Koniec heroinowego gangu

Do 10 lat wiezienia grozi szefom grupy, zajmujacej sie produkcja i sprzedaza polskiej heroiny, zatrzymanym przez gdanska policje. Podczas akcji zabezpieczono dwie tony suszu slomy makowej

Anonim

Kategorie

Źródło

PAP

Odsłony

2757
O zatrzymaniu szefów i tym samym rozbiciu szajki, kontrolujacej trójmiejski rynek sprzedazy polskiej heroiny, poinformowala dzis rzecznik gdanskiej policji Danuta Wolk-Karaczewska.

Przywódcy grupy, kontrolujacej produkcje narkotyków, juz od chwili zasiania maku na polach pod Inowroclawiem (Kujawsko-Pomorskie) do momentu sprzedazy gotowego kompotu, to przestepcy znani gdanskiej policji m.in z groznych napadów.

Zlapani na poczatku pazdziernika 44-letni Daniel N. i 42-letni Waldemar S. odsiadywali kilkunastoletnie wyroki w wiezieniu. Obaj scisle nadzorowali sprzedaz kompotu na terenie trójmiasta, przemoca eliminujac konkurencje. Grozili ucieciem palców sekatorem 14-letniej dziewczynce, która na zlecenie matki, produkujacej narkotyk dla grupy, bez wiedzy bossów sprzedawala kompot w rejonie gdanskiego dworca.

Ostatnim elementem akcji skierowanej przeciwko szajce bylo zatrzymanie rolników z kilku wsi pod Inowroclawiem, którzy uprawiali mak. W stodolach i pomieszczeniach gospodarczych policjanci znalezli lacznie ponad 2 tony suszu. To ilosc wystarczajaca na wyprodukowanie – tys. porcji narkotyku o szacunkowej wartosci ok. 1 mln 200 tys. zl.

Lacznie od czerwca 2004 r. w rece policji wpadlo 20 osób, powiazanych z gangiem: takze dilerów i producentów polskiej heroiny. 11 osób przebywa w areszcie.

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

Rodzynka (niezweryfikowany)
To ilosc wystarczajaca na wyprodukowanie &amp;#8212; tys. porcji narkotyku <br> <br>Chyba ktos zapomniał wpisac cyferki :D
.chudy. (niezweryfikowany)
bo nie wiedzą jeszcze dokładnie ile dla tego piszą jakieś głupie znaczki :)
Zajawki z NeuroGroove
  • Katastrofa
  • Mefedron

Katastrofa życiowa, przegięcie z braniem benzo, Mdma, fety, generalnie wszystkiego co się dało. Doprowadziło to do mojej wyprowadzki od chłopaka, z którym mieszkam ponad 3 lata. "Trip" odbył się w nocy, trwał 6 godzin, był to wynajęty przeze mnie pokój. 4 dni później wróciłam do DOMU i mojej miłości, którą do tej pory ranię.

23:00 wchodzi kreska. Mało, może 50 mg. Nie działa. Nie ma w tym nic dziwnego, byłam benzodiazepinowym zombie

 

23:15 kreska, może 100 mg

 

24:00 biorę się za pracę. Roznosi mnie a jednocześnie przygniata. Zaczynam myśleć o życiu. 

 

00:15 wrzucam do szklanki z pepsi z 200mg

 

01:00 Na zmianę wpadam w panikę, płaczę, wbijam paznokcie w skórę i myślę o tym jak będzie wyglądała moja przyszłość. Boję się, pragnę być blisko mojej najbliższej osoby, wzoru, wsparcia, sensu życia. Tęsknię za nim a jednocześnie go ranię - ćpając.

 

  • LSD-25
  • Pierwszy raz

Ja, sam. Zbliża się zmrok. Gdzieś w polach, na dróżce niedaleko lasu. Chęć zjednoczenia się z naturą, duchowego oczyszczenia, głębszego poznania swoich problemów, i stania się lepszym sobą. Warunki atmosferyczne: zimno, wije lekki wiatr, słoneczko powoli zmierza ku zachodowi. Ja, ubranie, rower, słuchawki, gumy do żucia- nawet wody nie zabrałem ;) Nastawienie umysłu- również nie idealne, miałem troszkę dziwnych myśli i lęku.

Heja, jest to mój pierwszy trip raport na tej stronie, również pierwsze spotkanie z tymi prawdziwszymi psychodelikami ;) Więc proszę o wyrozumiałość i ewentualne poprawienie. Też jak widać set and setting nie było najlepsze, więc nie będzie to doświadczenie rodem lotu w kosmos, nie mniej jednak starałem się zassać całą wiedzę, jaką kwas ma mi do przekazania.

 

  • Pierwszy raz
  • Psilocybe Cubensis Golden Teacher

Podekscytowanie; Dom Babci; Trip z Przyjacielem i Dziewczyną; Waga: 65kg

   Spis treści:

  • Lophophora williamsii (meskalina)

Podsylam opis przezycia po Peyotlu, ktorego doswiadczyl Bernard

Roseman, gdy wraz z czlonkami Native American Church uczestniczyl

w sakramencie w poznych latach `50. To je ino fragmencik calosci,

a calosc to "The Peyot Story" - Wishire Book Company 1963.



..........................................



randomness