Normal
0
21
false
false
false
PL
X-NONE
X-NONE
MicrosoftInternetExplorer4
Felieton Piotra Gajdzińskiego traktujący o wychowywaniu Suwerena w trzeźwosci.
Każda władza – choć obecna artykułuje to szczególnie dobitnie – odczuwa niepowstrzymaną chęć wychowywania narodu, czyli Suwerena.
Jednym z przejawów tej filozofii, zresztą nie najbardziej dotkliwym, jest zmiana przepisów o piciu alkoholu w miejscach publicznych. O ile do tej pory alkohol można było spożywać wszędzie, gdzie nie było to wyraźnie zakazane, o tyle teraz mamy bezwzględny zakaz picia alkoholu poza miejscami do tego wyznaczonymi. Dodatkowo samorządy zostały wyposażone w prawo umożliwiające ograniczenie miejsc, w których alkohol będzie mógł być sprzedawany w godzinach nocnych. Uzasadnienie – w Polsce alkohol „nadmiernie i szkodliwie" pije 3 miliony osób.
Czy ktoś naprawdę wierzy, że ograniczenie miejsc, w których można pić alkohol, spowoduje, że ta bardzo wysoka liczba stopnieje choćby o jednego Suwerena?
Lokalne władze podchodzą do uzyskanych właśnie prerogatyw z dystansem. Na szczęście nie słychać jakoś szczęku kłódek zamykających działające w nocy sklepy. Za to policja, przynajmniej w niektórych miejscowościach, chętnie z nowego bata na obywateli korzysta. Przykładem Łowicz, gdzie – jak donosi lokalny portal informacyjny – już w pierwszy weekend kwietnia ukarano 72 osoby, niektórym aplikując kilkusetzłotowe grzywny.
Władze miast są z reguły bardziej liberalne. Radni kilku miejscowości już stworzyli – albo zamierzają to zrobić w najbliższym czasie – specjalne „alkoholowe strefy" w miejscach, gdzie mieszkańcy chętnie podczas ładnej pogody wypoczywają. W Poznaniu takie strefy powstały między innymi nad Wartą, której brzegi są w ostatnich latach intensywnie zagospodarowywane i stają się ulubionym miejscem weekendowego „ładowania akumulatorów". Cóż złego w tym, że młodzi (lub „dawniej młodzi") ludzie rozpalą grilla lub poleżą sobie na kocu, racząc się piwem lub schłodzonym prosecco, przy okazji ciesząc oczy widokiem katedralnych wież, ceglanym kominem dawnej gazowni lub kamienic na pobliskiej Śródce? Cóż złego w tym, że piwo lub wino zostanie wypite na warszawskich Bulwarach Wiślanych?
Nic, i widać, że samorządowcy podzielają tę opinię. W ślad za Poznaniem i Warszawą idzie Opole, choć opornie, bo dotychczasowe próby zwolenników picia pod chmurką zakończyły się klęską. Ale do Rady Miasta wpłynął już kolejny wniosek. Jest nadzieja, że wkrótce piwo będzie można też wypić nad brzegami płynącej przez Gliwice Kłodnicy.
Oczywiście nie wszędzie radni będą tak liberalni. Lokalni politycy mają nie mniejszą skłonność do wychowywania obywateli niż ci z Wiejskiej i Nowogrodzkiej. Też próbują udawać, że nie wiedzą, iż droga na skróty (represje) z reguły prowadzi na manowce. Dla mieszkańców tych miast mam radę. Kilka lat temu Leszek Miller, w latach 80. wysoki funkcjonariusz aparatu PZPR, opowiadał mi, jak w okresie obrzydzania narodowi alkoholu przez Wojciecha Jaruzelskiego, zaprzysięgłego abstynenta, po jakimś odbywającym się w Poznaniu partyjnym konwentyklu strudzonym towarzyszom podano na obiad golonkę. Radość zniknęła, gdy okazało się, że mają tę smakowitą goloneczkę popijać colą. Może zbyt ortodoksyjnych radnych poddać tego rodzaju torturze?
