16:30, w domu jestem tylko ja i dwie koleżanki, nazwijmy je K. i E. Nabijam lufę. Ponoć mocny towar, nie byłam wtedy doświadczona, więc nie potrafię określić co to dokładnie było, ale z pewnością nie była to czysta MJ.
...mówi Służba Więzienna ;)
Czy kartka urodzinowa i dziecięce rysunki mogą być niebezpieczne? Tak, jeśli nasączone są psychoaktywną substancją. Taką próbę przemytu środków odurzających na teren jednostki udaremnili funkcjonariusze z zakładu karnego w Tarnowie.
Podczas dokonywania kontroli korespondencji adresowanej do jednego z osadzonych, jeszcze przed otwarciem listu, funkcjonariuszy zaalarmowała silna, syntetyczna woń. W kopercie znajdowało się pięć kartek z rysunkami dziecięcymi, dwie zapisane oraz kartka urodzinowa. Wspomniane kartki z rysunkami wydzielały dziwny zapach, wyglądały jakby były wcześniej zamoczone lub nasączone a następnie wysuszone.
Funkcjonariusze od razu przystąpili do kontroli. Wstępne badanie narkotestem wykazało obecność morfiny. Kartki zabezpieczono oraz przekazano funkcjonariuszom Policji. Czujność i profesjonalizm funkcjonariuszy z tarnowskiego zakładu zapobiegła przedostaniu się na teren jednostki substancji narkotycznej.
Nastawienie stanowczo pozytywne, paliłam na tarasie przed domem, w otoczeniu dobrych koleżanek.
16:30, w domu jestem tylko ja i dwie koleżanki, nazwijmy je K. i E. Nabijam lufę. Ponoć mocny towar, nie byłam wtedy doświadczona, więc nie potrafię określić co to dokładnie było, ale z pewnością nie była to czysta MJ.
Piękny jesienny dzień, las i nasłonecznione zbocze na jego skraju; nastawiony jak zwykle optymistycznie, nieco podekscytowany; w podróż wyruszam samotnie
12.30. Intoksykacja. Spożywam pokarm bogów – łysiczki zanurzone w zupce grzybowej Smaczna Porcja. Nazwa nie kłamie, mimo psychodelicznego dodatku, zupa pozostaje całkiem smakowita.
Do plecaka pakuję śpiwór, wodę, odtwarzacz mp3 – i jestem gotowy do podróży!
+0.15. Po 15 minutach zaczynam już odczuwać pierwsze efekty, uczucie, że coś w środku zaczyna się dziać, jakaś nieokreślona zmiana. Wychodzę z domu i udaję się w stronę pobliskiego lasu.
Po bardzo pozytywnych efektach pierwszego grzybienia, które miało miejsce 8 dni wcześniej (!), pragnienie poznania się jeszcze bliżej z działaniem grzybów wzięło górę nad rozsądkiem, który nakazywał siedzieć spokojnie na dupie. Podróż odbywała się jak zwykle w zaciszu własnego, zamkniętego na klucz pokoju, samotnie. Przesłanki o możliwych niedogodnościach (hałasy z zewnątrz, jak również brzydka pogoda, która zawsze źle na mnie wpływa) zostały całkowicie zignorowane. Miejscówka ogarnięta, porządeczek, herbatka pod ręką i muzyczka na każdą okazję gotowa na kompie. Wolny dzień, brak zobowiązań względem pracy itp.
Jak wspomniałam wyżej, moje pierwsze grzybienie miało miejsce 8 dni wcześniej i to nie jego ma dotyczyć ten raport jednak dla całościowego spojrzenia na sprawę, czuję się w obowiązku przytoczyć w skrócie pewne kwestie. Jednak, żeby wszystko trzymało się kupy, muszę cofnąć się jeszcze bardziej.