REKLAMA




Wziął narkotyki, próbowali go ratować. "Wpadłam tam, wiedziałam że nie żyje"

Miał 19 lat, zdaną maturę i wiele życiowych planów. Na początku sierpnia trafił do szpitala, bo rodzice podejrzewali u niego zatrucie środkami odurzającymi. Badania wykazały w jego organizmie obecność narkotyków, ale lekarz nie zatrzymał go na obserwację. Nastolatek wrócił do domu, gdzie rozegrał się dramat.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

uwaga.tvn.pl

Odsłony

631

Miał 19 lat, zdaną maturę i wiele życiowych planów. Na początku sierpnia trafił do szpitala, bo rodzice podejrzewali u niego zatrucie środkami odurzającymi. Badania wykazały w jego organizmie obecność narkotyków, ale lekarz nie zatrzymał go na obserwację. Nastolatek wrócił do domu, gdzie rozegrał się dramat. O tej sprawie widzowie zaalarmowali nas przez #tematdlauwagi.

Do tragedii doszło w sierpniu. To wtedy matka 19-letniego Karola weszła do jego pokoju i zastała tam syna w niepokojącym stanie.

- Całkowicie nieobecny, w ogóle nie wiedział, co się dookoła niego dzieje. Na początku czekałam, myślałam, że może mu to przejdzie. Okazało się, że sytuacja się nie zmienia - relacjonuje Iwona Puczko, mama Karola. - Oczy dziwne, wpatrzone w jeden punkt i: "co, co". W taki sposób się zachowywał - mówi Sławomir Puczko, ojciec chłopaka.

"Wypadły trzy torebki"

- Niebieski kosz stał pod jego biurkiem. Wysypałem zawartość tego kosza na podłogę, wypadły takie trzy torebki - wspomina pan Sławomir.

Rodzice Karola znaleźli w koszu na śmieci opakowania po dopalaczach, dlatego bez namysłu skontaktowali się z pogotowiem ratunkowym. Po konsultacji z dyspozytorem sami zawieźli syna na szpitalny odział ratunkowy w Białej Podlaskiej.

- Na SOR-ze kompletnie nie wiedział, co się z nim dzieje. Nie odzywał się cały czas - opowiada pani Iwona. A jej mąż dodaje, że pokazali lekarzowi torebki, które znalazł u syna, ale zostało to zlekceważone. - Spojrzał tylko, wzruszył ramionami, odwrócił się i poszedł - mówi pani Iwona. Jak dalej relacjonuje, lekarz zlecił badania i podanie płynów jej synowi.

Badania moczu Karola wykazały obecność śladowych ilości marihuany i ekstazy. Pozostałe wyniki badań nie budziły żadnych podejrzeń o zły stan zdrowia pacjenta, dlatego lekarz wypisał go ze szpitala.

- Próbowaliśmy coś jeszcze powiedzieć, że to się nigdy nie zdarzyło, że wydaje nam się że stan jest poważny, ale on w ogóle nie reagował. Kazał nam go zabierać do domu - mówi pan Sławomir.

"Wiedziałam, że nie żyje"

Karol opuścił SOR po niespełna dwóch godzinach. Po powrocie do domu jego stan nieco się poprawił.

- Staraliśmy się mu wytłumaczyć, że będziemy go wspierać we wszystkim, cokolwiek się nie stanie. On rozpłakał się i jakimś cudem podszedł do mnie, przytulił się i powiedział: "mamo, kocham cię, dziękuję ci za wszystko", podszedł do ojca i mówi: "tato, jak to dobrze, że jesteś". Płakał cały czas, mówił: "jak to dobrze, że ja was mam" - opowiada pani Iwona.

Godziny, o której Karol położył się spać, państwo Puczkowie nie znają. - Na pewno do północy było wszystko w porządku - mówi pan Sławomir.

- Obudziłam się, zastanowiła mnie taka cisza w pokoju. Wpadłam tam i jak spojrzałam na syna, wiedziałam że nie żyje - relacjonuje matka chłopaka.

"Odgrywał takiego twardziela"

Kilka tygodni wcześniej Karol ukończył naukę w jednym z bialskopodlaskich liceów. Według dyrektora szkoły 19-latek niczym szczególnym się nie wyróżniał, natomiast miał problemy, z którymi zwracał się do wychowawcy i pedagoga.

