Po co kotom kocimiętka?

Jak powszechnie wiadomo, kotom zdarza się wpadać w stan, nazwijmy to, ogromnej euforii, gdy znajdą się w pobliżu tej rośliny. Profesor Masao Miyazaki z japońskiego Uniwersytetu Iwate dowiódł jednak, że sierściuchy kochają kocimiętkę również z innego powodu.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

whatnext.pl

Komentarz [H]yperreala: 
Tekst stanowi przedruk z podanego źródła. Pozdrawiamy!

Odsłony

307

Jak powszechnie wiadomo, nasze futrzaki są fanami kocimiętki. W efekcie kotom zdarza się wpadać w stan, nazwijmy to, ogromnej euforii, gdy znajdą się w pobliżu tej rośliny.

Profesor Masao Miyazaki z japońskiego Uniwersytetu Iwate dowiódł jednak, że sierściuchy kochają kocimiętkę również z innego powodu. Zespół badawczy doszedł do takich wniosków, analizując skład chemiczny substancji wytwarzanych przez inną roślinę – Actinidia polygama.

Miyazaki i jego współpracownicy w ramach eksperymentu wykorzystali papierowe filtry nasączone związkami uzyskanymi za sprawą Actinidia polygama. Następnie wystawili na ich działanie zarówno domowe koty, jak i dzikie, m.in. rysie, jaguary i lamparty. Wszystkie zwierzęta chętnie ocierały się o filtry, co przełożyło się na wzrost ilości endorfin w ich krwi.

Kolejnym krokiem w badaniach było sprawdzenie hipotezy zakładającej, że nepetalakton, znajdujący się w olejkach eterycznych kocimiętki, ma właściwości odstraszające komary i właśnie dlatego koty z niego korzystają.

Eksperymenty, prowadzone zarówno w laboratorium jak i poza nim, potwierdziły te rewelacje. Insekty w znacznie mniejszym stopniu „interesowały” się kotami, które miały kontakt z substancjami produkowanymi przez kocimiętkę.

Oceń treść:

Average: 5.7 (3 votes)
Zajawki z NeuroGroove
  • Katastrofa
  • Mieszanki "ziołowe"
  • Odrzucone TR

Niedzielne mroźne popołudnie, końcówka lutego. Nastawienie bardzo pozytywne, miejsce około kilometra od domu, w pobliżu zagajnika. Byłem wtedy razem z kumplem.

Prolog

  • Pierwszy raz
  • Powoje
  • Wilec trójbarwny

Pierwszy kontakt z psychodelikiem (oprócz zioła 2 razy), mimo wiedzy, że mogę dostać bad tripa w ogóle się nie bałem. Byłem podekscytowany nowym doświadczeniem. Ziomków, z którymi wtedy widziałem się 2 raz w życiu, oprócz przyjaciela, którego dobrze znałem. Pierwszy raz u kolegi i w jego mieście, Siemianowicach Śląskich. Kompletnie o siebie nie zadbałem, a bad tripa nie dostałem pewnie przez to, że miałem w to wyjebane.

To był mój pierwszy kontakt z psychodelikiem. Zrobiłem ekstrakt wodny z 16g nasion, nie miałem czym tego zmielić, a musiałem spieszyć się na pociąg, więc wrzuciłem całe nasiona do słoika i zalałem 0,5l wody na 4 godziny, do jego urodzin. To było 2 lata temu, więc nie pamiętam kiedy zaczęło działać.

  • Dekstrometorfan
  • Marihuana
  • Pierwszy raz

Własny dom, późny wieczór, piwko, blancik, kumple, odpoczynek po męczącym dniu przy malowaniu drzwi i framug w domu. Chill

Na wstępie napiszę tylko, że pierwotnie nie chciałem pisać z tego TRu. Jednak z perspektywy czasu uznałem, że jest to dość wartościowe przeżycie i powinienem podzielić się nim z innymi, jednak po dwóch miesiącach, nie pamiętam już wszystkiego tak dobrze jak zaraz po przeżyciu, stąd TR nie będzie tak barwny i dokładny jak te pisane zaraz po czy też w trakcie.
Jak już napisałem, S&S przyjazny, towarzystwo doborowe, człowiek zmęczony, nie myśli już o niczym innym niż tylko o zimnym browarze i typowym MJ-owym posmaku w ryjku.