Przedawkowanie leków – najczęstsza przyczyna zatruć wśród młodych

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

rmf24.pl
Aneta Łuczkowska

Odsłony

606

Rośnie liczba przypadków poważnych zatruć wśród dzieci i młodzieży. W ubiegłym roku na oddział toksykologiczny szpitala w Szczecinie Zdrojach trafiło 370 pacjentów. To o ponad 1/4 więcej niż rok temu. Zatrucia dopalaczami to tylko ułamek. Najtrudniejsze przypadki to zatrucia tym, co trzymamy w domowych apteczkach, a przede wszystkim środkami przeciwbólowymi.

by uświadomić rodzicom i opiekunom, co może być groźne dla życia dzieci, lekarze przygotowali listę substancji, z powodu zażycia których w ciągu ostatnich dwóch lat do Kliniki Pediatrii, Nefrologii, Dializoterapii i Leczenia Ostrych Zatruć w szpitalu w Szczecinie-Zdrojach trafili nieletni pacjenci. Na liście jest ponad setka preparatów. Tylko niewielki procent, to zatrucia wynikające z nieszczęśliwych wypadków. Były przypadki wypicia płynu do kąpieli, rozpuszczalnika czy nawozu do roślin. Ośmioro dzieci potrzebowało pomocy po zatruciu grzybami. Prawie połowa wszystkich przypadków dotyczyła przedawkowania leków. Najczęściej tych najłatwiej dostępnych środków przeciwbólowych.

Muszę zwrócić uwagę na paracetamol, który jest lekiem niesamowicie niebezpiecznym, jeśli jest brany w zbyt dużych dawkach. Jeśli bierzemy go z powodów przeciwbólowych i według wskazań producenta, jest to substancja bardzo bezpieczna. Natomiast jeśli weźmiemy bardzo duże ilości tej substancji, może dojść do ciężkiego uszkodzenia wątroby. Wtedy jedynym ratunkiem jest przeszczep wątroby

- mówi prof. Andrzej Brodkiewicz, szef Kliniki Leczenia Ostrych Zatruć.

Po paracetamol sięgają najczęściej nastolatki, nie zdające sobie sprawy, jakie konsekwencje może mieć taka próba samobójcza.

Nasze pacjentki w większości przyznają, że nie chciały sobie zrobić krzywdy, a jedynie zwrócić uwagę na problem. To takie wołanie o pomoc. Ale to nie powinno polegać na zażyciu czasem ponad 100 tabletek przeciwbólowych

- dodaje profesor Brodkiewicz.

Niespełna 100 przypadków z ubiegłego roku dotyczyło zatrucia narkotykami. Najwięcej w tej grupie to przypadki zaklasyfikowane jako zatrucie marihuaną.

Tacy pacjenci zazwyczaj pili też alkohol, czasem zażywali też inne substancje, w tym leki. Żaden z nich nie trafił w stanie zagrożenia życia, niemniej bardzo daleki jestem od stwierdzenia, że to bezpieczna substancja. Nigdy nie wiemy jak młody organizm zareaguje na przyjęcie, wypalenie tego narkotyku. Może też dojść do zaburzeń świadomości, równowagi, taka osoba może upaść, uderzyć się w głowę, wpaść do rzeki

- mówi lekarz.

Zatrucia alkoholem wśród dzieci i młodzieży utrzymują się na podobnym poziomie. Na oddział w Zdrojach trafia co roku 60-70 osób, głównie nastoletnich chłopców, dla których pierwszy kontakt z alkoholem kończy się wymiotami, nudnościami, zaburzeniami świadomości, a czasem jej utratą. W ostatnich latach szpital nie zanotował rekordowych stanów upojenia, jak przypadek z 2013 roku, gdy do szpitala trafiła dziewczynka ze stężeniem alkoholu przekraczającym 4,5 promila.

Jak uniknąć zatruć? Przede wszystkim trzymać leki poza zasięgiem dzieci. Gdy w domu są maluchy w wieku przedszkolnym, mogą tabletki pomylić z cukierkiem, lub wypić na raz butelkę syropu, który jest słodki i im smakuje. Nie wolno przelewać trujących substancji do butelek po słodkich napojach. Dziecko może przez przypadek wypić coś, co weźmie za colę lub oranżadę.

