Narkotyki z tabletek na katar, dostępnych bez recepty w każdej aptece. Tropy prowadzą do polityki

Dziennikarze portalu GazetaWroclawska.pl i Superwizjera TVN ujawniają kulisy międzynarodowego narkotykowego biznesu na wielką skalę.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Gazeta Wrocławska
Marcin Rybak/ Marcin Wójcik/ Superwizjer TVN

Komentarz [H]yperreala: 
Tekst stanowi przedruk z podanego źródła.

Odsłony

2074

Popularne leki na przeziębienie były wyprowadzane wbrew prawu z aptek albo hurtowni farmaceutycznych, przemycane do Czech, a tam przerabiane na bardzo groźny narkotyk – metamfetaminę. Przemytnicze szlaki prowadzą przez Dolny Śląsk. Tu w przemyt, handel i produkcję metamfetaminy zaangażowani są przestępcy, nieuczciwi policjanci. Tropy prowadzą nawet do świata lokalnej polityki.

Dziennikarze portalu GazetaWroclawska.pl i Superwizjera TVN ujawniają kulisy międzynarodowego narkotykowego biznesu na wielką skalę.

Kwiecień 2019 Bogatynia. W salonie gier na automatach hazardowych ginie młody mężczyzna pchnięty nożem. O co poszło? - O nic – opowiada jeden ze świadków zdarzenia. Sprawca był pod wpływem narkotyków. W tym metamfetaminy, czyli „piko”, jak mawiają w półświatku. Właśnie Bogatynia i okolice to teren, w którym „piko” jest powszechnie znane i używane. Tu często dochodzi do przestępstw, które popełniają ludzie zniszczeni przez ten narkotyk.

- To jest uczucie 120 razy silniejsze od orgazmu – mówi terapeuta od uzależnień o tym, jak metamfetamina działa na organizm człowieka. - Potężny przypływ mocy, energii, czułam się jak Bóg - tak narkomanka lecząca się z uzależnienia opowiada o swoim pierwszym kontakcie z „piko”. - Mogłam wszystko, nie bałam się niczego – dodaje. Błyskawicznie przychodzi uzależnienie. - Jak nie wzięłam, to nie mogłam żyć. Zaczęłam kraść, napadać, żebym tylko miała na ten narkotyk.

Paweł [imię zmienione – M.R.] to znany wrocławski gangster. Wiele lat temu pisaliśmy o jego zaangażowaniu w przemyt leków wykorzystywanych do produkcji narkotyków. Spotkanie po latach. Bardzo się postarzał, źle wygląda. Ręce trzęsą mu się tak, że ma kłopot z odebraniem albo odrzuceniem połączenia, kiedy dzwoni jego telefon komórkowy.

- To jest wożone do Czech, bo to jest czeski wynalazek – opowiada nam. - Tam zajmują się tym przeważnie Wietnamczycy. Lekarstwa brało się z apteki. Najlepiej jak miało się swojego aptekarza. Dostawał dwa złote „górki” od hurtowej ceny leku. Potem woziłem towar do Zgorzelca i tam zostawiałem. Dobrze płacili. Z jednego kursu można było mieć koło 15 – 20 tysięcy złotych. Zrobiłem około dziesięciu takich kursów. Jeden kurs, to jakieś 5 tysięcy opakowań z lekarstwami.

Ale to działo się kilka lat temu. Teraz – przynajmniej teoretycznie – taka akcja nie byłaby możliwa. Wprowadzono ograniczenia. Pacjent, który przyjdzie do apteki kupić coś na przeziębienie, nie kupi więcej niż jedno opakowanie leku z pseudoefedryną. W takim opakowaniu łącznie nie może być więcej niż 720 mikrogramów tej substancji. Złamanie tych przepisów grozi surowymi sankcjami. Nawet utratą prawa do prowadzenia apteki.

Sierpień 2019. Duży opuszczony dom w Czechach, tuż za granicą z Polską. Najbliższą miejscowością po naszej stronie jest Lubawka. Tu dziennikarska ekipa trafiła na 212 pustych opakowań po leku z pseudoefedryną. Produkt firmy farmaceutycznej z centralnej Polski. To w takich miejscach, jak ten dom, przestępcy „pestkują” towar. Tabletki trzeba powyciągać z metalowych blistrów, przesypać do woreczka i ukryć gdzieś w samochodzie. Same tabletki zajmują mniej miejsca. Patrole czeskiej służby celnej cały czas polują na Polaków przewożących leki z pseudoefedryną do ich kraju. Dla nich to wielki problem. Bo z tych tabletek w czeskich tajnych laboratoriach powstanie narkotyk. Potem wróci do Polski albo rozesłany będzie do różnych krajów Europy a nawet dalej. Czeskie „piko" z polskich lekarstw trafia nawet do Japonii. Jeden gram polsko – czeskiego narkotyku kosztuje od 100 do 400 złotych w różnych krajach Europy. W Japonii jego cena dochodzi nawet do 3200 zł za gram.

Znalezione przez dziennikarzy puste pudełka zawierały 123 gramy pseudoeferdyny. Z naszych wyliczeń wynika, że wyprodukowano z tego narkotyk wart 30 tysięcy złotych. Z pewnością te lekarstwa ktoś nielegalnie kupił w aptece albo hurtowni. Na pewno przestępcy nie krążyli od apteki do apteki i nie kupowali po jednym pudełku. Wskazuje na to choćby analiza numerów serii na pudełkach z domu nad granicą.

