Kultura konopi in vitro to przyszłość komercyjnych upraw…

… ale na dzień dzisiejszy wciąż wymaga dużych inwestycji. Tekst z Magivangi w przystępny sposób przybliży Wam zagadnienie.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Magivanga
Conradino Beb
Komentarz [H]yperreala: 
Tekst stanowi przedruk z podanego źródła - od serca zachęcamy do odwiedzania portalu Magivanga, na którym oprócz kwestii okołołopsychoaktywnych znajdziecie mnóstwo ciekawych teksrów dotyczących różnych zjawisk kulturowych, filmu, etc.

Odsłony

233

Kultura in vitro, hodowla tkankowa, czy też mikropropagacja roślin, to proces rozmnażania komórek roślinych w wysoce sterylnych warunkach, wykorzystujący pożywki składające się z cukrów, witamin, aminokwasów i hormonów wzrostu.

Mikropropagacja i marihuanowy boom

Procedura nie jest nowa, gdyż wykorzystuje się ją z dużym powodzeniem od 1965, kiedy francuski botanik, George Morel, ocalił w ten sposób przed całkowitym wyginięciem rzadki gatunek storczyka.

Technologia szybko została wdrożona przez przemysł agrotechniczny i dzisiaj mikropropaguje się na całym świecie – także w Polsce – winorośl, żyto, jabłoń i wiele innych roślin uprawnych o strategicznym znaczeniu dla gospodarki, do których w ostatnich kilku latach dołączyły konopie.

Związane jest to z postępującym w ostatniej dekadzie upadkiem prohibicji, przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie, gdzie firmy biotechnologiczne są obecne od wiele lat i dysponują w pełni rozwiniętą infrastrukturą, która jest w stanie zaspokoić wszystkie potrzeby rynkowe.

Zainteresowanie tych firm rynkiem konopnym jest związane z legalizacją upraw wielkopowierzchniowych w Kolorado, Kalifornii, Waszyngtonie, Nevadzie, Oregonie i innych stanach USA, których właściciele ze względu na regulacje, obciążone wysokimi opłatami, a także koszty stałe i podatki, szukają oszczędności, gdzie tylko popadnie.

Ma to jednak również uzasadnienie czysto rynkowe, jako że „zielona gorączka” zachęca do agresywnego inwestowania w przemysł wielu dużych graczy, zainteresowanych marihuaną jako produktem obdarzonym wysoką stopą zwrotu z inwestycji, którą można utrzymać jedynie w przypadku niskich nakładów produkcji i atrakcyjnej dla sprzedawców ceny hurtowej.

W istocie, ostatnie dwa lata pokazują, że duży kapitał nie śpi i konsoliduje swoje operacje na całym świecie poprzez serię przejęć, zakupów i umów dwustronnych, mających na celu monopolizację produkcji, dystrybucji i sprzedaży marihuany w Europie i Ameryce Pn.

W ciągu następnych kilku lat konkurencja pomiędzy największymi z tych spółek – głównie solidnie stojącymi już na nogach molochami kanadyjskimi takimi jak Tilray, Canopy Growth czy Aurora Cannabis Inc. – doprowadzi jednak do sytuacji, w której niskie koszty operowania staną się kluczowe dla ich kapitalizacji giełdowej, udziału w rynku i wartości akcji.

Od klonowania do in vitro

Na dzień dzisiejszy większość dużych firm wykorzystuje w swoich operacjach klonowanie jako główną metodę, co gwarantuje powtarzalność materiału genetycznego.

Każda roślina-matka ma jednak ograniczoną ilość gałęzi ze stożkiem wzrostu, a masowe uprawy potrzebują od kilku do kilkudziesięciu tysięcy nowych sadzonek co 4-6 tygodni, co sprawia, że głównym problemem staje się przechowywanie i propagowanie matek.

To związane jest zaś z ogromnym nakładem zasobów ludzkich i energetycznych, jako że rośliny te muszą być na stałe utrzymywane w fazie wegetatywnej, sprawdzane na obecność owadów, pryskane, podlewane, użyźniane, przesadzane… a w wypadku ich śmierci zagrożona jest ciągłość całej operacji, która w przypadku spółki notowanej na giełdzie musi zostać zagwarantowana w 100%, by akcje nie poszybowały w dół z dnia na dzień!

I tu pojawia się kultura in vitro, która może zagwarantować nie tylko niskie koszty sadzonek, ale także ich stabilność genetyczną oraz brak problemów związanych z infekcjami bakeryjnymi, wirusowymi czy plagami szkodliwych owadów takich jak przędziorki, wciornastki czy mszyce, które są na dzień dzisiejszy ogromnym problemem i mogą całkowicie zniszczyć niemal każdą uprawę konopi.

Metodologia ta wymaga jednak całkowicie sterylnego środowiska pracy i wyspecjalizowanej kadry pracowniczej, znającej podstawy botaniki, chemii organicznej i posiadającej odpowiednie doświaczenie. To łączy się zaś z ogromnymi kosztami, które da się usprawiedliwić jedynie w przypadku dużych rozmiarów spółki i sporej ambicji rynkowej.