Był w ubiegłym roku przypadek kilkuletniej dziewczynki, która w ten sposób spożyła rozpuszczalnik. W przypadku nastolatków, o których wiemy, że mają problemy natury psychicznej, leki najlepiej trzymać pod kluczem, nie magazynować ich w domu. Młodzież po tabletki często sięga na drodze impulsu.

Pierwsza pomoc na wypadek zatrucia lekami to wywołanie wymiotów i jak najszybsze wezwanie pomocy medycznej.

Dramatycznie istotna dla nas jest wiedza, co dany pacjent wziął. Więc jeśli widzimy w pobliżu opakowania po lekach, jakieś butelki, z których mogła być ta substancja wypita, bezwzględnie proszę to ze sobą zabrać. To może nam pomóc ustalić przyczynę zatrucia. Jeśli pacjent zjadł jakiś kawałek grzyba, liścia, proszę przywieźć te liście, resztki tego grzyba, żebyśmy jak najszybciej mogli ustalić jaka substancja jest odpowiedzialna za objawy u tego pacjenta. To jest dramatycznie istotne

- dodaje prof. Brodkiewicz.

Oceń treść:

Average: 8.5 (2 votes)
Zajawki z NeuroGroove
  • 4-HO-MET
  • Marihuana
  • Tripraport

Dobry humor, wypoczęty , wszystko w jak najlepszym porządeczku, ładny park, świetna pogoda.

 

Oczekiwana przesyłka z RC przyszła... Pozostało tylko zaplanować dzień i dawkę...
Padło na sobotnie popołudnie . Pogoda dopisała , w pt. podzieliliśmy hometa  po 35 mg i każdy zabrał swoją część. Z uwagi na dopołudniowe zajęcia, postanowiliśmy zjeść osobno w podobnych odstępach czasu. 

(T=0)

Moje 35mg rozeszło się pod językiem ok pół godziny wcześniej niż kumpla.Zostało solidnie zapite sokiem porzeczkowym. Po kilku chwilach poczułem narastające napięcie i lekkie podenerwowanie.

  • Grzyby halucynogenne

Ten wieczor zaczal sie calkiem niewinnie. Siedzialem upalony, saczylem

browarek i pisalem list do kumpla. W trakcie pisania (moze dlatego, ze

niejedno zjedlismy z tym kumplem) wpadl mi do glowy pomysl, coby sie dobrac

do grzybow, ktore czekaly w szufladzie. Mialem paczuszke ok. 100. Rozsypalem

je na teczce obok siebie i zaczalem pogryzac jak chipsy do piwka. Zwykle

jadam


ok. 50 i tak tez chcialem zrobic tym razem. Na skutek rozkosznego i

  • Benzydamina
  • Pierwszy raz

Ławka, dom. Halucynacje, schizy, piękny świat, wyluzowanie, brak zmęczenia.

Godzina ok. 14.50

Odebrałem 4 gramy przetworzonej substancji od znajomego,
wziąłem dodatkowo na wszelki wypadek ze sobą dwóch dodatkowych przyjaciół i zabrałem się do eksperymentowania. (Nazwijmy ich D i M) Usiedliśmy na ławce za blokowiskami, głównie tam gdzie ludzie nie chodzą. Otworzyłem zawiniętą w folię substancje, a następnie przystąpiłem do wysypania wszystkiego na kartkę.

Godzina ok. 15.10

  • Grzyby halucynogenne
  • Przeżycie mistyczne

Szczera chęć przeżycia duchowego oczyszczenia, wkraczająca w nietknięty przez martwą, ludzką rękę fragment pradawnego lasu. Czyż mogło być lepiej? A miało to miejsce, pewnej zagubionej, jakby się wydawało, w granicach czasu i przestrzeni... jedynej świadomej, złotej, polskiej jesieni.

Zawsze, pierwszym problemem nazbyt przewrażliwionego autora, jest rozpoczęcie tekstu w taki sposób, by czytelnik już na samym początku nie drgnął w okrutnym spazmie przedwczesnej krytyki, wciskając gorączkowo przycisk cofania w przeglądarce jedną ręką, drugą zaś, sięgając po swe odłożone zawczasu, konopne pigułki, wytwarzane przez ostatnią hippisowską komunę, gdzieś hen daleko, za nieprzebytymi otchłaniami czasu...