Kanapowa narkoturystyka

Netflix ujawnia: narkotyki są nielegalne, a gangsterzy sporo na nich zarabiają.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Krytyka Polityczna
Łukasz Muniowski
Komentarz [H]yperreala: 
Tekst stanowi przedruk z podanego źródła.

Odsłony

303

Netflix ujawnia: narkotyki są nielegalne, a gangsterzy sporo na nich zarabiają.

Tytuł mówi wszystko. Opowieści z narkoświata. Trochę jak Opowieści z Narnii, czyli jakiejś tajemniczej krainy. Zamiast przekrojowego obrazu narkobiznesu – od wytwórców, przez handlarzy, po klientów – produkcja Netfliksa oferuje oderwane od siebie historie, których wspólnym elementem jest po prostu nielegalny proceder, jakim zajmują się przestępcy. Same narkotyki są tu pretekstem do wejścia w świat szybkich pieniędzy, a widz jest jedynie turystą, przed którym autorzy odsłaniają tylko te najbardziej efektowne i emocjonujące aspekty handlu.

Określenie „narkoświat” znamionuje rzeczywistość inną niż nasza, wymagającą wprowadzenia, jakby ten cały proceder dział się z dala od nas, praworządnych obywateli. Najważniejszymi punktami w tym równoległym wszechświecie są Phoenix, Paryż, Rio de Janeiro i Londyn, pokazane tu jako wielkie ośrodki przestępcze, gdzie interesy półświatka kręcą się wokół zakazanych używek. Same używki zaś potraktowane są bardzo powierzchownie, jako problem, którego przyczynom próżno poświęcać uwagę.

Mało tu zgłębiania przyczyn popularności danych substancji czy samego rozróżniania między nimi – marihuana i kokaina pojawiają się obok siebie, chociaż jedynym co je łączy jest fakt, że za ich posiadanie można trafić do więzienia. Gdyby tematem serii uczynić przemyt innych nielegalnych środków, choćby gum do żucia do Singapuru, serial potraktowałby sprawę z równie znikomą wrażliwością.

Wyjątkiem jest ostatni odcinek poświęcony MDMA, odstający poziomem od reszty. Pozostałe trzy wyglądają jakby twórcy zbyt dużo czasu spędzili grając w niezbyt ambitne gry pokroju Call of Duty i chcieli przeszczepić estetykę strzelanek do dokumentu. Najwyraźniej widać to w odcinku o Rio, gdzie widz „wciela się” w policjanta przeszukującego fawele z karabinem w ręku.

Budujący napięcie lektor i zbliżona formuła odcinków – handlarze, policjanci, transport i obławy mundurowych – sprawiają, że serial nie wnosi wiele do dyskusji o samych narkotykach, a stanowi głównie pożywkę dla głodnych kolejnej dawki narkopornografii. Zamaskowani przestępcy pozują z bronią, przemytnicy ujawniają niektóre ze swoich sztuczek, a policjanci utyskują na jakość sprzętu. A to przecież nie są relacje live z Instagrama, tylko poważna produkcja, zrobiona za prawdziwe pieniądze i ewidentnie traktujące siebie samą bardzo serio.

Rzecz dla turystów

Ludzie występujące w filmie nie są aktorami – dowiadujemy się z wprowadzenia. Niby nie są, ale teatralność niektórych scen jest po prostu śmieszna, zwłaszcza tych z akompaniamentem w postaci „ostrych” gitarowych riffów i przypadkowo dobranego hip-hopu. Każdy gangster pojawiający się w serialu opowiada o tym, że doszedł na szczyt ciężką pracą, jest w tej grze tylko dla pieniędzy, a sam narkobiznes jest nieuniknionym elementem globalnej ekonomii – dopóki jest popyt, handel będzie się kręcić. Nie są to prawdy objawione, co poniekąd pozwala uwierzyć, że wypowiadający się ludzie nie są aktorami, bo tym przygotowano by jednak ciekawsze kwestie.

Wprowadzenie do ich świata ułatwiają tłumaczenia, pozwalające zrozumieć, że „ten-a-key” oznacza dziesięć tysięcy dolarów za kilogram. Wszystko jest tu podane na tacy, w porcjach tak małych, że tylko pobudzają apetyt.

Krojenie haszyszu czy produkcja tabletek MDMA to bardziej interesujące momenty, jakie ma do zaoferowania serial, ale na przykład produkcji metamfetaminy już nie zobaczymy, chociaż twórcy zapewniają nam dostęp do typowej narkotykowej kuchni. Bierzemy udział w akcjach policyjnych, widzimy aresztowania, są miotacze ognia i szczekające amstaffy. To wszystko jedynie atrakcje turystyczne, obrazy, do których możemy wracać we wspomnieniach, nawet odwoływać się w dyskusjach, ale gdyby tak zadać sobie pytanie, dlaczego tak wielu ludzi zarabia na narkotykach? W krótkim serialu odpowiedzi szukać próżno.

Skutki bez przyczyn

Z odcinka o Phoenix dowiadujemy się co prawda, że rozwój części metropolitalnej miasta okupiony jest rosnącymi nierównościami społecznymi, ale na tym koniec. Narkotyki i problemy społeczne jakimś cudem nie mają w serialowym uniwersum ze sobą nic wspólnego.

