwyczajne szkolne przedpołudnie. Bomba wybuchła około dziesiątej. Do gabinetu wicedyrektora, Anny Jankowiak, weszły uczennice jednej ze starszych klas i poinformowały, że w ubikacji dwie dziewczyny wciągają amfetaminę.

- Byłam kompletnie zaskoczona. To było coś tak niespodziewanego, że nawet dziś trudno opisać co czułam w tym momencie - wspomina Anna Jankowiak. Sprawę potraktowała jednak jako bardzo poważną i postanowiła działać. Zanim jednak cokolwiek można było zrobić, trzeba było najpierw znaleźć winowajczynie, tych zaś już w ubikacji nie było.

Po nitce do...

Zgłaszające zdarzenie uczennice nie znały dziewczyn przyłapanych przez nie na wciąganiu narkotyku. Wnioskowały stąd, że muszą to być pierwszoklasistki. Na podstawie zaprezentowanych im fotografii pochodzących ze szkolnych dokumentów w krótkim czasie wskazały dwie nastolatki. Te wezwane do gabinetu dyrektor oczywiście do niczego się nie przyznawały.

Anna Jankowiak natychmiast wezwała rodziców. Matki oskarżonych pojawiły się bardzo szybko. Sytuacja była mocno skomplikowana, bo przed obliczem dyrektor stanęły dwie szesnastolatki, oskarżone przez starsze koleżanki o branie w szkole narkotyków. Wezwane zdecydowanie zaprzeczały wszystkim oskarżeniom, a matki też nie dawały wiary, temu, że ich córki mogłyby mieć jakikolwiek kontakt z narkotykami.

W tej sytuacji obecna podczas całego zajścia wychowawczyni i dyrektor zasugerowały, że skoro dziewczęta są niewinne, to najlepiej będzie jeśli się poddadzą testom na wykrywanie narkotyków. Matki zgodziły się właściwie bez wahania.

Wykryta amfa

Jako, że w szkole testów nie ma, to ktoś pobiegł do apteki, by je kupić. W tym czasie dyrekcja szkoły skontaktowała się ze specjalistyczną placówką służby zdrowia w Poznaniu, by utwierdzić się w przekonaniu, że dostępne testy są wiarygodne. Specjaliści potwierdzili, że w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach. Wreszcie nastolatki w towarzystwie matek i pedagogów udały się do ubikacji, by poddać się testowi, który polega na badaniu zawartości narkotyków w moczu. Wynik był jednoznaczny. Test potwierdził, że dziewczyny brały amfetaminę.

Jednak i to nie skłoniło dziewczyn do przyznania się do winy. Zaczęły twierdzić, że napiły się czegoś z butelki stojącej na parapecie ubikacji i być może... to właśnie do tej butelki ktoś wsypał narkotyk.

W międzyczasie w szkole pojawiła się wezwana policja. W obliczu funkcjonariuszy i bezwzględnego wyniku testów pierwszoklasistki przyznały się ostatecznie, że brały. Jednak tym razem stwierdziły, że wzięły poprzedniego dnia, a amfetaminę kupiły od nieznajomego człowieka w mieście.

Pedagog w pułapce

W zaistniałej sytuacji na gronie pedagogicznym spoczął obowiązek podjęcia decyzji: co dalej z dziewczynami. - Z całą pewnością nie jesteśmy po to, by wyrzucać uczniów ze szkoły i w ten sposób niejako pozbywać się problemu. Jednak są sytuacje w których chcąc działać na rzecz kilkusetosobowej społeczności szkoły nie pozostaje nam nic innego jak sięgnięcie do najradykalniejszych środków zapisanych w regulaminie szkoły - mówi dyrektor zespołu szkół, Janusz Taciak - Przecież, gdybyśmy nie zareagowali stanowczo i zdecydowanie, to w każdym momencie moglibyśmy się spotkać ze słusznym zarzutem ze strony rodziców, że tolerujemy narkomanię na terenie szkoły i narażamy ich dzieci - dodaje dyrektor.

W tej sytuacji postanowiono zgłosić Radzie Pedagogicznej wniosek o wydalenie dziewczyn ze szkoły. Zanim jednak zebrała się Rada w szkole wśród uczniów przeprowadzono ankietę, w której między innymi zapytano, czy należy karać za narkotyki w szkole i czy usunięcie ze szkoły byłoby karą adekwatną w sytuacji gdyby uczeń brał w szkole. Na obydwa pytania społeczność uczniowska odpowiedziała zdecydowanie tak.

Dodatkowo sprawę konsultowano z samorządem uczniowskim. Tu również dziewczyny nie znalazły poparcia i samorząd nie dał im szansy w postaci poręczenia.

- To była chyba najtrudniejsza Rada Pedagogiczna w mojej prawie dwudziestopięcioletniej karierze - wspomina Janusz Taciak. Grono blisko czterdziestu nauczycieli debatowało ponad trzy godziny. Wzięto pod uwagę wszelkie możliwe za i przeciw. Wreszcie w tajnym głosowaniu przytłaczającą większością głosów podjęto decyzję o wydaleniu dziewczyn ze szkoły.

Wyrzucone, choć nie do końca

W miniony poniedziałek sprawa dwóch nastolatek trafiła do sądu dla nieletnich. Są oskarżone z ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Zagrożenia wynikające z mocy tej ustawy, choć sięgają nawet trzech lat pozbawienia wolności, nie będą miały zastosowania wobec oskarżonych, bowiem te są nieletnie. Do swobodnej oceny sądu pozostanie też wiarygodność testów przeprowadzonych feralnego piątku w szkole. Tak stanowi prawo, nie określając jednoznacznie, czy taki test jest dowodem, czy nie.

