Rejowiec: Wychowanek ośrodka w szpitalu po dopalaczach, jego brat zmarł

Jeden z wychowanków Niepublicznego Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego w Rejowcu po zażyciu dopalaczy trafił do szpitala. Jego brata, który wziął to samo w rodzinnym domu, nie udało się uratować.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Dziennik Wschodni
Jacek Barczyński

Odsłony

227

Jeden z wychowanków Niepublicznego Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego w Rejowcu po zażyciu dopalaczy trafił do szpitala. Jego brata, który wziął to samo w rodzinnym domu, nie udało się uratować.

To, że z wychowankiem coś złego się dzieje zauważył wychowawca. Natychmiast zadzwonił po pogotowie. Ratownicy zabrali chłopca do szpitala. W tym czasie wychowawcom udało się nakłonić jego kolegów, aby udostępnili im środek, jaki zażył. Specyfik przekazali policji.

Prawdopodobnie dopalacze do ośrodka w Rejowcu przywiózł z domu sam poszkodowany.

– Kiedy trafił do szpitala powiadomiliśmy jego matkę – opowiada Teresa Tofil, dyrektor NOW. – Wtedy dowiedzieliśmy się, że brat naszego wychowanka po zażyciu podobnych albo takich samych dopalaczy jest w szpitalu w stanie śpiączki. Wkrótce dotarła do nas smutna wiadomość, że w nocy z piątku na sobotę zmarł. Niewykluczone, że gdyby nie szybka reakcja wychowawcy podobnie mógł skończyć również nasz podopieczny – dodaje.

Dyrektor Tofil podkreśla, że Młodzieżowe Ośrodki Wychowawcze to nie poprawczaki. Wychowawcom nie wolno przetrząsać rzeczy wychowanków, ani ich rewidować. Ukrycie przez nich tabletek, czy ampułek nie jest zatem żadnym problemem.

Po świątecznym urlopie w Rejowcu przebywa obecnie 49 podopiecznych. 20 osób decyzją minister oświaty zostało przeniesionych już do innych ośrodków. Ostatnio po kolejnego wychowanka przyjechali przedstawiciele MOW w Lubaczowie. Chłopiec jednak zapowiedział, że dobrowolnie do samochodu nie wsiądzie.

– Aby nie zostać posądzonymi, że wpływamy na wychowanków, wezwaliśmy psychologa z miejscowej Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej – dodaje Tofil. – Był obecny przy rozmowie naszego podopiecznego z pracownikami lubaczowskiego ośrodka. Nie wyobrażam sobie, aby ktoś odważył się zabierać od nas dzieci siłą, na przykład z udziałem policji.

W rejowieckim ośrodku kontrola goni kontrolę. Ostatnio z kontrolą zjawili się strażacy. Jak się okazało, zostali wysłani przez komendanta głównego PSP. W Rejowcu po raz kolejny byli też przedstawiciele kuratorium. W protokole pokontrolnym zarzucili kierownictwu m.in. brak procedur związanych z wyjaśnianiem przypadków przemocy oraz uniemożliwienie przesłuchania wychowanków i wychowawców.

– Udostępniliśmy kontrolerom cały segregator dokumentów związanych z wyjaśnianiem poszczególnych przypadków – mówi dyr. Tofil. – Z ich strony nie było żadnych dodatkowych pytań. Nieco wcześniej z tymi samymi procedurami zapoznał się wizytujący nas sędzia Sądu Rejonowego w Zamościu. Nie miał żadnych zastrzeżeń. A jeśli chodzi o odmowę przesłuchań, to kuratoryjni wizytatorzy nie mieli koniecznego pełnomocnictwa. Ponadto próbowali przesłuchać czwórkę naszych wychowanków bez wymaganej obecności psychologa lub pedagoga. W ciągu godziny mogli otrzymać pełnomocnictwo drogą elektroniczną i przesłuchania byłyby możliwe.

Kurator Teresa Misiuk nie odniosła się wprost do zarzutów, jakie ośrodek wyraził w swoim odwołaniu do postanowień wizytatorów. Zgodziła się natomiast, że wezwanie pogotowia do wychowanka było działaniem prawidłowym.

