Witam znowu!
Już cztery osoby zatruły się w tym roku dopalaczami w Krakowie. Z kolei policja zatrzymała kolejnych pięć osób, które zajmowały się ich sprzedażą w internecie.
Już cztery osoby zatruły się w tym roku dopalaczami w Krakowie. Z kolei policja zatrzymała kolejnych pięć osób, które zajmowały się ich sprzedażą w internecie.
Krakowscy policjanci, wspólnie z mundurowymi ze Śląska i Pomorza, zatrzymali kolejnych pięciu członków zorganizowanej grupy przestępczej, zajmującej się handlem dopalaczami. Tym razem w ręce funkcjonariuszy wpadły osoby w wieku od 27 do 48 lat, które były najwyżej postawione w hierarchii dopalaczowego interesu. Cztery z nich zostały tymczasowo aresztowane, a grozi im nawet do 10 lat więzienia. W ich mieszkaniach, poza m.in. środkami odurzającymi, policjanci znaleźli też np. maczety i miecze samurajskie. Do zatrzymań doszło m.in. w Małopolsce. W sprawie, w której już wcześniej zatrzymano 13 osób, prokuratura prowadzi śledztwo.
Tymczasem, jak informuje sanepid, w samym tylko Krakowie dopalaczami w tym roku zatruły się już cztery osoby (za cały ubiegły rok odnotowano siedem takich przypadków). To z reguły ludzie młodzi, w niektórych przypadkach jeszcze niepełnoletni (16 lat). Dopalacze, po które sięgają mają często bardzo niepozorne nazwy, jak np. Smerf Baluś. Kreatywność producentów nie zna granic. Inne nazwy dopalaczy - jak wylicza sanepid - to m.in. Hell Liquid, Czyścioch, Herkules, Spoko Koko, Cocolino czy Czochracz Łagodny.
Jacek Żak, rzecznik prasowy Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Krakowie, twierdzi, że sprzedaż dopalaczy przeniosła się do internetu.
- W stolicy Małopolski nie ma fizycznie sklepów, które się tym zajmują - dodaje Żak. - Sklepy stacjonarne były na bieżąco likwidowane w ciągu ostatnich lat, nie tylko w Krakowie, ale i w całej Małopolsce - dopowiada mł. insp. Sebastian Gleń, rzecznik małopolskiej policji. Po sierpniowej nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii mundurowi obserwują malejącą skalę sprzedaży dopalaczy w sieci (coraz częściej są rozprowadzane na czarnym rynku). Zgodnie z nowymi przepisami samo posiadanie dopalaczy jest już teraz zabronione, podobnie oczywiście jak ich rozprowadzanie. Tym drugim trudnią się z reguły mężczyźni w wieku od 20 do 35 lat. Często powiązani są ze środowiskiem pseudokibiców.
Specjaliści nie mają wątpliwości, że kolejne specyfiki, które zalewają rynek, są równie niebezpieczne jak klasyczne narkotyki. - Pod względem toksycznego wpływu na organizm niczym się nie różnią. Mogą powodować zatrucia, uszkodzenia narządów wewnętrznych czy nawet zgony. Co więcej, tzw. dopalacze działają szybciej i bardziej intensywnie, często zawierają kilka substancji psychoaktywnych o trudnej do określenia dawce - mówi dr n. med. Piotr Hydzik, kierownik oddziału toksykologii w Szpitalu Uniwersyteckim.
W tym roku w Małopolsce przez dopalacze zmarły już co najmniej dwie osoby. - Dopalacze powodują także różne dolegliwości. Młoda kobieta z powiatu dąbrowskiego na kilka dni straciła po ich zażyciu zdolność mówienia - dodaje mł. insp. Gleń.
W sieci bez większego problemu można znaleźć oferty sprzedaży dopalaczy. „Nikomu nie trzeba przybliżać tego znanego wszystkim produktu, jakim jest cherry Kokolino. Świetna sól piorąca, która wyprała już nie jedną głowę” - czytamy w jednej z ofert. Link do strony internetowej, na której znajduje się to ogłoszenie, przesłaliśmy policji. Mundurowi mają tę stronę sprawdzić.
Od dawna planowany i wyczekiwany trip na zakończenie lata - połączenie psychodeliku i MDMA. 11 września roku pańskiego 2011 uraczył nas upalną, prawdziwie letnią pogodą - tak jakby lato chciało się z nami pożegnać najlepiej jak potrafi. Na miejsce celebracji wybraliśmy tzw. alfa-góry - niewielkie wzniesienia otoczone łąkami położone kawałek za miastem. Tripujemy w doborowym, przyjacielskim gronie 6 osób. Wszyscy nastawieni bardzo pozytywnie i podekscytowani - ten trip miał być zwieńczeniem, ukoronowaniem naszego psychodelicznego lata miłości, wiedzieliśmy, że mamy spodziewać się czegoś niezwykłego.
Jest piękne niedzielne przedpołudnie. Wszyscy uczestniczy tripa spotykają się w mieszkaniu Larwy. To tutaj sporządzamy wodny roztwór, z którego przy pomocy strzykawki odmierzamy po 25mg 4-Aco-DMT na głowę. Zależy nam na czasie (wieczorem tego samego dnia wybieram się do teatru), więc postanawiamy zażyć go jeszcze w domu – stwierdzamy, że zapewne załaduje się nam akurat kiedy dojdziemy na miejsce przeznaczenia. Dokładnie o 12.00 każdy wypija swoją część lekko gorzkiego roztworu.
Chęć przeżycia czysto narkotycznego. Miejsce: mieszkanie w bloku, prywatny pokój. Klimatyczny wieczór. Rodzina na kwadracie.
Poniedziałek 23:00. Wyposażyłem się w 3 butelki Pini. Ostatnio ćpałem kodeinę 4 miesiące temu. To mój 3 raz. Wróciłem z aptek o 17:00, cierpliwie czekając na odpowiednią chwilę. Po odwaleniu kilku rutynowych czynności, obejrzeniu meczu Polski z Meksykiem, umyciu się, pościeleniu łóżka mając do szkoły na jutro na12 przygotowałem się. Nie wszyscy poszli spać, ale mogę już zaczynać.
Ciemny pokój, późna noc.
Wszystko zaczęło się od wypadku, albo wypadek był pewnego rodzaju katalizatorem. Słoneczna pogoda, rześki, sierpniowy poranek i ja na rowerze, jadący do pracy. Ja kontra samochód.
Diagnoza: uszkodzone nerwy w ramieniu i połamany palec.
Wiare porzuciłem już dawno, ale leżąc na sorze przez moment pomyślałem, że bóg chyba na prawdę na mnie spogląda, przynajmniej od czasu do czasu.
Po wyjściu ze szpitala, po czterodniowym pobycie, mimo że ręka napierdalała jak szalona, cieszyłem się, że w końcu odetchnę od roboty.