17.06.2008
Dostęp do marihuany medycznej miał być łatwiejszy, bo po zmianie prawa lek może przygotować apteka. Problem w tym, że na razie nie ma chętnych na produkcję surowca farmaceutycznego.
Dostęp do marihuany medycznej miał być łatwiejszy, bo po zmianie prawa lek może przygotować apteka. Problem w tym, że na razie nie ma chętnych na produkcję surowca farmaceutycznego.
O nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii oraz ustawy o refundacji leków pisaliśmy w lipcu ubiegłego roku. Miała wejść w życie po trzech miesiącach od dnia ogłoszenia, czyli już 1 listopada.
Od tego czasu, teoretycznie, dostęp do marihuany medycznej miał być łatwiejszy. Konopie do obróbki mają być sprowadzane z zagranicy (prawdopodobnie Kanady lub Holandii), bo w Polsce ich uprawa nadal jest nielegalna. Jednak sam lek będzie można już przygotować w Polsce.
Jak tłumaczył nam Tomasz Barszcz, prezes Okręgowej Rady Aptekarskiej w Lublinie, leki recepturowe mogą sporządzić apteki. Wcześniej było to niemożliwe. Gotowe leki mogły być sprowadzane indywidualnie w ramach importu docelowego dla konkretnego pacjenta. Chodzi m.in. o leczenie przewlekłego bólu, spastyczności w stwardnieniu rozsianym i lekoopornej padaczki.
Produkcją surowca farmaceutycznego z importowanych konopi (np. w postaci odpowiednio spreparowanego suszu, wyciągu czy żywicy) mogą zająć się firmy, które po spełnieniu odpowiednich wymogów dostaną na to zezwolenia.
– Surowiec musi być zarejestrowany. Dopiero potem może trafić do aptek – zastrzega prezes Barszcz.
– Do końca ubiegłego roku nie trafił do nas żaden wniosek o rejestrację takiego surowca. Na rozpatrzenie wniosków mamy maksymalnie 210 dni. Czas rozpatrzenia zależy od jakości dokumentów złożonych przez podmiot ubiegający się o rejestrację – tłumaczy Wojciech Łuszczyna, rzecznik Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych.
Zapytaliśmy wczoraj Ministerstwo Zdrowia, czy w związku z tym podejmie jakieś działania, żeby ułatwić pacjentom dostęp do leku i czy zgłaszały się firmy zainteresowane produkcją surowca farmaceutycznego na potrzeby aptek. Na razie nie dostaliśmy odpowiedzi na nasz e-mail.
Apteki mogą przygotować lek ściśle według recepty na środki odurzające lub substancje psychotropowe, wystawionej przez lekarza, który dokładnie określi dawkę surowca i formę leku. – Biorąc pod uwagę specyfikę takiego preparatu – jego narkotyczny charakter oraz potencjalną grupę pacjentów korzystających z terapii – przewidujemy ograniczone zastosowanie takich produktów – mówi Tomasz Barszcz, prezes Okręgowej Rady Aptekarskiej w Lublinie.
I zaznacza: – Ewidencja surowców farmaceutycznych będących środkami odurzającymi oraz nadzór nad nimi na wszystkich etapach produkcji i obrotu są bardzo restrykcyjne. Leki nie są objęte refundacją.
mieszkanie, pokój, przyciemnione światło, muzyczka (metal), godzina 20.
17.06.2008
Totalny spontan, nieodpowiedzialność i szczypta głupoty.. Raz się żyje. Duży bałagan w głowie, wiele niewiadomych.. Ale mimo wszystko ogromne zaufanie do samego siebie, dosyć dobrze ograniam temat medytacji, doświadczeń mistycznych i psychodelików.
Z góry uprzedzam, że miejsca i ludzie obecni w mojej historii pozostaną anonimowe. Większe miasto, w którym byłem, będę nazywać Dużą i przechyloną literą "M", a tę drugą pomniejszą miejscowość oznaczę analogicznie jej mniejszym odpowiednikiem - "m".
Spalono 1,2 g mieszanki (stosunek 1:1) Lobelia Inflanta i Ganjii (a
jednak :)). Nastepnie 40 mg SD i 3,2 g wysuszonego i skruszonego Peyotla
(biedaczek zmarl dwa dni temu, zostalolo jeszcze 6 roslin o ktore bardzo
dbam, no i San Pedrosy sztuk 6, wielkie jak.... niewazne jak co wielkie :)).
Nastawienie do palenia jak zawsze dobre, ale czułem lekkie poddenerwowanie, nastrój dobry. Działo się to w parku miejskim, sporo w nim ludzi, pogoda genialna - bardzo ciepło, zero wiatru i chmur.
Zacznijmy może od tego, że cały trip spędzony był z moją lubą, którą tradycyjnie nazywać będę "X". W ramach wstępu wspomnę również o tym, iż za każdym razem po paleniu czułem się genialnie, opisywana przeze mnie sytuacja jest moim pierwszym (a był to mój +/- 30 raz) negatywnym wspomnieniem z tą substancją.