– Mam ogromne przekonanie, byśmy pozwolili ośrodkowi na przeprowadzenie programu naprawczego. Teraz piłka jest po stronie ośrodka – stwierdza kurator. Na pytanie czy to oznacza, że rejowiecki NMOW uniknie zamknięcia, już jednak nie odpowiedziała.

Przypominamy, że decyzję o zabraniu podopiecznych rejowieckiego ośrodka i nie kierowaniu tam kolejnych dzieci minister podjęła po serii agresywnych zachowań wychowanków. W lutym 15-letni chłopiec został pobity i skopany przez starszych kolegów. Miesiąc później inny 16-latek podczas spaceru zaatakował przechodnia. W ośrodku miało też dochodzić do samookaleczeń, rozbojów, znęcania się ze szczególnym okrucieństwem oraz znieważania.

Oceń treść:

Average: 8.3 (3 votes)

Komentarze

doktor_koziełło

Jednego śmiecia mniej.
Zajawki z NeuroGroove
  • 2C-B
  • Ayahuasca
  • DOB
  • Grzyby halucynogenne
  • LSD-25
  • Marihuana
  • MDMA (Ecstasy)
  • Mieszanki "ziołowe"
  • Mimosa Hostilis
  • Opium
  • Powój hawajski
  • Retrospekcja
  • Ruta stepowa
  • Szałwia Wieszcza

Chcę podzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem psychodelicznym.
Obecnie w Polsce z jednej strony rząd walczy z dystrybucją substancji psychoaktywnych, a z drugiej strony bardzo liczna część społeczeństwa zażywa takie środki lub jest nimi zainteresowana.

Już w wieku 16 lat szukałem kontaktu z psychodelią (urodziłem się w 1968 roku).
Mając 18 lat poznałem środowisko dające swobodny dostęp do Marihuany.
Jeden z kolegów w naturalny sposób uprawiał konopie indyjskie i uzyskiwał tak silny „towar”, że nawet raz należało zaciągać się nim ostrożnie.

  • Gałka muszkatołowa
  • Kofeina
  • Przeżycie mistyczne

Późny piątkowy wieczór, domowe zacisze, niepewność co do oczekiwanych efektów

Na początek trochę o przygotowaniach: 36g mielonej gałki muszkatołowej wyekstrahowano w aparacie Soxhleta przez godzinę przy pomocy 150ml toluenu. Rozpuszczalnik odpędzono a pozostałą oleistą substancję zamrożono w foremce do lodu i spożyto w postaci wosku.

Godzina 17:30
T+0 Połamałem psychodeliczny wosk na kawałki, połknąłem bez gryzienia i popiłem wodą, uważam że jest to nieporównywalnie lepsza droga podania od jedzenia gałkowych trocin.

T+10m Pojawiły się mdłości ale równie szybko ustąpiły.

  • Dekstrometorfan
  • Tripraport

Nastawienie bardzo pozytywne, chęć odbicia się od codziennej rutyny. Mieszkanie puste do wieczora.

Mimo obecnie panującej pogody dzień był dość ładny, mama oświadczyła że wraz z siostrą jedzie do babci więc postanowiłem się nie nudzić i oddałem się pożądaniu.

Kiedy około godziny 13:30 w mieszkaniu zostałem tylko ja i mój mały piesek sięgnąłem do prawej kieszeni swojej kurtki, z której wyciągnąłem dwa opakowania Tussidexu.

  • Ketamina
  • Marihuana
  • Pierwszy raz

Nastawienie na przeżycie mistyczne, ciemny pokój, stan psychiczny pozytywny

Pewnego piątkowego wieczoru siedząc w swoim pokoju postanowiłem poszerzyć swoje horyzonty o przeżycie z ketaminą,

kiedy nadszedł wieczór ok. godziny 21 wysypałem zawartość woreczka z K (ok. 350mg),

1/3 zawartości zagarnąłem i wciągnąłem, a resztę schowałem, odrazu zaznaczę, że czas podczas podróży

przestał dla mnie istnieć więc nie określe go dokładnie.

 

Po 10 minutach od zażycia K zaczęło mnie lekko wgniatać w sofę, na której się rozłożyłem,