Tuż po północy 21 grudnia w Warszawie na pętli komunikacyjnej Młociny młody mężczyzna zażywał narkotyki. W tym momencie zauważył go patrol straży miejskiej.
Tuż po północy 21 grudnia w Warszawie na pętli komunikacyjnej Młociny młody mężczyzna zażywał narkotyki. W tym momencie zauważył go patrol straży miejskiej.
Strażnicy miejscy z V Oddziału Terenowego, którzy około godziny 0:30 patrolowali okolice pętli tramwajowej przy ulicy Zgrupowania AK Kampinos na Młocinach, zwrócili uwagę na młodego mężczyznę, który siedział pod wiatą przystankową. Funkcjonariusze zauważyli, że próbuje wstrzyknąć sobie coś w rękę.
Na widok mundurowych zmieszał się i szybko schował dłonie do kieszeni kurtki. Gdy strażnicy podeszli bliżej, zauważyli na jego przedramieniu zaciśniętą stazę. Mężczyzna był blady, miał mętny wzrok, nie mógł samodzielnie stać. Miał kłopoty z orientacją i nie potrafił logicznie odpowiadać na pytania. Nie umiał też powiedzieć, co chciał sobie wstrzyknąć.
Strażnicy ujawnili przy nim buteleczkę z płynem oraz dwie zakrwawione strzykawki z igłami. Po kilku minutach mężczyzna przyznał, że „ma problem z heroiną”. Funkcjonariusze okryli mężczyznę kocem termicznym i wezwali pogotowie ratunkowe, które zabrało go do szpitala.
Pozytywne nastawienie, spokój, branie w domu, trip w lesie.
Wiek: 17 i pół roku (sierpień 2008r.)
Doświadczenie: fajki (rzucone - moja duma), alco kilkadziesiąt, może koło setki razy, THC kilkadziesiąt razy, efedryna 3 razy, gałka muszkatołowa 3 razy, DXM 5 razy, fuka raz (i nie podziałała), raz gaz
Dawka: 1500mg DXM na 60kg masy ciała, czyli 25 mg/kg. Podane w ciągu 15 (?!) minut - wnioskując z archiwum gg.
S'n'S: Wszystko, co trzeba, pisze w raporcie. A reszta? A co za różnica...
Otworzyłem oczy i starałem się utrzymać otwarte, jak najdłużej. Poczułem senność... Armia Dextera w coraz większych ilościach się uaktywniała. Zbuntowałem się i to był mój błąd. Zacząłem go drażnić, nabijać się z niego. Nabrałem pewności, że nic złego się nie stanie. Zamknąłem oczy i czekałem. Łóżko zaczęło dryfować po pokoju, więc otwarłem oczy, ale nie przestało od razu, jak to zwykle bywało.
Słoneczne popołudnie, najlepszy skład - czwórka przyjaciół (Ja, M, G oraz J), chęć przeżycia najlepszej podróży jakiej dotychczas mieliśmy okazje doświadczyć, stanu który kończy i rozpoczyna nowy etap naszego życia. Miejsce – początek pod lasem, później powrót do centrum naszej miejscowości i ogromna ilość przygód jakie podczas tripu nas spotkały.
Popołudnie: W tym momencie miała zacząć sie nasza podróż, niestety z pewnych wzgledów musielismy poczekać do około godziny 17 na pełną ekipe bez której podróz ta nie miała by sensu, ale o tym później. W między czasie zrobilismy małe zakupy, chipsy, sok, baterie do głosniczków. Rozeszliśmy sie do domów przygotowac sie mentalnie gdyz dzieliły nas minuty od podrózy. Wraz z Jahem przyszlismy do mnie, wybraliśmy odpowiednia muzykę (Shpongle, Total Eclipse, Cell, Bluetech, Asura, Zero Cult) może coś pominałem ale to szczegół, oczywiscie najlepiej wyselekcjonowane tracki.
Wcześniej na specjalnej lekkiej diecie, przed zażyciem zrobiłem ceremonię oraz przygotowałem zasilające przedmioty.
Tekst pisany w wieku 41 lat, waga: 90 kg.
Zjadłem 4 duże kartoniki, które nie wiem ile zawierały, ale spróbuję się dowiedzieć.
Zażyłem o 17, o 18 zaczęło działać...
Było bardzo mocno. Działanie było tak silne, że stwierdziłem, iż mogę się tylko poddać procesowi i pozwalać się wszystkiemu dziać naturalnie i spontanicznie uczestniczyć.
Byłem pod mocnym wpływem substancji do jakiejś 24 - kiedy poczułem, że właśnie chce mi zejść z moczem - złapałem wszystko do kubka i spożyłem jeszcze raz, co spowodowało iż miałem dalszą podróż do 9 rano...