Zasadniczo, mikropropagacja rozpoczyna się od selekcji odpowiedniej rośliny do uprawy, która w komercyjnych uprawach musi zazwyczaj posiadać krótki czas kwitnienia, mieć ustabilizowaną strukturę i dawać wysoki plon.

Z tej następnie zostaje wyodrębniony tzw. eksplantat pierwotny, zazwyczaj zawierający tkankę merystematyczną, który zostaje odkażony i ulokowany w sterylnej próbowce lub na szalce Petriego, na której wcześniej umieszczono specjalną pożywkę (mieszankę cukrów, witamin, aminokwasów i hormonów wzrostu), służącą rozmnażaniu komórek i regularnie wymienianą.

Po około dwóch tygodniach tkanka przeradza się w małą sadzonkę, która nie posiada jednak korzeni i odżywia się wyłącznie dzięki pożywce. W tym punkcie sadzonkę zaczyna się ukorzeniać w sterylnym medium przy 100% wilgotności powietrza, co trwa od 4 do 6 tygodni, kiedy jest ona wreszcie gotowa do wysadzenia, jednak proces aklimatyzacji zajmuje kolejne 2-4 tygodnie, jako że roślina nie posiada w praktyce systemu immunologicznego

I mimo że brzmi to niezwykle pracochłonnie, i jest zdecydowanie wolniejsze od klonowania tradycyjną metodą – co wykazały badania porównawcze – kultura in vitro posiada wielką zaletę, którą jest selekcja nieograniczonej ilości komórek roślinnych w fazie wzrostu w próbowce bez potrzeby utrzymywania rośliny-matki o sporych rozmiarach i wymaganiach.

To jest zaś niezwykłym wabikiem dla korporacji konopnych, które marzą o szybkiej ekspansji i dużych zyskach, muszą więc posiadać niezawodny system uprawy bez ryzyka walczenia z wąskim gardłem, którym na dzień dzisiejszy jest dla nich bez żadnych wątpliwości propagacja roślin.

Wagę tej technologii dla przemysłu marihuanowego pokazało zaś niedawno, głośno omawiane w mediach, zgromadzenie $10 mln kapitału inwestycyjnego przez biotechnologiczną spółkę Front Range Biosciences z Kolorado, która z tym zastrzykiem gotówki skupi się teraz na mikropropagacji konopi włóknistych i medycznych.

Oceń treść:

Brak głosów
Zajawki z NeuroGroove
  • Amfetamina


Nigdy Nie Ciagnelo Mnie Do Takich Rzeczy Jak Feta, Lsd Itp. Ale Oczywiscie Nadazyla Sie Okazja Zeby Sprobowac (Fety), Wiec Pomyslalam Czemu Nie. Bylam Przekonana Ze Nie Odczuje Niczego Niezwyklego. Przynajmniej Mialam Taka Nadzieje. Nie Bylo Duzo Towaru, Bylismy W Trojke I Bylo 1/4 Deel-Paka. Uformowalam Sobie Spora Kreske I Nie Zwazajac Na Moja Sluzowke Nosa Pociagnelam Jak Stary Cpun. Czasami Ciagne Tabake Wiec Nie Mialam Z Tym Problemu. Czekalam Na Efekty...


  • Inne
  • Retrospekcja

Około 4 rano wypiłem na sen słabą herbatę z Mulungu. Wstałem o 12 i zjadłem trochę wołowiny i ryżu co może spowolnić i/lub osłabić działanie.

T=13:55

 

T+0min

Sampla 250mg dzielę na dwie równe kreski, jedną z nich na pół, odmierzoną porcję wrzucam do szklanki, zalewam wodą, piję i popijam przygotowanym wcześniej napojem. Smak gorzko-kwaśny inny niż 2C-B. Mam nadzieję, że Mulungu nie wpłynie za bardzo na trip - w internecie nie ma zbyt wielu informacji na temat interakcji z psychodelikami. 

T+27min

  • Dekstrometorfan

=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-



--------------------------------------------------------------------------------





waze ok 65 kilo

9:55 , zjadlem 10 tabletek acodinu , w smaku rzeczywiscie

ochydne po rozgryzieniu , nie wszystkie rozgryzlem , popijam

sokiem jablkowym - malo kwasny ale zawsze troche ,

10 tabletek wychodzi jakies 2,3 mg / kg - nawet nie II plateau

efektoow zadnych

  • LSD-25
  • Pozytywne przeżycie

Środek wakacji, bezchmurne niebo, plaża

Would it get some wind for the sailboat. And it could get for it is.
It could get the railroad for these workers. And it could be were it is.
It could Franky it could be Franky it could be very fresh and clean
It could be a balloon.
All these are the days my friends and these are the days my friends.


Christopher Knowles - kolanko 1 z opery "Einstein on The Beach” Philipa Glassa