Obrońcy chcą uniewinnienia w procesie o przemyt narkotyków

Uniewinnienia, a w najgorszym razie powtórzenia procesu chcą obrońcy ośmiu skazanych w pierwszej instancji mężczyzn w sprawie wyśledzonego w latach 90. przez Urząd Ochrony Państwa przemytu ok. 2,5 tony kokainy na statku "Jurata".

Anonim

Kategorie

Źródło

PAP

Odsłony

1365

Sąd Apelacyjny w Warszawie rozpatruje odwołania stron w tej sprawie.

Mec. Andrzej Werniewicz, adwokat domniemanego bossa gangu pruszkowskiego Leszka D., pseudonim Wańka, skazanego w pierwszej instancji na 11 lat więzienia za organizowanie tego przemytu, powiedział we wtorek przed sądem, że zeznania świadka koronnego Józefa B., który obciążał "Wańkę" odpowiedzialnością za ten przemyt, nie powinny zostać uwzględnione z powodu nieprawidłowości prawnych, jakie wiążą się z powołaniem tego świadka. Tymczasem prokuratura walczy przed Sądem Apelacyjnym o zaostrzenie kary wobec "Wańki", który w pierwszej instancji dostał wyrok 11 lat, a według oskarżycieli sąd powinien mu wymierzyć 15 lat więzienia.

Obrońcy pozostałych oskarżonych także domagają się uniewinnienia swych klientów i również wskazują na zeznania świadków koronnych w tej sprawie (było ich kilku, a jeden z nich to "skruszony" pruszkowski gangster Jarosław S., pseudonim Masa). Chcą oni, by sąd apelacyjny uznał te zeznania za niewiarygodne i uniewinnił oskarżonych, albo też uchylił wyroki i zwrócił sprawę do ponownego rozpatrzenia sądowi I instancji. Nie wiadomo, czy sąd ogłosi swój wyrok jeszcze we wtorek, bo sprawa jest obszerna, jej referowanie zajęło sędziemu-sprawozdawcy kilka godzin, a mowy obrońców i prokuratora zapowiadają się także na długie.

Oceń treść:

0
Brak głosów
Zajawki z NeuroGroove
  • Grzyby halucynogenne
  • Retrospekcja

Świeżo po przeprowadzce na drugi koniec kraju. W trakcie nieco trudnej aklimatyzacji do nowego miejsca, w obcym mieście, z dala od praktycznie wszystkich bliskich mi osób. Po trzech tygodniach nieskutecznych prób zapoznania się z ludźmi z nowych studiów, nareszcie koleżanka z roku zorganizowała dużą domówkę, w trakcie której miał miejsce cały trip. To, że znalazłem się na imprezie będąc na grzybowej fazie, było spontaniczne i niezaplanowane. Tego samego dnia z Bieszczad wracał kumpel - D, z którym wcześniej miałem okazję jeść grzyby. Chcąc upiec dwie pieczenie na jednym ogniu (spotkać się z D a jednocześnie nie ominąć imprezy) zgarnąłem go na domówkę do niejakiej M. Z D był również jego kolega, którego znałem z widzenia - W. Pod wpływem namowy D, zjedliśmy grzyby, które w założeniu miały nas puścić zanim pójdziemy do M. Stało się jednak inaczej.

Wprowadzenie: Niniejszy raport jest retrospekcją sięgającą ok. 3 lat wstecz. Po złotym okresie z psychodelikami trwającym dobrze ponad pół roku, podczas którego zaliczałem praktycznie same bardzo udane i zapadające w pamięć tripy, przyszedł czas na serię nieco gorszych podróży. TR opisuje pierwszy z serii już-nie-złotych psychodelicznych wypraw. Żadna z nich nie skończyła się bad tripem. Nie wspominam ich jako złych. Zwyczajnie nie były one najlepsze (w nie-eufemistycznym znaczeniu tego słowa).

  • LSD

Pamiętam mojego pierwszego kwasa - czarny kryształ, na którego namówił mnie J. Bardziej się bałam, niż chciałam rzeczywiście spróbować. Pamiętałam niektóre bad tripy grzybowe, poza tym mam paranoiczno-histeryczną osobowość i bardzo często sama sobie coś wkręcam ;-)

Pojechałam do J. Zjadłam ową magiczną czarną kropeczkę [J.też wziął] i czekam. Niebieskie światełko, muzyczka, dom, `strażnik`J. obok [na wypadek Panicznej Paranoi] - niby komfort, ale czułam się spięta. Nie znałam J. zbyt dobrze, byłam trochę zasznurowana.

  • 4-ACO-DMT
  • Pierwszy raz

Nastawienie raczej pozytywne, ogromna ciekawość i chęć przeżycia czegoś nowego. Podmiejski las w chłodny, kwietniowy dzień.

 Obudziłem się rano, wiedząc, że wreszcie spróbuje tryptaminy która czeka w moim pokoju już od miesiąca. Wczoraj umówiłem się z kumplem (nazwijmy go Jaś), że widzimy się po południu na jego osiedlu i wyruszamy w tripa. Nie byłem pewien czy się nie rozmyśli, w ostatnim czasie był dość labilny. Tak czy siak, ja byłem zdecydowany nawet na samotną podróż ;)

 

T~18.00

  • Grzyby halucynogenne

Ogólnie neutralne samopoczucie, nijakie. Miejsce: dzika przyroda, jezioro.

Pojechałem samotnie nad mało uczęszczane jezioro z cudownym soczkiem z wywarem z ostatnich kilku gram grzybków które mi zostały. Rozbiłem namiot nad samym brzegiem, perfekcyjnie osłonięty przed obserwacją z naprzeciwległej strony brzegu dzięki gałęziom drzew uginającym się w stronę wody i tworzącym swoisty parasol. Jest tam też spróchniała stara wędkarska kładka na którą dało się wejść. Moim sąsiadem był bóbr, około 15 metrów ode mnie, co okazało się dopiero na drugi dzień po zażyciu. Często odwiedzały mnie też różne ptaki (o których bardzo dziwną obserwację napiszę później).