Lekarz przez lata działał jak diler narkotykowy?

Czy doktor W. przez wiele lat działał jak diler narkotykowy? Czy nikt nie zauważył dziesiątek wypisywanych przez niego podejrzanych recept? Kontynuacja dziennikarskiego śledztwa, które zostało rozpoczęte po śmierci Marcelego z Poznania.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Dziennik Wschodni
UWAGA! TVN / x-news
Komentarz [H]yperreala: 
Tekst stanowi przedruk z podanego źródła. Pozdrawiamy!

Odsłony

299

Czy doktor W. przez wiele lat działał jak diler narkotykowy? Czy nikt nie zauważył dziesiątek wypisywanych przez niego podejrzanych recept? Kontynuacja dziennikarskiego śledztwa, które zostało rozpoczęte po śmierci Marcelego z Poznania.

24-letni Marceli był uzależniony od morfiny. Po jego śmierci matka przeprowadziła prywatne śledztwo. Koło łóżka syna znalazła pięć recept, na ich podstawie można było kupić lek MST Continus, czyli morfinę. Recepty Marcelemu wystawił jednego dnia psychiatra, do którego chłopak poszedł na wizytę tuż przed śmiercią.

– Zobaczyłam, że to jest morfina w najwyższych dawkach i już nie musiałam pytać, co się z synem stało – mówiła Mariola Ismail-Zade.

Stosując dziennikarską prowokację, udało się potwierdzić podejrzenia matki 24-latka. Dziennikarka redakcji Uwaga! TVN podając się za narkomankę zapisała się na wyjątkowo drogą, prywatną wizytę u doktora W. Poprosiła o morfinę i silnie uzależniający, również stosowany przez narkomanów, lek nasenny.

Po wizycie redakcja chciała się dowiedzieć na jakiej podstawie lekarz przepisał leki. – Deklaracji pani, że jest osobą uzależnioną – stwierdził W. Dodał, że „nigdy nie wiadomo, co dana osoba zrobi z lekami” i że działa w dobrej wierze.

– Pytałam w środowisku [osób uzależnionych od morfiny – red.], czy oni też w ten sposób korzystali. Pan lekarz z tego słynął, że przyjeżdżają osoby z całej Polski i wypisuje im recepty, takie jakie chcą – wskazywała Mariola Ismail-Zade.

Sklep z receptami?

Redakcja poszła tropem matki Marcelego i sprawdziła od jak dawna w Poznaniu działał sklep z narkotycznymi receptami doktora W. Dotarła do klientów lekarza-psychiatry. Rozmówcy przekonywali, że doktor W. przepisywał im narkotyki, m.in. morfinę.

– Wszyscy morfiniści z Poznania tam chodzili. On miał nawet swoją ksywkę. Staliśmy w kolejce po recepty i ze sobą rozmawialiśmy – przywołuje 21-letnia Agnieszka. Mimo młodego wieku, wieloletnie przyjmowanie opiatów zrujnowało jej zdrowie: wypadły jej zęby, ma olbrzymie problemy z oddychaniem i trawieniem.

Inna młoda kobieta - Anna, dziś jest na drodze do wyjścia z nałogu. Jej zdaniem z usług medyka korzystały dziesiątki osób takich jak ona. – Chodziłam tam co miesiąc przez półtora roku. Jak on nie miał czasu wypisać, bo miał za dużo terminów, to za tę samą kwotę wypisywał tylko recepty, do odebrania w postaci koperty. Płaciło się tyle samo, co za wizytę – opowiada.

Kolejny rozmówca - Krzysztof - miał spotkać się z lekarzem twarzą w twarz dwa razy. – Po pierwszej wizycie każda kolejna wyglądała tak, że przychodziło się do sekretarki, on siedział w osobnym pokoju z jakimś pacjentem. A sekretarka dawała kopertę z imieniem i nazwiskiem. W kopercie były recepty – opowiada.

Doktor W. wypisywał rozmówcom nie tylko recepty. Dostali oni także zaświadczenia, w których psychiatra poświadczał, że cierpią na zespół nadpobudliwości psychoruchowej, czyli ADHD i z tego powodu powinni zażywać uzależniające leki.

– To było zaświadczenie, żeby dostawać też leki od innych lekarzy. Ponieważ on nas uzależnił od leków do tego stopnia, że nam nie wystarczało to, co on nam dawał – przekonuje Agnieszka.

– Znajdowałem psychiatrę, umawiałem się na wizytę i pokazywałem zaświadczenie od doktora W. Na tym zaświadczeniu wypisane są leki, jest dawkowanie, część osób ma diagnozę – opowiada Krzysztof.

– Jestem ADHD i ADD, każda osoba, którą znam i chodziła do tego lekarza, to miała. A tak naprawdę nie mieli tego i ja też nie mam – przyznaje Anna.

14 tys. miesięcznie

Krzysztof zorientował się, że dzięki zaświadczeniu od doktora W. może nie tylko zdobywać narkotyki na własne potrzeby, ale też handlować nimi na czarnym rynku. – Jak sprzedawałem MST Continus potrafiłem miesięcznie wyciągać po 14 paczek – wspomina.

Czy to możliwe, by przez lata działalności lekarza nikt nie dostrzegł, że wypisuje swoim pacjentom narkotyki? Okazuje się, że na trop podejrzanych działań doktora W. pierwszy raz wpadł ponad 10 lat temu Narodowy Fundusz Zdrowia.

