Rewizja prewencyjna

Terror rozszerza się. Kolejne miasto w którym psy szukaja narkotyków w szkołach to Radom.

Anonim

Kategorie

Źródło

Gazeta Wyborcza Radom
MAGDA CIEPIELAK

Odsłony

1675
Strażnicy i policjanci z psami, wyszkolonymi do szukania narkotyków, sprawdzali wczoraj pomieszczenia w I LO im. Kopernika. Akcje takie mają być i w innych szkołach, ale czy wszyscy dyrektorzy na nie zezwolą?

Akcję wymyślili strażnicy miejscy. Pomogli im policjanci z I komisariatu, bo "Kopernik" jest na jego terenie. Mundurowi z dwoma wilczurami weszli - za zgodą dyrektora - do szkoły i sprawdzili korytarze, ubikacje i szatnie. Żadnych narkotyków nie znaleziono. Uczniowie byli w tym czasie w klasach.
- Są to działania przeciwko narkotykom. Chcemy, żeby młodzież wiedziała, że nie może ich mieć w szkole, bo natknie się na taką kontrolę. Myślę, że sama nasza obecność odstraszy też dilerów - mówi p.o. komendanta straży Sylwester Kiraga. Dodaje, że sprawdzane będą też inne szkoły. Na pierwszy ogień poszedł "Kopernik", bo po prostu "od czegoś trzeba zacząć".

Młodzież ma rozeznanie

Rzecznik komendanta miejskiego policji January Majewski uważa, że w radomskich szkołach nie ma problemu z narkotykami. - To znaczy w samych placówkach i wokół nich. W ubiegłym roku mieliśmy tylko jeden sygnał od dyrektora szkoły i rzeczywiście przy uczniu znaleźliśmy "trawkę" - mówi Majewski. - Z kolei nie potwierdził się żaden z sygnałów o tym, że koło szkoły kręcą się dilerzy narkotykowi. Dodaje, że młodzież ma rozeznanie, gdzie można kupić narkotyki. I zażywa je najczęściej w klubach, pubach, na imprezach muzycznych.
Dlatego - według Majewskiego - strażnikom i policjantom chodziło o działania prewencyjne. - Ale uczestniczy w nich także grupa dochodzeniowa i jeśli pies coś wyczuje, uruchamiana jest normalna procedura - przeszukanie, ustalenie do kogo należą narkotyki.
Dyrektor I LO Marian Popis nie ma wątpliwości, że wyrażając zgodę na sprawdzenie szkoły, postąpił słusznie. - Takie akcje przecież służą młodzieży. A nie gwarantuję, że wśród moich 740 uczniów nie ma zażywających narkotyki - mówi. Dodaje, że wczorajsza akcja pokazała, że szkoła jest czysta. Choć trzeba zaznaczyć, że nie sprawdzano teczek, butów i odzieży uczniów, którzy w tym czasie byli w salach.
Podobnie uważa dyrektor Zespołu Szkół Samochodowych Tadeusz Ługowski. - Nie czarujmy się, w każdej szkole są narkotyki. I powinno nam zależeć na zdiagnozowaniu sytuacji, a taka akcja daje na to szansę - stwierdził. Zdaniem dyrektora Ługowskiego takie działania leżą w interesie szkoły, młodzieży i więcej z nich pożytku niż strat. Nie chodzi o oskarżanie uczniów, ale o to, by im pomóc. - To jest moje prywatne zdanie, ale problem - zanim podejmę decyzję - chciałbym jeszcze przedyskutować z nauczycielami - dodaje Ługowski.

Na pograniczu prawa?

Innego zdania jest dyrektor VI LO im. Jana Kochanowskiego Karol Semik. - Obwąchiwanie rzeczy osobistych to jest forma rewizji, a żeby ją przeprowadzić, musi być uzasadnione podejrzenie, że zostało popełnione przestępstwo. Jeśli mamy do czynienia wyłącznie z akcją profilaktyczną, to jest ona - według mnie - na pograniczu prawa. Może też budzić - i słusznie - sprzeciw rodziców. Gdybym został zapytany przez strażników miejskich lub policjantów o zgodę na wejście do szkoły, to będę polemizował na temat legalności takiej akcji. I jeśli nie będzie uzasadnionych powodów, aby ją przeprowadzić, odmówię.

