Godzina 10:00.
Ciekawy felieton z Noizz.pl dotykajacy problemu, z którym zupełnie możliwe, że mieliście swego czasu do czynienia ;)
Nie wiem czemu niektórzy ludzie, zwłaszcza starsi, uważają całe moje pokolenie za "gnojków na narkotykach". Nie robię nic złego, a słyszę, że jestem "naćpany" cały czas.
Dziś rano takie określenie usłyszałem od na oko siedemdziesięcioletniej pani, gotowej wezwać policję po tym jak przebiegłem przez ulicę. Była pewna, że śpieszyłem się, bo "na pewno coś brałem" - a szedłem po prostu na staż do redakcji. Tak, zamiast ćpać, w wolnym czasie pracuję. Dlaczego kogoś to dziwi?
Niestety wiele starszych osób nie zastanawia się, jak jest naprawdę i całość swojej wiedzy o narkotykach i młodzieży ogólnie opiera na pseudo-dokumentalnym serialu "Szkoła" (sam znam takie przypadki). Wspomniany wyżej program pokazuje ogół młodych ludzi w większości jako głupich i niebezpiecznych i dodatkowo obrazuje to na przykładzie absurdalnych sytuacji. Nie wiem jak wy, ale ja nigdy w życiu nie spotkałem się z sytuacją, w której dziewczyna dodaje do picia chłopakowi krew z miesiączki, żeby zacząć mu się podobać lub też taką, w której chłopak przyjeżdża do szkoły karawanem i wszyscy się go boją, bo "jest wampirem". Licealiści boją się wampira, gratuluję pomysłu scenarzyście.
Wynikiem takiej formy "edukacji" o narkotykach i życiu młodych jest między innymi sytuacja, o której opowiedział naszej klasie jakiś czas temu jeden z nauczycieli. Po znalezieniu przy jednym z uczniów substancji przypominającej marihuanę, dyrektorka w celu sprawdzenia, z czym ma do czynienia, polizała ususzoną roślinę. Pomijając fakt, że to mógłby być najgorszy chemol (syntetycznie otrzymana substancja o właściwościach psychoaktywnych, często złej jakości i niebezpieczna) i mogłoby się coś po prostu jej stać, to kto o zdrowych zmysłach liże coś takiego?
O ile rozumiem starszych ludzi, którzy swoją wiedzę czerpią z ogłupiających telewizyjnych programów, o tyle nie rozumiem, dlaczego za potencjalnego narkomana jestem uważany przez służby. W ciągu ostatniego roku zostałem cztery razy przeszukany przez policję - ostatnio pod pozorem akcji "Mokotów bez narkotyków i dopalaczy", a przynajmniej tak usłyszałem od policjantów, którzy przerwali mi spacer na Służewiu, bo informacji o akcji nigdzie nie mogę znaleźć. Nie jestem źle nastawiony do takich działań, bo raczej nie potrzebuję ućpanego amfą gościa w parku, ale mam kilka zastrzeżeń. To, że ktoś jest młody, z góry nie oznacza, że w plecaku ma kilogram kokainy, a niestety odczuwam wrażenie, że przynajmniej dla części policjantów bycie siedemnastolatkiem właśnie to znaczy. Policjant może dokonać kontroli osobistej tylko w razie istnienia uzasadnionego podejrzenia popełnienia czynu zabronionego pod groźbą kary (Ustawa o Policji, art. 15 ust. 5) i wydaje mi się, że wiek i może trochę ospałe spojrzenie nie są wystarczającymi przesłankami w tej sytuacji.
Mimo to, sytuacje gdy ja lub moi znajomi byli przeszukiwani, lub grożono im przeszukaniem bez podania podstawy, zdarzały się wielokrotnie. Nawet jeśli do niego nie dochodziło, dostawaliśmy pełny opis tego, co się z nami stanie krok po kroku: "że nas przeszukają i jak coś znajdą to komenda, prokurator i oczywiście jazda do aresztu oraz mnóstwo innych nieprzyjemności". Zdarzyło się też, że policjanci postanowili przeszukać mojego znajomego za to, że przebiegł przez przejście dla pieszych na czerwonym świetle. Przeszukano go o 23, w środku tygodnia, podczas wpisywania kodu do furtki do domu. Mam dziwne wrażenie, że ci sami policjanci nie chcieliby przeszukać równie losowego co my czterdziestolatka. Bardziej upierdliwy policjant komu innemu, starszemu, pewnie dałby za coś takiego mandat, albo równie dobrze upomnienie. A my? My na pewno jesteśmy naćpani, albo mamy przy sobie narkotyki.
Na koniec miałbym wielką prośbę: ludzie, dajcie szansę młodym. Naprawdę nie jesteśmy tacy źli, jak nas większość przedstawia. Przestańmy uogólniać. Ja wiem, że nie wszyscy walczycie na śmierć i życie o miejsce dla waszych siatek w tramwaju. I jeszcze jedno zdanie do służb: naprawdę bardzo szanuję to, co robicie dla bezpieczeństwa wszystkich ludzi, ale odpuście troszkę. Tak samo jak mając 45 lat nie musisz non-stop chodzić upity bimbrem z działki, to mając 20 lat nie musisz non-stop chodzić naćpany.
Negatywne myśli na temat niezdanego egzaminu, szukaniu nowej szkoły i braku przyjaciół. Samotność i przygnębienie. Myślenie o następnym odcinku kolejnej sieczki. Miejsce: Nowy świat, Warszawa. Godzina 10-11 rano. Brak śniadania. Ważę 56 kg.
Godzina 10:00.
Ogólne nastawienie jak najbardziej pozytywne oraz ekscytacja przed spontanicznym tripem. Setting nie wyglądał już tak kolorowo - komplet domowników w mieszkaniu, aczkolwiek z racji względnie późnej pory jedynie siostra pozostała na posterunku.
Główna akcja miała miejsce w nocy z 22 na 23 sierpnia. Dzień minął mi na mniej lub bardziej udanych przygotowaniach do kampanii wrześniowej. Po nauce odczułem potrzebę relaksu, więc szybka mobilizacja i ekipa na wieczorne piwko zmontowana. Po wypiciu i spaleniu blanta powoli każdy udaje się do domu. Ja nie czuję się do końca ukontentowany, więc postanawiam wprowadzić w życie plan dysocjacyjnego tripa. Podczas drogi do domu odczuwam ekscytacje i podniecenie porównywalne z tym z pierwszych lotów.
Z chłopakiem i przyjaciółmi, sobota wieczór, jezioro Piaseczno, pole namiotowe na łonie natury, podekscytowanie i pozytywne nastawienie
Wszystko miało miejsce pewnej sobotniej nocy, na pięknym łonie natury i totalnym odosobnieniu. Moja przygoda z psychodelikami i empatogenami zaczęła się już jakiś czas temu, jednak nigdy nie dane mi było przeżyć tego w innym miejscu niż miasto. Dlatego wspólnie ze znajomymi zdecydowaliśmy się na weekendową wycieczkę daleko za miasto. Wybór padł na Pojezierze Brodnickie, a konkretnie jezioro Piaseczno, co zostało wybrane kompletnie przypadkowo.
Komentarze