Wadowice. Antyalkoholowa krucjata w papieskim mieście?

W Wadowicach kupcy i restauratorzy kombinują, jak by tu ominąć ustawę o wychowaniu w trzeźwości. Nie mają wyjścia, bo o tym, kto może tu sprzedawać piwo, decyduje tylko widzimisię urzędnika.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Gazeta Krakowska
Bogumił Storch

Odsłony

161

W Wadowicach kupcy i restauratorzy kombinują, jak by tu ominąć ustawę o wychowaniu w trzeźwości. Nie mają wyjścia, bo o tym, kto może tu sprzedawać piwo, decyduje tylko widzimisię urzędnika.

Restauratorzy fundują swoim klientom slalom, żeby maksymalnie wydłużyć drogę do wejścia do lokalu. - Jeśli zamiast wejść do knajpy od frontu, trzeba wykonywać jakieś kocie ruchy, to znaczy, że w pobliżu jest jakiś kościół albo szkoła. Rozumiem właścicieli, bo nie robią tego dla przyjemności, ale nas to irytuje - mówi Wojciech Poręba z Wadowic, stały klient „Ogrodowej”, jednej z wadowickich restauracji.

W tym jednak przypadku kombinowanie nic nie pomogło. Burmistrz Mateusz Klinowski podejrzewa, że jej właścicielowi osiem lat temu miejscy urzędnicy źle wymierzyli przepisowe 100 metrów od pobliskiego Zespołu Szkół nr 3, bo mierzono odległość od drzwi do drzwi, a nie do furtki przylegającego do budynku szkolnego boiska.

Wyników nowych pomiarów, przeprowadzonych przez straż miejską w ubiegły poniedziałek, jeszcze nie ujawniono, ale właściciel „Ogrodowej” nie ma złudzeń.

- Burmistrz chce się nas pozbyć, bo nas nie lubi i ciągle się z nami sądzi. Koncesję na sprzedaż piwa mam tylko do końca czerwca, nowej nie dostanę. 30 osób straci pracę - uważa Jan Frączek.

Radni twierdzą, że winne są niejasne przepisy, regulujące przyznawanie koncesji na alkohol, bo każdy interpretuje je po swojemu. Wychodzi na to, że decyduje widzimisię urzędnika

Jedna z wadowickich restauracji może po 8 latach stracić koncesję na sprzedaż piwa, bo znajduje się zbyt blisko szkoły. Wcześniej, według urzędników, koncesja się jej należała. Co się zmieniło?

Nic, po prostu w różny sposób można mierzyć odległość tzw. obiektów chronionych (szkół, kościołów) od punktów sprzedaży alkoholu. Dowolność wynika z nieprecyzyjnej ustawy, za egzekwowanie której odpowiada gmina. W ten sposób wszystko zależy tak naprawdę od „widzimisię” urzędnika.

Wydawaniem koncesji na sprzedaż alkoholu zajmuje się Komisja do Spraw Przeciwdziałania Alkoholizmowi, która wysłała w tym tygodniu dwóch strażników miejskich, by wymierzyli odległość od wejścia do restauracji „Ogrodowa”, mieszczącej się przy ul. Wojtyłów, do Zespołu Szkół nr 3 (podstawówka i gimnazjum) znajdującego się obok, przy ul. Sienkiewicza.

Stało się tak dlatego, że burmistrz Wadowic Mateusz Klinowski podejrzewa, iż pomiary odległości obu budynków, poczynione za rządów jego poprzedniczki Ewy Filipiak, mogły być błędne, czyli zawyżone. Dlatego też strażnicy, wyposażeni w specjalistyczny sprzęt pomiarowy, jeszcze raz sprawdzili, czy wszystko się zgadza. Właściciele wejście do lokalu urządzili tak, że klienci muszą nadrabiać drogi, by wejść do środka, ale to nic nie pomogło.

- Nagle okazało się, że zamiast 100 metrów, sprzedaję piwo 70 metrów od szkoły. A tak naprawdę to od dziko postawionej bramki na szkolne boiska, która jest te 30 metrów bliżej - opowiada Jan Frączek, właściciel restauracji „Ogrodowa”.

Czy burmistrz się uwziął?

Jego zdaniem obecne władze Wadowic robią wszystko, żeby zaszkodzić mu w interesach.

- Uwziął się na nas burmistrz, bo mieliśmy z nim spory sądowe. Stara koncesja na alkohol wygasa i chyba nowej nie będzie - dodaje. Frączek przekonuje, że jeśli nie będzie mógł sprzedawać piwa, które jest głównym źródłem dochodów z tej działalności, to trzeba będzie zamknąć restaurację, a jej 30 pracowników straci pracę.

