REKLAMA




W aptece drożej niż na czarnym rynku. Gdzie chory kupi konopie?

Z Kanady do Niemiec i po przepakowaniu dopiero do Polski, a dokładnie do Łodzi. Taka była trasa pierwszego, ponad 7-kilogramowego transportu medycznych konopi do naszego kraju.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Dziennik Łódzki
Agnieszka Jędrzejczak
Komentarz [H]yperreala: 
Tekst stanowi przedruk z podanego źródła.

Odsłony

383

Pacjenci mogą już kupić tzw. medyczną marihuanę w ponad 60 aptekach w 12 województwach. Preparat z konopi trafia tam prosto z łódzkiej hurtowni. Lek jest jednak dużo droższy niż na czarnym rynku i w innych krajach.

Z Kanady do Niemiec i po przepakowaniu dopiero do Polski, a dokładnie do Łodzi. Taka była trasa pierwszego, ponad 7-kilogramowego transportu medycznych konopi do naszego kraju. Gdy tylko trafiły do magazynu łódzkiej hurtowni, właściciele aptek z całej Polski zaczęli dzwonić, by zamówić towar. 17 stycznia rozpoczęła się jego dystrybucja.

- Dostajemy informacje, że recepty są realizowane w wielu miejscach w Polsce. Pacjenci korzystają już z tego produktu - mówi Błażej Ajzert z łódzkiej hurtowni farmaceutycznej, która odpowiada za obrót medycznymi konopiami na polskim rynku. - Tak, jak w przypadku innych leków z grupy narkotycznych, apteka musi najpierw złożyć do nas pisemne zapotrzebowanie i najczęściej na następny dzień dostaje od nas towar. Nie żądamy okazania recept. Każda apteka, która ma pozwolenie na sprzedaż produktów narkotycznych, może ten produkt u nas zamówić. Zrealizowaliśmy każde zamówienie, które do tej pory do nas wpłynęło.

Susz z żeńskich kwiatostanów konopi przyjechał w dwóch rodzajach opakowań: 5-gramowym i 10-gramowym. Surowiec zawiera 19 proc. psychoaktywnego kannabinoidu THC oraz mniej niż 1 proc. CBD, który obniża właściwości psychoaktywne THC.

Cena w Polsce za jeden gram waha się od 60 do 65 zł w zależności od ostatecznego produktu, który pacjent kupuje w aptece. To farmaceuta ma przygotowywać lek, zgodnie ze wskazaniami lekarza na recepcie.

- Z jednej strony obowiązujące prawo pozwala na modyfikację tego surowca, jednak potrzebna jest przykładowa receptura, na podstawie której apteki będą ten surowiec przygotowywać. I taka receptura aktualnie powstaje, dlatego my nie wydajemy swoich zaleceń. Natomiast, możliwości rynkowe przetworzenia surowca są duże - mówi Samia Al-Hameri, farmaceutka ze Spectrum Cannabis, kanadyjskiej firmy, której konopie medyczne sprowadzane są do Polski. - Można go m.in. ekstrahować za pomocą różnych substancji, dzięki czemu otrzymamy np. pastę, którą możemy stosować podjęzykowo. Wskazaniem jest również waporyzacja, czyli przenoszenie aktywnych składników w stan pary, ale bez ich spalania. Palenie nie jest rekomendowane, ponieważ wraz z nim ulatniają się toksyczne składniki. Dzięki waporyzacji możemy wydobyć to, czego pacjent najbardziej potrzebuje. Każdy kannabinoid ma inną temperaturę parowania, więc jeśli chcemy położyć nacisk np. na THC, podgrzewamy surowiec do temperatury 157 stopni Celsjusza, ponieważ to jest punkt parowania THC. Kierujemy się jednak systemem samomiareczkowania, czyli pacjent, oczywiście w konsultacji z lekarzem, sam wydziela potrzebną porcję, dokładnie tak jak np. z syropem. To terapia spersonalizowana pod danego pacjenta.

Niestety, nie tania. Na miesięczną kurację przy obecnej cenie w Polsce pacjent może wydać nawet 2 tys. zł. Koszty byłyby niższe, gdyby konopie pochodziły z krajowych upraw, jednak nie zgodził się na nie Sejm i produkt trzeba importować z Kanady, a od połowy roku prawdopodobnie z Danii. Na stronie producenta czytamy, że w Kanadzie za gram tego samego produktu trzeba zapłacić 8,5 dolara, czyli ok. 32 zł.

- Cena w Polsce jest za wysoka - przyznaje Samia Al-Hameri. - Zakładaliśmy, że surowiec nie będzie kosztował więcej niż 50 zł za gram, jednak nasz produkt został opodatkowany 23-procentowanym VAT-em, mimo że - naszym zdaniem - należy się niższa stawka (8 proc. - red.). Lekarze i farmaceuci z całej Polski dzwonią do nas i mówią, że również nie zgadzają się z założeniami podatkowymi.

Samia Al-Hameri dodaje, że prawnicy kanadyjskiego producenta tzw. medycznej marihuany zajmują się sprawą obniżenia ceny preparatu w Polsce.

Konopie w ustawie określono jako surowiec farmaceutyczny, a nie gotowy produkt leczniczy. Dlatego nałożono na nie wyższą stawkę VAT. I to ona jest kwestią sporną między państwem a kanadyjskim producentem, który zabiega o obniżenie VAT-u do 8 proc. Wtedy cena za gram nie przekroczyłaby 50 zł. A mniej więcej za tyle konopie można dostać na czarnym rynku, ale wtedy, z uwagi na nieznany skład, z leczeniem mogą mieć one niewiele wspólnego.

Na refundację leku w Polsce pacjent też nie ma co liczyć, ponieważ wraz z ustawą o legalizacji konopi, powstała nowela do ustawy refundacyjnej, która wyklucza tańszą sprzedaż leków przygotowanych z konopi.

A potrzebujących jest bardzo wielu. Producent oszacował, że w Polsce takiej terapii może potrzebować aż 300 tys. chorych, m.in. cierpiący na stwardnienie rozsiane i padaczkę oporną na leki, a także pacjenci z przewlekłym bólem neuropatycznym i bólem nowotworowym.

Oceń treść:

Brak głosów