Twórcy opowieści z narkoświata w ogóle mają problem z łączeniem ze sobą zjawisk w spójne historie, o związkach przyczynowo skutkowych nie wspominając. Dowiadujemy się, że Ameryka zmaga się ze śmiertelnym kryzysem opioidowym. Arizona, której stolicą jest Phoenix, ma z kolei problem przede wszystkim z metamfetaminę – ratownicy częściej wzywani są do osób zażywających narkotyki niż legalnie dostępne leki.

Problemy tego kalibru zostają zrównane z „epidemią” haszyszu we Francji, będącej światową stolicą tej relatywnie niegroźnej używki. W odcinku poświęconemu MDMA poznajemy naturalną inklinację Brytyjczyków do odurzania się tabletkami, a nawet kilku z nich zabiera głos by wytłumaczyć, o co dokładnie chodzi w ekstazie. Ale już popularność haszyszu we Francji pozostaje zagadką.

Potrzeba dużo dobrej woli, żeby traktować przemyt haszu z tą samą powagą, co handel metamfetaminą, ale twórcy serialu nie zadają sobie trudu by odpowiednio nakreślić sensowny kontekst.

Po kilkudziesięciu minutach podejście oparte na epatowanie obrazami brania, ścigania, aresztowań staje się po prostu męczące. I co gorsza, może być szkodliwe. Pokazywanie jak Heather – kobieta od 20 lat używająca metamfetaminy, wykształcona i prowadząca własną firmę – wstrzykuje sobie narkotyk bez żadnego komentarza może zachęcić do sięgania po nielegalne środki, a chyba nie taka była intencja autorów.

Biorąc pod uwagę wspomniane wyżej przykłady trudno jednoznacznie zdefiniować grupę docelową tego mini-serialu, który, chociaż krótki, jest w przeważającej części wtórny i najzwyczajniej nudny. Broń, pieniądze i narkotyki powinny przyciągać uwagę, ale oferując niewiele ponad ich reprezentacje na ekranie, Opowieści z narkoświata stanowią kolejny przykład bardzo przypadkowego dokumentu, którego twórcy stawiają jedynie na sensacje. Szkoda, bo sproblematyzowanie omawianych zagadnień w zestawieniu z ładnymi obrazkami, jakie bez wątpienia ma do zaoferowania serial, dałoby dużo lepszy efekt.

Oceń treść:

Average: 1 (1 vote)
Zajawki z NeuroGroove
  • Diazepam
  • Inne
  • Ketony
  • Paroksetyna
  • Uzależnienie

Okres przedświąteczny, który obfitował wcześniej w ekstremalne przeżycia. Mini ciąg w samotności i spokoju w domu

O to jak zamieniłem się w ketonowe zwierzę.

Żółty (Wolny) sort

Dość niedawno moja przygoda z hex-en'em i ogromną ilością benzo skończyła się mega psychozą

Gdy prawie zapomniałem o tej substancji znalazłem ja schowaną. Co zaszkodzi jeszcze raz spróbować? Pamiętając jakie to mocne zaatakowałem małe dawki.

Myślę, taki rzeźnik dopaminy w progowych dawkach pomnożę mi z mega zaległościami na studiach i zdać 7 semestr.

  • Kokaina

nazwa substancji : kokaina


poziom doświadczenia : alkohol, amfetamina (raz i nigdy więcej ), marihuana.


set&setting : 4 piwa




  • Gałka muszkatołowa

Na tego sylwka planowałyśmy wiele rzeczy... ;D Chciałyśmy zapodać wszystko po kolei, ale niestety z niezależnych od nas przyczyn wszystko (no może prawie wszystko) przepadło... :( Pomyślałyśmy No nie... sylwek bez kapy to nie sylwek.... Na szczęście w domu była gałka muszkatołowa... Potrzebowałyśmy dość dużo tego, więc ona poszła do sklepu po dwie paczki startej gałki, a ja kruszyłam przyprawę znalezioną u babci na tarce... Wsypałyśmy całość do dwóch szklanek (wyszło tak prawie pół szklanki gałki na pół szklanki wody).

  • MDMA (Ecstasy)
  • Pierwszy raz

Set: Z grupką bliskich znajomych pojechaliśmy do innego miasta na zaproszenie naszego kolegi - wiadomo było tyle że impreza będzie gruba więc poziom ekscytacji też był gruby, nastawieni byliśmy na klasyczną imprezę z wódką i tańczeniem (chociaż w głębi ducha coś przeczuwałem). Setting : późny sierpień, bardzo ciepło, prywatna impreza w lesie na totalnym odludziu. Kulturka i ludzie mimo że w większości mi nieznani to "sami swoi".

 

Koło godziny 21 zajechaliśmy na miejsce imprezy. Powitał nas niesamowity widok – noc, lampki choinkowe lekko rozświetlają densflor, leżaczki, stanowisko dj z poważnymi kolumnami i bardzo dużo osób (może z 70)

 

Zaczęło się dość drętwo, mam fobie społeczne i boję się grup nieznajomych mi ludzi zatem nie od razu się dobrze bawiłem – po trzech piwkach jednak się atmosfera wyluzowała, tak samo jak wyluzowały się języki, była muzyczka, było milutko.

Tu wspomnę że muzyka gra ogromną rolę w moim życiu i jestem na nią bardzo wrażliwy.