Jednak w tym przypadku, wobec przyznania się dziewczyn do brania amfetaminy, werdykt sądu zdaje się być łatwy do przewidzenia.

Tymczasem decyzja Rady Pedagogicznej, choć oczywista i nieodwołalna, wcale nie jest taka prosta do wyegzekwowania. Jest to bowiem decyzja administracyjna i jako taka podlega zaskarżeniu do organu nadrzędnego, w tym przypadku do Kuratorium Oświaty. Na taki krok rodzice dziewczyn mają zgodnie z kodeksem postępowania administracyjnego czternaście dni. W tym czasie usunięte oficjalnie ze szkoły w dalszym ciągu do niej uczęszczają. Stan taki może potrwać dłużej, bo rodzice zapowiedzieli, że dowoływać się będą, a rozstrzygnięcie sprawy przez Kuratorium może potrwać kolejny miesiąc. Ile szczebli odwoławczych od decyzji Kuratorium pozostanie do ewentualnej dyspozycji niezadowolonych, trudno powiedzieć, choć z doświadczenia wiadomo, że częstokroć ostateczną instancją bywa trybunał w Strasburgu.

W Rzymie mawiano "dura lex, sed lex" co znaczy twarde prawo, ale prawo. W tym przypadku można powiedzieć "głupie prawo, ale prawo", bo wyrzucone ze szkoły, chodząc do niej w dalszym ciągu, stają się żywym dowodem bezkarności.

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

młoda (niezweryfikowany)

moim zdaniem nalezało dac im szanse a nie odrazu wywalac je ze szkoły u mnie w szkole jest wiele takich osób lecz nie uwazam ze człowiek który bierze narkotyki musi byc skreslony przez wszystkich tym ludzia trzeba pomagac a nie wprowadzac ich w stan depresji
kaziu (niezweryfikowany)

Dlaczego ludzie którzy maja do czynienia z narkotykami są zawsze najgorsi?tych ludzi nie trzeba ponizac tylko pomagac a jezeli chodzi o wczesniejszy komentaż to tacy ludzie którzy niemają swoich spraw tylko interesuja sie innymi niech sie zajma soba i bedzie najlepiej a wyzucenie ze szkoły niczego niezmieni tylko pogorszy dlatego przez takich ludzi jak pani derektor morzna popasc w dół i brac dalej........................
Orange (niezweryfikowany)

Ale mają konfidentki w szkole poszły do dyrektora i je sprzedały. Pieprzeni konfidenci h.. im do tego co one robią nawet mogą sobie w kanał napierdalac a one sie nie powinny wpierdalać ,a te kurwy chciały sie przypucować dyrektorowi kosztem jakiś dwóch dziewczyn tak właśnie rosną przyszłe społeczniary.
kobieta_fatalnaa (niezweryfikowany)

ciekawe czy te panienki co sprzedaly wpierdol pozadny chociaz dostaly??? ja to bym zabila!!! "jebac tych ktorzy musza wiedziec wszystko " -Malolat.
Zajawki z NeuroGroove
  • Szałwia Wieszcza

Time: 25 grudnia, popołudnie ok 15.

Experience: mj, #, dxm, efedryna.

Set & setting: positive, oddech po świętach. Palimy z kolegą, mój trzeci raz z SD. Wydanie luksusowe:

bongo i mix z wybornym # made from Jack Herer prosto z Hagi. Jeśli chodzi o dawnowanie, to niestety nie

jestem w stanie precyzyjnie stwierdzić jaka gramatura się zdematerializowała. Zapakowaliśmy 2 pełne

cybuchy, więc myślę, że mogło przejść ok 1,5 - 2g.


  • Powój hawajski


Chciałbym opisać tutaj moją pierwszą, niezwykle udaną randke z powojem hawajskim. Miało to miejsce stosunkowo niedawno, weekend ze znajomymi w przytulnym pensjonacie w Zakopcu. Cała akcja była bardzo spontaniczna i nieprzemyślana a nasiona dotarły do mnie dzień przed wyjazdem. Przygotowywałem się na bóle brzucha i niechęć nasion do mnie, ale one przyjęły mnie bardzo ciepło, nawet nie wiedziałem kiedy dokładnie weszły, nie chciały czekać - była to prawdziwa kolacja ze sniadaniem bez żadnych hamulców...


  • LSD-25
  • Użycie medyczne

W sumie na żywioł, noc, pokój i podwórko

Tytułem wstępu:

Nie mam pewności czy zażyta przeze mnie substancja to LSD-25, ponieważ przebieg tripu był nietypowy.

Był to drugi znaczek zakupiony od tego samego dostawcy z marketu na TORze. Za pierwszym razem miesiąc wcześniej nie zadziałało w ogóle.

Celem zażycia była terapia szokowa - pobudzenie niedziałających prawidłowo obszarów mózgu - oraz w miarę możliwości osiagnięcie tych wszystkich rzeczy, które zabrała mi choroba.

DMT

  • Ayahuasca
  • DMT
  • Tripraport

Zamieszczony tekst pochodzi od znajomego, jest długi, ale może Was zainteresować, całe info w samym tekście.

 

Zdecydowałem się - z przyczyn, których nie czuję potrzeby tutaj wyjawiać - zataić dokładne nazwy przyjętych przeze mnie substancji; jednak były to analogi składników ayahuaski.

Relacja jest dość chaotyczna, jednak wychodzę z założenia, że ma ona mieć cel dokumentalny - podarowałem sobie wysiłki w kierunku języka literackiego.