- No chyba, że będę sprzedawał na kieliszki wódkę z zagrychą, bo tego mi urzędnicy już nie mogą zabronić. Klienci wolą piwo, ale może będę musiał zmienić ich nawyki, żeby nie zbankrutować - irytuje się Frączek.

W Wadowicach trzeba mieć koncesję na piwo, a na wódkę już niekoniecznie, bo obecne przepisy, określające warunki sprzedaży tych trunków, są bardzo skomplikowane. Obiekty „chronione” przed zgubnym wpływem napojów wysokoprocentowych podzielono tu, uchwałą Rady Miasta, na placówki oświatowe i obiekty kultu religijnego.

To jeszcze nie wszystko. Jest też podział dla alkohole słabsze (piwo) i mocniejsze (wódka). By nie było zbyt prosto, to podzielono lokale na te, w których podawany jest alkohol i te, w których sprzedawany jest on na wynos. Dla każdej kategorii obowiązują inne odległości od tzw. obiektów chronionych. W efekcie np. tzw. budka z piwem może znajdować się 25 metrów od szkoły, a jednocześnie urzędnicy twierdzą, że restauracja musi znajdować się 100 metrów od niej, choć nie wynika to wprost z uchwały z 2011 r., ale z uznaniowości gminnych urzędników.

„Prowadzi to do zamieszania i nadużyć w interpretacjach gminnej ustawy o przeciwdziałaniu alkoholizmowi przez urzędników, którzy mogą decydować w ten sposób o tym, czy rozwiniemy interes, czy splajtujemy” - skarżą się lokalni przedsiębiorcy na forach internetowych.

Radni miejscy z Wadowic chcą ujednolicenia tych przepisów.

- Nadal nie ma zapowiadanej od marca przez burmistrza i jego urzędników propozycji zmian zasad przyznawania koncesji. Od tego czasu nie otrzymaliśmy projektu uchwały, a mamy już czerwiec - rozkłada ręce radna Zofia Kaczyńska.

Burmistrz Wadowic Mateusz Klinowski tłumaczy, że trwają jeszcze konsultacje tych zmian m.in. z dyrektorami szkół. Odrzuca jednak jakiekolwiek zarzuty o stronniczość.

- Nie będziemy jednak robić wyjątku dla żadnego przedsiębiorcy. Muszę zastosować się do pomiarów odległości od szkoły, kieruję się przepisami prawa - tłumaczy burmistrz Wadowic Mateusz Klinowski. - Osobiście chciałem na początku kadencji ograniczyć te restrykcje, ale radni się wtedy na to nie zgodzili - podkreśla.

Oceń treść:

Average: 9 (1 vote)
Zajawki z NeuroGroove
  • Dekstrometorfan

  • 3-MMC
  • Pierwszy raz

Nastrój kiepski. Nastawienie co do zabaweczki - bardzo pozytywne. Zero lęku, obaw. Raczej ciekawość.

Szczerze mówiąc opisuję swoje przeżycia poraz pierwszy, ale postaram się Wam odwzorować to, co czułam, jak najlepiej.

Piątek: Tego dnia byłam w kiepskim nastroju, sama nie wiedząc czemu. Chodziłam mocno zdenerwowana i każdy dostawał rykoszetem. Powinno być zupełnie inaczej, gdyż tego dnia szłam z chłopakiem i znajomymi do klubu, żeby trochę się rozerwać i pobawić.

Zaczynajmy..

  • Etanol (alkohol)
  • Kokaina
  • Pierwszy raz

Pozytywnie, po alkoholu, u przyjaciela na domówce

Trzy drinki wypite, godzinę od rozpoczęcia spotkania ziomal wyciąga pazłotko, w którym jest koko.

Posypał cztery kreski w kuchni, każdy sobie zajebał, ja najmniejszą, choć nakłaniał mnie, żebym skusił się na dużo większą, heh. Dobrze, że rozsądek starego ćpuna wie swoje- doświadczony licznymi bad tripami z powodu wysokich dawek mózg mówił mi- zaczynaj powoli.

Ssssssppppp! Wyciągnięta. Wracam do salonu, gdzie znajduje się większość imprezowiczów. I co, to już działa? Chyba nic nie czuję, heh.

  • LSD-25


święta były u mnie w domu wyjątkowo skopane, apatia ogarniająca wszystkich i

wielka złość mamy na nas i cały świat. ale pojawiła się perspektywa $$ i

decyzja zapadła - Psychedeliczna Pasterka, transowa impreza. na zewnątrz

mokro (co to za święta bez śniegu???), pełnia... mhmm, to jest ten dzień!

dojechałem do klubu około 23 zaopatrzony w pół hoffmana i pół roleksa

(mdma), poszukałem niesamowitego znajomego który już zjadł hoffmana i po