30 grudnia, 21:20
"Portsmouth Cannabis" - tak nazywała się strona na Facebooku, na której sprytny inaczej dealer oferował swoje "wyroby" z marihuany. Można było go znaleźć także na Instagramie, gdzie dorobił się ponad tysiąca followersów.
Reklama dźwignią handlu - ten slogan wziął sobie do serca pewien brytyjski handlarz narkotyków z Portsmouth. Do zwiększenia sprzedaży swoich "produktów" postanowił wykorzystać... media społecznościowe.
"Portsmouth Cannabis" - tak nazywała się strona na Facebooku, na której sprytny inaczej dealer oferował swoje "wyroby" z marihuany. Można było go znaleźć także na Instagramie, gdzie dorobił się ponad tysiąca followersów.
Nie wiadomo na ile te dwa prowadzone w social media profile pomogły w sprzedaży narkotyków, faktem natomiast jest to, że to właśnie za ich sprawą policja zaczęła się interesować rzeczonym "przedsiębiorcą" z Portsmouth. Nie trzeba było wybitnego detektywa, aby zlokalizować dealera, który w internecie chwalił się hodowlą i sprzedażą narkotyków.
"10/10 w zakresie przedsiębiorczości - 0/10 z inteligencji" - skomentował żartobliwie detektyw inspektor Paul Barton z policji z Hampshire. Efektami szybkiej akcji oddziału z Cosham pochwalono się... w mediach społecznościowych. Na oficjalnym Twitterze pojawiła się "zachęta" dla wszystkich dealerów, którzy chcieliby handlować swoimi produktami online. "Reklamując swoje produkty w mediach społecznościowych spodziewaj się, że zapukamy do Twoich drzwi" - czytamy na profilu Portsmouth Police.
"Podejrzany nie tylko dokumentował hodowlę konopi, ale prowadził także bloga poświęconego metodom hodowli" - komentował sierżant Rob Sutton, który brał udział w aresztowaniu "pomysłowego" dealera z Portsmouth. "Śledząc zdjęcia, które zamieszcza w internecie byliśmy w stanie określić jego lokalizację. Po wkroczeniu do jego domu znaleźliśmy zarówno działki gotowe do sprzedaży, jak i kilka krzaków, które były wciąż hodowane".
Sama w domu, podniecenie z pierwszego spotkania z DXM
Piękny sierpniowy dzień, wolna chata... Cóż można zrobić? Można iść do apteki, kupić jakiś specyfik i odlecieć do Krainy Czarów. Tak pomyślałam i ja. I tak też zrobiłam. Poszłam do apteki i poprosiłam panią o Tussidex. Brak. Druga apteka- brak. Trzecia apteka- jest! Wróciłam cała w skowronkach do domu i wzięłam się za Tussidex. Wspomnę że to moja dziewicza przygoda z DXM, więc doświadczenia w tym nie mialam.
13.30 Połykam pierwsze pięć tabletek.
13.45 Następne 5 tabsów. Już nie mogę się doczekać efektów.
Substancja: Miks: Benzydamina + DXM (BXM)
Dawka: 450mg/1g
Doświadczenie: Mj, DXM (7raz), Benzydamina (3 raz), Ronson, Efedryna, Feta,
Wiek: 17 lat.
Metoda zażycia: Benzydamina wyekstraktowana metodą wodną.
Set&Settings: Nie zarzucałem tego mixu z wielką ochotą. Na poczatku mieliśmy siedzieć u kumpla w domu przez cały dzień, ale to nie wypaliło i byliśmy zmuszeni przesunąć czas i miejsce
Kiti, dziewczyna lat 23 i Henryk, chłopak lat 27, w ciągu ostatnich dwóch lat wielokrotnie razem i osobno brali zarówno LSD, MDMA jak i ich rozmaite kombinacje. Kiti jest studentką i kuglarką, henryk ćwiczy hatha jogę. Ich ciała są zdrowe, a umysły spokojne i zadowolone. Kartony z Hoffmanem na rowerze, sprawdzone i dobre, Kiti póltora, Tomi dwa i pół. Czwartek, piękna pogoda, częsciowo opuszczony kamieniołom.
Ok 11 schodziliśmy po skalnych półkach w dół, do wielkiej dziury w ziemi z małym skrawkiem zieleni, kilkoma kamiennymi platformami i dużym, ślicznym "jeziorkiem". Pojawił się lekki fizyczny dyskomfort, nie mogłem znaleźć sobie miejsca. Zaczęliśmy oczyszczać przybrzeżną wodę - cała masa plastikowych i szklanych butelek, opakowań od czipsów i "robaków czerwonych No. 2". Apel: kto zostawił śmieci w jakimś zielonym miejscu niech je stamtąd zabierze, żaby będą wdzięczne.