WEKTOR ALE
Niewykluczone, że już w przyszłym roku większość holenderskich coffee shopów będzie musiało zwinąć się z rynku. Wszystko za sprawą niewinnego z pozoru zarządzenia.
O tym, że coffee shopy - magnes dla turystów - mogą paść ofiarą antytytoniowej legislacji, poinformowały holenderskie media. Nowe prawo antytytoniowe, które wejdzie w życie 1 stycznia 2004 r. zobowiązuje pracodawcę, by zapewnił swym pracownikom przestrzeń wolną od dymu papierosowego (lub marihuanowego). A coffee shopy - wbrew nazwie - nie żyją bynajmniej z serwowanie kawy i ciastek tylko ze sprzedaży miękkich narkotyków, w tym głównie marihuany.
Trudność nie wynika ona tylko z prostego faktu, że tam gdzie się pali jest pełno dymu. Coffee shopy zajmują z reguły maleńkie lokale w starych kamieniczkach w centrum miast i trudno wygospodarować w nich przestrzeń "wolną od dymu".
- Równie dobrze możemy zamknąć interes - tak na łamach dziennika "Trouw" skomentował antytytoniowy przepis Dick Langereis, właściciel jednego z kilkuset sprzedających marihuanę kafejek w Amsterdamie.
Holenderskie ministerstwo zdrowia zaprzecza jakoby przepis wymierzony był w biznes coffeshopowy. Właściciele kafejek nie wierzą jednak w zapewnienia rzecznika resortu Bosa Kvika. Teoretycznie coffee shopy będą mogły dalej sprzedawać drobne ilości "trawy" tyle że klienci będą zmuszeni wypalić na zewnątrz - czyli w najlepszym wypadku przed wejściem. Tym samym mogą się narazić na nieprzyjemności ze strony policji. Co więcej kafejki oferujące marihuanę żyją głównie z tego, że turyści przyjeżdżając po to, by wypalić sobie "skręta" przy okazji zjadają drobne posiłki czy zamawiają ciepłe bądź zimne napoje.
Sytuacja coffee shopów jest o tyle trudna, że raczej nie będzie obowiązywał ich okres przejściowy - dodatkowy rok na wprowadzenie antytytoniowych przepisów, który rząd podarował zwykłym restauracjom i barom. Była to najpewniej reakcja na alarm ze strony holenderskiego stowarzyszeni restauratorów, zdaniem których wprowadzenie nowych regulacji stawia pod znakiem zapytania przyszłość sektora dającego pracę 50 tys. ludzi i generującemu obroty rzędu 1,3 mld euro rocznie! W przypadku samych coffee shopów skala jest dużo niższa. W całej Holandii jest ich nieco ponad tysiąc, a ich roczne obroty szacuje się na 300 mln dol.
Luzik i czilerka, sobotni wieczór i spontaniczny telefon od znajomego, czy może nie chce się kopnąć na granie na instrumentach/posiedzenie przy muzyce.
Siemano!
Chciałbym się ze wszystkimi zainteresowanymi podzielić moimi przemyśleniami na temat słynnej "emki" - z perspektywy 3 lat po pierwszym i 2 lat po ostatnim razie z tym specyfikiem. Chciałbym nadmienić, iż może to przypominać strumień świadomości - czasami może być chaotycznie, ale to dlatego, że idzie "prosto z serca".
Dotknij mnie, a ja...
WzlecÄ? ponad TobÄ? tÄ?czÄ?!
WeĹş wszystko co chcesz...
Niech wiruje Ĺ?wiat kolorami Twoich dĹşwiÄ?kĂłw!
Dotknij mnie, a ja...
CieĹźko jest ocenic kiedy sie coĹ? zarzucaĹ?o, gdy sie rzadko i nieregularnie coĹ? zarzuca. Nie moĹźna obliczyc sobie, Ĺźe w tamtym tygodni wrzucaĹ?em to, wczesniej to wiec tamto braĹ?em 3 tygodnie wczeĹ?niej.
Nastawienie pozytywne. Po towar do rodzinnego miasta - łącznie 2h drogi. Trochę się jednak cykam i źle mi z myślą, że złamałem kolejną granice jaką sobie ustawiłem - nie tykać RC. Feta to miał być mój ten "najgorszy" drug z mojej listy używek. I miałem zostać przy "tradycyjnych" i aptecznych okazjonalnie.
Często zarzucając fetę wieczorem, bo clearhead świetnie mi się sprawdza w pracy naszła mnie ochota na białe. Właściwie moją drugą połówkę. On jest strasznie podatny na uzależnienia więc muszę trzymać rękę na pulsie. No, ale jak już mu zmotam to jak tu nie skorzystać? Ale moje obydwa źródła przez dwa dni puste. Po przetrzepaniu forum i biciu się z myślami porzuciłem moje postanowienie o nie tykaniu substytutów tradycyjnych dragów i bum - mam RC. Czyli sięgamy coraz głębiej. Nie dobrze.
Komentarze