Podobnego odkrycia dokonaliśmy w lesie koło Bogatyni: hałda pustych blistrów po tabletkach z pseudoefedryną. To ślad, że również w Polsce produkowany jest narkotyk z lekarstw. W przestępczym slangu przerabianie tabletek na „piko” nazywane jest „gotowaniem ryżu”. Kilka miesięcy temu ujawniono, że w produkcję i handel metamfetaminą zamieszani byli policjanci i byli policjanci z komisariatu w Bogatyni. Niedawno do sądu trafił akt oskarżenia trzech mężczyzn. Wątek metamfetaminy pojawia się też – dowiadujemy się nieoficjalnie - we wrocławskim śledztwie, w którym zarzuty usłyszeli lokalni politycy w tym były burmistrz Bogatyni. Jeden z jego bliskich współpracowników miał usłyszeć zarzuty udziału w produkcji i handlu „piko”.

Zdaniem ekspertów, „gotowanie ryżu” to bardzo zyskowny biznes. Zbigniew Madurowicz, wiceprezes Dolnośląskiej Izby Aptekarskiej mówi o szacunkach fachowców. Zyski ze sprzedaży gotowego „piko” od 100 do 1000 razy przekraczają sumy, które co trzeba „zainwestować” w zakup lekarstw. - Krótko mówiąc, jeśli kupię leki zawierające pseudoefedrynę za 100 złotych, to narkotyk sprzedam za 10 tysięcy albo lepiej – mówi prezes Madurowicz.

Ten tekst jeszcze się nie ukazał, a naszymi ustaleniami już zainteresowało się Centralne Biuro Śledcze Policji. Funkcjonariusze zabezpieczyli zdobyte przez nas dowody narkotykowych przestępstw.

Podczas przesłuchania w CBŚP reporter portalu GazetaWrocławska.pl przekazał policji puste pudełka z domu w Czechach i blistry z lasu pod Bogatynią. Ludzie, którzy je tam zostawili, musieli wiedzieć, że uczestniczą w poważnym przestępstwie. To co oddaliśmy policji jest dowodem, że obowiązujące polskie apteki ograniczenia w ilości leku, który mogą sprzedać, nie przeszkadzają polsko – czeskim narkotykowym kartelom. A utrudniają życie zwykłym ludziom.

Oceń treść:

Average: 9 (5 votes)
Zajawki z NeuroGroove
  • Grzyby halucynogenne
  • Przeżycie mistyczne

Set: Z racji tego, że jestem osobą uzależnioną miałem lekkie obawy przed przyjęciem grzybów, tym bardziej iż uczestniczę aktualnie w terapii uzależnień. Z drugiej strony miałem świadomość tego co robię, jaki wpływ ma na mnie psylocybina i co chcę osiągnąć (zgłębić siebie, nawiązać kontakt z naturą). Nie używałem żadnych innych substancji psychoaktywnych od ponad czterech miesięcy. Z przyjęciem grzybów czekałem na odpowiedni moment w życiu od ich ususzenia, to jest od pół roku. Setting: Z samego początku mieszkanie w bloku. Następnie, gdzie odbyła się większa część podróży - łąki, lasy i góry. To był słoneczny, wiosenny dzień. Cały czas byłem z trzema znajomymi, z tymże jedna z tych osób była mi szczególnie bliska - był to mój przyjaciel.

Wstałem rano z myślą, że to właśnie dziś jest ten dzień. Czekałem na niego pół roku, nie śpieszyło mi się. Wiedziałem, że jeśli chodzi o psylocybinę nie ma się co pośpieszać - w końcu nadejdzie odpowiedni moment.

T -60 do -30 minut
Wypiłem nektar z czarnej porzeczki.

T 0
Zjadłem z przyjacielem po około trzy i pół grama ususzonych cubensisów.

  • Grzyby halucynogenne
  • Przeżycie mistyczne

Plaża, dobry humor.

Zrozumienie życia i stanie się Bóstwem

Będąc na wakacjach nad morzem, wraz z moją dziewczyną Martą planowaliśmy kolejny wspólny trip, dla niej było to drugie takie doświadczenie, jednak dla mnie nie było to coś nowego.

  • Amfetamina


  • Etanol (alkohol)
  • Marihuana
  • Marihuana
  • Retrospekcja

Lipiec, od dawna planowany wyjazd do Amsterdamu. Nastawienie psychiczne baardzo dobre, gdyż udało się zgrać w terminie 21 osób, z których prawie każda dojeżdżała z innej części Europy. Samo powodzenie takiej misji dawało mnóstwo pozytywnej energii. A uliczki, ludzie i coffeshopy tylko wzmocniły efekt ;)

 

Raport spisany na świeżo w formie dziennika-wspomnień, zaraz po powrocie do domu. Jest bardzo szczegółowy, zawiera dużo nieistotnych informacji. Pierwotnie był to opis jedynie tego co sam zapamiętałem. Później uzupełniony w oparciu o relacje innych uczestników wyprawy oraz zdjęcia, dzięki którym odtworzyłem przebieg około 50% sytuacji, których nie pamiętałem.

 

CZWARTEK