16:30, w domu jestem tylko ja i dwie koleżanki, nazwijmy je K. i E. Nabijam lufę. Ponoć mocny towar, nie byłam wtedy doświadczona, więc nie potrafię określić co to dokładnie było, ale z pewnością nie była to czysta MJ.
Biskupi zabrali głos w sprawie legalizacji „marihuany rekreacyjnej” przez kanadyjski parlament. Podtrzymali dotychczasowe nauczanie Kościoła stwierdzające, że z wyjątkiem stosowania konopii w celach medycznych, spożywanie tego narkotyku pozostaje grzechem.
Biskupi zabrali głos w sprawie legalizacji „marihuany rekreacyjnej” przez kanadyjski parlament. Podtrzymali dotychczasowe nauczanie Kościoła stwierdzające, że z wyjątkiem stosowania konopii w celach medycznych, spożywanie tego narkotyku pozostaje grzechem.
Klarowny głos biskupów w tej sprawie przekazał ks. Frank Leo, rzecznik Konferencji Episkopatu Kanady (KEK). - Z wyjątkiem używania konopii w celach leczniczych, palenie marihuany jest uderzeniem w cnotę umiarkowania i powinno być unikane – powiedział.
- Cnota umiarkowania, jak podaje Katechizm Kościoła Katolickiego, upoważnia nas do rezygnacji z każdego rodzaju przesady: czy dotyczy to jedzenia, spożywania alkoholu, papierosów czy leków (…) dodatkowo, Katechizm podkreśla, że używanie jakiegokolwiek narkotyku - poza ściśle określonymi kwestiami terapeutycznymi – jest grzechem śmiertelnym, gdyż używanie narkotyków uszkadza nie tylko ciało ale i duszę - zaznaczył rzecznik KEK.
Tzw. „Cannabis Act” wejdzie w pełni w życie w październiku. Na mocy tego prawa każdy pełnoletni Kanadyjczyk będzie mógł posiadać legalnie maksymalnie 30 gramów suszu, a nawet hodować we własnych domach nawet cztery rośliny „cannabis”. Oczywiście, będzie mógł także bez problemów używać narkotyku. Sprzedażą mają zająć się licencjonowani sprzedawcy i odpowiednio zaopatrzone sieci sklepowe.
Kanada stanie się po Urugwaju drugim krajem na świecie, który zalegalizował narkotyki w sposób ogólnonarodowy. Wartość rynku konopii oblicza się na prawie 5 mld USD do 2020 r. Do tego czasu konsumentem marihuany może stać się co piąty Kanadyjczyk.
Nastawienie stanowczo pozytywne, paliłam na tarasie przed domem, w otoczeniu dobrych koleżanek.
16:30, w domu jestem tylko ja i dwie koleżanki, nazwijmy je K. i E. Nabijam lufę. Ponoć mocny towar, nie byłam wtedy doświadczona, więc nie potrafię określić co to dokładnie było, ale z pewnością nie była to czysta MJ.
Piękny jesienny dzień, las i nasłonecznione zbocze na jego skraju; nastawiony jak zwykle optymistycznie, nieco podekscytowany; w podróż wyruszam samotnie
12.30. Intoksykacja. Spożywam pokarm bogów – łysiczki zanurzone w zupce grzybowej Smaczna Porcja. Nazwa nie kłamie, mimo psychodelicznego dodatku, zupa pozostaje całkiem smakowita.
Do plecaka pakuję śpiwór, wodę, odtwarzacz mp3 – i jestem gotowy do podróży!
+0.15. Po 15 minutach zaczynam już odczuwać pierwsze efekty, uczucie, że coś w środku zaczyna się dziać, jakaś nieokreślona zmiana. Wychodzę z domu i udaję się w stronę pobliskiego lasu.
Po bardzo pozytywnych efektach pierwszego grzybienia, które miało miejsce 8 dni wcześniej (!), pragnienie poznania się jeszcze bliżej z działaniem grzybów wzięło górę nad rozsądkiem, który nakazywał siedzieć spokojnie na dupie. Podróż odbywała się jak zwykle w zaciszu własnego, zamkniętego na klucz pokoju, samotnie. Przesłanki o możliwych niedogodnościach (hałasy z zewnątrz, jak również brzydka pogoda, która zawsze źle na mnie wpływa) zostały całkowicie zignorowane. Miejscówka ogarnięta, porządeczek, herbatka pod ręką i muzyczka na każdą okazję gotowa na kompie. Wolny dzień, brak zobowiązań względem pracy itp.
Jak wspomniałam wyżej, moje pierwsze grzybienie miało miejsce 8 dni wcześniej i to nie jego ma dotyczyć ten raport jednak dla całościowego spojrzenia na sprawę, czuję się w obowiązku przytoczyć w skrócie pewne kwestie. Jednak, żeby wszystko trzymało się kupy, muszę cofnąć się jeszcze bardziej.