Napisał Bohdan Filipowski, były profesor filozofii ezoterycznej
Dla osób, których pragnienie i potrzeba zjedzenia ciastka czy batonika jest równie silne, co pociąg do heroiny u narkomana od niej uzależnionego, naukowcy mają dobre wieści. Jest szansa, że uzależnienie od cukru pokonasz przy okazji rzucania palenia papierosów.
Dla osób, których pragnienie i potrzeba zjedzenia ciastka czy batonika jest równie silne, co pociąg do heroiny u narkomana od niej uzależnionego, naukowcy mają dobre wieści. Jest szansa, że uzależnienie od cukru pokonasz przy okazji rzucania palenia papierosów.
Uzależnienie od cukru przestaje być postrzegane jako wymówka łasuchów, a uznane za poważne zagadnienie, nad rozwiązaniem którego pracuje wiele uczonych. Ponieważ problem nie jest błahy - spożywanie nadmiernej ilości jedzenie, zwłaszcza słodyczy, prowadzi do otyłości której zdrowotne konsekwencje są mnogie, począwszy od cukrzycy i skończywszy na ataku serca - liczne zespoły naukowe pracują nad opracowaniem pomocy w leczeniu i tego uzależnienia.
Przełomowe mogą okazać się ustalenia zespołu z Australijskiego Uniwersytetu Technicznego Queensland, którzy uzależnienie od cukru potraktowali na równi z innymi uzależnieniami. Wskazali, że cukier, podobnie jak nikotyna czy kokaina, oddziałuje na ośrodek nagrody w mózgu, pobudzając go do produkcji i wyrzutów dopaminy.
Uproszczając: gdy raz, świadomie lub podświadomie, połączymy substancję z dobrym samopoczuciem powodowanym dopaminą wyprodukowaną w mózgu jako odpowiedź na zaspokojenie ośrodka nagrody spożywając batonika albo paląc papierosa, jesteśmy już chemicznie uzależnieni. Zwykle obserwuje się wówczas dążenie jednostki do osiągnięcia tzw. błogiego stanu zadowolenia, poprzez przyjmowanie coraz większych jednorazowych dawek substancji, od której się uzależniliśmy.
Na potrzeby badań zespół podawał szczurom laboratoryjnym wareniklinę - organiczny związek chemiczny stosowany do leczenia uzależnienia od nikotyny, który został zarejestrowany przez Komisję Europejską we wrześniu 2006 roku.
Skuteczność warenikliny wynika z jej selektywnego wiązania się z tym, z czym powinna, czyli z neuronalnymi nikotynowymi receptorami cholinergicznymi α4β2 w roli częściowego agonisty (substancji blokującej normalną pracę receptora - przyp. red.). Efektem związania się obu elementów jest osłabienie głodu nikotynowego przy jednoczesnym złagodzeniu objawów abstynencyjnych.
Naukowcy obserwujący gryzonie zaobserwowali, że wskutek przyjmowania środka spożycie sacharozy przez zwierzęta zmalało. Podejrzewają, że to wynik powodowanego lekiem zbilansowania się poziomu dopaminy (tzw. neuroprzekaźników dobrego samopoczucia - przyp. red.), którego konsekwencją jest mniejsza ochota na słodycze.
Zespół zaznaczył jednak, że konieczne są dalsze badania aby określić, czy zniechęcająca szczury do słodkości wareniklina działa tak samo na ludzi. Do momentu, kiedy naukowo jej osłabiający chęć na ciastka, batoniki czy cukierki wpływ nie zostanie jednoznacznie potwierdzony, pozostaje wykazywanie się silną wolą i zwalczanie w sobie pokusy sięgnięcia po kolejnego batonika.
Piątkowy wieczór, wynajmowane mieszkanie, grupa znajomych, zero zmartwień, posiadówa na dużym balkonie pod szaroczarnym, miejskim niebem.
Na pierwszy kontakt z dostarczonym przez pana listonosza mefedronem, nałożyła się wizyta dobrego, starego znajomego z HR i nowego kolegi z hajpowego irca. Spędziliśmy noc na gorączkowych rozmowach na balkonie, nie wychodziliśmy z domu. Wszyscy uczestnicy przyjęcia, w chwili jego rozpoczęcia byli pełnoletni. Podczas imprezowania, jak i pisania niniejszego tekstu nie ucierpiały żadne zwierzęta.
Była gdzies godzina 17.00. Siedziałem sobie w domu, gdy nagle zadzwonił telefon. Był to mój kolega, który powiedział mi, że ma zajebiste zielsko i żebym przyszedł to sobie zjaramy. Nie zastanawiając sie długo wyszedłem z domu i po kilku minutach byłem u niego. Odrazu w drzwiach przyjął mnie z rozpaloną fifką, ledwo zrzuciłem z siebie kurtke, a juz miałem fifke w ustach. Poszedł jeden buch, potem drugi i tak aż do 6, kumpel podbił drugie szkiełko i też wyszło 6 buchów na głowe. Podczas gdy kumpel nabijał jeszcze dupe ja zagadałem z 3 kumplem na gg zeby do nas przyszedł.
Pamiętam mojego pierwszego kwasa - czarny kryształ, na którego namówił mnie J. Bardziej się bałam, niż chciałam rzeczywiście spróbować. Pamiętałam niektóre bad tripy grzybowe, poza tym mam paranoiczno-histeryczną osobowość i bardzo często sama sobie coś wkręcam ;-)
Pojechałam do J. Zjadłam ową magiczną czarną kropeczkę [J.też wziął] i czekam. Niebieskie światełko, muzyczka, dom, `strażnik`J. obok [na wypadek Panicznej Paranoi] - niby komfort, ale czułam się spięta. Nie znałam J. zbyt dobrze, byłam trochę zasznurowana.