REKLAMA




Kierowcy po środkach odurzających: mamy z tym masę problemów

...czyli w sumie: o kulawym prawie, wybrakowanych wykazach i zawodnych narkotesterach ;)

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Rynek Zdrowia
Jacek Wykowski

Odsłony

462

W Polsce rozwiązania prawne dotyczące prowadzenia pojazdów po zażyciu narkotyków zawarte są w przepisach dotyczących alkoholu. Zabroniona jest zatem jazda pojazdem po spożyciu alkoholu i "środków działających podobnie do alkoholu". Wszystko wydaje się jasne, ale to tylko pozory.

- Wykaz wspomnianych środków został określony w odpowiednim rozporządzeniu ministra zdrowia - mówi Rynkowi Zdrowia Ilona Buttler z Instytutu Transportu Samochodowego.

Konkretnie chodzi o rozporządzenie z dnia 16 lipca 2014 r. w sprawie wykazu środków działających podobnie do alkoholu oraz warunków i sposobu przeprowadzania badań na ich obecność w organizmie.

- Jeżeli chodzi o alkohol, to w przepisach mamy jeden liczbowo określony próg, a im wyższe stężenie, tym surowsza kara - przypomina Ilona Buttler.

W przypadku innych substancji odurzających takich progów już nie ma.

- Jak określić, kiedy stężenie danej substancji zwiększa prawdopodobieństwo uwikłania się w wypadek drogowy? - pyta Buttler i podkreśla, że niezbędnym krokiem powinno być stworzenie oddzielnych regulacji prawnych obejmujących tylko inne niż alkohol substancje odurzające.

Prawny misz-masz

Kierowanie pojazdem przy zawartości alkoholu we krwi od 0,2 do 0,5 promila („po użyciu”) skutkuje odpowiedzialnością za wykroczenie, a jazda przy zawartości pow. 0,5 promila, czyli w stanie nietrzeźwości, grozi już odpowiedzialnością za przestępstwo.

Kierowanie pojazdem „po użyciu” innego środka odurzającego (marihuana, kokaina, amfetamina, LSD itd.) jest takim samym wykroczeniem jak jazda po użyciu alkoholu. Oznacza to, że jeśli biegły toksykolog ustali, że we krwi w momencie kierowania pojazdem był środek odurzający, podlegamy odpowiedzialności za wykroczenie. Jeżeli to stężenie będzie odpowiednio wysokie, a ponadto środek będzie wpływał na zdolności psychomotoryczne kierowcy, będzie to równoznaczne z jazdą „pod wpływem” i popełnieniem przestępstwa, tak jak w przypadku jazdy w stanie nietrzeźwości po alkoholu.

- Zwracam uwagę, że przestępstwem jest wyłącznie jazda pod wpływem środków odurzających, a więc tylko tych substancji, które są zawarte w załączniku nr I do ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii - tłumaczy nam mecenas Magda Gawińska.

Dodaje, że oprócz środków odurzających, w ustawie jest mowa o środkach psychotropowych (załącznik nr II), a dodatkowo rozporządzenie ministra zdrowia z 24.08.2016 r. mówi o tzw. "nowych substancjach psychoaktywnych”.

- Środki psychotropowe i środki psychoaktywne to nie są środki odurzające w rozumieniu ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii oraz kodeksu karnego. Prowadząc pojazd po środkach psychotropowych bądź psychoaktywnych, narażamy się co najwyżej na wykroczenie - wyjaśnia.

Po użyciu i pod wpływem, czyli problem progów

- Moim zdaniem prawo powinno określać progi stężeń w odniesieniu do pojęć "pod wpływem" i "po użyciu". Są ku temu naukowe podstawy i trzeba je (progi - red.) sukcesywnie wprowadzać, przynajmniej dla pięciu grup środków działających podobnie do alkoholu ujętych w rozporządzenia ministra zdrowia. Prawo będzie wtedy przejrzyste i równe dla wszystkich - przyznaje dr hab. Maria Kała, dyrektor Instytutu Ekspertyz Sądowych (IES) w Krakowie.

Jednak substancji odurzających - poza alkoholem - w samych aktach prawnych jest bardzo dużo, na dodatek ciągle wchodzą na rynek kolejne. Rozporządzenie ministra zdrowia wymienia opioidy, amfetaminę i jej analogi, kokainę, tetrahydrokanabinole i benzodiazepiny, a aktualizowane załączniki starają się ująć te, które pojawiają się na rynku. A i tak są jeszcze luki.

- Rozporządzenie powinno być wydane z załącznikiem tych wszystkich leków w obrocie, które mają negatywny wpływ na kierowców - mówi dr Leszek Borkowski, b. prezes Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych.

Dodaje, że resort zdrowia „poszedł na łatwiznę, wypisując rzeczy znane w przedszkolu”.

Ministerialne rozporządzenie to nie koniec. Ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii w załączniku nr I wymienia już setki substancji odurzających. Wprowadzenie progów stężeń dla takiej ilości wydaje się niemożliwe.

