REKLAMA




"Musiałam kupić wino w sklepie". Alkohol zniknął z sejmowych lokali. Sprawdziliśmy dlaczego

Przy sprawdzaniu przyczyn braku alkoholu w sejmowej gastronomii wyszło na jaw, że prawo było łamane przez niemal dwa miesiące w miejscu, gdzie jest ustanawiane.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

TVN24/PAP
Robert Zieliński

Odsłony

91

Najstarsi bywalcy polskiego parlamentu nie pamiętają takiej sytuacji, by w sejmowym barze i restauracji nie można było kupić alkoholu. A tak jest teraz. Przy okazji na jaw wyszły luki w bezpieczeństwie najważniejszych osób w państwie.

Alkohol całe lata był obecny w sejmowych lokalach. Aż do końca września, gdy kelnerzy przestali go oferować w restauracji i popularnym "barze za kratą" - miejscu mniej formalnych spotkań i rozmów. Jak sprawdziliśmy, zaradni politycy szybko znaleźli rozwiązanie problemu.

- Musiałam kupić butelkę wina w sejmowym sklepie, postawiłam ją na stoliku w barze. Napijemy się po kieliszku, po ciężkim dniu, z koleżankami - mówi nam jedna z bliskich współpracowniczek premier Beaty Szydło. -To jakiś absurd, że nie można kupić alkoholu, choć całe lata był dostępny. Bo same restauracje wciąż działają - dodaje.

Alkohol bez koncesji

Sprawdzając przyczyny braku alkoholu w sejmowej gastronomii, stwierdziliśmy, że prawo było łamane przez niemal dwa miesiące w miejscu, gdzie jest ustanawiane. Odkryliśmy także ostry konflikt biznesmenów działających w tej branży w parlamencie od lipca. To wtedy Kancelaria Sejmu zorganizowała konkurs na prowadzenie sejmowych lokali.

- Zresztą był to już drugi konkurs ledwie w ciągu kilkunastu miesięcy. Poprzednio wybrana firma zrezygnowała. Wyglądało, jakby wręcz stąd uciekała - mówi wieloletni pracownik kancelarii.

Nad przebiegiem kolejnego konkursu czuwała szefowa kancelarii Agnieszka Kaczmarska, która w poprzednich kadencjach pracowała w klubie Prawa i Sprawiedliwości. Ostatecznie umowę powierzyła restauratorowi, który prowadzi lokal w pobliżu Sejmu - restaurację Ujazdowską.

- Mieliśmy cztery dni na przejęcie obowiązków po poprzedniej firmie. Wszystko działo się zbyt szybko, nie zadbałem o takie szczegóły, o które powinienem - przyznaje w rozmowie z nami przedsiębiorca.

Pytamy go, czy ma koncesję na alkohol, który był oferowany w sejmowych restauracjach w sierpniu i wrześniu. - Przyznaję, że nie mam. Wystąpiłem o koncesję i czekam - mówi. Zaznacza, że zgoda na sprzedaż alkoholu w Sejmie bez koncesji była jego błędem.

Handel alkoholem bez zezwoleń jest poważnym przestępstwem karno-skarbowym, za które grozi kara od 100 do 720 tysięcy złotych. Fiskus w takiej sytuacji sprawdza również, jak była księgowana sprzedaż, co może wiązać się z innymi zarzutami.

Biznesmen na kłopoty

Prawne aspekty sejmowego wyszynku nie zamykają listy problemów. Do restauratora, który wygrał pierwotny konkurs, na początku września dołączył wspólnik. Zezwalał na to paragraf 15. umowy, którą podpisała szefowa Kancelarii Sejmu. Wspomniany paragraf umożliwia wprowadzenie na teren Sejmu innej firmy, już bez dodatkowych zgód władz kancelarii. Należy tylko poinformować minister Kaczmarczyk o pojawieniu się kolejnej firmy (i jej pracowników) w pilnie strzeżonym gmachu parlamentu.

- Podpisałem umowę cesji, bo szukałem przedsiębiorcy z większym doświadczeniem w branży i zapasem gotówki. Pomyliłem się, wielki błąd - znowu kaja się właściciel Ujazdowskiej.

Wybrał młodego prawnika i biznesmena, który sam w rozmowie z dziennikarzem magazynu "Manager" porównywał się z Philipem Marlowe'em, bohaterem powieści Raymonda Chandlera, dodając, że "kłopoty to moja specjalność".

- Bardzo chciałbym dostać świetnie płatną posadę w korporacji na stanowisku zarządzającego i pracować po osiem godzin dziennie, a nie 18 na dobę, ratując przedsiębiorstwa określane przez wszystkich jako "trupy". Ale niestety trafiają do mnie tylko takie propozycje pracy, więc je realizuję - mówi o sobie. Współpracownik z aferą w tle

To w jego siedzibie wiosną agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego pojawili się tak licznie, że musieli przyjechać "kilkunastoma pathfinderami".

Po tej operacji zatrzymany został jego bliski współpracownik. Piotr Kaczorek z biura prasowego CBA tak informował wtedy o działaniach służby antykorupcyjnej: "Zatrzymani przez nas usłyszeli w Prokuraturze Okręgowej Warszawa-Praga zarzuty przestępstw przeciwko obrotowi gospodarczemu: nadużycia zaufania i wyrządzenia szkody majątkowej w wielkich rozmiarach, prania pieniędzy w celu osiągnięcia znacznej korzyści majątkowej. Prokurator wystąpił do sądu z wnioskiem o aresztowanie syndyka, a sąd wyznaczył 1,5 mln zł poręczenia majątkowego".

