„Nie ma granic między mózgiem, a kosmosem”
Zawsze miałam tego świadomość, ale dopiero po ostatniej podróży w pełni tego doświadczyłam.
Zamiast palić lub przyjmować w postaci oleistej, chorzy którym przepisano marihuanę, mogą ją wdychać w postaci aerozolu - informuje "New Scientist".
Kontrowersyjny pomysł podawania preparatów z konopi indyjskich chorym doczekał się legalizacji między innymi w Kanadzie. Jednak problemem pozostaje droga podania. Palenie jointów jest jeszcze bardziej szkodliwe dla płuc niż papierosy, a preparat w postaci oleistej - nazbyt lepki dla zwykłego inhalatora.
Zaproponowany przez brytyjską firmę AEA Technology proces umożliwia uzyskanie aerozolu o odpowiednich właściwościach.
Podgrzana do temperatury 850 stopni Celsjusza sól kuchenna paruje. W strumieniu powietrza z oparów soli tworzą się drobinki o średnicy około 500 nanometrów. Zmieszane z oparami olejku z konopi, po ochłodzeniu, tworzą cząstki o średnicy mikrometra, które można stosować w inhalatorze.
lekka desperacja i tęsknota za przeżyciami po ketaminie, niepewność co do miejsca w jakim przyjdzie mi ostatecznie tripować.
„Nie ma granic między mózgiem, a kosmosem”
Zawsze miałam tego świadomość, ale dopiero po ostatniej podróży w pełni tego doświadczyłam.
Jestem ... czy mnie nie ma... czekam.... obserwuje.... napalam sie....te ciala... te podrygjqce piersi.. czekam na goscia... leb mi peka od tematow wybuchajqcych mi w glowie... a moze od porannego tematu..juz 13a co sie ze mnq dzieje cholera.... nie wiem....
Patrz właściwy opis.
Opis pierwszego doświadczenia po grzybach halucynogennych (łysiczkach lancetowatych) w ilości 35 suszonych + taka sama dawka po dwóch godzinach. Całe doświadczenie trwało około cztery godziny. Pomijając szałwię wieszczą, było to moje pierwsze doświadczenie z psychodelikami. Opis dość rozwlekły i szczegółowy: pierwotnie pisany jako list do znajomego. Myślę jednak, że nie nudny. Zapraszam.
Letnie popołudnie, wolny, wakacyjny dzień, świetny nastrój i bliscy mi ludzie. Spore podniecenie, optymizm i radość na myśl o upragnionym tripie. Nasze cztery ściany, znajome osiedle i miasto, wszystko w stu procentach pozytywnie.
Podobno ciężko teraz znaleźć podobiznę Hofmanna na rowerku, ale po kilku miesiącach prób spontanicznie wyszło w końcu na nasze. Nasi nowi znajomi akurat wyszli z inicjatywą po tym, jak wspomniałem o naszych próbach znalezienia czegoś ciekawego daleko poza szarą strefą, no i tak oto staliśmy się posiadaczami dwóch listków - dokładnie z tego słynnego blottera.
Komentarze