Choć wiadomo, że władza, wychowując Suwerena, sama potrafi korzystać z uciech tego świata. Gdy Michaił Gorbaczow wprowadził w Związku Sowieckim tzw. suchy zakon, alkohol, dotąd wszechobecny, zniknął nawet z sowieckich ambasad. Co więcej, zniknął nawet z przyjęć z okazji leninowskiej rewolty, zastąpiony przez soki oraz wodę. W warszawskiej ambasadzie koniak podawano więc dyskretnie, w porcelanowych czajnikach do herbaty. Kolor się zgadzał, procenty już nie. Świeższe przykłady? Dałoby się znaleźć kilka, przytoczę dwa – pijanego senatora PiS z Podlasia, który akurat 10 kwietnia br. miał we krwi 3 promile alkoholu i wielką chęć do awantury. Równie krewki okazał się pijany radny Sanoka, który spał na ulicy, a później zwyzywał ratowników i w końcu wezwanych przez nich na pomoc policjantów. Miał we krwi blisko 2 promile, za to krzyczał to, co do interweniujących policjantów krzyczą wszyscy pijani członkowie władz wszystkich szczebli i ustrojów: „Ja was wszystkich zwolnię!".
Władza, nim zacznie wychowywać Suwerena, powinna najpierw wychować się sama.
Po zamieszkach w Berlinie w 1953 roku, gdy obywatele NRD wystąpili przeciwko komunistycznej władzy, Bertolt Brecht zauważył, że najprostszym wyjściem byłoby rozwiązanie krnąbrnego narodu i wybranie sobie innego. Trzy dekady później Jerzy Urban, wówczas rzecznik ekipy Jaruzelskiego, radził (uwaga dekomunizatorzy – to była ironia!), aby generał też zmienił krnąbrny polski naród, wybierając sobie spośród „wielkiej rodziny narodów radzieckich" najbardziej spolegliwy. Dedykuję te słowa wszystkim tym, którzy chcą nas wychowywać. Podumajcie nad tym, popijając dobrze schłodzone prosecco gdzieś na nadrzecznych bulwarach, wpatrzeni w wieże miejscowego kościoła.
nastrój bardzo dobry, nastawienie pozytywne, początkowo lekka ekscytacja. miejsce: mieszkanie przyjaciela. dwie "czyste" osoby towarzyszące.
Normal
0
21
false
false
false
PL
X-NONE
X-NONE
MicrosoftInternetExplorer4
Wszystko zaczęło się gdy weszliśmy z kumpelą na serwer dotyczący narkotyków. Było tam pełno fajnych artykułów. Kilka opisów tripów, a przede wszystkim dość spory artykuł o kwasie. Zaczęliśmy wyobrażać sobie jak to by było zarzucić sobie papierka. Słyszeliśmy o nim z opowiadań innych i z kilku sprawozdań znalezionych w necie. Faza kwasowa rysowała się w naszej wyobraźni zupełnie inaczej niż przeżycia po zwykłej, dobrej gandzi. Postanowiliśmy: trzeba będzie spróbować przy najbliższej nadarzającej się okazji. No i okazja nadeszła.
:] 2 Stycznia 2oo4 [:
Nazwa substancji : Extasy (sztuk 2 : D&G, TP (zolte)
Poziom Doświadczenia : Mj, Haszysz, LSD, Ecstasy, Grzybki, Amfetamina, Tussipex
Sposób zażycia : Połknięte
Set & Setting : wynajęta chata, super klimat, świetni ludzie
Zaczynamy :
Popołudniowy, czwartkowy chillout. Jutro tylko dwie informatyki w szkole więc postanowiłem zaszaleć. Miejsce: Miasto (apteka), mieszkanie przyjaciela 'H', mój pokój.
Tak więc szperając od paru dni na neuro o kodeinie postanowiłem w końcu się przełamać i zajrzeć do "aptekowej oferty".
18:30 wkraczam do apteki, rzucam krótkie acz stanowcze "Poproszę Antidol 15, 2 paczki". Kobieta nic nie mówiąc położyła na ladę dwie zgrabne paczuszki szczęścia. Zapłaciłem 14zł, włożyłem paczki do prawej kieszeni dresu oraz opuściłem to kliniczne miejsce.