Gdy spotykamy się z przedsiębiorcą, ten tłumaczy, że czasem prokuratura i CBA nie rozumieją zasad biznesu i jest spokojny, że jego współpracownik oczyści się przed sądem. Dodaje również, że już go zwolnił: prawo pracy precyzuje, że jeżeli pracownik został tymczasowo aresztowany na okres ponad trzech miesięcy, to należy z nim rozwiązać umowę o pracę. - Zresztą to nie miało nic wspólnego z moim zaangażowaniem w Sejmie, gdzie wkładałem duże pieniądze z prywatnego majątku. Po to, aby politycy mieli pewność usług na najwyższym poziomie, godnym marszałków Sejmu, Senatu czy premiera - deklaruje.

Konflikt restauratorów

Już po kilkunastu dniach wspólnego prowadzenia sejmowych restauracji właściciel Ujazdowskiej i jego nowy partner biznesowy weszli jednak w ostry konflikt. Ten ostatni opowiada, że nagle przestano go wpuszczać do Sejmu, gdzie zostawił sprzęt kuchenny oraz produkty warte nawet kilkaset tysięcy złotych.

- Wszystko leży w magazynach opieczętowane, gotowe do protokolarnego odbioru. Nasza dalsza współpraca jest niemożliwa - odpowiada właściciel Ujazdowskiej.

- W miejscu, gdzie rodzi się prawo, dokonano na mnie przestępstwa. Informowałem o mojej sytuacji władze Kancelarii Sejmu, prokuratora generalnego i władze klubu Prawa i Sprawiedliwości. Żadnej reakcji - skarży się jego wspólnik.

Według niego nadal obowiązuje cesja umowy i to on powinien świadczyć usługi gastronomiczne w Sejmie jeszcze przez dziesięć lat. Próbował poinformować policję, że padł ofiarą przestępstwa na terenie parlamentu. - Usłyszałem, że nie mogą interweniować na terenie Sejmu. Tam władzę ma jedynie marszałek Sejmu i Straż Marszałkowska. A ci udają, że mnie nie ma i nigdy na terenie Sejmu nie było - mówi wspólnik.

Poza widokiem służb

Ten ostry konflikt pokazuje luki w systemie bezpieczeństwa państwa. Pytaliśmy w służbach specjalnych oraz w urzędzie ministra koordynatora służb specjalnych Mariusza Kamińskiego (który - choćby jako poseł - sam korzysta z sejmowych restauracji), czy służby przyglądają się konfliktowi restauratorów. Od najwyższych rangą osób słyszeliśmy: "nic o tym nie wiem".

O komentarz poprosiliśmy byłego koordynatora służb i członka sejmowej komisji do spraw służb specjalnych Marka Biernackiego. Odpowiedział pytaniem: - Jeśli w Sejmie może się pojawić restaurator, który prowadził interesy badane przez CBA, to może wkrótce pojawią się kelnerzy, którzy nagrywali polityków i biznesmenów?

Podobne luki dotyczą osób personelu zatrudnianego przez restauratorów. W tym przypadku firma wraz ze swoimi pracownikami pojawiła się na terenie parlamentu z dnia na dzień. To oznacza, że żaden z kucharzy, którzy gotowali dla marszałków Sejmu i Senatu, premier i ministrów, nie był sprawdzany przez służby.

Kancelaria umywa ręce

Kancelaria Sejmu, której przesłaliśmy pytania między innymi dotyczące handlu alkoholem bez koncesji, odesłała nas do... restauratorów.

"Zwracamy uwagę, że przedmiotem umowy nie jest 'catering', a oddanie w dzierżawę lokali użytkowych, w których restaurator zobowiązał się świadczyć usługi gastronomiczne w celu zapewnienia wyżywienia posłom, senatorom, pracownikom Kancelarii Sejmu i Senatu oraz innym osobom przebywającym na terenie parlamentu" - odpisano na nasze pytania.

Sprawa wyjaśniana "w trybie pilnym"

Do sprawy handlu w Sejmie alkoholem bez koncesji odniósł się w poniedziałek po południu na Twitterze dyrektor Centrum Informacji Sejmu Andrzej Grzegrzółka. W odpowiedzi na publikację na ten temat tygodnika "Wprost" zapewnił, że sprawa jest obecnie wyjaśniana. "Kancelaria Sejmu wyjaśnia sprawę w trybie pilnym i podejmowane są stosowne kroki prawne" - napisał.

W wydanym później komunikacie CIS czytamy: "28 lipca 2017 r. Kancelaria Sejmu zawarła ze spółką Movin Restauracje sp. z o. o. umowę dzierżawy lokali w celu prowadzenia usług gastronomicznych w budynkach Kancelarii Sejmu przy ul. Wiejskiej 4/6/8 w Warszawie. Zgodnie z umową, restaurator był zobowiązany do przedstawienia niezbędnych zezwoleń na sprzedaż alkoholu, czego ostatecznie nie uczynił. 25 września Kancelaria Sejmu otrzymała informację o sprzedaży alkoholu w jednej z restauracji i zażądała jego wycofania z oferty oraz przedstawienia przez restauratora szczegółowych wyjaśnień. Kancelaria Sejmu podejmuje stosowne kroki prawne".

Oceń treść:

Average: 10 (3 votes)
randomness