– Sprawa lekarza, o którym mówimy, dotyczy lat 2008-2009. Wtedy po raz pierwszy stwierdzone zostały nieprawidłowości. Lekarz wypisywał wyjątkowo dużo recept na leki narkotyczne. Oraz wypisywał je na pacjentów, którzy później w wyniku sprawdzania nie potwierdzili tego, że takich recept – leków, potrzebowali. Recepty były wystawiane na pacjentów, którzy o tym nie wiedzieli – mówi Marta Żbikowska-Cieśla z NFZ.

Zerwana umowa z NFZ

Sygnał z Narodowego Funduszu Zdrowia został zbadany przez organy ścigania i znalazł swój finał, lecz nie można o nim mówić z uwagi na przepisy prawa dotyczące zatarcia skazania. Skutkiem tej sprawy była jednak decyzja NFZ. I obowiązuje do dzisiaj.

– Zerwaliśmy umowę z tym lekarzem na wypisywanie leków refundowanych. Zablokowaliśmy dostęp do pobierania recept numerowanych oraz zgłosiliśmy sprawę do Wielkopolskiej Izby Lekarskiej – wylicza Marta Żbikowska-Cieśla.

Gdy miesiąc temu redakcja Uwagi pokazywała efekty naszej prowokacji prezesowi Izby Lekarskiej, mówił, że jest zaskoczony tym, co zobaczył. Jak to możliwe, skoro już wiele lat wcześniej lekarski samorząd wiedział o nielegalnych praktykach doktora W.?

– Nie przypominam sobie, jeszcze będąc rzecznikiem odpowiedzialności zawodowej, żeby w ogóle tego typu sprawa była wcześniej prowadzona. Dotycząca wystawiania recept na narkotyki – mówi Artur de Rosier, prezes WIL.

Redakcja chciała ponownie spotkać się z doktorem W., by porozmawiać o relacjach jego uzależnionych pacjentów i tajemniczym postępowaniu lekarskiego samorządu. Lekarz zadzwonił kilkadziesiąt minut później.

– Nie będę z panem rozmawiał i nie będę o niczym informował – stwierdził.

Oceń treść:

Average: 9 (1 vote)
Zajawki z NeuroGroove
  • Efedryna

Postanowiłem wypróbować na sobie działanie efedryny. Jak do tej

pory ze środkami odurzającymi nie miałem do czynienia, więc

nadszedł czas coś tu zmienić (chociaż efedryna środkiem

odurzającym nie jest na pewno! :)))




  • Grzyby halucynogenne
  • Przeżycie mistyczne

Obudziłem sie rano około godziny 9 u mojej byłej już(ufff) dziewczyny C, ogarnelismy mieszkanko, zjedlismy po jednej kanapce z twarogiem, popiłem około pół litrem soku porzeczkowego (inhibitor Mao<3) i czekalismy na naszego ziomeczka (B.) po niedlugiej chwili zapukał do drzwi i wszedł do nas z podekscytowanie i nastawieniem na przyjemny trip ( nigdy w zyciu nie brał zadnych narkotyków oprócz THC) spakowalismy wczoraj nazbierane kapelusze wolnosci i ruszylismy w strone przystanku autobusowego

Po około 5 minutach od wyjścia z autobusu od razu zajęliśmy się konsumpcją moich ulubionych łysic <3 Jakos inaczej zapamiętałem ich smak, był raczej łagodny i neutralny, teraz aplikacja kapeluszy wolności sprawiła mi lekki trud, lecz cała porcja zniknęła praktycznie na raz, zapita wodą (Jedynie mojej dziewczynie C.) sprawiło to delikatny trud, wypluła wszystko, lecz namówiłem ją do po prostu szybkiego połknięcia (hehehe). zaczynamy przechadzkę po lesie, mój ziomeczek (nazwijmy go B.) bardzo dobrze zna ten las, wiec idziemy w pewnym kierunku, czyli miejscem pogrzebu mojej i C.

  • 4-HO-MET
  • Etanol (alkohol)
  • Pierwszy raz

Trip z trójką znajomych - C, Sz i K. Dla nikogo z nas nie był to pierwszy raz z psychodelikami. Zdarzyło się już nam nawet wcześniej tripować na kwasie w podobnym składzie - ja z C i Sz. C i Sz z kolei jedli hometa z K. Jedynie ja z K nie miałem wcześniej okazji razem spożywać psychodelików. Pokój C w jego domu rodzinnym. Rodzina C była w domu, ale mieliśmy pełen komfort, jako że rzadko kiedy w ogóle ktoś zaglądał do pokoju, w którym mieliśmy spędzić najbliższe kilka godzin. Zimowy wieczór. Ogólna kondycja psychofizyczna całkiem niezła, chociaż bywało lepiej. Możliwa lekka tolerka. W ciągu ostatnich 3 tygodni zdążyłem odbyć dwa tripy przy 15mg i 10mg 4-ACO-DMT (choć to drugie trudno nazwać tripem z prawdziwego zdarzenia).

Wstęp: Zbieg okoliczności sprawił, że na przełomie 2011/2012, po tym jak długo nie mogłem znaleźć okazji ani towarzystwa, żeby spróbować psychodelików, nagle okazało się, że w okresie trwającym trochę więcej niż miesiąc umówiłem się na aż cztery tripy. Opisywany w niniejszym TR był trzecim z nich. Ze względu na duże ich zagęszczenie jak i inne okoliczności, nastawiałem się raczej na rozrywkowego tripa niż na podróż w głąb siebie. Już od dłuższego czasu planowałem z kilkoma starymi znajomymi zjedzenie hometa albo 4-ACO-DMT.