REKLAMA




Wziąłeś dopalacz, zapłacisz za leczenie? Szpitale mają dość prowadzenia darmowego detoksu

Wiele szpitali na co dzień zmaga się z agresywnymi i nieobliczalnymi pacjentami po tzw. dopalaczach. Niektórych sytuacji nie da się opanować bez pomocy policji. Bywa, że osoby po dopalaczach wracają do szpitala nawet 3-4 razy na dobę i za każdym razem trzeba się nimi zająć tak samo, zrobić pakiet kosztownych badań...

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Rynek Zdrowia
Katarzyna Gubała
Komentarz [H]yperreala: 
Tekst stanowi przedruk z podanego źródła.

Odsłony

243
=

Wiele szpitali na co dzień zmaga się z agresywnymi i nieobliczalnymi pacjentami po tzw. dopalaczach. Niektórych sytuacji nie da się opanować bez pomocy policji. Bywa, że osoby po dopalaczach wracają do szpitala nawet 3-4 razy na dobę i za każdym razem trzeba się nimi zająć tak samo, zrobić pakiet kosztownych badań. Wszystko to bez żadnych konsekwencji finansowych dla zażywających dopalacze.

Do Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 4 w Bytomiu w roku 2016 trafiło 19 osób po zażyciu substancji psychoaktywnych tzw. dopalaczy, a w 2017 r. - 54. Do końca października było to ponad 50 osób.

Bezpieczeństwo personelu medycznego i pacjentów

- U każdego takiego pacjenta wykonać liczne badania laboratoryjne (krew, mocz) i obrazowe (EKG, TK), co generuje ogromne koszty. Jeśli okaże się, że pacjent zażywał narkotyki, próbkę krwi wysyłamy 20 km dalej do Regionalnego Ośrodka Ostrych Zatruć z Oddziałem Toksykologii Klinicznej w Sosnowcu na badanie, które wykaże przyjęte substancje psychotropowe i środki odurzające. W tym czasie stan pacjenta musi być stale monitorowany. Podaje się mu dożylnie płyny, co wspomaga odtrucie. To regularny detoks na koszt państwa - mówi Rynkowi Zdrowia Iwona Wronka, rzecznik bytomskiego szpitala.

Do tego dochodzi kwestia bezpieczeństwa personelu medycznego i innych pacjentów. Ataki, wyzwiska, wrzaski. Wyobraźmy sobie takich pacjentów np. na oddziale neurologicznym obok innych chorych albo w izbie przyjęć szpitala dziecięcego obok chorych kilkulatków. Pacjent po dopalaczach to może być również dwumetrowy 17-latek z wagą 90-100 kilogramów. Często jest agresywny i trzeba stosować wobec niego środki przymusu bezpośredniego.

Jak wskazuje Iwona Wronka, średnia wieku pielęgniarek czy lekarzy na oddziałach zazwyczaj przekracza 50 lat. Nie mają siły, by poradzić sobie z nieobliczalnym pacjentem. - Uważam, że osoby po dopalaczach powinny trafiać do specjalistycznych ośrodków, gdzie personel dysponuje siłą, sprzętem i wiedzą, jak sobie radzić z takimi pacjentami. I powinno to być świadczenie płatne! - podkreśla.

Tak jak w izbie wytrzeźwień

Wskazuje, że w ustawie o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi zawarty jest przepis, w myśl którego osoba pod wpływem alkoholu, która zagraża sobie i innym może trafić do izby wytrzeźwień - ta oczywiście jest płatna.

- Natomiast nie ma w naszym prawie żadnych uregulowań dotyczących postępowania z osobami po zażyciu dopalaczy. Oni po prostu trafiają na SOR-y i szpitalne izby przyjęć, gdzie czeka na nich od ręki pełen pakiet świadczeń, a powinni - wzorem nadużywających alkoholu - płacić za doprowadzenie ich do stanu sprzed zatrucia - uważa Iwona Wronka.

Uważa, że problem sam się nie rozwiąże, dotyczy on większości szpitali w Polsce i najwyższy czas zacząć systemową dyskusję na ten temat. Szpitale same sobie z tym nie poradzą. - Wśród osób zażywających dopalacze są dzieci i młodzież z tzw. dobrych domów, są również osoby wykonujące prestiżowe zawody. Zakładam, że na osoby z tych środowisk pobyt w specjalnym ośrodku, za który musiałby jeszcze zapłacić podziałałby otrzeźwiająco - podsumowuje rzecznik WSS nr 4 w Bytomiu.

Adriana Brzeźniak-Misiuro, dyrektor Szczecińskiego Centrum Profilaktyki Uzależnień, placówki, która prowadzi m.in. Dział Pomocy Osobom Nietrzeźwym - izbę wytrzeźwień - uważa, że opłata za leczenie w przypadku osób uzależnionych od alkoholu, narkotyków czy dopalaczy nie będzie działało ani zastraszająco, ani mobilizująco.

- Potrzebne są systemowe działania, które uświadomią młodym ludziom jak działają np. dopalacze. W szkołach prowadzę warsztaty, gdzie pokazuję młodym ludziom nieraz bardzo drastyczne zdjęcia, jak wygląda i zachowuje się osoba po zażyciu dopalaczy oraz jakie skutki długofalowe dla zdrowia, wyglądu ma zażywanie tych substancji i to do nich przemawia - mówi Rynkowi Zdrowia Adriana Brzeźniak-Misiuro.

Dla kogo właściwie ta kara

Zwraca uwagę, że dopalacze zażywają najczęściej młodzi ludzie - uczący się, nie pracujący, będący na utrzymaniu rodziny.

