T-15 minut (+ 30 minut od zarzycia poprzedniego Tabsa)
[Na wstępie pragne dodać że koleszcy z którymi wtedy byłem (chodzi o G,D.) Byli na tym samym co ja]
Z mapy Łodzi zniknie wszystkie sześć sklepów, w których handlowano dopalaczami. Dwaj ostatni właściciele nieruchomości, którzy pierwotnie zlekceważyli prośby urzędu miasta i nie zamierzali zrywać umów najmu, ugięli się.
Z mapy Łodzi zniknie wszystkie sześć sklepów, w których handlowano dopalaczami. Dwaj ostatni właściciele nieruchomości, którzy pierwotnie zlekceważyli prośby urzędu miasta i nie zamierzali zrywać umów najmu, ugięli się.
Właśnie dziś do sądu trafić miały dwa pozwy przeciwko kamienicznikom, którzy nie pojawili się na spotkaniu w magistracie w sprawie dopalaczy i nie zamierzali zrywać dotychczasowych umów z handlarzami tzw. materiałami kolekcjonerskimi. Każdego z nich miasto chciało pozwać o milion złotych odszkodowania w ramach tzw. immisji czyli szkodliwego wpływu na sąsiedztwo i obniżania wartości budynków w otoczeniu.
- Na szczęście pozwy nie będą konieczne. Obaj właściciele nieruchomości poszli na ustępstwa – mówi Onetowi Łukasz Goss, który w łódzkim magistracie koordynuje walkę z dopalaczami.
- Pod koniec tygodnia dotarły do nas informacje od obu kamieniczników, że umowy najmu zostały zerwane, potwierdzenie otrzymaliśmy faksem. W tej sytuacji pozwów nie będzie – dodaje Goss. Jak przekonuje strategia miasta polegająca na wywieraniu nacisku na właścicieli nieruchomości okazała się skuteczna.
- Możemy powiedzieć jasno, wszystkie sześć sklepów z dopalaczami znika z mapy Łodzi. To niewątpliwy sukces, a my naszą walkę zamierzamy kontynuować, bez względu na to, że część osób była wobec naszej strategii krytyczna – dodaje przedstawiciel magistratu Łukasz Goss.
Przypomnijmy, łódzka walka z dopalaczami rozpoczęła się gdy urząd miasta zaczął na wszelkie sposoby utrudniać funkcjonowanie sklepów. Najpierw były nieustanne kontrole policji, sanepidu oraz straży miejskiej, później remonty chodników i zakazy ruchu przed sklepami z dopalaczami. Realne skutki przyniosło dopiero postraszenie właścicieli nieruchomości wynajmujących lokale na punkty w których sprzedawane są tzw. materiały kolekcjonerskie wielomilionowymi pozwami.
W najbliższym czasie miasto planuje uderzyć też w samych handlarzy przez działania rzecznika praw konsumentów.
Więc ogólnie dzień był słoneczny, moje nastawienie do świata zewnętrznego też było dobre. Zaczynając, przyszedłem do kolegi nazwijmy go G. (był tam jeszcze jeden - tego nazwiemy D.) Usiadłem w jego salonie, zarzuciłem spongeboba (dla mocniejszego efektu pogryzłem go [ jako iż smak był nie zbyt zachęcający zapiłem to piwem]) po odczekaniu 30 minut zażyłem kolejną pigułe ( w ten sam sposób jak poprzednią, z tym że ta to był własnie owy "smile")
T-15 minut (+ 30 minut od zarzycia poprzedniego Tabsa)
[Na wstępie pragne dodać że koleszcy z którymi wtedy byłem (chodzi o G,D.) Byli na tym samym co ja]
Substancja : Kodeina - po uprzednim spożyciu białego grejpfruta.
Ilość : 150mg o godzinie 16:15 + kolejne 150mg o godzinie 19:07
S&s : Mój dom i okolice.
substancje pomocnicze : piwo, tabaka
Tytułem wstępu, przedstawię pokrótce historię mojej znajomości z kodeiną.
Noc, wystylizowany do podróży pokój, odpowiedni strój, podniecenie i duży niepokój związany z dawką.
No i w końcu do tego doszło, lata czytania neurogroove oraz serwisów pokrewnych wreszcie doprowadziły mnie do mojego własnego trip raportu.
Miał to być mój 4 raz z tryptaminami, a drugi raz z 4-ho-met i stwierdziłem, że dalsze bawienie się w próbowanie dawek traci już sens, jeśli rzeczywiście chcę zacząć DOŚWIADCZAĆ, a nie ślizgać się po powierzchni doświadczenia. Można powiedzieć, że byłem gotów na wszystko, od totalnej euforii, do najgłębszego badtripa (którego oczywiście prorok mi nie poskąpił, hehe).