- To były problemy, które pojawiły się w drugim semestrze klasy drugiej. Były związane z chorobą mamy - mówi Stanisław Romanowski, dyrektor IV LO im. Stanisława Staszica w Białej Podlaskiej. Jak wspomina, odbijało się to na psychice ucznia, ale na oceny się nie przełożyło. - Bał się tego, czy mama wyzdrowieje, jak będzie przebiegało leczenie. Przejmował się tym bardzo - twierdzi pedagog szkolna Beata Pawluk.

- Widać było po nim. Był nieswój, taki rozdrażniony czasami - mówi matka chłopaka i dodaje: - Przede mną starał się nie pokazywać tego, że jest mu z tą moją chorobą źle i bardzo ciężko. Odgrywał przede mną takiego twardziela, ale wcale taki nie był.

"Mamy wyrzuty sumienia"

Pani Iwona przyznaje, że wyczuwała czasem zapach marihuany, ale "nie było to często". - Rozmawialiśmy z nim, ale jako człowiekowi dorosłemu co mogliśmy zrobić? - pyta.

A pan Sławomir wspomina, że czasami syn "jakby drżał". - Trzęsły mu się ręce, taki był spięty. Mówił, że się denerwuje, często zwalał to na szkołę, na tę maturę. Niechętnie chodził do tej szkoły - twierdzi.

Innego zdania jest jednak dyrektor placówki. - Karol bardzo chętnie przebywał w szkole. Angażował się w prace koła teatralnego, nie występował, ale pomagał przy sprzęcie technicznym, ustawieniu świateł, nagłośnieniu - opowiada Stanisław Romanowski.

Ojciec chłopaka wspomina, że rozmawiał z synem i zawsze starał się zapewnić mu wszystko, co niezbędne do nauki i pracy. - Tłumaczyłem, że nie pieniądze są najważniejsze, tylko to, co potrafisz robić, jak to zrobisz - mówi pan Sławomir. Przyznaje jednak, że kontakt z synem miał średni. - Sporo pracy poza domem, syn zostawał sam. Na pewno nie było najlepiej wtedy, kiedy żona była w szpitalu - mówi.

Pani Iwona wspomina natomiast, że - jak w każdym domu - zdarzały się kłótnie między nią a mężem i syn mógł to przeżywać.

- Chyba oboje mamy te same wyrzuty sumienia, że mu nie pomogliśmy wtedy, kiedy od nas tej pomocy oczekiwał - mówi kobieta.

"Wielkie nieszczęście, że ten młody człowiek zmarł"

Karol zmarł niespełna 12 godzin po wyjściu ze szpitala. Lekarz, który zajmował się nastolatkiem na SOR-ze, nie zgodził się na rozmowę z nami, tłumacząc to postępowaniem prokuratorskim, które ma wyjaśnić okoliczności śmierci chłopaka. Według ustaleń dyrekcji placówki, lekarz nie popełnił błędu, wypisując Karola ze szpitala.

- To jest wielkie nieszczęście, że ten młody człowiek zmarł - mówi Dariusz Oleński, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Białej Podlaskiej i tłumaczy: - Powołaliśmy zespół lekarzy, którzy analizowali dokumentację medyczną, jaka powstała w momencie przyjmowania tego młodego pacjenta, i jednoznacznie stwierdzili, że wyniki badań, które zostały wykonane, i obraz kliniczny tego pacjenta absolutnie nie wskazywały na to, że powinien tutaj pozostać. Natomiast my nie wiemy, co się stało od momentu, kiedy wyszedł ze szpitala o godzinie 17, do momentu, kiedy zmarł.

Tego, że syn zażył środki odurzające tuż przed położeniem się spać, nie wyklucza matka chłopaka. - W pokoju znaleziono następnego dnia klonazepam [silny lek psychotropowy - red.] i tam w blisterku brakowało dwóch tabletek - wspomina pani Iwona i zaznacza, że nie wiadomo, czy jej syn przyjął lek. - To jest takie moje odczucie, że jeżeli to wziął, to pomogło mu to łagodnie odejść z tego świata - mówi.