- To będzie kara finansowa nie dla nich, a dla rodziny. Mama zapłaci ze swojej niewielkiej pensji czy emerytury? Albo w ogóle nie będzie zapłacone. Moim zdaniem skuteczniejsze byłyby np. prace społeczne np. praca w ośrodkach, prace porządkowe itp. Żeby dotykało to bezpośrednio osoby, która zażyła dopalacze, a nie jej rodziny. Dodatkowo obowiązkowe wizyty u terapeutów zajmujących się uzależnieniami i uczestnictwo w grupach wsparcia - podkreśla dyrektor Szczecińskiego Centrum Profilaktyki Uzależnień.

W jej opinii pacjenci po dopalaczach powinni być kierowani nie do zwykłych szpitalnych oddziałów, ale do specjalistycznych placówek zorganizowanych tak jak izby wytrzeźwień.

- Tam pracują osoby przeszkolone m.in. w stosowaniu środków przymusu bezpośredniego, ale również w radzeniu sobie z tym, żeby osoba, która trafia do tego ośrodka sama nie zrobiła sobie krzywdy. Osoby po dopalaczach są agresywne, pobudzone, widzą rzeczy, których nie ma, bronią się przed nimi. Znam przypadki, kiedy matki żalą się: "dlaczego mój syn mnie zaatakował?". Nie rozumieją tego, że osoby po dopalaczach inaczej postrzegają rzeczywistość. I zamiast matki mogą widzieć jakąś inną osobę. Ponadto osoby po dopalaczach mogą stanowić zagrożenie dla innych pacjentów szpitali - wyjaśnia Brzeźniak-Misiuro.

Zaznacza, że w takich wyspecjalizowanych ośrodkach powinna być od razu zapewniona pomoc terapeutyczna, żeby człowiek opuszczający ośrodek nie został pozostawiony sam sobie. - Sprawdza się to w SCPU, gdzie podchodźmy do pacjentów kompleksowo zapewniając oprócz standardowej pomocy, opiekę terapeutyczną, a także pomoc pracownika socjalnego - mówi.

Wskazuje, że pracownicy zajmujący się osobami po dopalaczach powinni mieć szeroką wiedzę na temat tych środków. Powinni wiedzieć jak działają oraz do czego są zdolni ludzie po ich zażyciu. Nie mogą to być przypadkowe szkolenia tylko w cykliczne warsztaty, gdzie wiedza spotyka się z praktyką.

Dlatego jej zdaniem osoby po dopalaczach powinny trafiać albo do specjalistycznych ośrodków, albo w ostateczności personel medyczny SOR-ów, izb przyjęć i oddziałów szpitalnych powinien być specjalnie przeszkolony.

Przyjmujący dopalacze to zróżnicowana grupa

Dr Danuta Kurylak, pediatra, zastępca ds. lecznictwa Wojewódzkiego Szpitala Dziecięcego w Bydgoszczy odnosząc się do ww. pomysłów, zwraca uwagę na różnorodność grupy osób, które zażywają dopalacze.

Według specjalistki należy w tej grupie rozróżnić populacje nieletnich i dorosłych. Zaś w grupie nieletnich: osoby, które regularnie zażywają dopalacze, są uzależnione i wymagają dalszego leczenia w ośrodku uzależnień oraz dzieci i młodzież, które spróbowały dopalaczy incydentalnie.

- Mamy zatrutych dopalaczami pacjentów w wieku 10-14 lat. Najczęściej są to pojedyncze próby zażywania dopalaczy pod wpływem rówieśników. Osoby w tym wieku nie są w stanie do końca ocenić zagrożenia i konsekwencji związanych z dopalaczami. Te incydenty nie są rezultatem zaniedbania w środowisku domowym. Nawet najbardziej troskliwi rodzice nie są w stanie dopilnować dzieci - uważa dr Danuta Kurylak.

Dodaje, że jeżeli jest to sytuacja incydentalna, takie dziecko jest i tak zawstydzone. W tym przypadku obciążanie rodziny kosztami leczenia to zbędne piętnowanie dziecka. W jej opinii czegoś innego można już wymagać od starszych nastolatków i osób dorosłych.

- Oni zdają sobie już sprawę ze skutków przyjmowania substancji psychoaktywnych. Od nich można egzekwować opłatę za leczenie po zatruciu dopalaczami, tym bardziej, że w tej grupie są osoby, które wielokrotnie trafiają do szpitala z tego powodu - mówi Rynkowi Zdrowia wicedyrektor WSD w Bydgoszczy.

To nie jest nowy problem

Odnosząc się do idei osobnych ośrodków dedykowanych pacjentom po zatruciu substancjami psychoaktywnymi, dr Kurylak zwraca uwagę, że zatrucia u dzieci i młodzieży to nie jest nowy temat. Wskazuje, że teraz mamy dopalacze, ale wcześniej były alkohol, narkotyki i inne substancje odurzające.

- Były i są nadal. Powołując do życia specjalne ośrodki, wyłączylibyśmy z opieki osoby po dopalaczach, ale dalej pozostałaby grupa pacjentów, którzy ulegają zatruciu innymi środkami - uważa dr Kurylak.

Wskazuje, że osoba po dopalaczach, która trafiłaby do izby przyjęć czy na SOR musiałaby zostać unieruchomiona, zabezpieczona i przetransportowana do specjalnego ośrodka, który zastosowałby leczenie, jakie może mu zaoferować szpital. Transport i osobne ośrodki generowałyby zatem dodatkowe koszty dla państwa.

Oceń treść:

Brak głosów