17.40 Rozpoczęcie. Wsypuję 78 mg po język. Słucham muzyki. Próbuję się wyciszyć.
Mężczyźni podejrzani o prowadzenie hurtowej sprzedaży dopalaczy po dwóch latach wychodzą na wolność. Wszystko przez przedłużające się śledztwo. Wciąż nie wiadomo, czy i kiedy uda się ich postawić przed sądem.
Mężczyźni podejrzani o prowadzenie hurtowej sprzedaży dopalaczy po dwóch latach wychodzą na wolność. Wszystko przez przedłużające się śledztwo. Wciąż nie wiadomo, czy i kiedy uda się ich postawić przed sądem.
Chodzi o trzech mężczyzn zatrzymanych w kwietniu 2018 r. przy ul. Kryształowej w Lublinie. Sebastian P. i jego dwaj koledzy urządzili w wynajmowanym mieszkaniu prawdziwą „hurtownię” dopalaczy. Na ich trop wpadli policjanci z lubelskiej komendy miejskiej. Zatrzymali handlarzy na gorącym uczynku, kiedy szykowali kolejne porcje towaru do wysyłki. W mieszkaniu odnaleziono ponad 25 kg dopalaczy, w tym blisko 2500 tabletek ekstazy oraz ponad 150 g marihuany. Były tam również młynki i wagi laboratoryjne, foliowe woreczki i dziesiątki kopert z dopalaczami, gotowych do wysłania. Policjanci zabezpieczyli również ok. 2 tys. dowodów nadania przesyłek.
Sebastian P., Michał N. i Adam Ż. trafili do aresztu. Mimo zebranych dowodów do dziś nie usłyszeli wyroku. O tej niepokojącej sytuacji zawiadomił nas w liście pracownik jednego z ośrodków profilaktyki i walki z dopalaczami.
– Dotarła na do nas informacja, że Michał N. wyszedł już na wolność. Pozostali również mają opuścić areszt. Wszystko przez przedłużające się śledztwo – napisał Czytelnik. – Opieszałość prokuratury niweczy wysiłki policji i nasze. Zależy nam na tym, by zostało zrobione co możliwe, by sprawcy tych przestępstw nie pozostawali na wolności i zostali ukarani.
Jak ustaliliśmy, Michał N. i jego koledzy byli tymczasowo aresztowani przez ponad dwa lata. Areszt, jako najsurowszy środek zapobiegawczy, nie może być jednak stosowany bez końca. Sąd dał więc podejrzanym możliwość wyjścia za kaucją.
– Pomimo wniosków prokuratury, sąd zgodził się na warunkowy areszt. Dwóch podejrzanych po wpłaceniu poręczeń majątkowych wyszło na wolność. Trzeci nadal jest pozbawiony wolności, ponieważ odbywa karę orzeczoną wcześniej w innej sprawie – wyjaśnia Agnieszka Kępka, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie.
- Dlaczego przez ponad dwa lata śledczy nie postawili nikogo z podejrzanych przed sądem? – pytamy.
– W sprawie należy przesłuchać bardzo wielu świadków. Czynności cały czas trwają – zapewnia prokurator Kępka.
Prokuratura nie informuje jednocześnie, kiedy można się spodziewać zakończenia śledztwa. Podejrzani raczej szybko nie wrócą więc za kratki.
– Dla podejrzanych, którzy wychodzą na wolność, stanowi to idealne warunki do prowadzenia dalszego procederu, czyli handlu dopalaczami i środkami psychoaktywnymi – dodaje nasz Czytelnik. – Przecież po wyjściu na wolność handel będzie kwitł w najlepsze, przyczyniając się do kolejnych zatruć czy zgonów, zwłaszcza wśród nieświadomej młodzieży – zaznacza.
W przypadku wprowadzenia do obrotu znacznej ilości dopalaczy, sprawcy grozi nawet do 12 lat więzienia.
Dwuosobowy pokój w studenckim mieszkaniu, wynajmowany wraz z kolegą. Samopoczucie dobre, lekkie zmęczenie spowodowane kacem.
17.40 Rozpoczęcie. Wsypuję 78 mg po język. Słucham muzyki. Próbuję się wyciszyć.
To było drugie spożycie grzybów w moim życiu. Pierwszy raz to było
kilka sztuk, od których miałem niesamowita chichrę. Pokrótce może
napiszę o tej pierwszej fazie. We wrześniu 1998 r. po raz pierwszy z
Uadrolem wybraliśmy się na grzyby. Zebraliśmy kilkanaście sztuk na
próbę. Zapodałem je sobie i oczekiwaliśmy na efekty. Nie miałem
oczywiście żadnych halunów po tej niewielkiej ilości, ale tzw.
chichrę. I to dopadła mnie u Uadrola. Śmiałem się non-stop. Uadrol
"Na początku należałoby się zastanowić dlaczego palę. Co sprawia, że czasem z wysiłkiem zdobywam paczkę papierosów bo akurat kiosk zamykają, albo ubieram się po uszy, aby wyjść podczas godzin pracy poza „zakazany” teren i mimo chłodu i padającego deszczu ze śniegiem jestem w stanie marznąć, aby tylko można było puścić dymka. Jest wiele sytuacji, w których niejednokrotnie z czegoś rezygnujemy, ale nie dotyczy to palenia. A może warto przypomnieć sobie kiedy był ten pierwszy raz.
Zły humor po kłótni w domu. Dom kolegi. Kompletny brak oczekiwań, po prostu chciałem sobie ulżyć.
Historia ta miała miejsce we wrześniu tego roku. Szedłem właśnie do kolegi z siatką browarów. Byłem właśnie po dosyć nieprzyjemnej kłótni w domu, chciałem odreagować. Ziomek powiedział mi, że ma palenie. "Zajebiście!" — pomyślałem. Zrozumiałem to, będąc zatwardziałym marihuanistą, jako zaproszenie do konsumpcji marihuany. Jednakże, gdy byłem już na miejscu, okazało się, że byłem w błędzie.
Wchodzę do pokoju, rozstawiam browary na stole. Zdziwiłem się trochę tym, że w ogóle nie czuć zielska wewnątrz. Byłem jednak zbyt zdesperowany i ogólnie podkurwiony, by się tym przejmować.