JANUSZ WIECZOREK
wiceprezydent Radomia


Nic nie wiem o takich akcjach w radomskich szkołach. Ale nie zamierzam w żaden sposób ingerować. Bo o ich przeprowadzeniu powinien decydować dyrektor w porozumieniu z pedagogami i rodzicami.

SĘDZIA MACIEJ GWIAZDA
rzecznik prasowy sądu okręgowego


Wiem, że w innych miastach podobne działania wywoływały protesty, m.in. rodziców. Ja nic złego nie widzę w tym, że chce się pomagać młodzieży. Gdyby w ten sposób ktoś chciał uczniom zabierać książki, to protestowałbym. Ale jeśli się chce się zapobiec handlowi narkotykami, protestować nie będę. Szkoła jest miejscem publicznym, więc obecność policji nie powinna być czymś wyjątkowym, zwłaszcza że dyrektor wyraził zgodę na sprawdzenie pomieszczeń. Co innego, gdyby to było mieszkanie prywatne.

Oceń treść:

0
Brak głosów
Zajawki z NeuroGroove
  • 25C-NBOMe
  • Przeżycie mistyczne

Mój pokoik, moje łóżeczko, podekscytowanie jak przed każdym psychodelicznym tripem.

Mam ochotę przedstawić wam szkielet moich najlepszych, najgłębszych tripów- to one wywróciły moje postrzeganie do góry nogami, jednocześnie przypominając mi kim na prawdę jestem. Otóż zarzucam kartona, dajmy np. nbome, ostatnio właśnie taki, 800 mikrogram. Pół godziny i pojawia się silny niepokój, powietrze jakieś takie zabiegane, kontury wszelkiej rzeczy stają się miękkie, chwiejne, wszystko takie niestabilne. I to poczucie, że zbliża się coś wielkiego. Coś, co przełamuje za każdym razem coś we mnie, coś jak nie wiem, coś...

  • Benzydamina
  • Pierwszy raz

Ławka, dom. Halucynacje, schizy, piękny świat, wyluzowanie, brak zmęczenia.

Godzina ok. 14.50

Odebrałem 4 gramy przetworzonej substancji od znajomego,
wziąłem dodatkowo na wszelki wypadek ze sobą dwóch dodatkowych przyjaciół i zabrałem się do eksperymentowania. (Nazwijmy ich D i M) Usiedliśmy na ławce za blokowiskami, głównie tam gdzie ludzie nie chodzą. Otworzyłem zawiniętą w folię substancje, a następnie przystąpiłem do wysypania wszystkiego na kartkę.

Godzina ok. 15.10

  • Benzydamina
  • Pierwszy raz

Wolna chata, ekscytacja i lęk. W pokoju, gra cieni i świateł.

Piszę ten raport następnego dnia na zjeździe. Od razu powiem, że dół jest przeokropny w porównaniu do tego, co brałem wcześniej, wrócę do tego wątku pod koniec tra. Godzin nie piszę, bo gubiłem się w czasie, poza tym przez większość czasu miałem problem z czytaniem i nie widziałem cyfr. Wydarzenia chyba nie są po kolei, bo było tego za dużo. Trwało od ok. 22.20 i skończyło się chwilę przed 8 i zjazd do 13.00.

 

Umówiłem się z kolegą na cipacza. Pierwszy raz obchodzę się z tym czymś, kolega z resztą też. A jako że miałem wolną chatę, to trzeba było jakoś z tego skorzystać.

  • Powój hawajski


Chciałbym opisać tutaj moją pierwszą, niezwykle udaną randke z powojem hawajskim. Miało to miejsce stosunkowo niedawno, weekend ze znajomymi w przytulnym pensjonacie w Zakopcu. Cała akcja była bardzo spontaniczna i nieprzemyślana a nasiona dotarły do mnie dzień przed wyjazdem. Przygotowywałem się na bóle brzucha i niechęć nasion do mnie, ale one przyjęły mnie bardzo ciepło, nawet nie wiedziałem kiedy dokładnie weszły, nie chciały czekać - była to prawdziwa kolacja ze sniadaniem bez żadnych hamulców...