- Nie ma jednolitego podejścia w Europie. Są kraje, które przyjęły, że ujawnienie obecności nielegalnej substancji psychoaktywnej w organizmie kierującego, niezależnie od jej stężenia, podlega karze. W innych krajach, np. w Wielkiej Brytanii lub Norwegii, pojawiły się przepisy określające liczbowo dopuszczalne stężenia danej substancji - tłumaczy Ilona Buttler.

Co mówią twarde dane

W roku 2016 badaniu na zawartość alkoholu poddano niemal 18 mln kierujących. Nieco ponad 115,5 tys. z nich jechało w stanie "po użyciu" i w stanie nietrzeźwości. O kontrole na obecność innych środków odurzających Rynek Zdrowia zapytał Komendę Główną Policji (KGP).

- W 2016 roku 8380 kierujących zostało poddanych badaniu na zawartość środków działających podobnie do alkoholu i ujawniono 1147 przypadków jazdy pod wpływem/po użyciu - pisze KGP.

Jak to wygląda procentowo? Jeśli weźmiemy pod uwagę „alkoholowe” kontrole, nietrzeźwych było ok. 6,4 proc. W przypadku danych „narkotykowych” kontrole ujawniły niemal 13,7 proc. odurzonych, czyli ponad dwukrotnie więcej.

- W roku 2016 kierujący pojazdami, którzy zażyli środek psychoaktywny, byli sprawcami 45 wypadków, w których 14 osób zginęło, a 55 zostało rannych. Spowodowali również 115 kolizji. Na tle ogólnej liczby wypadków drogowych w roku 2016 wynoszącej 33 664 oraz liczby osób zabitych (3026) i 40 766 rannych wydaje się, iż problem narkotyków w ruchu drogowym jest marginalny - zauważa KGP.

Radzi jednak, aby nie bagatelizować tego zjawiska i na bieżąco je monitorować. Tyle, że w kontrolowaniu na drodze pojawia się kolejny problem - chodzi o urządzenia pomiarowe.

Narkotester (nie)prawdę ci powie

- Narkotester nie daje pewnego wyniku. Może być on błędnie dodatni lub błędnie ujemny. Jeśli na krótko przed badaniem zapali się papierosa lub wypije kakao/czekoladę, wynik może wyjść dodatni. Dlatego narkotester jest traktowany jedynie jako ułatwienie pracy policjanta, a wartość dowodową mają dopiero badania laboratoryjne krwi - przypomina profesor Maria Kała.

Dr Piotr Burda, konsultant krajowy w dziedzinie toksykologii klinicznej ma identyczną opinię.

- Było kilka głośnych przypadków, kiedy kierowcy zabrano prawo jazdy, bo ślinotest wykazał amfetaminę. Po pół roku okazało się, że badania krwi w laboratorium sądowo-toksykologicznym w ogóle jej nie wykryły. Wynik może nawet zafałszowywać ibuprofen, który interferuje - mówi dr Burda.

- Nigdzie na świecie nie ma testów dla policji, które wykazywałyby wszystko, co jest istotne. Problem więc z definicji będzie ukryty - mówi dr Borkowski.

Podobne zdanie ma szefowa IES.

- Narkotestery są przeznaczone do wykrywania środków z określonych grup. W przypadku zażycia czegoś „poza” otrzymamy wynik ujemny - przyznaje.

Wiarygodność narkotesterów to jedno. Trudniejsza niż w przypadku alkomatu jest także sama procedura badania.

- Nie istnieją szybkie i ekonomiczne metody ujawniania obecności narkotyków w organizmie kierowcy - przyznaje KGP i dodaje: - Przeprowadzenie w warunkach drogowych testu z zastosowaniem narkotestera ślinowego trwa nawet kilkanaście minut.

Zgodnie z informacjami KGP, na dzień 31 grudnia 2015 r. polska policja posiadała 2255 narkotesterów jednorazowych oraz 49 urządzeń stacjonarno-przenośnych i 503 kaset do nich.

Samo określenie progów nie wystarczy

Ilona Buttler widzi potencjał zmian „na już” w lekarzach i farmaceutach. Chodzi konkretnie o leki.

- Uporządkowanie problemu obecności nielegalnych substancji psychoaktywnych w ruchu drogowym wymagać będzie czasu. Ale są rzeczy, które możemy robić już dzisiaj. Największy potencjał widzę w ścisłej współpracy ze środowiskiem medycznym. Byłabym bardzo wdzięczna, gdyby np. lekarze czy farmaceuci częściej informowali pacjentów, że dany lek może mieć wpływ na ich zachowanie za kierownicą i ewentualnie proponowali zamiennik - podpowiada.

Dr Burda proponuje emitowanie w telewizji spotów „przemawiających do wyobraźni” i pokazywanych w godzinach największej oglądalności danej stacji.

Inną konstatacją kończy dr Jacek Kozakiewicz, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Katowicach.

- Nie jesteśmy w stanie wszystkiego penalizować. Musimy spojrzeć na problem pod kątem edukacji - poprzez budzenie świadomości społecznej. To zadanie przede wszystkim dla mediów - stwierdza.

Oceń treść:

Brak głosów