Minął dokładnie rok, odkąd holenderskie coffeeshopy w wybranych gminach zaczęły sprzedawać wyłącznie legalnie uprawianą marihuanę. Eksperyment, który miał uderzyć w czarny rynek, przynosi pierwsze wymierne efekty. Choć nie obyło się bez kar finansowych, ogólny bilans jest zaskakująco pozytywny.
-
7 kwietnia 2026 roku to ważna data dla europejskiej polityki narkotykowej. Rok temu dziesięć holenderskich gmin (m.in. Breda, Tilburg, Arnhem i Groningen) całkowicie zamknęło „tylne drzwi” dla nielegalnych dostawców. Od tego czasu marihuana w tamtejszych coffeeshopach pochodzi wyłącznie od certyfikowanych producentów.
Koniec z „tylnymi drzwiami”?
Przez dekady Holandia stosowała tzw. politykę tolerancji. Sprzedaż w coffeeshopach była dozwolona, ale uprawa i dostawy pozostawały nielegalne. Tworzyło to paradoks: właściciel lokalu mógł sprzedać Ci gram suszu, ale musiał go kupić na czarnym rynku.
Eksperyment z regulowanym łańcuchem dostaw ma to zmienić. Obecnie dziesięciu licencjonowanych hodowców dostarcza towar bezpośrednio do sklepów. Każda roślina ma swój kod, co pozwala śledzić jej drogę od nasiona aż po ladę sklepową.
Głos z rynku: „Musieliśmy się siebie nauczyć”
Początki nie były łatwe. Rick Bakker, dyrektor firmy Hollandse Hoogtes (jeden z legalnych hodowców), przyznaje, że na starcie brakowało ulubionych odmian klientów.
„Na początku musieliśmy się do siebie przyzwyczaić” – mówi Bakker w rozmowie z mediami. „Dziś sytuacja jest stabilna. Jakość towaru jest powtarzalna, a wybór odmian coraz większy”.
Największym wyzwaniem pozostaje haszysz. Ten legalny smakuje inaczej niż produkt tradycyjnie sprowadzany z Maroka i jest od niego droższy. Mimo to większość stałych klientów zdecydowała się na legalny zakup.
Bezpieczeństwo pod kontrolą
W ciągu ostatniego roku Inspektorat Sprawiedliwości przeprowadził 46 kontroli u hodowców. Wykryto 42 naruszenia, ale dotyczyły one głównie błędów w dokumentacji lub uchybień w zabezpieczeniach (np. płoty, systemy wejść).
Co najważniejsze:
- Wydano tylko cztery mandaty (najwyższy wyniósł 20 000 euro).
- Nie stwierdzono żadnych powiązań legalnych hodowców z grupami przestępczymi.
- W miastach biorących udział w teście nie wzrosła przestępczość uliczna.
Burmistrzowie chcą szybkich decyzji
Paul Depla, burmistrz Bredy, nie kryje zadowolenia. Według niego obawy o „normalizację narkotyków” były bezpodstawne. Do coffeeshopów nie zaczęły nagle walić tłumy nowych ludzi. Zmieniło się tylko źródło pochodzenia towaru na bezpieczniejsze i legalne.
Jednak eksperci, jak Nicole Maalsté, ostrzegają przed nadmiernym optymizmem rządu. Oficjalnie eksperyment ma trwać do końca 2029 roku. Czekanie z decyzją o pełnej legalizacji do tego czasu może być błędem.
„Zatrzymanie eksperymentu za trzy lata oznaczałoby chaos” – twierdzi Maalsté. „Hodowcy zainwestowali miliony, a coffeeshopy straciłyby legalne źródła. Musimy działać szybciej, by uniknąć powrotu do podziemia”.
Co to oznacza dla Ciebie?
Jeśli odwiedzasz coffeeshopy w miastach takich jak Breda czy Maastricht, możesz mieć pewność, że kupujesz produkt:
- Przebadany laboratoryjnie.
- Bez szkodliwych pestycydów.
- Z którego podatki trafiają do budżetu państwa, a nie do gangów.
Holandia pokazuje, że regulowany rynek jest możliwy. Pytanie brzmi: czy reszta kraju – i Europy – pójdzie tym samym śladem przed 2029 rokiem?