Kierowczyni Uber Eats miała zawieźć zamówienie z restauracji na przedmieściach Sydney, ale coś ją tknęło. Zamiast to zrobić, pojechała na posterunek policji. Słusznie, bo w foliowej reklamówce zamkniętej opaską zaciskową były narkotyki.
Jak dostawczyni jedzenia Jess zorientowała się, że z zamówieniem jest coś nie w porządku? Po pierwsze było bardzo dziwne. Pracowała na drugą zmianę, kiedy otrzymała zlecenie dostarczeni przesyłki w ramach usługi Uber Connect. Z restauracji w mieście Mascot w Nowej Południowej Walii odebrała foliową torebkę zabezpieczoną plastikową opaską zaciskową. Kiedy spytała, co się znajduje w środku, usłyszała od pracownika, że to tubka z pastą do zębów. Większość ludzi takie produkty zamawia raczej w inny sposób. Handlarza narkotyków zdradziło jeszcze coś.
Prowizja za dostawę przesyłki była niespodziewanie wysoka, bo wynosiła aż 16 dolarów. Koszt dostawy w Uber Eats jest zależny od ceny zamówienia: wynosi od 15 do 30 proc. jego wartości. Taką prowizję pobiera oczywiście firma, kurier dostaje jej niewielką część. Na tej podstawie łatwo się domyślić, że wartość zamówienia musiała być niecodzienna i zdecydowanie zbyt wysoka w przypadku tubki pasty do zębów. Nic dziwnego, bo kiedy policjanci przyjrzeli się przesyłce, okazało się, że w niepozornej tubce oprócz pasty były dwa gramy metamfetaminy. O nietypowej dostawie pisze australijski dziennik "The Sydney Morning Herald".
To dopiero początek tej historii, która rozwinęła się nieoczekiwanie. Można by się spodziewać, że po zawiezieniu nielegalnej przesyłki na policję, przestępca zostanie skreślony z listy Uber Eats. Nic podobnego. Było odwrotnie, bo system zadziałał w schematyczny sposób.
Po pierwsze odbiorca przesyłki rozczarowany tym, że jej nie otrzymał, wystawił negatywną opinię kierującej samochodem Uber: za niezrealizowaną dostawę otrzymała od niego jedną gwiazdkę. Dodatkowo zadzwonił i nakrzyczał na nią. Korporacja wcale nie wzięła strony kierowczyni. Kiedy poszkodowana kurierka skontaktowała się z obsługą klienta, pracownik Uber Eats stwierdził, że ze względu na wiarygodność systemu ocen dostaw, nie można ich zmienić po wystawieniu. Jedna gwiazdka, którą otrzymała dostawczyni Uber Eats, rzekomo mogła być skasowana wyłącznie po zrefundowaniu przez nią zamówienia, którego nie dostarczyła. Nie ma od tego wyjątków.
Dopiero kiedy o sprawie napisał australijski dziennik, pytając, dlaczego przedsiębiorstwo stanęło po stronie dealera metamfetaminy, okazało się, że jednak są odstępstwa od tej reguły. Rzeczniczka firmy przekazała mediom, że jakakolwiek nielegalna działalność kontrahentów wiąże się z natychmiastową utratą dostępu do systemu Uber. Przyznała, że nie wolno w ten sposób dostarczać towarów, którymi obrót jest prawnie zabroniony. Dodatkowo przedstawiciel korporacji zawiadomił kurierkę, że usuną krzywdzącą opinię, ale mimo to zapłacą jej za stracony czas. Całe 16 dolarów. Dla niej historia zakończyła się dobrze.
Nieznane są losy dostawcy, który myślał, że wpadł tę znakomitą metodę przekazywania narkotyków klientom. Sprawa raczej nie skończy się dla niego dobrze, bo schemat tylko pozornie był genialny. Biedaczek widocznie nie zdawał sobie sprawy, że informacje dotyczące każdej dostawy, poczynając od trasy dojazdu, przez kwoty zakupu, a kończąc na danych odbiorców i dostawcy, zostają w systemie Uber Eats. Nawet jeśli wszystkie konta były wystawione na fałszywe dane, lokalizacje i ceny muszą się zgadzać. Nie da się oszukać telefonicznego GPS-u. Dzięki temu nader łatwo się domyślić, gdzie przebywali nabywcy narkotyków oraz jakie ich ilości kupili. Dlatego klienci akurat tego dostawcy mogą spodziewać się kolejnych wizyt. Tym razem przyjadą do nich smutni panowie w czarnych strojach i kominiarkach.
Nie będzie to typowy trip raport, lecz zbiór paru krótkich opisów przygód na mefedronie, możliwe, że wiele osób które nigdy nie brały, dzięki tym paru opisom poznają z teorii tą zacną i srogą substancję, kolejność przypadkowa, nie chronologiczna. Dla Was to będzie źródło informacji, dla mnie swoista spowiedź.
Substancja: Szałwia Wróżbitów
Doswiadczenie: SD 1 raz, grzyby, snif-snif (juz rok dtx!), merry...
Nastawienie: Bardzo dobre. Samopoczucie: Genialne. Lokalizacja: Dom.
O dokumencie: Trip raport archiwalny z 2010 roku, napisany następnego dnia po eksperymencie. W chwili przyjęcia 4-ACO-DMT miałem 18 lat.
Informacje wstępne.
Do spróbowania 4-ACO-DMT zachęciły mnie relacje innych osób, które eksperymentowały z tą substancją. Z Trip raportów wynikało, że działa ona podobnie do grzybków halucynogennych (łysiczek), więc czemu by nie spróbować?
Komentarze