Matka: Mój syn zmarł po dopalaczach, ja nie mogę milczeć

"Głos Pomorza" konczy swoją akcję Stop dopalaczom rozmową z Hanną Jurak, matką 19-latka, który zmarł po dopalaczach.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Głos Pomorza

Odsłony

656

Dziś kończymy naszą akcję Stop dopalaczom rozmową z panią Hanną Jurak, mamą 19-letniego Patryka, który zmarł po dopalaczach.

Od tej tragedii minęło niewiele ponad pół roku. Jak do tego doszło?

Mieszkamy w niewielkiej miejscowości Bińcze pod Człuchowem. Patryk był upilnowanym dzieckiem, był pod kontrolą, ale nie trzymaliśmy go pod kloszem. Nie wiedzieliśmy, że wcześniej zdarzyło mu się sięgać po dopalacze. Tego dnia, 3 czerwca wieczorem, wyszliśmy z mężem z domu. Patryk został z młodszym, 14-letnim bratem. Jeszcze godzinę wcześniej, przed tragedią, rozmawiałam z nimi przez telefon. Chłopcy opowiadali, że słuchają w pokoju muzyki.

A gdy wróciliście do domu?

Patryk leżał zwinięty na dywanie. Wcześniej wymiotował. Był nieprzytomny. Reanimowaliśmy go, potem przez godzinę robili to ratownicy z pogotowia. Niestety, nie udało się. Zmarł z powodu ostrej niewydolności krążeniowo-oddechowej.

I znaleźliście przy nim jakiś dopalacz?

Tak, to był susz, który Patryk palił przez lufkę. Częstował nim też brata. Na szczęście młodszemu synowi nic się nie stało. Potem dowiedzieliśmy się, że Patryk wcześniej kilka razy próbował dopalaczy.

Wiecie, czym konkretnie syn się zatruł?

Od początku podejrzewaliśmy, że przyczyną śmierci był dopalacz, jednak dopiero szczegółowe badania laboratoryjne to potwierdziły. W substancji, którą zażył Patryk, była tzw. AB-Chminaca, środek, który był też w popularnym w czasie wakacji dopalaczu Mocarz.

Wcześniej mieliście jakąś wiedzę o dopalaczach?

W naszej małej miejscowości nikt o tym głośno nie mówił, ale okazuje się, że przyjeżdżał tu diler. Młodzież miała i brała dopalacze. Dopiero po śmierci Patryka dopalacze w naszej miejscowości przestały być tematem tabu. Za mało jednak się o tym mówi i robi akcji profilaktycznych. Policja ma ograniczone możliwości, żeby z tym skutecznie walczyć. Trzeba szybko zmienić prawo.

Chce pani rozmawiać o tym problemie. Wśród rodziców to rzadkość.

Ja nie mogę milczeć. Owszem, my przeżyliśmy tragedię, straciliśmy dziecko, ale trzeba o tym mówić, by uchronić innych rodziców i inne dzieci przed dramatem. Może ktoś, kto pozna naszą historię, dzięki temu się opamięta. Dlatego też kibicuję takim akcjom jak ta „Głosu Pomorza”. Zbyt mało wciąż wiemy o dopalaczach, które przecież zabierają życie. Dlatego poprosiłam „Głos” o kilka egzemplarzy komiksu „Mocarz”. To forma, która ma szansę trafić do młodzieży. Pokażę go mojemu młodszemu synowi, zostawię w świetlicy, żeby dzieciaki wiedziały, czym grozi zażywanie tego świństwa. Nam po śmierci syna bardzo pomogły grupy wsparcia i chcemy pomagać innym będącym w podobnej sytuacji. Jeśli ktoś chce o tym porozmawiać, proszę o telefon. Mój numer to 794 370 062.

Państwa młodszy syn też ma problem z dopalaczami?

On próbował dopalacza właśnie wtedy, kiedy poczęstował go nim Patryk. Na szczęście jemu nic się nie stało. Jednak nie może się otrząsnąć po śmierci brata. Jeździmy z nim na terapię do psychologa.

Oceń treść:

Average: 5.3 (4 votes)
Zajawki z NeuroGroove
  • Szałwia Wieszcza

tuż po północy położyłem się spać. jednak nie udało mi się zasnąć i... ciekawość zwyciężyła - spróbuję pierwszy raz w życiu salvii. zapaliłem lampę, przygotowałem sobie walkmana, woreczek z ususzonymi kilkoma liścmi salvii (thx, F.!) oraz lufkę (taką zgiętą do góry). ustawiłem taśmę na utwór green nuns of the revolution - "megallenic cloud" - stary, wykręcony psytrancowy kawałek, którego lubię słuchać zawsze i wszędzie (i w każdym stanie :)). trochę się bałem, bo w sumie ciężko się czułem cały dzień, byłem już na dobre zmęczony no i nie wiedziałem jak salvia na mnie podziała.

  • LSD-25
  • Pozytywne przeżycie

Własny dom, bardzo negatywne nastawienie, po kłótni z rodziną.

Po powrocie z imprezy, i wielkiej kłótni z rodziną stwierdziłam, iż nie ma nic do stracenia. Biorę ten kwas, albo sie zabije. Myślę sobie - zabić mogę się zawsze, zatem najpierw podejmę próbę, pewnie i tak nie zadziała. Wyciągam znaczek, trzymam pod językiem. Był bez smaku i bez zapachu, nadruk w zielono czarne kropki.

T+1h Wykąpałam się, siedziałam w łazience. Oglądam siebie w lustrze, nic.

T+2h Kładę się do łóżka, nie działa. Oszukali mnie i tyle. Idę spać. Połknęłam ten znaczek.

  • Katastrofa
  • Tramadol

Kilka dni u babci, kilkudniowy ciąg na tramalu

A więc tak zacznę od tego że pojechałem do babci gdzieś w drugim tygodniu grudnia 2023 i tekst będę pisał raczej z pamięci, a więc zaczęło się od tego że standardowo po przyjechaniu do dziadków sprawdziłem szafki z lekami i znalazłem kilka blistrow trampka, dziennie dawkowalem ok. 375mg no i po 3 albo 4 dniach takiego ciągu, standardowo zarzuciłem swoją ulubioną dawkę 375mg w samochodzie dziadka po powrocie od cioci, zjadłem, wróciłem do domu wziąłem coś ma kolację i poszedłem do pokoju jeść, i uwaga dalej nic nie pamiętam, obudziłem się w łazience przy mnie mama, babcia i dziadek.

  • Chlorprothiksen
  • Tripraport

Nastawienie: Nic specjalnego, dzień jak codzień. Otoczenie: Początkowo dom póżniej plener.

[Z uwagi na nikłą ilość raportów o tej substancji - przepuszczam. Może kogoś odwiedzie od próbowania]