Lubelska Prokuratura Regionalna wyjaśnia, co było przyczyną śmierci 19-letniego Karola. Śledczy ustalają także, czy ze strony lekarza, dyżurującego na szpitalnym oddziale ratunkowym, doszło do zaniedbania i czy mogło to doprowadzić do śmierci pacjenta.

Oceń treść:

Average: 5.5 (2 votes)

Komentarze

Rajfun
Wziął narkotyki" - czytając dalej - "Rodzice Karola znaleźli w koszu na śmieci opakowania po dopalaczach". W takim razie narkotyki czy dopalacze? Opis jego stanu mija się od najzwyczajniejszego działania ww. ecstasy oraz marihuany. Skoro był osobą z wydanymi (jak rozumiem) za receptą - silny lekami psychotropowy Klonazepam - to mówienie, że zabiły go narkotyki; a nie jego otoczenie i sytuacja; w dodatku z uznaniem, że magiczny Klonazepam, którego reakcje niepożądane wynoszące się z faszerowania organizmu tak silnymi chemikaliami przez regularny okres czasu które są BARDZIEJ dewastujące zarówno psychicznie jak i fizycznie dały mu "błogi sen" to tak. Racja. Bo za pewne przyczyną jego śmierci w tym przypadku było właśnie one. Polecam zorientować się personalnie z osobami, które przyjmowały leki psychotropowe i dojrzeć jakie dzięki nim są z nich "okazy zdrowia" oraz ogólnie zapoznać się z tematem, zamiast popierać wszystko w ramach wrodzonego przekonania. Ehh. Zbyt duży temat. Zbyt duże pieniądze.
Zajawki z NeuroGroove
  • Dekstrometorfan
  • Przeżycie mistyczne

Byłem otwarty na nowe doświadczenie, z lekkimi obawami. Podróż miała miejsce w drewnianej chatce w górach, pod lasem z dala od cywilizacji. Moi dwaj towarzysze, doświadczeni w przyjmowaniu tej substancji, otaczający ciepłem, i dający poczucie bezpieczeństwa. Muzyka pozytywna, snująca się powoli. Album solowy "Fever Ray", którego już nigdy nie zapomnę.

 

Doświadczenie nadchodziło bardzo wolno, jak na palcach po jakiejś godzinie od wzięcia pierwszej dawki. Zaczęło się od dziwnego kojarzenia rzeczy znajdujących się w pomieszczeniu. Tylko gra wyobraźni i skojarzeń. Majtki na sznurku miały coś wspólnego z twarzą, albo napis na butelce Sprite bardzo domagał się przeczytania. Brzmiał on „DUŻO, DUŻO”. Potem zobaczyłem, że łóżka nie są do siebie równolegle. To wszystko można określić jako niesamowite wyostrzenie uwagi na szczegóły z otoczenia.

  • 4-ACO-DMT
  • Pierwszy raz

Dłuuugo wyczekiwany moment, euforia sama w sobie.

Cześć wszystkim,
nazywam się E. On nazywał się M. Nas dwóch, fanatycy wręcz "Fear & Loathing in Las Vegas". Chcący przeżyć taką historię, pragnący! Każdym zmysłem. "Kto szuka ten znajdzie". No i się znalazło. Najpierw strona, potem "specyfik", potem zrzutka, potem dostawa. A potem..? Zapraszam do lektury.

Czasy liceum, 18 lat? Nie pamiętam.. tak dawno temu. Małe miasteczko, 15 tys. mieszkańcy.
Pozwolę sobie na nietypowy wygląd tekstu i pisanie tak, jakbym to przeżywał teraz. Tak dobrze to pamiętam - nostalgia!


Substancja: Atarax, lek przeciwhistaminowy, uspokajający i przeciwlękowy substancja czynna: chlorowodorek hydroksyzyny

Doświadczenie: spore

  • Kodeina

Ulice miasta, park, dom.

Wiek: 18 lat
Doświadczenie: THC, Tramadol, Kodeina, Mefedron (i podobne), Benzodiazepiny, Amfetamina, Efedryna, Kokaina, Metylon, Metadon, Ziółka kolekcjonerskie.
S&S: Ulice miasta, park, dom.